Monday, November 30, 2015

masala chai

 


było dobre -20 st.C, śnieg po kolana. Dzień zaczynał się około 10 rano, a kończył koło 2:00 po południu, niebo było jasne, ale słońca nie było widać, chowało się tuż się za horyzontem*. Renifery na naszych oczach wygrzebywały spod potężnej i zmrożonej masy śniegu porosty, a ja próbowałam wygrzebać kilka gałązek borówki czarnej. Dwa lata temu, zamiast jechać na doroczną wycieczkę pod i na Śnieżkę, cała nasza grupa pojachała za koło polarne. Do Finlandii, pod górę Levi.

Otoczone zapachem brzozowego i sosnowego drewna snującego się z kominka, patrzyłyśmy z Moutusi (która uciekła do Finlandii z gorącej Kalkuty) na ciemną noc i pojawiającą się co chwila zorzę polarną. Za ścianą rozbrzmiewały echa imprezy, którą rozkręcił Waldek (z której na chwilę uciekłam, by odpocząć od oparów C2H5OH). Wcześniej skakaliśmy do śniegu rozgrzani ciepłem sauny, teraz patrzyłyśmy za okno na przykrywającą wszystko zimę i rozmawiałyśmy o rozgrzewającej herbacie masala.

Masala chai () to indyjski sposób przygotowywania herbaty. Z mlekiem i przyprawami. Według Moutusi, obowiązkowy jest imbir, reszta przypraw zależy od naszej inwencji. Ważny jest gatunek herbaty, jakiej użyjemy. Najlepsza ciemniejsza, czerwonawa, ale w przypadku braku takiej, każda mocna czarna herbata się nada. Gdy za oknem zimno, niekoniecznie -20st.C, ciepła herbata z przyprawami jest jak znalazł!

 

Przepis na masala chai (od Moutusi):

1 litr mleka
5cm kawałek swieżego imbiru
5cm kawałek cynamonu
7 goździków
7 strączków kardamonu
5 kulek czarnego pieprzu
2 łyżki mocnej liściastej herbaty**
cukier do smaku (~1/3 szklanki)

Imbir pokroić w cienkie plasterki. Pozostałe przyprawy utrzeć na brobny pył w moździerzu. Do mleka dodać wszystkie przyprawy i razem powoli zagotować. Gdy mleko się zagotuje, skręcić gaz, dodać herbate i parzyć przez 3-5 minut. Podawać w filiżankach (nalewać przez sitko). Rozgrzewająca, bardzo korzenna.


* to było jedno z dziwniejszych uczuć, jakiego doświadczyłam: niby dzień, niby rozświetlone niebo, ale nie do końca niebieskie, wzbudzało to we mnie jakiś niepokój.
** najczęściej używam angielskiej English Brekfast tea.

PS. To moje dwa grosze do organizowanego za tydzien przez Ptasie Korzennego Tygodnia.
.

Monday, November 23, 2015

babka ziemniaczana z gruszkami



książeczka ta nosi tytuł "Tradiční kuchařka z Krkonoš" czyli "Tradycyjna książka kucharska z Karkonoszy". To bodaj najcieńsza książka kucharska jaką mam i jedyna wydana na surowym, beżowym papierze. W posiadanie książeczki weszłam, gdy to kilka lat temu podczas tradycyjnego wyjazdu na Śnieżkę zdezerterowaliśmy i, miast w półmetrowym śniegu wspinać się z kolegami na śnieżkę, pojechaliśmy do restauracji w Hotelu Hvězda na ich słynne sejkory*.

We wstępie do owej  Krkonošské kuchařky autorzy wzmieniają, że wiele potraw znanych jest w całym kraju z bajek czy opowieści, ale że raczej mało kto pamięta (poza rejonem Karkonosz), jak smakowały, a przede wszystkim jak były przygotowywane. Wśród nich niecodzienne nazwy, jak choćby wspomniane sejkory oraz amoletky, kocmouch, pivní polevka,  knedlíky hop do vody, bramborové bobky i... žid. 

