Showing posts with label chleby i bułki. Show all posts
Showing posts with label chleby i bułki. Show all posts

Wednesday, August 16, 2017

placki na sodzie z ogniska



Lis tych słów uważnie słuchał, 
Po czym rzekł zdejmując z ucha 
Swój kapelusz zawadiacki: 
- Umiem piec ze śniegu placki. 
Mam do tego obok, w lasku, 
Piec własnego wynalazku. 
Kto dostarczy kupę śniegu 
I dorzuci mi do tego 
Połeć sadła lub słoniny, 
Ten w niespełna pół godziny 
Prosto z pieca na śniadanie 
Placków tłustych niesłychanie 
Pełny taki wór dostanie. 
Mówiąc to potrząsnął worem, 
Że aż z wora nad otworem 
Buchnął, mile łechcąc w chrapach, 
Pieczonego ciasta zapach. 
strona 11, Jan Brzechwa, "Szelmostwa Lisa Witalisa", wyd. Glob 1987


lat temu osiem pisałam, że "od kilku lat jeżdżę na Kajaki, na kilkudniowe spływy kajakowe, dokładnie". W tym roku to już 17. spływ. Nadal aktualnym jest, że bez Kajaków nie wyobrażam sobie wakacji. Ku mojej ogromnej radości nie wyobraża sobie wakacji bez kajaków również Łukasz, Emil i kilku naszych przyjaciół i ich pociech.

I od lat nieprzerwanie towarzyszy nam niepewność "czy znów będzie ładnie, a ładnie na kajakach przestało być w roku 2004". Zła passa pogodowa w roku 2011 osiagnęła apogeum - na Wieprzu lało nam podczas kajakowania nieprzerwanie, a temperatura powietrza nie przekroczyła... 12st.C! Tamtego pamiętnego lipcowego dnia grzaliśmy się jedyny raz w czasie kajakowania przy kominku miast przy ognisku (a ziemniaki piekli, o zgrozo, przy brykietach)! Odmnieniło się rok poźniej na niemal upały, a wróciło niepwenością w tym roku.

Z kajaków zwykłam przywozić mniejszą lub większą ciekawostkę kulinarną. Były wśród nich powidła wiśniowe, galaretki porzeczkowe, mrowiska, łupcie. W tym roku powtórzyliśmy zeszłoroczny przebój, czyli ze śniegu placki* pieczone na ognisku, nad ogniskiem. Bo gdy na Kajakach nie płyniemy, to dobre 90% czasu poza snem spędzamy właśnie przy ognisku :-)

Przepis na prołzioki, podpłomyki, placki na sodzie z ogniska (ze wspomnień + za An-ną):

1/2kg mąki 
1 i 1/2 szklanki kwaśnego mleka  
1 solidna łyżeczka sody oczyszczonej 
1 lyżeczka soli   
1 łyżka cukru  

Mąkę wsypać do misy. Kwaśne mleko wymieszać z solą, cukrem i sodą oczyszczoną, a następnie wlać do mąki i dość szybko zarobić gładkie ciasto. Podzielić na 12-15 porcji. Posypać mąką i rozwałkować na placuszki 1cm grubości. Piec na bardziej niż rumiano na żeliwnej patelni umieszczonej nad ogniskiem, lub jeszcze lepiej ułożonej na rozgrzanych węglach na skraju ogniska. Znikają, jakby to były ze śniegu placki.


* mój ulubiony 10-letni kajakarz Albert zastrzelił mnie "to z Lisa Witalisa!". Autorem kajakowej nazwy ze śniegu placki (czyli placki z niczego) jest zapewne Łukasz, długodystansowy wielbiciel Witalisa. Niektórzy z nas mówią na nie podpłomyki, niektórzy proziaki, niektórzy "te Basi placki".

Friday, October 16, 2015

chleb pita



w co drugi mniej więcej czwartek wsiadaliśmy na kampusie Givat Ram w autobus numer 9 i jechaliśmy na ulicę Ben Jehuda, by stamtąd iść na shuk. Na targu kupowaliśmy obowiązkowo: oliwki, daktyle, chałwę na wagę, duże pudełko hummusu u Bashera, biały ser tzvatit i jakiś ser zółty plus siatkę chlebów pita. Potem szliśmy z powrotem na Ben Yehuda i wracaliśmy na  kfar hastudentim  autobusem 4 lub 4א. Jazda autobusem miejskim w Jerozolimie zasługuje na osobny rozdział, który byłby zresztą znacznie dłuższy, niż rozdział o chlebie pita.

Stoisko z ciepłym chlebem pita jest chyba najważniejszym stoiskiem na jerozolimskim targu Mahane Yehuda. Zdawało się, że mało kto wychodził z targu bez reklamówki czy dwóch płaskiego chleba. Na oczach kupujacych zdejmowany z blachy i pakowany. Chleb ten był miękki, wilgotny, bardzo ciepły wkładany do woreczków, po 10 sztuk lub nawet 20. Zapach drożdży unosił się wokoło.

Chleb pita albo po prostu pita (hebr. פיתה, arab. خبز عربي) to płaski, okrągły chleb z białej mąki na drożdżach, popularny na całym Bliskim Wschodzie. Wypiekany szybko w wysokiej temperaturze co powoduje, że chleb się nadyma, w środku powstaje kieszonka idealna do "nadziewania". Chleb pita wydaje się być najpopularniejszym chlebem w Izraelu, jest podstawą izraelskiego śniadania, obowiązkowy do hummusu, białego sera, obowiązkowy do falafela, kebabu. Wilgotny, bliskowschodni.


Przepis na pity czyli chleb pita
(na podstawie przepisu z "The Book of New Israeli Food" Janny Gur):

500g mąki
25g świeżych drożdży
300ml letniej wody
1 łyżka cukru
1 łyżeczka soli
50ml oliwy

Z drożdży, 50ml letniej wody, cukru i 50g mąki zrobić zaczyn, odstawić na kilka minut do wyrośnięcia. Do misy wsypać mąkę, wymieszać z solą, dodać zaczyn, resztę letniej wody, wlać oliwę. Ciasto wyrabiać 5-7 min. Pokropić oliwą i pozostawić do wyrośnięcia (45-60min). Ciasto zarobić, podzielić na 16 części i uformować z każdej porcji ciasta małą bułeczkę, przykryć je ściereczką i pozostawić na 10-15 min. Następnie każdą bułeczke rozpłaszczyć i przy pomocy rąk lub wałka rozwałkowac na dysk o średnicy 12-13cm. Piec w piekarniku nagrzanym do 225st.C 5-7 minut, dopóki jedynie delikatnie się zarumienią. Ostudzić przez 10 min i przykryć serwetką, by nie wyschły, pity mają być wilgotne, miękkie. Do własnoręcznie robionego humusu obowiązkowe!

PS. Chleb pita upiekłam z okazji Zorry Światowego Dnia Chleba 2015.

