Showing posts with label na sniadanie. Show all posts
Showing posts with label na sniadanie. Show all posts

Monday, March 23, 2015

chrzan z jajkiem



jajko. Jajko jest najważniejsze chyba w każdym wielkanocnym koszyczku. W moim domu rodzinnym obok jajka święciło się obowiązkowo: drożdżową babę (pieczoną dzień wcześniej w kamionkowej formie), pęto wiejskiej kiełbasy i kawałek chrzanu, najlepiej własnoręcznie ukopanego. Do tego wierzbowe witki z baziami czy fiołki, jeśli takowe już zakwitły. A to wszystko przykryte wykrochmaloną haftowaną serwetką.

Chrzan. Chrzan z jajkiem jest (i zawsze był) w moim rodzinnym domu najważniejszy na wielkanocnym stole. Chrzan dość ostry, doprawiony delikatnym jajkiem i szczyptą cukru, nazywany nie pełną nazwą "chrzanem z jajkiem" ale po prostu "chrzanem". to z takim chrzanem najbardziej kojarzy mi się sniadanie wielkanocne. Do tego oczywiscie gotowane jajko, domowy majonez, jakaś sałatka, wędlina, chleb. Numer jeden zawsze jednak stanowi dla mnie ten chrzan mojej Mamy i jej równie świetny, własnoręcznie przygotowywany majonez.

Kilka tygodni temu znalazłam w skrzynce mail sprzed dwóch lat: "Waldku, z tego co piszesz, to zdaje mi się że Twoja mama robi podobnie chrzan jak moja i moim zdaniem to najlepszy przepis swiata!" pomyślałam wtedy, że nie może tego przepisu tutaj zabraknąć!


Przepis na chrzan z jajkiem mojej Mamy:

100g świeżo tartego chrzanu*
4 ugotowane jajka
łyżeczka cukru
1/2 łyżeczki soli
łyżeczka musztardy
1/2 szklanki oleju słonecznikowego
 

Żółka utrzeć z cukrem, solą, dodać musztade, utrzeć i następnie wciarać olej słonecznikowy (ważne by wszystkie składniki miały tę samą temperaturę). Gdy majonez jest gotowy, dodać do niego utarty chrzan i utarte na tarce o drobnych oczkach białka. Można dodać odrobinę soku z cytryny. Obowiązkowy na Wielkanoc.


* ilość wedle uznania, można dodać mniej, zazwyczaj moja Mama, jak to mówi "dla wygody", używa chrzanu ze słoiczków, daje mocno odciśniętą zawartość 2 słoiczków.

Monday, May 26, 2014

różany, ryż na mleku



po powrocie z Izraela wiekszość deserów miałam ochotę przyrządzać z dodatkiem kardamonu lub wody różanej, płatków róży, czy różanej konfitury. Najczęściej w wydaniu dwa w jednym: i z kardamonem, i z różą. Czegoż to nie spróbowałam zrobić: brownies różano-kardamonowe, czekoladę kardamonowo-różaną, kardamonowo-różane lody, labneh z różą i kardamonem, szarlotkę z różą i kardamonem, różano-kardamonowych makaroniki, planowałam w końcu chałkę rożano-kardamonową.

Ale po paru latach mi przeszło i połaczenie róża-kardamon przestało mnie fascynować, do tego stopnia, że gdy raz przygotowałam ryż na mleku z kardamonem i wodą różaną (na długo przed książką Jerusalem) orzekłam, że "to nic specjalnego" i już nigdy więcej takiego ryżu nie zrobiłam. Aż przeglądając sobie Jerusalem, piękne zdjęcie przypomniało mi o moim dawnym uwielbieniu. Tyle, że zamieniłam kardamon na mastyks, ewentualnie na mastyks i różę. 

Ryż na mleku, danie zazwyczaj śniadaniowe, kochane przez zwolenników mlecznych zup i, domyślam się, znienawidzone przez ich przeciwników. Akurat ja mleko zawsze lubiłam, a wakacyjny widok ukochanego Dziadka nad talerzem zupy mlecznej pozostał mi przed oczami na zawsze. Stąd do dziś zupy mleczne darze dużą estymą. Chociaż akurat ja najczęściej przygotowuje ryż na mleku jako deser lub jako deser na zakończenie sniadania, zawsze na słodko. Z sentymentu do wspomnień i z miłości do mlecznych słodkości :-)


Przepis na na mleku z różaną nuta (wersja różana ryżu cytrynowego):

1l mleka 
1 szklanka wody 
1/2 szklanki słodkiej śmietanki 
1 szklanka ryżu krótkoziarnistego 
100g cukru 
szczypta soli 
laska wanilii
7 małych kuleczek mastyksu* (opcjonalnie)
1 swieży listek laurowy (opcjonalnie)

do podania: konfitura rożana, płatki róży

Ryż przepłukuję zimną woda, odcedzam i zalewam szklanką wody i szklanką mleka, delikatnie solę, zagotowuje. Do zagotowanego ryżu dolewam pozostałe 3 szklanki mleka, dodaję mastyks, listek laurowy, wanilię, gotuję na średnim ogniu około 20 minut. Następnie dodaje smietankę, słodzę. Gotuję dalsze, mniej wiecej, 5 miunut. Wcinać na ciepło lub na bardzo zimno (chłodzę w małych pojemniczkach w lodówce) podane z łyżeczką konfitury różanej. Mleczne i różane.

 

* zdecydowanie polecam dodatek mastyksu do deserów mlecznych, w moim ulubionym bliskowschodnim malabi sprawdza się idealnie. Ryż na mleku z mastyksem, nawet bez róży czy różanej wody, to też moim zdaniem wspaniała sprawa.

Monday, May 05, 2014

z syropem sosnowym, placuszki twarogowe



kilka lat temu na drewnianej werandzie u pana Szczepkowskiego zwróciłam uwagę na maleńką ceramiczną czarkę, a na niej fioletowy zasuszony kwiatuszek. Ale to nic dziwnego, przecież do Jurka Szczepkowskiego jeździ się po ceramikę! Po cudowną japońską ceramikę (taką, taką lub taką), ten kwiatuszek to był tylko taki drobny szczegół. Rok później zachwyciłam się wielką butlą z nalewką wiśniową, stała w izbie, w której byłam przed laty blisko dwudziestu, gdy mieszkał tu jeszcze znany beskidzki pisarz. Ale to jeszcze nic dziwnego, przecież wielu robi nalewki. 

Przed niespełna rokiem, robiąc zdjecia tej cudownej ceramiki podczas rutynowego wyjazdu "na ceramikę", wypatrzyłam w oknie słoiki i słoje z zasypanymi cukrem pędami sosny i zasypanymi cukrem borówkami, wyglądały jak kiedyś u mojej babci. Widać, że istnieją na świecie miejsca, w których dobre rzeczy nigdy nie ustąpią mejsca "lepszym".

A to wszystko w Beskidzie Niskim, w Czarnem, w jednej jedynej w Czarnem zagrodzie, zresztą od nazwy miejscowości tej nazwę wzięło znane wydawnictwo. Ale Stasiuka czytam w domu, w serce Beskidu jeżdże po ciszę, po widoki i po... ceramikę.