Okazuje się, że potrawa o zaskakującej nazwie žid  (tak, żyd - mogę się jedynie domyślać że nazwa potrawy nawiązuje do żydowskiego ziemniaczanego kugla) to karkonoska wersja babki ziemniaczanej**. Ziemniaki należy grubiej zetrzeć, przygotować masę jak na babkę ziemniaczaną, a na wierzchu ułożyć śliwki, jabłka lub gruszki i zapiec. Autorzy książeczki dodają, że gruszki są najlepsze - mają rację, gruszki (nie tylko) w babce ziemniaczanej są doskonałe!


Przepis na babkę ziemniaczaną z gruszkami (z książki "Tradiční kuchařka z Krkonoš"):

2 kg obranych ziemniaków
1/2 szkl mleka
2 duże jajka
2 kopiate łyżki mąki
1 łyżka soli
4 większe gruszki
tłuszcz do natłuszczenia blachy

Ziemniaki zetrzeć na tarce, na tzw. średnich oczkach (można zlać trochę płynu, ale nie za dużo). Utarte ziemniaki zalać grącym mlekiem, wymieszać. Dodać jajka, sól, mąkę i wymieszać. Masę wyłożyć na natłuszczoną i wysypaną bułka tartą dużą blachę (24x36cm). Na wierzchu poukładać ósemki obranych gruszek. Piec godzinę w temp. 175-200st.C, wierzch babki powinien się zrumienić. Podawać z kwaśną śmietaną, jako samodzielne danie albo dodatek, można też podawać posypane cukrem. Karkonoska baba.


* sejkorom należałby się w zasadzie osobny wpis, ale nie mam pojęcia, jak odtworzyć te obłędne racuszki...
** wcześniej słyszałam o wersji śliwkowej od Moniki.
.
.

Monday, November 16, 2015

falafel



podczas pierwszej rozmowy z Viki na temat dobrych i sprawdzonych miejsc z jedzeniem w Jerozolimie (zresztą temat ten sama zaczęła), stwierdziła że "ponoć najlepszy falafel w Jerozolimie jest przy Bramie Damasceńskiej, Cedziu z Jankiem tam chodzili i mówili, że doskonały!"

Kilka tygodni później odkryliśmy niby oczywistą prawdę - jak każdy kij ma dwa końce, tak każda brama ma dwie strony, nawet taka Damasceńska. Przed bramą i za bramą!
Tak więc najlepszy falafel w Jerozolimie rzeczywiście jest przy Bramie Damascenskiej. Idąc w kierunku Starego Mista należy Bramę minąć i iść prosto. Zejść po kilkunastu schodach, minąć kilka straganów z owocami, pare sklepików z chustami i oczom naszym ukaże sie rozwidlenie ulic (zwane przez nas fork). I na tym to rozwidleniu znajdziemy ten "naj" falafel w Jerozolimie. 

Na oczach kupujacych kulki falafele smażą się nieprzerwanie. Te, tyle co wyłowione z wielkiej patelni, znikają w chlebie pita i podawane są kupującym. Tłoczno tu. Zapach kolendry i, oczywiście, odgłos smażenia niosą się wokoło.

Falafel jest tak bliskowschodni jak hummus i chleb pita. Oczywiście, toczą się boje o to, skąd falafel pochodzi, ale najważniejsze jest to, że są to wspaniałe kulki z ciecierzycy smażone w głębokim oleju. Doprawiane najczęściej kuminem, kolędrą, chilli. Zazwyczaj zajadane w chlebie pita z hummusem, swieżymi warzywami, choć również mogą być podawane jako meze. Nasze ulubione dodatki do falafela w chlebie pita to surówka z białej kapusty i frytki! Zielonkawy w środku, aromatyczny.


Przepis na falafel czyli smażone kulki z ciecierzycy
(na podstawie przepisu z "The Book of New Israeli Food" Janny Gur):

250g suszonej ciecierzycy
garść liści kolędry
garść liści pietruszki
1-2 papryczki chilli
1 cebula
1 łyżeczka soli
1-2 łyżeczki kuminu
1-2 łyżeczki ziaren kolendry

Ciecierzycę namoczyć przez noc w dużej ilości wody (ze 2 litry, powiedzmy). Następnie ciecierzycę bardzo dokładnie wysuszyć. Liście kolendry i pietruszki oddzielić od łodyżek. Papryczkę chilli pozbawić nasion. Cebulę obrać. Kumin i suszone ziarna kolendry utrzeć w moździerzu. Wszystkie składniki wrzucić do blendera lub malaksera i miksować do uzyskania równomiernej, ale grudkowatej masy (parę minut). Nieco wyrobić, następnie nabierać małe porcje (wielkości orzecha włoskiego), formować kulki i smażyć w gorącym oleju, na złoto, w połowie smażenia obrócić. Wyławiać łyżką cedzakową i podawać. Do własnoręcznie robionego humusu i chleba pita obowiązkowe!
.