Tuesday, March 10, 2015

grecka brioszka



rok temu na prezent pod choinkę dostałam dwa egzemplarze Stasiukowej książki "Nie ma ekspresów przy żółtych drogach". Może nie ma w tym nic dziwnego, ale nie wiem dlaczego poprosiłam dwie różne osoby o taką samą książkę? Na domiar złego, kupując dla bratanka Stefanka wysyłkowo książeczkę "W dżungli" Guettier, zamówiłam jej nie wiedzieć czemu dwa egzemplarze. Mało by tego było, otwierając paczkę od Łukasza z książkami z Amazona moim oczom ukazały się dwa egzemplarze "Vefa's Kitchen", którą kupowałam jako prezent dla przyjaciółki Agnieszki. Wyraźnie straciłam byłam rachubę!

Co począć z podwójnymi egzemplarzami? Stasiuk i "W dżungli" sie rozdały, ale jakoś nikt nie był zainteresowany książką o kuchni greckiej. Sama miałam wątpliwości - po co mi książka o kuchni kraju, w którym nigdy nie byłam i nie wiem czy szybko będę? Ujęło mnie jedno zdanie z jej wstępu, które brzmiało: kuchnia śródziemnomorska taka, jaką znamy dzisiaj, narodziła się w Grecjii. Skoro tak, muszę "Vefa's Kitchen" mieć i ja. Nie żałuję.

Grecka brioszka świąteczna (gr. τσουρέκι czyli tsoureki), to grecka słodka drożdżowa bułka, z białej mąki, często zaplatana w warkocz jak chałka, odświętna. Zazwyczaj przyprawiona skórką pomarańczową lub ziarnami mahlabu czy mastyksu. Wypiekana na święta, prawie obowiązkowo na Wielkanoc. Często z dodatkiem czekolady. A w książce "Vefa's kitchen" dodatkowo z migdałami. Podobno najlepsza powinna być lekka i wilgotna. Słodka, bogata.


Przepis na tsoureki czyli grecką brioszkę świąteczną (luźno na postawie przepisu Magdy):

500g mąki 
25g drożdży
1 szklanka mleka
100g cukru
50g masła 
2 jakja lub 2 zółtka
1/2 łyżeczki soli
21 ziaren mahlabu (opcjonalnie)
21 małych kulczek mastyksu (opcjonalnie)
skórka starta z 1 pomarańczy

na wierzch: żółtko, mak lub sezam

Z 50g mąki, mleka, drożdży i cukru zrobić zaczyn, pozostawić do wyrośnięcia, na 10-15 minut. Następnie nasypać do miski mąkę, dodać zaczyn, masło, jajka/żółtka, sól oraz utarty mastyks i mahlab (lub skórkę pomarańczową). Wymieszać  skladniki i wyrabiać ciasto 7-10 minut. Pozostawić do wyrośnięcia na około godzinę. Po tym czasie ciasto podzielić na 3 części, zawinąć jak chałkę i włożyć do wyrośnięcia do keksowej formy (30x10cm) wysmarowanej masłem i pozostawić na 20 minut do wyrośnięcia. Następnie brioszkę posmarować żółtkiem, posypać makiem lub sezamem i piec 30 minut w temp. 160st.C (piekarnik z grzałką tylko od dołu). Świąteczna, grecka!
.

Thursday, October 16, 2014

chleb na kamieniach



jest w Izraelu chleb, który zwie sie chleb marokański (hebr. לחם מרוקאי, czyt. lehem marokai), chleb przypominający raczej podpłomyk, chleb ciężki z grubszej, ale jasnej mąki (na zdjęciu tutaj oryginał). Chleb, który my nazywaliśmy "chlebem z cudownego rozmnożenia chleba". Jest to bowiem chleb o wyglądzie płaskiego placka z pofałdowanym spodem, chleb który może kojarzyć się z chlebem pierwotnym, od wieków wypiekanym według zapewne prostego przepisu, chleb który jednoznacznie przywodzi na myśl czasy sprzed paru tysiecy lat...

Poszukiwanie przepisu na ów izrealski marokański chleb zajęło mi kilka lat i to z marnym skutkiem. Idealnego przepisu, z którego możnaby upiec cos podobnego nigdy tak naprawdę nie znalazłam. Chleb ten nie smakował jak pieczony na mące jasnej lub chlebowej, co podają przepisy. Również w przepisach kuchni marokańskiej nie udało mi się wiele znaleźć. W końcu zdeterminowana wzięłam podstawowy przepis na chleb pita i zrobiłam do używając grubej mąki (czy semoliny). Dzięki temu, za trzecim co prawda razem, z potwornie gorącego piekarnika wysypanego kamieniami wyjełam chleb, który już niemalże smakuje tak, jak ten ze wspomnień.

Chleb pieczony na kamieniach (w Izraelu zwany chleb marokanski) to mój izraelski święty gral numer jeden (zaraz obok przepisu na halvah, którego również uparcie od lat poszukuję). To płaski, dość wilgotny, nieco przypalony chleb, a właściwie nawet podpłomyk. To chleb, który na spodniej stronie ma wyraźne ślady odciśnięte od kamieni na których był pieczony. To chleb zapewne z semoliny. To chleb który smakuje najlepiej gdy piecze się go w bardzo wysokiej temperaturze i lekko przypali, wtedy nawet można darować sobie kamienie ;-)


Przepis na chleb pieczony na kamieniach (próba odtworzenia wspomnień*): 

100g mąki pszennej chlebowej
400 g semoliny (bądź grysiku, kaszy manny)
300ml letniej wody
25g swieżych drożdży
1łyżka oliwy
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli

Rozczyniłam 100g mąki chlebowej z wodą, cukrem i drożdżami, odstawiłam na 15 minut. Po tym czasie do zaczynu dodałam semolinę, oliwę i sól, wyrobiłam łyżką przez około 5 minut (można i ręcznie). Pozostawiłam do wyrośnięcia (1-1.5 godziny). Wyrośnięte ciasto złożyłam 2-3 razy na pół, następnie podzieliłam na dwa placki, uformowałam z nich dwa podpłomyki o średnicy mniej więcej 20cm i pozostawiłam do wyrośnięcia na 30 minut. W tym czasie piekarnik nagrzałam do 270st.C, do piekarnika wstawiłam okrągłą blachę wysypaną czystymi okragłymi kamieniami. Wyrośnięty chleb (1 sztuka) ułożyłam na gorących kamieniach, wraz z blachą, na której znajdowały sie kamienie ostrożnie włożyłam do piekarnika i piekłam przez 15 minut. Potem upiekłam drugi placek. Przepyszne, szczególnie lekko przypalone!


* w tym miejscu serdecznie dziekuję Agacie (zwanej przez nas czasem Aga Ciapał :-) za pomoc w tłumaczeniach i chlebowych dociekaniach!

PS. Chleb na kamienicha upieklam z okazji Zorry Światowego Dnia Chleba.
.