Syrop sosnowy czy dokładniej syrop z pędów sosny, to jak sama nazwa głosi syrop o smaku sosnowym przygotowywany poprzez zasypanie pędów sosnowych cukrem. Pędy sosnowe zbierało się w Beskidzie zazwyczaj początkiem maja (choć w Pradze można już od połowy kwietnia), potem macerowało w cukrze, zlewało syrop i przechowywało "na wszelki wypadek". Mnie to "na później" nie zadowala i dodaję syrop sosnowy do sałatek owocowych, lodów i placuszków-racuszków, po co czekać "na poźniej"?


Przepis na placuszki twarogowe z syropem sosnowym (czyli moja wersja "pancakes"):

200g płatków owsianych (2 szklanki)
250ml mleka
250g mielonego twarogu*
2 łyżki miodu
2 jajka
szczypta soli
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
duża szczypta sody oczyszczonej
100g mąki

do podania: syrop sosnowy, jogurt naturalny, dżem lub swieże owoce

Płatki owsiane zalać mlekiem i odstawić na 15 minut by napęczniały. Potem dodać twarożek, miód, sól. Mąkę wymieszać z proszkiem, sodą i porcjami dodawać do twarogowej masy. Wymieszać, odstawić na 5 minut. Następnie placuszki smażyć porcjami na suchej patelni (bez tłuszczu). Podawać polane syropem sosnowym, z jogurtem naturalnym i ulubionym dżemem lub swieżymi owocami. Na śniadanie jak znalazł!

 

* z powodzeniem może to być miękki twarożek lub serek homogenizowany

Tuesday, May 14, 2013

fińskie śniadania



nie zdziwilo mnie, ze na stole akademickiego mieszkania TUT, czyli Technicznego Uniwersytetu w Tamepere nie ma slynnego wazonu Savoy Alvara Aalto*, a jedynie olbrzymie plastikowe kwiaty i firanki niestety udajace marimekko, to w koncu przecietne mieszkanie na przecietnym blokowisku, choc co prawda wsrod sosen, brzoz i skał. Zaskoczylo mnie jednak bardzo, ze w bialej minimalistycznej kuchni do zludzenia przypominajacej ta z biura samego Aalto (z cienkimi drwenianymi listewkami jako detalem wykonczeniowym bialych szafek), brakuje zwyczajnej drewnianej deski do krojenia (chocby sera). Nie dawalo mi spokoju, ze w wyposazonej kuchni nie ma drewnianej deski  i to w kraju w ktorym lasy stanowia 75% powierzchi (kolejne 10% to jeziora), kraju ktory jest najwiekszym producentem drewna w Euorpie i jednym z kilku wiodacych na swiecie.

Po kilkunastu godzinach jedna z pustych kuchennych szuflad wzbudzila moja podejrzliwosc, ale pomyslalam "nie, to przeciez nie jest mozliwe by dno szuflady bylo zarazem drewniana deska do krojenia!". Pare dni pozniej zalilam sie znajomemu, ze obok tych wszystkich talerzykow firmy aarabia**, szklanek iittala i nozyczek fiskars nie ma zwyklej deski - Tomek zrobil wielkie oczy i powiedzial "niemozliwe, w waszym mieszkaniu MUSI byc drewniania deska do krojenia, przeciez tutaj deską do krojenia jest zawsze dno pierwszej z gory szuflady!". Czego to ci Finowie nie wymysla ;-)

Jesli istnieje cos takiego, jak tradycyjne finskie sniadanie, to wedle wiekszosci pytanych (jak i dostepnych zrodel pisanych) bedzie to owsianka na mleku, zazwyczaj z dodatkiem borowek czy innych owocow lesnych, zdarzy sie na sniadanie zupa z jagod, czasem chleb z maslem, serem czy wedlina. No i obowiazkowo kawa z ekspresu przelewowego z mlekiem.


W miejsce przepisu: moje ulubione finskie sniadania:

- kawalek podgrzanego sera leipäjuusto.
- odrobina dzemu z borowek (choc na zdjeciu dzem z maliny moroszki).
- kawalek chleba, np. ciemnego ruisleipä, chleby sa tu naprawde dobre.


Objasnienia:
Leipäjuusto (doslownie ser chlebowy) to poltwardy ser podpuszczkowy, krotko przypalony (ponoc najczesciej z uzyciem plomnienia czy goracej plyty), stad na jego powierzchni ciemnobrazowe kropki; wyjatkowa finska specjalnosc. Ser w smaku chyba najblizszy bundzowi, chrzesci w zebach, slodkawy, delikatny. Idealny zarowno na zimno i na cieplo, bez niego nie opuszczam Finlandii :-)

Malina moroszka (fin. lakka) to ewidentnie krolowa finskich dzikich owocow i jagod. Pita najczesciej w formie likieru, zjadana najczesciej w postaci dzemow, galaretek, bardzo czesto jako dodatek do sera leipäjuusto, choc osobiscie wybiore dzem z zwyklej czarnej borowki. 

Ruisleipä (doslownie: zytni chleb) to bodaj najpopularniejszy finski chleb. Zytni-pelnoziarnisty, ciemny, na zakwasie, o charakterystycznym ksztalcie plaskiego okraglego placka z dziurka posrodku. Chleb codzienny, niemal obowiazkowy do obiadowych kanapek (np. z marynowana ryba jak chocby graavilohi, AgaB bardzo dziekuje za rady;).


* wazon Savoy projektu Aalto mimo, ze liczy sobie przeszlo 70 lat, zachowal swiezosc formy. Ponadto nie jest to w Finlandii bynajmniej przedmiot, ktory zobaczyc mozna jedynie w muzeum (choc w muzeach tez;), wazony Aalto, notabene produkowane przez firme iittala, mozna zobaczyc w kazdym wiekszym niz osiedlowym supermarkecie, jest przedmiotem dosc popularnym, o ile nawet nie pozadanym, jako wyposazenie przecietnego gospodarstwa domowego.

** arabia, iittala, fiskars, marimekko to znane, popularne i powazane, finskie firmy produkujace odpowiednio: porcelane, szklo, nozyczki/noze, materialy tekstylne. Wiele z produkowanych przez nie wzorow siega czasow powojennych, w duzej mierze nie zmienily jednak od tamtego okresu formy i sa nadal na "poczytnym" miejscu w kazdej białej finskiej kuchni.

Monday, April 22, 2013

paciarka




to bylo wczesne lato na granicy Beskidu Niskiego i Pogorza, kilkanascie lat temu. Poszlismy z Andrzejem i Lukaszem do lasu, pod Bucze, po kawalek jodlowego drzewa dla mnie, kawalek drzewa na pewien przedmiot kuchenny. Niusia bowiem nie mogla zrozmiec, jak moge nie miec prawdziwej mątewki z kawalka mlodej jodly. I Andrzej nie mial wyjscia, musial mi zrobic mątewkę.

Owa jodlowa mątewkę mam po dzis dzien. Sentymentalny to przedmiot, kawalek drewienka z beskidziego lasu, kawalek drewna, na ktorym widac odrobine pracy ludzkich rąk. Moglabym uzywac jej czasem zamiast trzepaczki, by roztrzepac cos napredce, ale w mojej kuchni mątewka jest przyrzadem kuchennym jednej tylko potrawy, potrawy o bardzo wdziecznej nazwie - paciarka. 