Saturday, October 31, 2015

pigwa kandyzowana



pierwszy raz pigwy kandyzowanej spróbowałam w... w Londynie. Pewna Ewelina próbowała mnie przekonać do biszkoptu i muszę przyznać, żę prawie się jej udało. To znaczy nadal twierdzę, że drożdżowe jest naj, ale przyznaję, że biszkopt może być dobry, szczególnie z masłem solonym i dżemem truskawkowym z pigwą kandyzowaną.

Pigwę Ewelina dostała od pewnej Gosi, od której zresztą i ja później dostałam w przesyłce owej pigwy sporą ilość. Próbowałam Gosię podpytać o przepis, ale odpisała, że jej tata pigwę kandyzowaną przygotowuje nieco na oko. Nie dawało mi to spokoju, więc spróbowałam i okazało się, że pigwę kandyzować można sposobem "na wiśnię".

Pigwa kandyzowana to pigwa (lub pigwowiec) gotowana w syropie cukrowym tak długo, aż owoce zrobią się szkliste, bardzo słodkie, a w kolorze ciemno pomarańczowe lub wręcz karminowe. Moim zdaniem pigwa kandyzowana to najlepszy "wyrób" z pigwy/pigwowca. Zachowuje najwięcej aromatu pigwy, kuszącego zapachu pigwy, którą chciałoby się ugryźć i rozkoszować się smakiem.


Przepis na kandyzowaną pigwę lub owoce pigwowca (próba odtworzenia wspomnień):

2 kg owoców pigwy (lub owoców pigwy z nalewki) 
2 kg cukru
grubszy kryształ do obtoczenia owoców

Owoce pigwy czy pigwowca umyć (owoce pigwy dokładnie pozbawić włosków), usunąć gniazda nasienne, pokroić w plasterki o grubości 5mm, wrzucić do rondla i zasypać cukrem. Owoce z cukrem odstawić na kilka godzin, co pół godziny delikatnie przemieszać. Owoce puszczą sok, cukier w dużej mierze powinien się rozpuścić. Następnie owoce wraz z sokiem bardzo powoli zagotować i gotować na bardzo małym ogniu 5 minut. Następnie delikatnie przemieszać, całkowicie ostudzić. Owoce wraz z syropem zagotować jeszcze 4-5 razy i gotować za każdym razem po kilka minut, za każdym razem ostudzić. Gdy w wiekszość plasterki pigwy będą szkliste, koloru karminowego, a syrop bedzie gęsty syrop odlać, a owoce obtoczyć w grubym cukrze krysztale i rozłożyć na papierze do pieczenia by obeschły. Po kilku godzinach zapakować szczelnie i rozdawać.


PS. Jak już wspomniałam owoce pigwowca nazywa się często pigwą, zarówno pigwę jak i pigwowiec można kandyzować (efektkońcowy jest dosyć podobny).
.

Saturday, October 24, 2015

pigwówka



"przed starym domem", jak się zwykło u nas nazywać ogródek przed domem babci, rosły patrząc od prawej: piwonie (białe i jedna czerwona), duży krzak jasno-fioletowego bzu, różaneczniki (ciemno-amarantowe), za nimi rajska jabłonka, a pod jabłonką gęsto było od konwalii. Obok była rabatka na całą długość ogródka a na niej: wiosną fiołki, pierwiosnki, tulipany i żonkile, szafirki, sasanki, szarotki, irysy; latem ogrodowe maki, jukki, cesarskie korony, floksy, żółte lilie i mnóstwo innych kwiatów. Na drugiej rabatce były tylko i wyłącznie róże, w większości pąsowe.