Monday, February 10, 2014

placki na sodzie, prołzioki



w kuchni, jak pewnie w każdym domu, spędzaliśmy najwięcej czasu. Kuchnia ma to do siebie, że zwalnia człowieka z wszelkich pozorów, przymusów, konieczności. W kuchni najlepiej się jadło, najlepiej się rozmawiało, najlepiej się milczało. Jeśli ktoś komuś chiał się zwierzyć, najlepiej było w kuchni. Kuchnia sprzyjała szczerości. 
Kuchnia to jakby serce domu, niezależnie ile się ma pokojów. Można by powiedzieć, jaka kuchnia, taki dom, w tym znaczeniu, jacy mieszkają w nim ludzie, czy nie mogą żyć bez siebie, czy ledwie się znoszą.
Mówiło się, że w kuchni mieszka pamięć.
strona 156, Władysław Myśliwski, "Ostatnie rozdanie", wyd. Znak 2013


z ganku wchodziło się wprost do kuchni. Kuchnia była duża, z wielką, koloru kawy z mlekiem, kaflową kuchnią po prawej w głebi, kuchnią, w której piecu Babcia Celka piekła chleb, z wielką żeliwną płytą, na której Babcia piekła placki na sodzie gdy chleb się za wcześnie kończył, a do soboty z pieczeniem chleba było jeszcze dzień, dwa.

W kuchni była podłoga z cegieł, wypolerowana, wyczyszczona. Po lewej stronie stał drewniany stół. Z nim wejscie do spiżarki. Potem wieszak na garnki, pod nim drewniana ławeczka i stołki z trzema nogami, które robił Dziadek Czesiek, kosz na drewno i już prawa strona ze wspomnianą kuchnią... Raj. Tak, to był raj. Chyba nie mamy ani jednego zdjęcia tej kuchni, oprócz tych obrazów przed oczami. Co tu więcej mówić, ze wspomnieniami się nie dyskutuje. Pamięć.

Placki na sodzie (w Beskidzie Niskim znane jako prołzioki, w innych częsciach Polski też jako proziaki, sodziaki od słowa proza/prołza czyli soda) to placuszki pieczone z ciasta z sodą oczyszczoną, często z kwaśnym mlekiem. Placki na sodzie zazwyczaj piekło sie na żeliwnej blasze kaflowej kuchni. Placki jadło się ciepłe, czasem z masłem, czasem ze śmietaną i cukrem. Proste, domowe, a niezwykłe. Łukasz ostatni wypiek tych placków podsumował "że też teraz ludzie nie robią takich pysznych rzeczy". Ocalić od zapomnienia.


Przepis na placki na sodzie, proziaki, prołziaki (z wspomnień i za An-ną):

1/2kg mąki
1 i 1/2 szklanki kwaśnego mleka 
1 solidna łyżeczka sody oczyszczonej
1 lyżeczka soli  
1 łyżka cukru

Mąkę wsypać do misy. Kwaśne mleko wymieszać z solą, cukrem i sodą oczyszczoną a następnie wlać do mąki i dość szybko zarobic gładkie ciasto. Podzielić na 6 większych (rozmiaru babci) lub 12 mniejszych porcji. Posypać mąką i rozwałkować na placuszki 2cm grubości. Piec na bardziej niż rumiano na żeliwnej patelni. Pyszne, co tu więcej mówić.

Sunday, December 22, 2013

strucla z czekoladą

 


domowych, spokojnych, dobrych,
pachnących struclą z czekoladą Świąt,
życzą B i Ł

Zapach drożdżowego ciasta to dla mnie spokój. Zapach domu to dla mnie zapach drożdżowego ciasta. Drożdżowe to dla mnie moja Mama, Mama bez której zacięcia, drożdżowego nie umiałabym piec. Kilka lat temu, gdy zadzwoniłam do Niej uradowana, że odkryłam niezawodny przepis na drożdżowe bułki, Mama powiedziła ze spokojem w głosie: "że tak powiem Basiu - moge umierać, jak Ty już umiesz świetne drożdżowe". Choć umiem drożdżowe, to drożdżowa strucla wychodzi mi czasem z dziurą, Ty się jeszcze nigdzie nie wybieraj Mamo! 

Panią Lalę znam tylko z opowieści, jest dla mnie jakby dobrą ciocią z maminych opowieści, która gdzieś końcem lat 70-tych minionego wieku mówiła: "Krysiu zrób sobie koniecznie struclę z czekoladą, drożdżowe rozwałkowane ciasto jak na makową stucle polej masłem, posyp kakao z cukrem, dodaj bakalii". Kilka lat temu Krysia wreszcie się odważyła zrobić taką czekoladową struclę i od tamtego czasu co roku wspominamy Panią Lalę zawjając czekoladową struclę drożdżową, jutro kolejny będzie już raz. 

Strucla (nie mylić ze strudlem) to bożonarodzeniowy wypiek drożdżowy, powstający gdy płat drożdżowego ciasta z nałożonym nań farszem zwiniemy jak roladę. Strucle zazwyczaj są makowe (takie "z dwóch kili mąki" piekła babcia Hela w chlebowym piecu), ale ja najbradziej lubie tą z czekoladą, z czekoladowym nadzieniem dokładniej, z wędzoną śliwką, a do tego z garścią orzechów - dla mnie świąteczne naj!

Przepis na świąteczną struclę z czekoladą (według mojej Mamy, z ciasta babci Heli, 1/4 porcji babcinej porcji):

1/4kg mąki
10g drożdży
1/2 szklanki ciepłego mleka
75g cukru (w tym łyżeczka cukru z wanilią)
60g stopionego masła
2 zółtka
szczypta soli

nadzienie czekoladowe:
75g masła
75g cukru
30g dobrego ciemnego kakao
łyżka kandyzowanej skórki cyrtynowej, 
50g wędzonych śliwek
50g orzechów

Z 50g mąki, mleka, drożdży i cukru zrobić zaczyn, pozostawić do wyrośnięcia, na 10-15 minut. Następnie nasypać do miski mąkę, dodać zaczyn, żółtka, sól. Wymieszać i zarobić, dodać masło, znów zamieszać i wyrabiać 10 minut. Pozostawić do wyrośnięcia na około godzinę. Po tym czasie ciasto rozwałkować na prostokąt 20x30cm. Polać roztopionym masłem, posypać cukrem wymieszanym z kakao, skórką, orzechami, pokrojonymi śliwkami. Zwinąć jak roladę, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i pozostawić na 30 min. do wyrośnięcia. Posmarować żółtkiem i piec 30 min. w temp. 160st.C. Mój zapach Świąt.

Wednesday, October 16, 2013

chleb cukrowy



holenderskie kakao* słynne jest przynajmniej na pół Europy, podobnie jak holenderskie pierniczki speculaas. Za to racuszki poffertjes, olbrzymie naleśniki pannekoeken z syropem cukrowym, czy surowe sledzie (często z ogorkiem curry, zajadane jako przekąska na ulicy), choć w Holandii biją rekordy polularności, za granicą aż tak sławne nie są. Z kolei każdy miłośnik sera wie, że Holandia słynie z maasdamera, goudy czy edammera, ale prawdziwym pasjonatom polecić wypada jeszcze jeden naprawdę doskonały ser - nagelkaas - fryzyjski ser z goździkami!