Paciarka to galicyjska zupa sniadaniowa*, zupa mleczna z maki przennej z pelnego przemialu, maki pszennej z otrebami, maki mielonej najlepiej w domowych żarnach. To lat temu dziesiat, gdy w niejednym niskobeskidzkim domu mozna bylo znalezc żarna do mielenia zboza. Paciarka przypomina nieco kasze manne na mleku, ale smak ma o wiele bogatszy, otrebowy, grahamowy. Paciarke przygotowywalo sie dla dzieci i dla doroslych, na pozywne sniadanie. Znana jest wersja gestsza, o konsystencji kaszy i wersja bardzo rzadka, taka ktora dzieci moga pic z butelki. Paciarke mozna jesc tylko osolona, dodatkowo posypana cukrem krysztalem, lub z odrobina slodkiej smietany wlanej na srodek talerza. Moze proste, ale za to nasze, mysle ze warto ocalic od zapomniania.


Przepis na paciarkę
czyli pelnoziarnista kaszke na mleku (od Niusi):

1l mleka
10 lyzek maki graham (100g)
szczypta soli
cukier do smaku (opcjonalnie)
100ml mleka wymieszac dokladnie w garnuszku z maka, roztrzepac dokladnie, pozbyc sie wszelkich grudek. Pozostale 900ml mleka zagotowac, posolic. Na gotujace sie mleko wlac make wymieszana z mlekiem, mieszac energicznie mątewką, powoli zagotowac. Od zagotowanie gotowac paciarke przez 2-3 minuty na bardzo malym ogniu. Przelac na talerze, mozna poslodzic lub polac lyzka slodkiej smietanki. Przypomina dziecinstwo...

* o galicyjskich zupach sniadaniowych wspominalam przy okazji drobionki.

Wednesday, February 20, 2013

cytrynowy, ryż na mleku



mam przed oczami obraz Dziadka Cześka za drewnianym stołem, stołem na podłodze z czerwonych cegieł, a zaraz obok wielką kaflową kuchnią z piecem chlebowym, piecem w którym Babcia Cela piekła chleby jak koła od wozu, kuchnią na której piekła placki na sodzie. A na stole stoi biały talerz i leży łyżka koloru stalowego. Dziadek zaczyna dzień od zupy mlecznej, przynajmniej tak Go zapamietałam.

Mówilo się jedziemy nad Wisłę, a oznaczało to, że jedziemy do Dziadka Cześka i Babci Celki, którzy naprawdę nad Wisłą mieszkali. Tam stał w lecie stół pod rozłożystym orzechem, tam łaźilismy bezkarnie po jabłoniach w ogrodzie, tam na podwórku w upalne dni stała balia, w której grzało się kilka wiader wody na wieczorną kąpiel, tam oswajalismy kocięta chowające się w stodole, tam spedzałam najpiękniejsze chwile dzieciństwa.

Nie poznałam niektórych Dziadka sekretów, nie zapamiętałam Dziadka aparatury do bimbru, nie wiem nawet czy ją na oczy widziałam, żal mi tej tradycji, trochę  żaluje, że byłam wtedy dzieckiem... Choć dzisiaj czasem mam potrzebe poczuć sie jak kiedyś, jak dziecko, zanurzyć się w beztrosce - wtedy zamykam oczy, myślę jak to było nad Wisłą, zamykam oczy, widzę Dziadków na ławeczce przy płocie, pod jabłonią papierówką, obok żuraw i studnia, zamykam oczy...


Przepis na ryż na mleku z cytrynową nutą
(zainspirowany przed laty hiszpańskim arroze con leche):

1l mleka
1 szklanka wody
1/2 szklanki słodkiej smietanki
1 szklanka ryżu krótkoziarnistego
skórka otarta z 1-2 cytryn
100g cukru
szczypta soli
laska wanilii (opcjonalnie)
21 ziarenek czarnego pieprzu (opcjonalnie)

Ryz przeplukuje zimna woda, odcedzam i zalewam szklanka wody i szklanka mleka, delikatnie sole, zagotowuje. Do zagotowanego ryzu dolewam pozostale 3 szklanki mleka, dodaje skorke otarta z cytryn, wanilie i cale ziarenka czarnego pieprzu, gotuje na srednim ogniu okolo 20 minut. Nastepnie dodaje smietanke, slodze. Gotuje dalsze mniej wiecej 5 miunut. Wcinam na cieplo lub na bardzo zimno (chlodze w malych pojemniczkach w lodowce). Moje mleczne sniadaniowe naj.


PS. Z tych cytryn, z ktorych scieram skorke, ktore takie łyse i smutne leza na blacie kuchennym, robie wysmienity cytrynowo-waniliowo-pieprzowy syrop Ani - polecam szczegolnie tym, ktorzy kochaja skorke cytrynowa (czesem daje wiecej soku niz Ania - proporcje: sok z 3-4 cytryn, szklanka cukru, 1/2 cytryny ze skorka,  13 ziarenek pieprzu, 1/2 laski wanilii).

 

Monday, February 04, 2013

pasztet z dziczyzny




przypomnialam sobie poczatkiem grudnia niegdysiejsze sobotnie obiady z jelenia watrobka z duza, a wrecz ogromna iloscia cebuli. Mami moja jest mistrzynia wiekszych ilosci, podziwiam Ją za to, bo ja zawsze mam wyliczone kluski do zupy i nie planuje sie tej przypadlosci pozbyc. Zagadnelam wiec Mame, czy przypadkiem nie ma jeleniej watrobki w zamrazalniku. Nie miala. Napisala za to na drugi dzien: kupilam watrobke... kupilam razem z calym jeleniem. Nie mialysmy wyjscia - zrobilysmy wiec i pasztet!

A ze moja Mama ma dobre serce, nie potrafi odmowic zachciankom, ponadto nie za czesto uzywa wagi, ani nie lubi za bardzo liczyc w kuchni (jak mozna nie wiedziec ile sztuk pierogow sie zrobilo?;-) to nastawila w dwoch, raczej duzej pojemnosci, garnkach mieso na pasztet. Troche wiecej niz bym oczekiwala. Ugotowane mieso postawila przede mna na stole i powiedziala: no to teraz Basiu dokoncz ten pasztet.  

Ten pasztet. Gdy zapytalam Mame pokazujac jej gar z gotowym niemal pasztetem: Mamo, ile myslisz wyszlo tego pasztetu? wykrzyknela: o to bedzie napewno ze trzy kilo! Tak, ze 3. A ja drewniana lyzka o dlugosci 45cm "wyrabialam" pasztetowa mase stojac na stolku, bo nie moglam dosiegnac dna garnka. Dzisiaj wiem, ze pasztet, zaraz obok szescdziesieciu dlugosci kraulem na basenie, pieknie ksztaltuje biceps przed Swietami :-)

I zwazylam ten pasztet, jedyne 7kg i 250g, bo ja przeciez uwielbiam wazyc i liczyc w kuchni.