Na samym środku ogródka, pomiędzy tymi dwoma rabatkami, był kawałek trawnika, a na nim fioletowy bez, jakiś iglasty krzew (może cis) i pigwowiec. Pigwowiec kwitnący wiosną jako jedyny w ogródku na jasno-czerwono. Latem pojawiało się na nim kilkanaście owoców, raz spróbowałam - były niezmiernie twarde i kwaśnie, od tamtego czasu późną jesienią znacznie bardziej interesowały mnie, dojrzewające na krzakach wzdłuż całego starego domu, winogrona.

Pigwówka to nalewka nastawiana na owocach pigwy. Jako że pigwa rośnie w naszym klimacie niezmiernie rzadko, często pigwówką nazywa się również nalewkę na owocach pigwowca, ktore są nieco podobne do pigwy w smaku i kształcie. Pigwa jednak jest owocem dużym, jak wielkie jabłka (w Izraelu owoce pigwy ważą i pół kilograma!), a owoce pigwowca są wielkości najwyżej dorodnej moreli i, moim zdaniem, są bardziej kwaśne od pigwy. Co by jednak nie mówić, nalewki z pigwy czy pigwowca warto spróbować.

 
Przepis na pigwówkę, czyli nalewkę na owocach pigwy, bądź pigwowca (radosna twórczość własna):

1kg dojrzałych owoców pigwy
1/2 litra wódki
1/2 litra spirytusu
1/2 kg cukru (można i 1/3kg)

Owoce pigwy umyć (dokładnie pozbawiając włosków), przekroić na ćwiartki, usunąć gniazda nasienne, następnie ćwiartki owoców pokroić w niewielkie plasterki (o gruboiści skórki 4-5mm). Pokrojoną pigwę pozostawić na kilkanaście minut na otwartym powietrzu by odrobinę ściemniała (wtedy nalweka bedzie miała intensywniejszy kolor). Owocowe plasterki wrzucić do słoja, zalać wódką i spirytusem, odstawić na 2 tygodnie. Potrząsnąć słojem raz na parę dni. Następnie zlać znad owoców płyn, a pigwę zasypać cukrem, potrząsnąć co pare dni, po tygodniu cukier powinien sie rozpuścić. Po tym czasie zlać znad owoców syrop i połączyć z wczesniej zlanym alkoholem (owoców nie wyrzucać, przydadzą się za kilka dni). Nalewkę odstawić na pół roku. Po tym czasie zlać znad osodu i próbować. Aromatyczna.


PS. Na powyższym zdjęciu ten mały ciemno-żółty owoc to owoc pigwowca, ten duży którego widać połowę to pigwa od wujka Ryśka :-)
.

Friday, October 16, 2015

chleb pita



w co drugi mniej więcej czwartek wsiadaliśmy na kampusie Givat Ram w autobus numer 9 i jechaliśmy na ulicę Ben Jehuda, by stamtąd iść na shuk. Na targu kupowaliśmy obowiązkowo: oliwki, daktyle, chałwę na wagę, duże pudełko hummusu u Bashera, biały ser tzvatit i jakiś ser zółty plus siatkę chlebów pita. Potem szliśmy z powrotem na Ben Yehuda i wracaliśmy na  kfar hastudentim  autobusem 4 lub 4א. Jazda autobusem miejskim w Jerozolimie zasługuje na osobny rozdział, który byłby zresztą znacznie dłuższy, niż rozdział o chlebie pita.

Stoisko z ciepłym chlebem pita jest chyba najważniejszym stoiskiem na jerozolimskim targu Mahane Yehuda. Zdawało się, że mało kto wychodził z targu bez reklamówki czy dwóch płaskiego chleba. Na oczach kupujacych zdejmowany z blachy i pakowany. Chleb ten był miękki, wilgotny, bardzo ciepły wkładany do woreczków, po 10 sztuk lub nawet 20. Zapach drożdży unosił się wokoło.

Chleb pita albo po prostu pita (hebr. פיתה, arab. خبز عربي) to płaski, okrągły chleb z białej mąki na drożdżach, popularny na całym Bliskim Wschodzie. Wypiekany szybko w wysokiej temperaturze co powoduje, że chleb się nadyma, w środku powstaje kieszonka idealna do "nadziewania". Chleb pita wydaje się być najpopularniejszym chlebem w Izraelu, jest podstawą izraelskiego śniadania, obowiązkowy do hummusu, białego sera, obowiązkowy do falafela, kebabu. Wilgotny, bliskowschodni.