Fryzja (region w północno-wschodniej Holandii) znana jest nie tylko z goździkowego sera, ale rownież z chleba zwanego fryzyjskim chlebem cukrowym. Wydaje się jednak, że z dostępnością chleba cukrowego w piekarniach i sklepach w Holandii jest podobnie, jak z dostępnościa w Czechach tak zwanej "praskiej szynki", a w Polsce "wędzonych śliwek" - niby wielu ludzi o nich słyszało, ale zdobyć je graniczy z cudem. Ja na przykład upolowalam chleb cukrowy dopiero po 4 dniach intensywnych poszukiwań. Dlatego też zdaje mi się, że łatwiej go sobie po prostu samemu upiec.

Fryzyjskim chleb cukrowy (nl. suikerbrood, fryz. fryske sûkerbôle) to drożdżowy chleb, a powiedziałabym wręcz bułka z bialłj mąki, na drożdżach, w której zatopione są kawałki kostek cukru. Cukier w trakcie wyrastania i pieczenia ciasta topi się, tworząc mieszankę przyjemnie miękkich i mokrych kawałków ciasta rozlanych wokół nieroztopionych do konca bryłek cukru. Dodatkowo, chlebek doprawiany jest cynamonem lub imbirem. Dobry dla łasuchów. Cukrowy.


Przepis na fryske sûkerbôle czyli fryzyjski chleb cukrowy (luźno na postawie przepisu):

500g mąki
250ml mleka
30g swieżych drożdży 
50g cukru kryształu
50g masła
1 jajko
szczypta soli
2 łyżki syropu imbirowego (lub 5cm kawałek swieżego imbiru)
250g cukru w kostkach (lub grubego perłowego)

na wierzch chleba: białko, cukier kryształ

Z 50g mąki, mleka, drożdży i cukru zrobić zaczyn, pozostawić do wyrośnięcia, na 10-15 minut. Następnie nasypać do miski mąkę, dodać zaczyn, masło, jajko, sól oraz syrop imbirowy (lub zetrzeć na tarce kawałek swieżego imbiru). Wymieszać I wyrabiać 10 minut. Pozostawić do wyrośnięcia na około godzine. Kostki cukru przy użyciu noża pokroić na ćwiartki. Po tym czasie ciasto rozwałkować na prostokat 20x30cm, posypać pokruszonymi kostkami cukru, zwinąć jak roladę, ułożyć w keksowej blaszce (30x10cm) wysmarowanej masłem i pozostawić na 20 min. do wyrośnięcia. Posmarować białkiem, posypać cukrem kryształem i piec 25 min. w temp. 175st.C. Słodki, cukrowy!




* gdyby kiedyś ktoś pytał, to w kwestii spożywczej polecam z Holandii:
kakao - najlepsze firmy Droste, dostępne w tylko niektórych sklepach, ale warto poszukać.
syrop cukrowy (nl. suikerstroop) - polecam w ciemno holenderski syrop cukrowy przypominający  melasę, jest wyśmienity.
cukier - doskonałe ciemne i półciemne w tzw. "miekkiej" wersji (tzw. soft sugar).
sery - gouda, maasdam i nagelkaas (fryzyjski ser goździkowy).
targi - choćby w samym Amstedamie do wyboru mamy kilka wspaniałych targów pod gołym niebem, np. De Albert Cuypmarkt (wszystko, poniedziałek-sobota), Boerenmarkt op de Noordermarkt (targ spożywczy i trochę staroci, sobota); Lindengracht market (wszystko i nic, sobota)

PS. Ten chlebowy wpis to moje dwa grosze na kolejny już Światowy Dzień Chleba.

Tuesday, October 01, 2013

podpłomyk, na zakwasie




na myśl o podpłomyku wiele z siebie nie mogę wycisnąć poza sentymentalnymi wspomnieniami... Poza wspomnieniem Dziadków Rózi i Mariana, którzy razem piekli podpłomyki, podpłomyki które w pamięci Łukasza zajmują miejsce zarezerwowane dla najcieplejszych wspomnień. Wspomnień Domu Dziadków, Dziadków którzy razem do ostatnich chwil jak te dwa gołąbki siedzieli pod domem na ławeczce, głaskali szaro-srebrnego kota imieniem Pytlusia* i razem piekli w piecu chlebowym chleb. A na chwil kilka przed pieczeniem chleba piekli w tym samym piecu podpłomyki! 

Po tym wyciskajacym ze mnie łzy wspomnień wstępie chciałam dodać słów parę nie tyle o podpłomyku, chlebie, czy wreszcie chlebie na zakwasie, ale o samym zakwasie, zakwasie i Zakwasowej Mapie Polski. Otóż kilka miesięcy temu wystartowała inicjatywa pod tutułem:

Zakwasowa Mapa Polski. Mapa powstała po to, by umożliwić dzielenie się zakwasem, by wymieniać zakwasowe przepisy, by każdy mógł spróbować własnego chleba na zakwasie. Gorąco zapraszam na Mapę, by zakwasem sie dzielić, by zakwas brać, by ideę szerzyć!


Przepis na podpłomyk na zakwasie (na podstawie przepisu Babci Rózi):

500g mąki pszennej chlebowej
300ml wody
łyżka zakwasu
szczypta swieżych drożdży (opcjonalnie)
płaska łyżeczka soli

250g mąki wymieszam z letnia wodą, zakwasem (i ewentualnie drożdżami, mozna dodac 1/4 lyzeczki swiezych drozdzy jesli nie ma sie pewnosci, ze zakwas jest mocny i ze podplomyki wyrosna szybko), przykrywam sciereczka i odstawiam zaczyn na 12 godzin w cieple miejsce, najlepiej na noc. Nastepnie dodaje do rozczynu pozostala make, sol i wyrabiam ciasto 10 minut. Ciasto pozostawiam do wyrosniecia na okolo 1 godzine. Potem ciasto wyjmuje na stolnice, dziele na dwie czesci, formuje z nich buleczki, ktore nastepnie formuje w ksztalt plaskich placuszkow, wysokich na okolo 2cm. Podplomyki ukladam na blasze i pozostawiam do wyrosnicecia (okolo 30 minut, do godziny), wyrosniete podplomyki powinny byc wysokie na okolo 4-5cm (przed pieczeniem mozna skropic woda i posypac cukrem). Wyrosniete placuszki pieke w piecu nagrzanym do 220stC 15-20minut. Zajadamy jeszcze cieple, obowiazkowo z maslem. Dom.

* imię "Pytlusia" zepewne pochodzi od pytlowanej mąki, a tak się u Dziadziów okreśało srebrny kolor poprószonego mąką kociego futra.  

 

PS. A jesli juz o chlebie mowa, to za dwa tygonie kolejny juz Światowy Dzień Chleba.