Przepis na pasztet z dziczyzny mojej Mamy (porcja na duza blache 24x36cm, ~1/3 maminej porcji):

1.5kg dziczyzny
1/2kg karkowki czy wieprzowej lopatki
100g dzikiej watrobki (opcjonalnie)
1 marchewka
1 pietruszka
1 maly seler
3 liscie laurowe, 
5 kulek ziela angielskiego
5 kulek czarnego pieprzu
pol garsci suszonych prawdzwkow
2-3 czerstwe kajzerki
3-4 jajka
1/2 orzeszka galki muszkatolowej
1 plaska lyzeczka swiezo mielonego pieprzu
1 plaska lyzeczka mielonych jagod jalowca
1 lyzka soli

do zapieczenia: slonina, bulka tarta

Mieso, watrobke, suszone grzyby i warzywa oraz ziele angielskie, liscie laurowe i kulki pieprzu zalac zimna woda, gotowac na malym ogniu do miekkosci, okolo 1 godziny. Nastepnie calosc ostudzic (jesli miesio gotujemy z koscia, nalezy w tym momencie je kosci pozbawic), mieso pokroic na kawalki i zmielic razem z warzywami i prawdziwkami w maszynce do miesa. Kajzerki namoczyc w rosole, ktory powstal z gotowania miesa, po czym rowniez przepuscic przez maszynke. Mase pasztetowa wymieszac, dodac jajka, starta galke muszkatolowa, pieprz, jalowiec, ponownie wymieszac. Na wysypana bulka tarta blache wylozyc pasztetowa mase, wyrownac, na wierzch poukladac plasterki sloniny, piec w temp. 175st.C okolo 30-40 minut, az pasztet delikatnie sie zrumieni. Ulubiony. Dziekuje Mamo!

Monday, January 14, 2013

dżem pomarańczowy



we wrzesniu, w lipcu, w sierpniu, w marcu i w maju. Odwiedzialm Wielka Brytanie kilka razy na przestrzeni kilkunastu lat. Pobyty po kilka-kilkanascie dni. Raz tez na Sylwestra - to akurat bylo wyjatkowe przezycie, ogladac sztuczne ognie nad London Eye i nie musiec miec czapki na glowie. Zaczynalam powoli wierzyc, ze cos takiego jak angielska pogoda nie istnieje*. Oczywiscie do czasu.

W maju minionego roku, gdy w Srodkowej Europie prawie nastaly upaly, a napewno juz sloneczne dni, znow spedzilismy w Anglii tydzien. Pogoda byla, co tu zbednie owijac, ohydna. +7st.C, ciemne, przewalajace sie niskie chmury, wiatr, czasem mzawka, wilgotnosc chciala przebic higrometr. Zaczelismy po dwoch dniach jeczec, ze przeciez przy takiej pogodzie nie da sie dlugo zyc. Gosia mnie pocieszala, ze oczywiscie sie da, czesem tylko trzeba zniesc dlugie dnie wilgoci i chmur.
I wtedy z Irlandii przyjezdza nasza kuzynka Eliza, wysiadaja po kilkugodzinnej podrozy z samochodu, biora gleboki oddech i wykrzykuja: "rany, jakie tutaj jest wspaniale powietrze, nie to co ta wilgotnosc w Dublinie, my sie musimy przeprowadzic wreszcie do Anglii!"

Pomarancze, sezon na pomarancze w pelni! Piekne hiszpanskie, wloskie. Feria smaku i aromatu, az szkoda nie skorzystac. Smaze wiec marmolade aka dżem pomaranczowy**, intensywny w smaku, nie za slodki, nie za gorzki. Lubie go z slodka bulka, scones, badz przykladam nim ciasteczka. Z rzadka trafi sie komus sloiczek w prezencie. Moj ulubiony dzem, a moze to jednak marmolada? Na pewno bardzo pomaranczowa, bardzo pomaranczowy!


Przepis na mój dżem pomarańczowy 
(na podstawie wlasnych prob), 6 sloiczkow po 200ml:

2kg wielkich pomaranczy
1kg jasnego trzcinowego cukru
sok z 2 cytryn

Pomarancze dokladnie myje i obieram. Miazsz rownie dokladnie pozbawiam bialych czesci (choc jesli jakas sie trafi to nie bedzie tragedii). W ten sposob z 2kg pomaranczy uzyskuje 1kg pomaranczowego miazszu wraz z sokiem. Pomaranczowa mase zasypuje cukrem.
Uprzednio dokladnie wyszorowane skorki z 1 pomaranczy zalewam 1/2 litra wody, zagotowuje i gotuje 5 minut. Odcedzam, studze i kroje w drobne paseczki. Pokrojona skorke dorzucam do miazszu z cukrem, doprowadzialam do wrzenia i gotuje na srednim ogniu 20-30 minut. Studze i sprawdzam czy odpowiada mi konsystencja dzemu. Dodaje sok z cytryny, dzem zagotowuje i przekladam do sloiczkow. Moje naj w departamencie dzemow.




* choc jesli wziasc pod uwage temperature, to czy w lipcu czy w styczniu nieznacznie odbiagala od 15 stopni ;-)

** Marmolada czy dzem pomaranczowy nieodlacznie kojarzy mi sie z Anglia. Nie jestem milosnikiem slodkiego dzemu truskawkowego, wiec pozwalam sobie na zlamanie zasad i gdy upieke scones (jak te na zdjeciach, z niezawodnego przepisu Briana Turnera), gdy przywioze z wyspy wilgoci clotted cream, otwieram marmolade pomaranczowa i parze herbate Lady Gray, ktorej aromat podkresla smak cytrusow.

Monday, January 16, 2012

drobionka



We wsi stał kiosk (...). No więc te stare kobiety i dzieciarnia stoją przed mapą nowego świata, którego kontynenty uporządkowano wedlug pragnień poszczególnych części ciała, zachcianek i smaków. Królują tu jednoznaczne barwy. Nie ma miejsca na wyobraźnię. Ani czas, ani zmienne swiatło, ani kaprys natury nie nadgryzą tego. Niewykluczone, ze nowe Jeruzalem jest już w drodze (...).
To dzieło Władka. Gdy ksi
ądz w kościele mówił, że jest ciężko, ale że trzeba, bo taka jest cena wolności i Polski, i że rolnik zawsze itd., Władek pochwycił jakiś boczny wiatr, który nidy przez te doliny nie wiał. Sprzedał co miał, kupił syrenkę, wydzierżawił kiosk i wszystkie te blaski i cuda zaczął przywozić (...).
Bo już nie jedna wieś, ale cała okolica miała poznać smak batonów Mars.
strony 13-15, Andrzej Stasiuk, "Opowiesci galicyjskie", wyd. Znak 1995

Smak batonow Mars. I czekolad w fioletowym papierku. A potem kebab, pizza czy bagietki. Chleb na zakwasie sie w miedzyczasie zagubil i umiejetnosc jego wypieku chyba tez, w sklepach pytac mozna bylo o niego bez konca. Wreszcie powrocil, ale jakis inny, wszyscy mowia, ze to juz nie jest smak jak z prawdziwego pieca. No bo nie jest. Pojawil sie z wolna slow food, rewelacyjnie. Napuszone, trocinowe biale bulki znajdziemy jednak bez problemu, na galicyjskiej wsi rowniez.