Przepis na pity czyli chleb pita
(na podstawie przepisu z "The Book of New Israeli Food" Janny Gur):

500g mąki
25g świeżych drożdży
300ml letniej wody
1 łyżka cukru
1 łyżeczka soli
50ml oliwy

Z drożdży, 50ml letniej wody, cukru i 50g mąki zrobić zaczyn, odstawić na kilka minut do wyrośnięcia. Do misy wsypać mąkę, wymieszać z solą, dodać zaczyn, resztę letniej wody, wlać oliwę. Ciasto wyrabiać 5-7 min. Pokropić oliwą i pozostawić do wyrośnięcia (45-60min). Ciasto zarobić, podzielić na 16 części i uformować z każdej porcji ciasta małą bułeczkę, przykryć je ściereczką i pozostawić na 10-15 min. Następnie każdą bułeczke rozpłaszczyć i przy pomocy rąk lub wałka rozwałkowac na dysk o średnicy 12-13cm. Piec w piekarniku nagrzanym do 225st.C 5-7 minut, dopóki jedynie delikatnie się zarumienią. Ostudzić przez 10 min i przykryć serwetką, by nie wyschły, pity mają być wilgotne, miękkie. Do własnoręcznie robionego humusu obowiązkowe!

PS. Chleb pita upiekłam z okazji Zorry Światowego Dnia Chleba 2015.

Monday, October 05, 2015

salomonowe ciasto



przyjechaliśmy zamieszkać w Pradze, w czeskiej Pradze, w jak mówią zlaté Praze lat temu dziesięć*. Wcześniej odwiedziliśmy Pragę dwukrotnie, na 4-5 dni. Nigdy nie myśleliśmy, że w Pradze będziemy na dłużej. Nigdy tego nie planowaliśmy, a na chwilę obecną wygląda, że w Pradze zostaniemy na więcej niż parę lat. Máme rádi Prahu.

Przepis na salomonowe ciasto ponoć krąży po całej Czeskiej i Słowackiej Republice od czasów, gdy były znane jako Czechsłowacja, od ponoć dobrych trzech pokoleń. Krąży pod róznymi nazwami:  šalamounovy řezy, šalamounova buchta, šalamoun anebo šup do trouby. Mówią, że nazwa ciasta bierze się od mądrości Salomona, przepis jest prosty i szybki w wykonaniu.

Salomonowe ciasto zaznaczyło początek naszego zamieszkania w Czechach. Jest to ciasto, które upiekła Marcelka w jeden z pierwszych dni, gdy przyjechaliśmy i zabrała go na kolację do Ivki i Pavla. Zapamiętałam to ciasto jako placek bardzo ciemny, bardzo słodki i przede wszystkim bardzo mokry. Bardzo pyszny. Po dziesięciu latach go upiekłam, na okrągłą rocznicę. Je opravdu moc dobrý!


Przepis na šalamounovy řezy czyli salomonowe ciasto, słodkie i mokre (od Marcelki):

2 szklanki cukru (trzcinowy idealny)
1 szklanka kawy (z 1 łyżki kawy)**
1/4 kostki masła
2 szklanki mąki
łyżeczka proszku do pieczenia
3 łyżki ciemnego kakao
3 jajka
kieliszek rumu lub ulubionej nalewki


Kawę zalać gorącą wodą, dosypać cukier, dodać masło, wymieszać do rozpuszczenia masła, nie gotować (dalej mieszaninę nazywam syropem kawowym). W misie wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia, kakaem. Wlać do suchych składników połowę syropu kawowego. Wbić do ciasta jajka i dokładnie wymieszać. Wlać na formę wyłożoną papierem do pieczenia i piec 20 minut w T=175st.C. Upieczone ciasto polać chlodnym syropem wymieszanym z alkoholem. Posypać wiórkami czekoladowymi, kokosem czy mielonymi orzechami. Dobrá česká buchta.


* fakt, w międzyczasie wyjechaliśmy na dwa lata do Jerozolimy.
** w oryginale szklanka wody.