Tuesday, October 16, 2012

chleb Babci Celki



wiesz, ile w takim piecu chleba da się upiec?
Z siedem bochenków, a każdy jak koło u wozu.
U nas, panie, w domu matka takie koła piekła.
Dzieża mąki szła... 
strona 337, Wiesław Myśliwski, "Widnokrąg", Znak 2007 

Eh, panie. "Widnokrąg" mistrzowsko przenosi w kraj nad Wisłą, nad sama Wisłą, gdzieś w okolicach Gór Pieprzowych i Sulisławic, nazwa żadna nie pada, a przecież niewiele miejscowości leży nad Wisłą i ma Bramę Opatowską i Collegium Gostomianum. To okolice gdzie niemal całe życie Babci Celki toczy się, no kilkanascie kilometrów na poludnie. Jak to sie mówiło: nad Wisłą. 

I piekła Babcia w piecu kilka bochenkow, jak koła u wozu, wielkie, z brązową skórką, posypane delikatnie makiem, swieże przez długie dni. Trudno mi było wówczas zrozumieć dlaczego stukała w bochenki od spodu i sluchała jaki wydają odgłos, tak samo jak nie mogłam pojąc co znaczy "idźta ciekat" gdy wyganiała, nas, wnuki z kuchni kiedy zaczynała pieczenie chleba. I dlaczego w ogóle chciała sie nas pozbyć z kuchni? Twierdziła, że "pieczenie chleba potrzebuje ciszy"... ale też dowiedzialam sie po latach, ze Babcia nie lubiła w kuchni towarzystwa, bo nieszczególnie lubiła kucharzyć (tak jak dzisiaj nie lubi o tym opowiadać i mysli, ze Ją egazminuje), ale i tak spedzałam nad Wisłą najwspanialsze wakacje życia.

Nie mogę powiedziec, że już jako berbeć mieszałam Babci zaczyn na chleb w nieckach (zresztą o tych nieckach wspominałam juz tutaj z rozrzewniniem, choć ciesze sie ze mam babcina miarkę na makę). Za to chodziłam z Dziadkiem Cześkiem (który notabene był piekarzem, a jego dość pospolite nazwisko rodzinne pada wsród niewielu wymienionych w "Widnokręgu") zaprowadzać krowy "za wał", czyli na pastwisko nad Wisłę samą, i wtedy tej Wisły byłam jeszcze bliżej i bliżej! 

Chleb Babci Celki to chleb z jasnej maki żytniej z dodatkiem mąki pszennej chlebowej, na kwaszonym cieście. Kwaskowaty, z maleńkimi dziurkami. Chleb średnio skomplikowany, jesli zakwas młody - można dodac drożdży, zreszta Babcia twierdzi, ze dodawala szczypte swiezych drożdży "dla pewnosci" i mówi jeszcze, ze mąką żytnia ma być najjasniejsza z mozliwych. To chleb mojego dzieciństwa, z chwil spędzanych u Dziadków nad Wisłą. Jak chleb Babci Rózi tak i ten chleb ma duszę i drzemią w nim wspomnienia. 


Przepis na chleb Babci Celki (~1/6 babcinej porcji): 
1/2kg maki żytniej jasnej (np. pół na pół typ 500 i typ 720) 
1/4kg maki pszennej chlebowej 
2 szklanki letniej wody 
2 lyzki żytniego zakwasu* 
łyżka soli  

Wieczorem rozczynic 250g maki z zakwasem i szklanka wody, przykryc i zostawic na noc (lub 12 godzin). Nastepnego dnia rano dodac do zaczynu pozostala make, sol i dodatkowo 1 szklanke wody. Dobrze wyrobic, tak z 10 minut, powiedzmy. Ciasto zostawic na 2 godziny by podwoilo objetosc, po godzinie mozna raz odgazowac. Nastepnie ciasto znow odgazowac, uformowac bochenek, przelozyc do omaczonego koszyka i pozostawic do wyrosniecia (~2 godziny w 24st.C). Piec 40 minut (w oryginale - w dobrze nagrzanym chlebowym piecu), na poczatku w 220st.C, po 15minutach temperature obnizyc na 200st.C. Zajadac z maslem i solą, a ja wspominam jak bylo nad Wisłą.


* tak naprawde Babcia Celka nie używala zakwasu, a czegoś co nazywała "bułeczką kwaśnego ciasta" - byla to grudka ciasta jaką zostawiała w nieckach po pieczeniu chleba, i czekało to kwaśne ciasto w spiżarni, przykryte sciereczką na dnie niecki ,do kolejnego pieczenia. 


PS. Chleb Babci upieklam z okazji Zorry Swiatowego Dnia Chleba:

World Bread Day 2012 - 7th edition! Bake loaf of bread on October 16 and blog about it!

Monday, January 30, 2012

sucharki igłowskie Neli



jednym z najwcześniejszych wspomnień z mojego dzieciństwa jest dźwięk skrzypiącej szuflady, z której w porze podwieczorku wyjmowało się sucharki. Drewniana szuflada wylożona od wewnątrz blachą znajdowala się w korytarzu prowadzącym do kuchni i zawierała niezliczoną ilość sucharków sporządzonych z małych, słodkich bułeczek, posypanych cukrem (...). Najważniejesze jednak, że nigdy nie mieliśmy dość.
strona 297, Aniela Rubinstein, Kuchnia Neli, wyd. Muza SA 2006

Gdy czytac dalej Nela wspomina, ze dwor w Igłowie, na brzegu nad Niemnem, stoi od ponad trzystu lat i ze byc moze tak samo dluga jest historia owych sucharkow. Wysmienitych drozdzowych, slodkich sucharkow, dodam od siebie.

Gdyby nie domniemane defraudacje finansowe pewnego
Koła Naukowego najstarszego polskiego uniwersytetu, zwiazane w glownej mierze z tajemnicza wyprawa o nazwie "Bobry", pewnie nigdy nie poznalabym smaku kajakowania. A jednak zasiadalam kiedys w spec komisji badajacej owe pieniezne nieprawidlowosci, nie wyjasnilismy chyba wiele, na pewno jednak od tamtego czasu, dzieki komisyjnym przyjazniom, kilkanascie badz kilka letnich dni spedzalam w kajaku.

Głównym szlakiem dla wędrownej turystyki kajakowej jest od szeregu lat rzeka Czarna Hancza wraz z Kanałem Augustowskim,
wspomina Marek Litynski w swym przewodniku. Dla mnie kajakowe wyprawy zaczely sie wlasnie od Hanczy*, ponoc nic nie dzieje sie przez przypadek. Splywalismy wtedy ze Starego Folwarku nad jeziorem Wigry, zahaczajac o jezioro Serwy, do Augustowa. Gdybysmy w Rygolu skrecili w lewo, a juz na pewno gdybysmy mieli wtedy ze soba sucharki Neli zamiast sucharow bieszczadzkich, to kto wie, moze doplynelibysmy do Niemna?