A co z ukropkiem*? Co z paciarką i drobionką? A galas, ryż na mleku czy lane ciasto? Dla mnie te potrawy naleza do zbioru potraw zaginionych (na poczatek wybralam zupy, galicyjskie zupy sniadaniowe czy poranne, wiem ze inne regiony Polski maja chocby zalewajki, brejki, zacierki, czesc z nich tez powoli zapominana). Zywo wspominali o nich nasi dziadkowie, pamietaja jeszcze dobrze rodzice, ale moje pokolenie najczesciej juz tylko o nich slyszalo. Moze jeszcze, jak przez mgle, pamieta ryz na mleku czy bulke zalewana cieplym mlekiem (drobionka), ale taki galas - pozostaje powiedziec gornolotnie: historia.

Nie tylko lupa, ale nawet i elektronowy mikroskop skaningowy nie pomoglby mi znalezc w babcinych zapiskach receptu na ryz na mleku czy smazona smietane. To potrawy podstawowe, jedno, dwuskladnikowe, przepisu nie trzeba zapisywac. Czesto slysze, ze potrawy ktore pojawialy sie na polskich stolach kilkadziesiat lat temu zatracily sie, "bo to byla taka prosta/biedna kuchnia" lecz wbrew pozorom nie byly to wcale potrawy tanie. Dobry chleb, swieze mleko, przednia smietana - jakosc i klasa tych produktow byla naprawde niezla, a na pewno o niebo wyzasza, niz dzisiejsza nafaszerowana woda wedlina, ktora mozemy kupic w przecietnym sklepie.

Potrafimy rozprawiac o polencie, ktora jest najzwyklejsza maka gotowna z woda, dlaczego zapominamy o paciarce? A fascynacja kalifornijskimi sliwkami suszonymi, ktore bardzo kiepsko zastepuja nasze wedzone wegierki? Zamieniamy stare na nowe, czesto nowe niekoniecznie lepsze, moze inne. A swiadomosc tradycji, korzeni? Poczucie ciaglosci? Miejsce na wobraznie? Pamiec? Jak to co byc moze proste, ale za to nasze, ocalic od zapomniania?

Przepis na drobionkę czyli słodką bułkę z mlekiem (ze wspomnień):
nieco czerstwa dobra bulka drożdzowa
cieple mleko
Bułkę podrobiona w mniej wiecej dwucentymetrowe kosteczki zalac cieplym mlekiem. Na zime bez sniegu idealna! Zeby przepis nie byl taki krotki, polecam dodatkowo bulke drozdzowa jeszcze lepsza :-)

* ukropek -
chleb zalany wrzatkiem, z lyzka skwarkow
paciarka - rodzaj kaszki na mleku, z zytniej grubo zmielonej maki
galas - rozgotowane wedzone wegierki, czesto podawane jako dodatek do gotowanych ziemniakow

Monday, October 31, 2011

graavilohi


najbardziej pożądane w Pradze są mieszkania, które mają z jednej strony wejście do metra, z drugiej las, a z trzeciej widok na morze - jeden jest tylko problem: takich mieszkań jest w Pradze bardzo, bardzo mało :D
praski dowcip, zaslyszane w czeskiej telewizji

Prawda jest, ze takich mieszkan w Pradze, a nawet w calych Czechach wogole nie ma. Nigdzie poza Praga nie ma metra, ale co wazniejsze, jak zreszta kazdy wie, Czechy nie maja dostepu do morza. Wsrod ryb kroluje wiec: karp - nie znam nikogo kdo by měl kapra rád, ale kazdy mowi ze to czeska ryba narodowa; pstrąg - popularny, ale znacznie mniej powazany niz karp.
I dlugo, dlugo nic, az wreszcie pojawia sie wieprzowina ;-) Ryba na czeskich stolach nie gosci zbyt czesto, zreszta na polskich tez ciagle jej za malo.

Przygotowujac sie do czerwcowego weekendu w Helsinkach zagadnelam Age B, ktora od lat mieszke w Finlandii, o kilka finskich "musisz". Aga napisala o paru atrakcjach turystycznych, dala tez oczywsice kilka rekomendacji
kulinarnych: "co do jedzenia - na pewno warto stawiac na ryby. Finowie na przyklad biora surowego lososia, daja gruba sol, cukier, koperek, zawijaja i na 24 h wstawiaja do lodowki. Losos sie pieknie zaprawia, pozniej kroi sie go na cienkie plasterki na chleb z maslem i wsuwa na sniadanie :D jest boski! Nazywa sie graavilohi i tak naprawde mozna go samemu w domu zrobic." Mozna, wiec zrobilam. Aga, dzieki!

Graavilohi (fin.), gravlax (szwed.) to skandynawska potrawa z surowego lososia marynowanego w soli, cukrze i czesto koperku. Nazwa pochodzi od dawnego zwyczaju, zgodnie z ktorym potrawe ta przygotowywali rybacy zakopujac solonego lososia w piasku, gdzie ulegal lekkiej fermentacji. Slowo gravlax znaczy ni mniej, ni wiecej jak "ryba z grobu". Dzisiaj zamiast fermentacji, lososia obklada sie gruba sola z cukrem i pozwala dzialac cisnieniu osmotycznemu przez co najmniej dobe. Szwedzki kolega Eryk, ktorego klasyczny gravlax jest wysmienity, radzil mi eksperymentowac z marynata cytrynowo-pomaranczowa, Aga polecala marynowac rybe wraz ze skora, ta sama Aga radzila marynowac przez dzien, Eryk przez dobre dwa - sprobujcie sami - wysmienity!

Przepis na graavilohi (Agi B + 2 grosze od Eryka):
500g płat swieżego łososia
25g grubej soli
25g cukru*
koperek, badz swiezo zmielony czarny pieprz albo skorka cytrynowa

Plat lososia oplukac, pozbawic osci, obsypac dokladnie, ze wszech stron sola, nastepnie cukrem, pieperzem (i/badz galazkami koperku badz skorka cytrynowa). Rybe zawinac w papier do pieczenia (mozna w folie aluminiowa lub foliowy woreczek), przez okolo 30 minut pozostawic w temperaturze pokojowej, a nastepnie wstawic na 1-2 doby do lodowki. Po tym czasie ryba jest gotowa (mozna oczyscic recznikiem papierowym z ewentualnie pozostalej soli). Kroic w cienkie plasterki, podawac z chlebem z maslem. Mniam.

* Aga radzila by ilosc uzytego cukru wynosila 1/3 ilosci uzytej soli, ale zalecenia roznia sie od przepisu do przepisu ;)

Monday, August 16, 2010

z morelami


morelowo mi
morele na sniadanie
morele na obiad
morele na deser...

Morelowo mi. Morele na sniadanie - dzem, na obiad - z kotletami wieprzowymi i morelowa wodka, na deser - z kruchym ciastem. Morelowo mi, nie jest to moj ulubiony kolor, ale smak ten lubie bardzo.