Monday, September 28, 2015

cymes śliwkowy czyli śliwki, ziemniaki i karmel



wydawało mi się, że z cymesem nie mam żadnych ani doświadczeń, ani wspomnień. Myślałam, że znam go tylko i wyłącznie z książek, albo najwyżej z opowieści znajomych. Te opowieści notabene, bez używania zbędnych eufemizmów, możnaby sprowadzić do określenia jakim Ottolenghi podsumowuje klasyczny cymes - "obrzydliwy". Ale, ale pamiętam marchewkę z rodzynkami z uniwersyteckiej stołówki na Givat Ram w Jerozolimie, mam przed oczami, smaku chyba jednak nie poznałam.

Dobre słowo na temat cymesu trudno w Izraelu usłyszeć (zreszta tak samo nt. macy). A w języku polskim cymes to specjał, coś wybornego w smaku, smakołyk, makagigi. Gdy pierwszy raz miałam w ręce książkę Jerusalem, jeden przepis szczególnie przykłuł moją uwagę - pieczone ziemniaki z karmelem i suszonymi śliwkami, to rzeczywiście może być cymes pomyslałam*. 

Cymes  czy tzimmes (jidysz: צימעס) to sztandarowa potrawa aszkenazyjskich Żydów. Często podawana na szabat i bardzo często na kolacje noworoczną z okazji Rosh Hashanah. Oczywiście wersji cymesu jest wiele, każdy jednak musi zawierać warzywa korzeniowe i miód. Cymes historią sięga średniowiecza, kiedy to miód był popularniejszy od cukru. Najprostszy możliwy cymes to marchewka z miodem. Może być z batatem, pasternakiem, ziemniakami, nieczęsto ale może być też z trzcinowym cukrem. Cymes zazwyczaj jest doprawiony cynamonem, pieprzem i duszony na gęsim smalcu. Równie często jest z dodatkiem mięsa (głównie wołowiny). I iak dalej, i tak dalej. Słodki, a ten z suszonymi śliwkami wyborny.


Przepis na cymes, tzimmes, czyli suszone śliwki, pieczone ziemniaki i karmel (za Ottholengim i Tamimim z Jerusalem):

1kg ziemniaków
2 garści suszonych śliwek
oliwa bądź masło
sól
100g cukru
50ml wody

Ziemniaki (najlepiej średniej wielkości) obrać i przekroić na pół. Gotować w osolonej wodzie do momentu, aż bedą "prawie dobre" czyli minutę-dwie krócej niż normalnie, ziemniaki nie powinny się rozpadać. Następnie ziemniaki odcedzić i nieco ostudzić. W rondelku podgrzać cukier i upalić karmel koloru bursztynowego, po czym natychmiast zalać wodą (uwaga - woda wtedy bardzo pryska), dobrze zamieszać by powstał gęsty karmel. Ziemniaki wymieszać z oliwą/masłem i dopiec na złoto w gorącym piekarniku (można podsmażyć na złoto na patelni). Śliwki** wymieszać z karmelem i polać tym "sosem" ziemniaki, delikatnie przemieszać. I cymes gotowy. Doskonały sam w sobie lub jako dodatek do pieczonej z cytryną jagnięciny lub koltetów jagnięcych. Delikatnie słodkawy, śliwkowy z ziemniakami.


* autorzy Jerusalem określają tę potrawę jako swoje dwa grosze w temacie cymesu właśnie. 
** jeśli śliwki są bardzo twarde, to dobrze je na parę minut zalać wrzącą wodą.

Monday, September 21, 2015

suszone śliwki węgierki



odkąd pierwszy raz usłyszałam Łukasza opowieść o wędzeniu węgierek, zamarzyłam chociaż raz takie wędzenie przeżyć. Niestety urodziłam się badź to kilkanaście lat za późno, bądź w niewłaściwej rodzinie. U Łukasza od blisko ćwierćwiecza ślwek się nie wędzi, a moja prośba kilka lat temu, by może tak spróbować węgierki uwędzić, nie odbiła się niestety szerokim echem. Coś sobie przypominam, że chyba mi wszyscy popukali w czoło, oczywiście myśląc: upadła na głowę!

I te kilka lat temu, więdząc, że pewnie na żadne wędzenie śliwek się nie załapię, zaczełam suszyć (bez dymu) węgierki sama. Pierwsze, które suszyłam, kupiłam u mojej ulubionej przekupki na Nowym Kleparzu (w Krakowie). Którejś transzy suszonych węgierek z wyraźną dumą pilnował mi Demon, nie był na szczęście nimi zainteresowany. W tym roku zaś wiele ze śliwek nie doczekało końca suszenia, bo notorycznie kradnie mi je Emil, jak tylko je namierzy.