Przepis na sucharki igłowskie podle rodzinnego receptu Neli Rubinstein:
600g maki
1 szkl mleka
1 + 1/2 szkl cukru
1 lyzeczka soli
30g drozdzy
120g miekkiego masla
4 jajka


Z drozdzy, lyzki cukru, 3 lyzek mleka i 3 lyzek maki zrobilam rozczyn, pozostawilam w cieplym miejscu by drozdze podrosly. Nastepnie do zaczynu dodalam pozostale mleko, szklanke cukru (minus jedna lyzke), sol, maslo, 2 jajka, wymieszlam i wlalam do maki. Wyrobilam dobrze gladkie, miekkie ciasto. Przykrylam i odstawialm by ciasto podwoilo objetosc (~1 godzina w temp. 24st.C). Nastepnie podzielilam ciasto na okolo 50 malych buleczek i formowalam z nich okragle kuleczki wielkosci orzechow wloskich (choc Nela poleca formowac orzechy laskowe), ukladalam na blasze, pozostawilam by podwoily objetosc. Pozostale 2 jajka wymieszalam z lyzka wody i posmarowalam owa glazura buleczki. Pieklam 20 minut w temp. 175st.C. Gdy upieczone buleczki przestygly, kazada pokroilam na plastry, ulozylam je na blasze i suszylam w letnim piekarniku okolo godzine. Potem obsypalam cukrem, owa 1/2 szklanki, i zamiast do szuflady wlozylam do babcinej miarki na mąkę :-)

* Czarna Hancza jest lewym doplywem Niemna, od pierwszej polowy XIXw. Hancze z Niemnem laczy Kanal Augustowski.

Monday, October 17, 2011

chleb Babci Rózi

 

rok temu z okazji Swiatowego Dnia Chleba przytoczylam w chlebowym wpisie dialog z jednej z niesamowitszych scen w polskim kinie z udzialem pajdy chleba, scene z Jasminum Jana Jakuba Kolskiego. Chleb zdaje sie grac istotna role w wielu filmach Kolskiego. W jego najnowszym pt. Wenecja cwiartke chleba zobaczymy tez. Scena nie jest wcale tak zabawna jak ta z Eugenia i bratem Zdrowko w Jasminum, ale ciotka Weronika kroi chleb bardzo wymownie. Tak samo figury swietych zdaja sie grac wazna role u Kolskiego, w wielu trafimy na figure swietej czy swietego - ze wymienie tylko swietego Rocha z Historii Kina w Popielawach i z Jasminum, swietego Patryka (z przylepionym plastrem pistoletem) z filmu Cudowne miejsce i malenka kapliczke z Matka Boska we wspomnianej Wenecji. Kapliczka z Madonna stoi tez na koncu pola Dziadkow, pamieta wojne i dym z pieca chlebowego tez.

Dziadkow Rózię i Mariana zapamietam jako tych ktorzy razem pieka chleb, ktorzy zawsze sa razem, jak te dwa gołąbki. Wspominalam o Ich wspolnym pieczeniu chleba w wpisie z podpłomykiem, wiele wiecej nie potrafie dodac. Babcia R
ózia (tak, tak Tą od rożków) i Dziadziu Marian siedzacy na laweczce pod swym drewnianym domem to dla mnie jeden z piekniejszych obrazow jaki moge przywolac w pamieci. Gdy razem piekli chleb i podplomyki, Babcia przygotowywala ciasto, a Dziadziu rozpalal w piecu i piekacego sie chleba dogladal. W chleb wkladali kawalek siebie, na slowa "chleb Babci" nikt nie byl obojetny.

Chleb Babci Rózi to chleb z maki pszennej, chlebowej, na drozdach. Chleb bardzo prosty, udaje sie poczatkujacym, lecz mysle ze bez problemu zadowoli takze wymagajacych piekarzy i chleba zjadaczy - mimo, ze na drozdzach, dlugo jest swiezy, delikatnie wilgotny, z duzymi drozdzowymi dziurami. Bardzo podobny chleb piecze sie jeszcze czasami w domach na granicy Beskidzu Niskiego i Pogorza, czasem takze tego typu chleb mozna kupic w okolicznych sklepach pod nazwa "chleb wiejski". Ten domowy jednak to jest cos, ma dusze i drzemia w nim wspomnienia.

 
Przepis na chleb Babci Rózi (1/4 babcinej porcji, na 1 forme 30x10cm):

1/2kg maki pszennej chlebowej
1 szklanka wody (daje 1 1/2 szklanki)* 
12.5g drozdzylyzeczka soli

Wieczorem rozczynic 250g maki z drozdzami i szklanka wody, przykryc i zostawic na 12 godzin. Nastepnego dnia rano dodac do zaczynu reszte maki, sol i dodatkowo 1/2 szklanki wody. Dobrze wyrobic, tak z 10 minut, powiedzmy. Ciasto zostawic na 2 godziny by podwoilo objetosc, po godzinie mozna raz odgazowac. Nastepnie ciasto znow odgazowac, przelozyc do wysmarowanej maslem formy, pozostawic do wyrosniecia (2 godziny w 24st.C). Piec 40 minut (w oryginale - w dobrze nagrzanym chlebowym piecu), na poczatku w 220st.C, po 15minutach temperature obnizyc na 200st.C. Zajadac z maslem i solą, wspominac Dziadkow piekacych razem chleb.


* tak naprawde nikt nie pamieta ile Babcia dodawala do chleba wody, jesli dodac szklanke wody do ciasta, to wtedy uformowany z niego bochenek moglby spokojnie wyrastac w koszyku, jednak Babcia nigdy chleba z koszyka nie piekla, dodaje wiec wiecej wody i tym sposobem uzyskalam prawie "babcin" smak chleba (w piecu chlebowym bylby to idelal, ale to moze przyjdzie z czasem).

PS. Chleb Babci upieklam z okazji Swiatowego Dnia Chleba:

Bake Bread for World Bread Day 2011

Monday, March 07, 2011

taillé de Goumoens, czyli słone ze słodkim



nie nazmyslam za bardzo, gdy napisze ze jeszcze kilka miesiecy temu Szwajcaria kojarzyla mi sie z samochodem marki Toyota przywiezionym w latach siedemdziesiatych przez kolegow moich rodzicow jako pamiatka-inwestycja z kilkutygodniowego stazu studenckiego, ze zlotym zegarkiem Omega (na lancuszku - kto by to teraz nosil?), z dokladnoscia i z bankami. Kulinarnie oczywiscie z serami, fondue, rösti i z czekolada, lacznie z ta w ksztalcie szczytu Matterhorn. Absolutnie nie kojarzyla mi sie Szwajcaria z drozdzowym ciastem i w zyciu bym nie zgadla ze bedzie.

Pewnego sobotniego przedpoludnia, jesiennego jeszcze, towarzyszac w zakupach Żabie (znanej tez jako Anoushka) i Ptit Suisse wygapilam ciasto w ksztalcie wypisz-wymaluj wiejskiego kołacza, nie bede stulać, ze wygladalo to ciasto jakos inaczej, przynajmniej na pierwszy rzut oka. I wlasnie dlatego mnie zaciekawilo, wsrod owocow morza, setek serow, czekolad roznej masci - takie rustykalne ciasto. Żaba podsumowala tak moj zachwyt: Basia, przeciez ja upieke nam to ciasto!