Wlasnie zobaczylam, ze u Marty Gessler tez morelowo w tym tygodniu... Marta pisze o dzemie, o koniecznosci dodawania ogromnej ilosci cukru, ze cukier konserwuje. Prawda to, ale ja od lat dodaje max. 250g cukru na 1 kilogram owocow i wiem z wlasnego doswiadczenia, ze dzem bez problemu przetrzyma rok, jesli dotrzyma oczywiscie :-)

Dzem morelowy to pomysl Johanny, Johanny Wieser ktora w austriackiej Dolinie Wachau, Dolinie slynacej z moreli, smazy marmolady roznorakie, morelowe glownie. A maz jej Markus morelowe wodki (marillenschnaps) i likiery (marillenlikör) wytwarza, inne owoce tez znaja, ale morele to podstawa. Markus i Johanna prowadza Destillerie Wieser o ktorej wspominalam tutaj. Ale o dzemie: dzem Johanny jest delikatny, lekko slodki, lekkko kwaskowy, raczej lejacy w konsystencji, najlepszy dzem morelowy jaki jadlam, to najdoskonalszy smak Doliny Wachau, ktora znam dzieki Tacie Andrzejowi.

Przepis na delikatny dzem morelowy (stworzony na wzor morelowej marmolady Johanny Wieser):
1 kg slodkich wypestkowanych moreli
150-250g cukru
50ml morelowej wodki (opcjonalnie)
ziarenka z polowy laski wanilii (opcjonalnie)
Wypestkowane morele pokroic na cwiartki, zasypac 150g cukru, odstawic na godzine. Nastepnie morele doprowadzic do wrzenia i gotowac okolo 15 minut, ostudzic calkowicie. Ponownie zagotowac i gotowac 5 minut, czesto mieszac. Powinno odparowac 25% poczatkowej objetosci dzemu. Ostudzic, jesli konsystencja i slodycz dzemu nam odpowiada nie nalezy dodawac wiecej cukru lecz dzem ponownie doprowadzic do wrzenia (jesli chcemy dzem urozmaicic, to w tym miejscu mozna dodac schnaps lub/i ziarenka wanilii), nie gotowac, goracy dzem nakladac do sloiczkow, w razie potrzeby pasteryzowac.


Jesli ktos ma ochote na dalsze eksperymenty z morelami, polecam kotlety wieprzowe z morelowa wodka (w wersji austriackiej bedzie to morelowy schnaps, w wersji wegierskiej morelowa palinka, a w wersji czeskiej meruňkovice).

Przepis na kotlety wieprzowe z morelowa wodka i karmelizowanymi morelami (2 porcje):
4 kotlety ciensze wieprzowe bez kosci
50 ml morelowej wodki
plaska lyzka jasnego miodu
szczypta soli
swiezo mielony czarny pieprz
maslo
6 dojrzalych moreli
Kotlety marynowac kilka godzin w polowie marynaty przygotowanej z morelowej wodki, miodu i czarnego pieprzu. Pozostala polowa marynaty zalac morele pokrojone na polowki, marynowac tak dlugo jak kotlety. Na mocno rozgrzanej patelni roztopic maslo, morele smazyc 2 minuty z kazdej strony. Nastepnie usmazyc kotlety, max. 3 minuty z kazdej strony, w tym czasie powinny sie pieknie skarmelizowac, na koncu podlac marynata pozostala z marynowania moreli. Kotlety podawac z karmelizowanymi morelemi, pieczonymi ziemniakami. Slatke mozna sobie darowac :-)


I wreszcie deser - kruche ciasto z morelami,
tzw. kruche ciasto "goscie jada", jesli tylko mamy pod reka dorodne owoce mozna je piec gdy goscie wcinaja obiad, podawac lekko cieple. W ciescie tym doskonale sprawdzaja sie rowniez borowki, wisnie, sliwki wegierki. Wszystkie wymienione owoce sa praktycznie niedostepne w Czeskiej Republice, morele jednak sa, warto sprobowac.

Przepis na kruche ciasto z morelami i migdalami (na tzw. duza blache):
400g maki
200g masla
100g cukru (w tym cukru z wanilia)
4 zoltka
700g moreli
garsc migdalow
cukier puder do posypania ciasta
Maslo utrzec z cukrem, a nastepnie zoltkami, dodac polowe maki, dokladnie wymieszac, powoli dodawac pozostala make. Ciastem wylozyc forme (mozna bez walkowania, mozna walkowac, jak kto woli), wlozyc do lodowki na 20 minut. Na schlodzonym ciescie ukladac polowki moreli, posypac migdalami. Piec na zloto (max. 30 minut) w 175. st. C, po upieczeniu posypac cukrem pudrem.

Oto cala moja morelowa filozofia, lece mieszac morelowy dzem, a Was drodzy czytelnicy makagigi sciskam serdecznie :-)

Sunday, June 14, 2009

manchego


poznalismy sie z dojrzalym señor Manchego calkiem niedawno, znajomosc nasza zasluguje jednak ewidentnie na miano "milosc od piewszego sporbowania". Kolejne randki z señor Manchego zaczynaja sie w sklepiku Basher fromagerie od usmiechow naszych ulubionych, a ponoc slawnych na przynajmniej cala Jerozolime sprzedawcow serow z zydwoskiego targu na Machaneh Yehudah.

Poznalismy sie z Mari i Tomem calkiem dawno, w zimie stuknelo 5 lat tej przyjazni, przyjazni ktora niewatpliwie zaczela sie nie od usmiechu, ale od mojego oschlego tekstu (dobrze, ze nikt sie tym nie przejal). Mari zaslynela wtedy zdjeciami z babulenka i rowerem, Tom czarno-bialymi z akcentem kolorystycznym, a Basia, hmm... okienkami i liniami. Polaczyl nas Mistrz Wlodek, mistrz zwany przez nasza trojke "tulipanem".

Dlaczego o tym pisze? Po pierwsze zawszepolka pisze mi tu o liniach na mioch zdjeciach ;) a ja ciagle obiecuje ze wyjasnie. Po drugie to dobry moment by o znajomosci Mari+Tom+Basza napisac, kiedy juz w temacie zdjec jestesmy. A dzialo sie przed pieciu laty - przynajmniej raz w tygodniu spotykalismy sie w mieszkanku Mari i cale wieczory spedzalismy w lazience. Gasilismy swiatlo, rozcienczalismy plyny i pralismy zdjecia. Dokladnie rzecz biorac, to Tom pral, Basza ukladala papier pod powiekszalnikiem, a Mari wlaczala przycisk, a na koncu ogladala wyniki naszej pracy mowiac zwykle "ladne, no, no, no".
Linie na moich zdjeciach pojawily sie jednak wczesniej - mam wrazenie, ze one sa po prostu we mnie...

Manchego tymczasem najlepiej smakuje solo, badz z kawalkiem swiezego chleba, ewentualnie z dulce de membrillo, na sniadanie rewelacja. Manchego to hiszpanski twardy, owczy ser
dojrzewajacy z La Manchy. Cecha charakterystyczna sera jest szlaczek plecionej trawy esparto (Stipa tenacissima lub Lygeum spartum) odcisniety na jego skorce, dawniej bowiem przy wyrobie manchego uzywano wlasnie koszykow z esparto, dzis pozostal tylko wzor. Jego smak jest wyrazny, orzechowy, ma lekko "woskowa" nute ktora w twardych serach lubie, ale... smakuje jak manchego.

PS. Tom siedzi w Barcelonie popijajac, mam nadzjie najlepsze
wina Rioja, nam chwilowo pozostaje kawaleczek najbardziej znanego hiszpanskiego sera by wypelnic ta pustke...