Suszone węgierki, suszone śliwki węgierki, mają niepowtarzalny smak. Są słodkie, a zarazem lekko kwaśne z wyczuwalną nutą węgierek, o nieco palonym (suszonym) smaku. Nie mają aromatu wędzenia przez co mają odrobinę wyraźniejszy śliwkowy charakter. Są zupełnie inne od suszonych śliwek, które można kupić, od tych tzw. kalifornińskich, które moim zdaniem są głównie słodkie. Węgierki suszone własnoręcznie to zupełnie inna liga!


Przepis na suszone śliwki węgierki domowym sposobem (radosna twórczość własna):

2kg dojrzałych węgierek
czas (około 3-5dni)

Węgierki rozłożyć na wielkiej blasze, bezpieczniej na papierze do pieczenia (lubią puścić sok i przywierać). Suszyć w piekarniku nagrzanym do 70st.C przez 30 minut. Ostudzić całkowicie (można wynieść np. na balkon i studzić w jesiennym słońcu, jeśli takowe występuje). Czynność suszenia i studzenia powtarzać kilka czy kilkanaście razy dziennie. Po dniu suszenia śliwki delikatnie naciąć i wyjąć z nich pestki. Suszyć przez kilkanaście minut w wyższej temperaturze (około 90st.C), ostudzić. Następnie suszyć w 70st.C. I tak w kółko aż do momentu, gdy śliwki są wyraźnie pomarszczone. Zazwyczaj nie suszą sie równomiernie, gdy niektóre z nich są wyraźnie suchsze należy je odłożyć, a te wilgotniejsze dosuszyć.
Tak wysuszone śliwki są lekko gumowe, można je od razu zajadać lub przechowywać w niedomkniętym słoju w chłodnym miejscu lub w szczelnie zamykanym słoju przesypane cukrem. Można je też wysuszyć na "prawie twarde", te dłużej sie przechowają (w zamkniętym słoju), ale przed użyciem najlepiej je na chwilę zalać wrzątkiem. Suszone węgierki - suszone i węgierkowe.
 
 PS. Lat temu ze trzy, Łukasza Mama nadmieniła, że w sąsiedniej miejscowości ktoś jeszcze węgierki wędzi, może się jednak kiedyś załapię?

Wednesday, September 09, 2015

talarki ziemniaczane



nie wiem co ziemniaki mają w sobie, ale zaraz obok sera i chleba należą do moich najbardziej ulubionych produktów żywnościowych (no może nie licząc cukru:). Ze szczególnym pietyzmem kolekcjonuję proste w wykonaniu, banalne w przepisie pomysły na pieczone ziemniaki, że tylko wspomnę: ziemniaki z ogniska, ziemniaki pieczone w mące, ziemniaki Hasselback, zapiekanka ziemniaczana, babka ziemniaczana.

Z kolei do kanonu wspomnień z dzieciństwa, obok rogalików z wody, grzanek z serem i grzanek maczanek, należą również talarki ziemniaczane. Nie wiem, co w nich jest, są to w końcu kolejne "tylko" pieczone ziemniaki, ale pamiętam, że jako dziecko, gdy Mama pytała w sobote co chcemy na obiad, prosiłam bądź o grzanki, bądź o talarki*!


Przepis na pieczone talarki ziemniaczane (od Mamy):

ziemniaki
masło do natłuszczenia blachy
sól do podania

Ziemniaki obrać, pokroić w talarki maksymalnie 1cm grubości, ułożyć na blasze do pieczenia wysmarowanej masłem. Talarków nie posypywać solą ani innymi przyprawami, wtedy w trakcie pieczenia na każdym kawałku powstaje wybrzuszenie (jako dzieci mówiliśmy na nie "bulka"), które dodaje talarkom dodatkowego, mam wrażenie, smaku. Talarki piec 30 minut w temp. 175st.C. Zajadać ciepłe. Dzieciństwo.

* trzeba się przyznać, później też o frytki.
PS. Kilka upieczonych na złoto talarków zmiksowałam na grubo z gotowaną marchewką i tak oto dziewięciomiesięczny Emil jadł pierwszy raz w życiu pieczone ziemniaki :-)
.
.