Dodam jeszcze, jak juz jestem w temacie drozdzowego ciasta, ze Żaba na calego ujela mnie swoja miloscia do drozdzowych wypiekow. We wpisie o babie Neli donosila, ze wyrzucila wszystkie (przepisy na drozdzowe) i zaprzestala wyprobowywania i poszukiwania nowych. Pomyslalam: to prawie jak ja, tylko ze ja przezywam ta historie z drozowym ciastem srednio raz na pol roku :-) Od czasu baby Neli mam w kolekcji co najmniej dwa dobre przepisy na drozdzowe, o jednm z nich ponizej.


Ciasto z Goumoens (taillé de Goumoens) lub podobne do niego Gâteau du Vully czy salée au sucre (slone ze slodkim) to szwajcarskie ciasta drozdzowe w formie kolacza, rzadziej prostakatnego placka, polane przed pieczeniem bardzo gęsta smietana i posypane cukrem, nastepnie zapieczone. Czuje, ze swoj pierwowzor wziely od kawalka chlebowego ciasta (podpolomyka?) zapieczonego ze smietana... Po wiecej szczegolow odsylam do Żaby. Proste, wysmienite i, tak Żaba - ciasto jest uzalezniajace!

Przepis na taillé de Goumoens czyli ciasto z Goumoens, słone ze słodkim (za Żaba, u mnie polowa porcji):

ciasto:
 

175ml mleka
10g drozdzy
 

250g mąki
1 lyzeczka soli (5-7g)
1 lyzeczka cukru
35g masla

na wierzch:
150-200ml gęstej 45% smietany La Gruyère (u mnie mascarpone)
cukier, gruby krysztal

 
Drozowe ciasto wyrobic ulubionym sposobem, pozostawic do wyrosniecia. Uformowac jeden (lub dwa mniejsze) okragle placki z wyzszym rantem i znow pozostawic do wyrosniecia. Nastepnie ciasto delikatnie ponacinac, polac bardzo gesta smietana, posypac grubym cukrem. Piec w temperaturze 175st.C przez 20-30 minut. Po wyjeciu z piekarnika ponownie posypac odrobina cukru. Jest to ciasto z serii: znacznie szybciej znika niz sie je robi.






Monday, November 08, 2010

řepánky


przed oczami stanal mi widok z dziecinstwa, gdy to jezdzilismy jesienia do Babci (Babci Celki, tej po ktorej jestem taka wygadana:), tuz za mostem na Wisle w Szczucinie, obowiazkowo przy skrzyzowaniu w Ratajach Slupieckich lezaly haldy burakow, cukrowych burakow. Tata probowal wtedy zartowac ze to Kongresowka, a ja nie wiedzailam ze kiedys na widok gor usypanych z burakow cukrowych westchne z zachwytu.

Przed oczami stanal mi widok z dziecinstwa, gdy rok temu w czasopismie Apetit (czeski odpowiednik Kuchni) znalazlam przepis na řepánky, w artykule ktory proponowal warzywa na slodko, na marginesie dodam, ze jedyne powszechnie powazane w Czechach warzywa to ziemniak i biala kapusta :) O burakach cukrowych nie myslalam przez dwadziescia z gora lat, chociaz po cukier buraczany siegam niemal codzien.

Řepánky to drozdzowe buleczki nadziewane farszem z burakow cukrowych (cz. cukrová řepa) i mielonego maku. Sa regionalnym wypiekiem i specjalnoscia
Polabí (Nizina Połabska) od konca XIX wieku. Podobno w Czechach buraki cukrowe czasem spadaja z ciezarowek ktore je woza :-) wiec po co komu nasiona burakow cukrowych?

Dzieki Anoushce i Ptit Suisse, ktorzy nigdy nie widzeli by ktos na widok gor usypanych z burakow cukrowych westchnal z zachwytu, burak przwiozlam znad jeziora Neuchâtel. Anoushka i Ptit Suisse (i Lukasz rowniez) mieli watpliwa przyjemnosc uczestniczyc w splewach (czyt. szaber, granda, pachta), dziekuje Wam ogromnie za wyrozumialosc i przepraszam za namawiane do niecnych czynow :-)

Przepis na řepánky czyli drozdzowe buleczki z burakiem cukrowym (nadzienie 1 Apetit, nadzienie 2 - moja fantazja):

ciasto (wg. przepisu na
bułkę bardzo dobrą Marii Disslowej)
250g maki
125ml mleka
15g drozdzy
zoltko
lyzka cukru z wanilia
30g masla
szczypta soli
skorka otarta z jednej cytryny
zoltko do posmarowania buleczek

Ciasto drozdzowe przygotowac ulubionym sposobem, nastepnie podzielic na 12 kawalkow i:

Nadzienia:
1. (na gornym zdjeciu z lewej) Napelnic lyzka buraczano-makowego nadzienia z Polabí: 250g utartego na tarce o grubych oczkach buraka cukrowego podsmazyc na lyzce masla, podlac odrobina wody i dusic kilka minut. Dodac 125g mielonego maku i 125ml mleka, dusic az masa wchlonie caly plyn.

2. (na gornym zdjeciu z prawej) Kazda buleczke zarobilam z lyzka utartego buraka cukrowego: do wyrobionego drozdzowego ciasta dodalam utarty na tarce (grube oczka) burak cukrowy i ciasto jeszcze kilka sekund delikatnie wyrabialam.

Buleczki ulozyc na blasze, pozostawic do wyrosniecia. Posmarowac zoltkiem. Piec w temperaturze 175 st.C na rumiano (20 minut). Bulki sa znacznie lepsze gdy calkowicie wystygna.

Wrazenia smakowe:
Lukasz: te buleczki to sa dopiero retro, juz wiem teraz co jadlo
sie w XIX wieku na czeskiej wsi na przednowku. Probowal jeszcze potem ratowac sytuacje i dodal: smakuja jak buleczki z burakiem...
Basia: wersja 1. buleczek smakuje jak buleczki z makiem o melasowym aromacie nadzienia, te z tartym burakiem smakuja jak buleczki ze slodkim burakiem :)


Saturday, October 16, 2010

na dzień chleba


Eugenia: Za cienka!
Brat Zdrowko: Jak to za cienka?
Eugenia: Za cienka, co sie dziwisz?
Zdrowko kroi nastepna kromke.
Eugenia: Za gruba, dwa zeby mi wylecialy, nie widac?
Zdrowko: Widac. A jaka ma byc?
Eugenia: Taka!

Tak, kromka chleba ma byc taka, nie za cienka, nie za gruba.

Eugenia: Za malo masla.
Zdrowko: Za malo?
Eugenia: A co sie dziwisz?

Dobrze, gdy kromka chleba jest posmarowana maslem, masla ma byc w sam raz. Tak samo jak za cienka, tak i za gruba kromka chleba nie smakuje dobrze. Tak samo kromka zbyt skromnie, badz zbyt szczodrze posmarowana maslem smakuje jakos nie tak.
Dwa przytoczone dialogi pochoda z filmu Jasminum Jana Jakuba Kolskiego, scena gdy Zdrowko kroi kromke chleba odpowiedniej grubosci, to chyba jedna z lepszych scen w polskim kinie z udzialem pajdy chleba. Takiej pajdy.