Sunday, May 10, 2009

herbata beduinow


arabskie przyslowie mowi "czyz moze zginac czlowiek ktory ma szalwie w swoim ogrodzie?". A wiec za bardzo nie moze, szalwia bowiem, zwana miramiiya (arab. مَرَمِيَة), jest znana w arabskim swiecie od najdawniejszych czasow jako roslina lecznicza pomagajaca zachowac doskonale zdrowie. A jaki czlowiek zawsze ma ja w swoim ogrodzie, ano chociazby taki ktory wszedzie ma ogrod - Beduini, bliskowschodni Nomadowie powinni zostac wiec tutaj wymienieni na pierwszym miejscu!

Przy okazji naszych ostatnich jordanskich podrozy spotkalismy dwoch wspanialych Beduinow: Ismaeela i Ayeda. Pierwszy z nich rezyduje w nabatenskiej Petrze na zboczu Jabal Al-Madbah, nie dalej niz kilkaset metrow od obeliskow na tzw. Miejscu Ofiary, wypasa stadko kilkunastu "kozowcow" (odkryty przez nas gatunek, oznaczajacy owce lub kozy po prostu:), z checia deklaruje ze je sprzeda i wyjedzie, podczas gdy na ognisku sporzadzonym z trzech kawalkow drewna z czerwonego jalowca parzy sie herbata... Drugi Beduin to typowo pustynne zjawisko, ma swoj dzienny namiot na pustyni Wadi Rum, ktora Beduini zwykli nazwac "miliongwiazdkowym hotelem", znajdziemy go przy Jebel Khazali, ubrany w zwiewa sukmane podejmuje herbata odwiedzajacych go przybyszow w owym namiocie czekoladowego koloru w pomaranczowe pasy w odcieniu jordanskiej pustyni.

Oprocz czerwono-bialych chust jest cos, co zapewne wszystkich Beduinow laczy: owa doskonala beduinska herbata parzona w stalowych czajniczkach, w ktorych to wode gotuje sie koniecznie na (tak nie "nad", ale zwykle "na") ognisku. Gdy woda zawrze wrzuca sie don zbawienne skladniki, kilka minut parzy, szczodrze slodzi i podaje zazwyczaj w malych szklaneczkach lub kubkach. A, i herbata czestuje sie kazdego goscia, chocby nawet kubeczek byl tylko jeden...

Przepis na beduinska herbate Ayeda spod
Jebel Khazali + moje dwa grosze:
2 lyzeczki dobrej czarnej herbaty
lyzeczka suszonej szalwii
pol lyzeczki pokruszonej kory cynamonowej
1 litr wody
8-10 lyzeczek cukru
cwiartka suszonej cytryny (to moje 2 grosze:)

Czarna herbate, szalwie, kore cynamonowa oraz suszona cytryne zalewam wrzaca woda, parze 5-7 minut nastepnie slodze i juz mozemy cieszyc sie beduinskim smakiem, w sam raz na zakonczenie majowego sniadania. Picie hebaty na koniec niebezpiecznie dlugiego sniadania to nasz kajakowy zwyczaj godny jak najbardziej polecenia!



PS.1. Postem tym, z wielka przyjemnoscia oczywiscie, przylaczam sie do "majowych sniadan" Mico :)
PS.2.
foodelek: przepisy tygodnia

Sunday, March 08, 2009

bread and butter pudding


po wczorajszej rozmowie z Gosia postanowilam wyprobowac, a w zasadzie odkurzyc swoj stary przepis na bread and butter pudding. Przejrzalam dzis kila przepisow na ow pudding i dochodze do wniosku, ze ten ktory mam jest dosyc wierna kopia oryginalu. Pudding z chleba i masla bowiem powinien skladac sie, jak sama nazwa glosi, z chleba ktory smaruje sie maslem, posypuje rodzynkami i nastepnie zalewa mlekiem wymieszanym z koglem-moglem. Doprawia sie wedle uznania wanilia, cynamonem badz galka muszkatolowa i nastepnie zapieka. Mozna podawac go z custard i przyznam ze to juz jest istne szalenstwo! Gosia, ktora w otoczeniu wszelkich black, Christmas czy wreszcie sticky toffee puddings przebywa od kilku lat podsumowala nasze rozwazania nastepujaco: "bread and butter pudding to w zasadzie chleb z budyniem" :-) Jednak mimo tego zachecajacego opisu pudding z chleba i masla to naprawde ciekawy pomysl na deser czy na przyklad niedzielny brunch.

Przepis (na 4 osoby):

10 kromek czerstwego bialego chleba
maslo
3 lyzki cukru z prawdziwa wanilia
3 jajka
400-500ml mleka (badz mleka i smietanki w proporcjach 2:1)
5dag rodzynek
odrobina startej skorki cytrynowej (opcjonalnie)

Kromki chleba pozbawic skorki, a nastepnie posmarowac maslem, pokroic w trojkaty i ulozyc ciasno w zaroodpornym naczyniu, posypac rodzynkami. Z cukru i jajek ukrecic kogel, dolac do niego mleko i ogrzac do temperatury okolo 90 stopni. Nastepnie mleczna masa zalac chleb, odstawic na dluzsza chwile by wchlonal plyn. Piec w temperaturze 170 stopni okolo 30 minut. Podawac goracy!

Monday, November 10, 2008

lemon poppy seed muffins


czas na kolejne muffinki, proste, slodkie i tym razem z makiem. Tak sie zastanawiam, ze byc moze mam ochote na mak, bo nie moge doczekac sie swiatecznych makowcow? Nie wiem do konca, ale mak lubie a w tych mufinkach sprawdza sie naprawde swietnie.
Ponizszy przepis znalazlam tutaj, a od razu go wpisze bo ostatnio przesladuje mnie przekonanie, ze wiele ciekawych linkow podejrzanie przestaje istniec...

Wymieszac:
2 lyzki maku
2 szklanki maki
1/2 lyzeczki sody
szczypte soli
Utrzec:
10dag masla ze
szklanka cukru (3/4 szkl. w zupelnosci wystarczy:)
I dodac kolejno, mieszajac:
2 jajka
200ml jogurtu
skorka otarta z 2 cytryn
sok z 1 cytryny
nastepnie do masy powoli dodawac sypkie skladniki, wymieszac do polaczenia. Napelnic ciastem forme (wylozona uprzednio papierowymi foremkami). Piec okolo 15 minut w
180st. C, na wszelki wypadek polecam sprawdzic przy pomocy wykalaczki czy sa upieczone :)

Na koniec: gdyby ktos mial ochote wyprobowac muffinki z guszka i granola albo te z orzechami macadamia, to bede wdzieczna za recenzje!

Monday, September 08, 2008

muesli muffins


muffinki, czemu nie? W sumie to za namowa Kasi K., ze proste, szybko sie pieka, a ciasto mozna zrobic dzien wczesniej, zostawic w lodowce, a muffiny piec na snadanie - to idealny pomysl!
Wiec jak muffinki to Martha Stewart i dzisiaj bez wiekszego nudzenia:


Muffiny z musli
Marthy Stewart:

1 1/4 szklanki mąki
1/2 szklanki otrab
1/2 lyzeczki proszku do pieczenia
1/2 lyzeczki sody

szczypta soli
1/4 lyzeczki cynamonu (jakos mi nie pasuje, ale ciut dalam:)
6 lyzek masla
1/3 szklanki brazowego cukru
2 jajka
szklanka drobno pokrojonych bananow
2/3 szklanki musu jablkowgo
suszone borowki (sa np. w Herbapolu na Szewskiej)
1 1/4 szklanki orzechowo-borowkowego musli (platki owsiane, orzechy wlokskie, suszone borowki, slonecznik, siemie lniane, zarodki pszenne)

ciasto przygotowuje dokladnie tak jak w przypadku innych muffinek, tylko miast maslanki/jogurtu daodaje mus jablkowy. 3/4 szkalnki musli nalezy wsypac do ciasta, a reszta posypac muffiny na wierzchu i w zasadzie mozna juz piec!