Z okazji Swiatowego Dnia Chleba zycze wszystkim chleb piekacym i lubiacym takiej kromki swiezego chleba, kromki dobrego chleba odpowiednio posmarowanej maslem. I czasem posypanej sola.

Zamiast przepisu polecam:
1. chleb rosyjski z ziemniakami, przepis za Tatter, fantastyczny, kwasny chleb mieszany (u mnie obtoczony szczelnie makiem i pieczony w foremce, zdjecie na gorze)
2. pain de Martin, przepis za Alcia - chyba najlepszy pszenno-zytni chleb jaki do tej pory pieklam (bez zmian, bo przepis boski, zdjecie 2 od konca)
3. chleb kielecki, przepis za qd i Piekarnia po Godzinach, taki wspanialy swojski chleb powiedzalbym (u mnie kapke przypieczony, ostatnie zdjecie).



World Bread Day 2010 (submission date October 16)

Monday, June 21, 2010

z kokosowym mlekiem


Lukasz: Basiu, co bys zjadla na sniadanie?
Basia: cos czego nie mamy...
Lukasza: a no tak, znow bułki drozdzowe.

Dom w ktorym pachnie drozdzowym ciastem moze byc moim domem. A w moim domu pachnie drozdzowym ciastem. Drozdzowe kojarzy mi sie z moja Mama i domowym cieplem. Wiem, ze pisze to enty raz i wiem, ze czujecie podobnie. Tylko wytlumaczcie mi prosze dlaczego zawsze wszyscy znajomi prosza o brownies?

Jedna taka Polcia, postanowila przekonac mnie do biszkoptu. Upiekla dla nas najlepszy biszkopt jaki kiedykolwiek w zyciu jadlam. Podala go z solonym maslem i pysznymi rabarbarowymi dzemami (jeden z nich, taki z truskwakami i wanilia na zdejciu), a potem zabrali nas z Polowkiem na fantastyczna wycieczke przez pol Londynu bym mogla sobie kupic jeden nozyk z jalowcowego drewna, no dobrze jeszcze stanac na zerowym poludniku, dziekujmemy! :)

Niestety podtrzymuje moje stwierdzenie Polu, gdy polozysz przede mna drozdzowa buleczke i biszkopt, to zawsze siegne po buleczke. Jednak dzieki Poli dzis wiem, ze biszkopt moze byc dobry, ale co poczac - z drozowym nie wygra. Nim pojawia sie borowki (wiem, wiem jagody) proponuje wiosenna, pieprzno-kokosowa drozdzowa bułeczke.

Mam swoje ulubione drozdzowe bu
łki jeszcze lepsze na podstawie Disslowej, ale zeby nie bylo monotonnie postanowilam pokusic sie o jakas wspolczesna wersje drozowych buleczek, do przepisu Eweliny dodalam swoje dwa grosze - wzielam tylko kokosowe mleko, wzbogacilam bułeczki nuta czarnego pieprzu, skorki cytrynowej, do tego gorzka czekolada, juz nie mozna chciec wiecej :)

Przepis na bułeczki drożdżowe z mlekiem kokosowym i czarnym pieprzem (6 bułeczek):
275g maki pszennej chlebowej
15g swiezych drozdzy
125ml mleka kokosowego
50g cukru
30g masla
1 zoltko
1/3 lyzeczki czarnego pieprzu (swiezo i grubo mielonego)
50g czarnej czekolady
lyzka domowej kandyzowanej skorki cytrynowej
zoltko do posmarowania bulek

Z drozdzy, 2 lyzek mąki i 2 lyzek mleka i szczypty cukru zrobic rozczyn i poczekac az drozdze podrosna. Zoltko z cukrem utrzec na kogel-mogel i dodac do pozostalej mąki wraz z rozczynem. Dodac zmiekczone maslo wlac pozostale mleko, dodac pieprz. Zagniesc ciasto, a nastepnie dobrze wyrobic. Podzielic ciasto na 9 czesci, na kazdy kawalek ciasta nalozyc odrobine posiekanej czekolady i cytrynowej skorki, zagniesc i uformowac zgrabne buleczki. Przykryc sciereczka i pozostawic do wyrosniecia. Smarowac roztrzepanym zoltkiem i piec do zlota w 175 st.C (~15-20minut). Moga konkurowac z Disslowa!


PS. W sprawie konfitury rozanej z poprzedniego wpisu odezwe sie za tydzien, musze chyba metoda losowania sprawe rozdawnictwa potraktowac ;)

Monday, April 26, 2010

chleby


mowilo sie u nas jedziemy nad Wisle, a oznaczalo to, ze jedziemy do Dziadka Czeska i Babci Celki, ktorzy w rzeczy samej nad Wisla mieszkali. Dziadek byl najlepszym dziadkiem pod sloncem, chociaz Babcia ma reczej na ten temat odmienne zdanie, tlumacze sobie ta roznice pogladow tym, Dziadek dla Niej dziadkiem nie byl :-)

Byl piekarzem. Dziadek Czesiek oczywiscie. W tamtej piekarni bylam tylko raz; mam trzy latka, trzy i pol; zapamietalam widok podluznych koszyczkow do wyrastania chleba, zapamietalam Dziadka w bialym fartuchu, taka migawka, zapachu tamtego chleba nie pamietam, ale widok zawsze.

Jakis czas temu gdy zaczelam piec na powaznie, gdy zabralam sie za chleby, bylo mi zal, ze z domu Dziadkow zamiast niecek do wyrastania chleba zabralam kolowrotek... Sni mi sie czasem, ze jade do tamtego domu, widze go z daleka i krzycze stoi, stoi. Ide do nowych wlascicieli i prosze by znalezli mi w gielocie te niecki co opowiadaja historie, niecki do chleba po Babci; sni mi sie tez ze ide na egzamin z historii i nie pamietam zadnej daty, ale to juz zapewne inna historia.

Gdyby nie Alcia, to raczej nie sprobowalabym, gdyby nie Weekendowa Piekarnia, to nie pomyslalabym ze chleb na zakwasie uda sie gdy nie ma pieca chlebowego, niecek, dzieżek.
Gdyby nie Mirabbelka, to nie wyhodowalabym zakwasu, bo ten ktory dostalam pachnial acetonem, a to kojarzylo mi sie jednoznacznie z myciem szkla w laboratorium, a nie pieczeniem chleba.
Gdyby nie Tatter, to nie upieklabym chleba z koszyczka.
Gdyby nie smak chleba znad Wisly, to nie mialbym powodu.


Egzaminu z historii nigdy nie zdawalam, ale odrobilam dzisiaj lekcje, przynajmniej 3 lekcje z
Weekendowej Piekarni po Godzinach.
Zamiast przepisu:

1. chleb z pieczonymi ziemniakami na pâte fermentée

mercedes wsrod chlebow na drozdzach jak to mowi Ala :-)

2. firmowy zakwasowiec Piekarni po Godzinach (TMP sourdough)
chleb o pieknych dziurach, rosnie wzorcowo
3. chleb 100% zytni z zaparka
klasyka, taki ma byc domowy chleb, zawsze swiezy (maka razowa + sitkowa typ 500)




Dobrze upiec chleb...