Monday, August 18, 2008

mięta


zacytuje za Wikipedia: mięta pieprzowa, mięta lekarska (Mentha piperita L.) - gatunek byliny należący do rodziny jasnotowatych. Spontaniczny mieszaniec międzygatunkowy mięty nadwodnej (Mentha spicata aquatica) i mięty zielonej (Mentha spicata) powstały prawdopodobnie w Anglii ok. 300-350 lat temu. Roslina lecznicza, jej liscie maja zbawienne dzialanie przy problemach zoladkowych.

A w mojej kuchni, od tego roku takze kajakowej, mieta wysmienicie laczy sie z bialym serem - w postaci drobniutko posiekanych lisci w twarozku to idealna sniadaniowa propozycja. Idealna jest w zupie ziemniaczanej oraz w farszu do pierogow ruskich - tutaj wzoruje sie na pani Zośce, ktora w latach 90tych byla kucharka w hotelu lesnym w Radocynie w Beskidzie Niskim, gdzie to z moimi licealnym znajomymi spedzalismy zima i latem niezapomniane chwile...

Rowniez w srodziemnomorskiej kuchni mieta zajmuje poczytne miejsce wsrod ziol i przypraw: arabska herbata czarna podawana jest zawsze z kilkoma liscmi swiezej miety, tak samo lemoniada i czesto jogurt ktory stanowi dodatek m.in. do ryzu (a w moim wydaniu z plackami ziemniaczanymi).
Warto, warto i to nie tylko ze wzgledu na problemy gastryczne ;-)

Monday, May 26, 2008

jachnun


pewnego wczesno-marcowego popoludnia zmeczeni nie tyle nadmiarem slonca co na pewno wiatru na telavivskiej plazy Yerushaláyim (Jerozolima), przemierzalismy ulice Tel-Avivu w poszukiwaniu milego miejsca celem posilenia sie lokalnymi specjalami. Zupelnym przypadkiem, jeszcze wtedy nie sniac nawet o Jemenie, trafilismy do restauracyjki Ha'jachnun Shel Ima. Z menu wybralismy malawach, rodzaj nalesnika z jakby francuskiego ciasta napelnianego typowo bliskowschodnimi smakolykami: hummusem, thina czy serkiem labneh. Ale przeciez mial byc jachnun - tak wiec innego marcowego popoludnia, zmeczeni nie tyle nadmiarem slonca co na pewno wiatru na telavivskiej plazy Yerushaláyim, przemierzalismy ulice Tel-Avivu i znow trafilismy do Ha'jachnun Shel Ima, by Agata mogla uslyszec iz wlasnie skonczyly sie kucharzowi warzywa i zamiast salatki moze nam polecic owy jachnun, ktory okazal sie byc tradycyjnym porannym posilkiem jemenskich Zydow. Przygotowuje sie go z mąki, wody, margaryny, doprawia solą i cukrem po czym walkuje sie wielkie i cienkie placki, roluje po czym piecze cala noc na specjalnej szabatowej plycie lub w srednio nagrzanym piekarniku. Spozywa z jajkiem gotowanym na twardo (koloru brazowego!), pasta z przetartych pomidorow i ostra przyprawa zhug, zwykle na sobotnie sniadanie.
No i nie moge przeciez nie wspomniec, ze do
Ha'jachnun Shel Ima przybywamy rowniez dla przemilej pani kelnerki w kozakach i rownie radosnego pana wlasciciela :-)

Monday, May 19, 2008

z czerwonej papryki



i znow wspomnienia z Pragi... Tym razem twarozek z swego rodzaju "dzemem" z czerwonej grillowanej papryki. Wspomnienie czeskie, choc przepis hiszpanski, z regionu Asturias, czyli od naszej przyjaciolki Haydée z ktora spedzalismy niezapomniane chwile w Pradze, glownie pocieszajac sie na obczyznie, ale i zajadajac prawdziwa kielbase chorizo, szynke jamón oraz poledwice lomo, pysznosci :-)

Ale o papryce: otoz mama
Haydée przygotowuje jako starter lekki twarozek plus slodkawy prawie chutney z papryk, dlugo zastanawialam sie jak owa papryke nazwac i zostala u mnie nazwana 'dzemem z czerwonej papryki', sama nie wiem czy slusznie? Przysmak ow przygotowuje sie z pikantnej, grillowanej marynowanej czerwonej papryki ponoc dostepnej wszedzie, no dobrze jest w Hiszpani, Polsce, Czechach, Izraelu tez:)

Wiec przepis:
sloik grillowanej marynowanej czerwonej papryki (ok. 200g papryki)
3-4 lyzki cukru
czarny pieprz swiezo mielony

Papryke odsaczyc z zalewy, pociac w 0.5cm paseczki, przelozyc do rondelka, wlac marynate w ktorej zanuzone byly papryki, dodac cukier, pieprz, a nastepnie gotowac na srednim ogniu, az nadmiar plynu odparuje i sos stanie sie lekko gesty, trwa to dobre kilkanascie minut. Dzem ostudzic i podawac z smietakowym twarozkiem (na zdjeciu labneh z jogurtu i smietany) oraz swieza buleczka, polecam!

Sunday, April 27, 2008

gzik


nie wiedziec czemu moja znajomosc kuchni poznanskiej ograniczala sie do niedawna jedynie do pojecia pyry, a tu zupelnym oczywiscie przypadkiem odkrylam gzik wielkopolski nieortodoksyjny i tak moja wiedza na temat kuchni z Poznania rodem urosla do slow, uwaga, dwoch! W takich momentach nie moge za bardzo zrozumiec dlaczego nie potrafimy promowac potraw regionalnych? I jak juz sie tak zastanawiam i przypomne sobie chociazby braci Czechow z ich fenomenalna znajomoscia ichniejszej kuchni, to dochodze do wniosku, ze w ogole nie umiemy sie docenic ... Ale zeby minusy nie przyslonily nam plusow: o mojej ulubionej babie ziemniaczanej dowiedzialam sie dzieki Kajakom, wiec moze czas by splynac Warta...

Wrocmy jednak do gzika (w wersji ortodoksyjnej mialby sie skladac z twarozku ze smietana i szczypiorkiem) a przepis ktory zdominowal ostatnio nasze sniadania, laczy w sobie to co w wiosnie lubie: rzodkiewke, mloda cebulke i koperek (czasem dorzuce jeszcze pietruszki, czy miety, tej drugiej na wspomnienie Beskidu Niskiego). Waldek oczywiscie, by powiedzial, ze sa to sniadania z serii "dwie rzodkiewki i cebulka", a ja w obronie swej dodam, ze gziku zjadamy dosc pokazne ilosci :-)