Sunday, May 17, 2009

mahlab


wisialy u Mari na lodowce, kilka lat temu, wtedy pierwszy raz swiadomie sie nad nimi zastanowilam, pomyslalam: gdyby tak umiec zasosowac chociazby polowe z "Przykazań" Leszka Kołakowskiego, gdyby... Pomyslalam by sparafrazowac 10 z nich.

Po pierwsze: przyjaciele, a poza tym:
czasem chce za wiele
kult mlodosci moze przede mna
ciesze sie pieknem perfekcjyjnych ciasteczek
nie mam pretensji do swiata
mierze siebie nie zawsze swoja wlasna miara
staram sie nie pouczac
nie potrafie isc na kompromis ze swiatem
z zasady ufam ludziom
nie cierpie rygoryzmu i fundamentalizmu...

Perfekcyjne ciasteczka widzialam niedawno u An-ny, mialy wymarzony ksztalt, bylo pewnym, ze beda sprawiac idealna frajde przy starannym formowaniu. Z tego co pamietalam, klasyczne amaretti skladaja sie ze slodkich i gorzkich migdalow - nie robilam ich nigdy, bo w srodkowej Europie gorzkich migdalow jak na lekarstwo (stad pewnie w przepisie amaretto). W Izraelu akurat migdalowce rodzace gorzkie migdaly spotykam nader czesto, ale nie bylo mi po drodze do parku w ktorym je ostatnio wypatrzylam, poszlam wiec na latwizne - postanowilam wykorzystac mahlab.

Tak, mahlab!
Mahlab to przyprawa w postaci suszonych nasion wisni wonnej (Prunus mahaleb L.), zwanej wisnia antypka. Ich smak przypomina mi smak pestek wisni pospolitej, aczkolwiek mahlab jest zdecydowanie bardziej gorzki. Nasionami wisni wonnej doprawia sie w kuchni bliskowschodniej glownie wypieki, odnosze wrazenie, ze szczegolnie te z daktylami (np. tutaj).

Migdalowe ciasteczka z mahlabem (czyli bliskowschodnia wariacja na temat amaretti):
300g migdalow
1 lyzka mahlabu
300g cukru pudru
2 wieksze bialka
4 lyzki amaretto
6 lyzek maki (oplcjonalnie, wtedy ciasteczka lepiej "trzymaja ksztalt")

Migdaly i mahlab zmielilam srednio drobno, wymieszalam z cukrem pudrem, dodalam bialka i amaretto, dokladnie wymieszalam. Na koncu posypalam mase maka i starannie ja wmieszalam. Formowalam male kulki (wyszlo ich 50) obtaczalam w cukrze pudrze i pieklam 14 minut w 140 st.C. Jedzac ciasteczka, fajnie jest natrafic na ten gorzki kawaleczek mahlabu :-)


PS. Ostatnie, ale bynajmniej nie najmniej wazne (choc przyznaje, troche zapomnialam). Od An-ny dostalam:

[wyroznienie2[1].jpg]

Usmiecham sie i dziekuje :-)

25 comments:

Ania said...

Cudne Ci wyszły, Basiu! Mahlab, mahlab... muszę to zapamiętać, lubię takie ciekawostki.

Ha, wyspryciłaś się z dziesięcioma! Najbardziej podoba mi się chyba "nie mam pretensji do swiata". Jakie to proste i głębokie zarazem.

Tez z zasady ufam ludziom. Czasem można się na tym przejechać, ale myślę, że na dłuższą metę to się opłaca, bo daje spokój.

No nic... Uciekam, bo czeka mnie sporo pracy!

Pozdrowienia niedzielne, lekko senne :)

Bea said...

Mahlab... Jestem pewna, ze dodaja bardzo ciekawego smaku wypiekom. Po raz pierwszy o tym slysze, serdecznie dziekuje wiec za te notke Basiu :)
A Twoje ciasteczka sa przeurocze, ja pewnie musialabym zrobic z amaretto ;)

An-na said...

No śliczne po prostu!

Ja robiłam amaretii już kilkakrotnie i za każdym razem nieco inaczej wyglądają i nieco inaczej smakują. - Ale i migdały do nich dodane były różnie zmielone, i białka są różnej wielkości. Zawsze jednak - pycha!
Twoje jeszcze się tak egzotycznie nazywają ;)

Agnieszka said...

Basiu, muszę Ci powiedzieć, że absolutnie wsiąkłam w twoje oba blogi i próbuję je przeczytać od deski do deski. Są REWELACYJNE!!!

A teraz wrócmy do meritum, czyli do mahlabu. Ja jakiś czas temu przy okazji lektury książki o kuchni armeńskiej oszalałam na punkcie tej przyprawy. Ja już tak mam, że im dziwniejszy składnik tym mocniej go pożądam. :) Najpierw, z braku laku, usiłowałam zmielić pestki zwykłych wiśni (tzn. pestki z ruskich konfitur wiśniowych, bo w PT zwykłych wiśni brak)- brakuje mi ikonki pukającej się w czoło ;). Potem wpadłam na nieco mądrzejszy pomysł zamówienia ich w ebayu. Robiłam już z mahlabem kadaif (+ z odrobiną innej dziwnej przyprawy - mastik, takich twardych kropelek aromatycznej żywicy)i jakieś armeńskie słodkawe bułki. Teraz się namierzam na Twoje mahlabowe amaretti. Serdecznie pozdrawiam.

Joanna D.C. said...

Basienko, ciasteczka wygladaja bajecznie i przepysznie. Melduje rowniez ze zrobilam w sobote herbatke ze szalwia i jest po prostu wysmienita! Juz wiec susze liscie mojej szalwi aby miec zapas na zimowe dni :)
Kisses :)

buruuberii said...

@Ania: Ach, dziekuje - a widzisz Ania, najbardziej spodobaly Ci sie te 2 ktore sa 100% okresleniem Kolakowskiego i do nich potrafie sie zastosowac, pozostale jakos mniej mi wychodza. "Z zasady ufac..." interpretuje tak, ze sie nie uprzedzam, to co napisalas bywa niestety prawda, ale prawdziwi przyjaciele zostaja... Trzymaj sie :)

@Bea: i prosze i dzikuje :)

@An-na: Aniu, Ty moja inspiracjo! Dokladnie to samo zdarzylo sie u mnie, robilam 3 razy i kazde byly inne, ale przepis nr 3 przytoczylam, bo okazal sie byc najlepszym. Przypomnialm sobie jednak ze migdaly zmielimam srednio drobno. Sa swietne, ulubione ciesze sie, ze sie na nie dzieki Tobie skusilam :)

@Agnieszka: Milo bardzo Cie tu widziec! No rumienie sie oczywiscie :)
Milosnik mahlabu - rany, ledwo uwierzylam! To polece Ci jeszcze ciasteczka "makroud", jesli daktyle tylko lubisz... Z tymi pestkami naprawde mnie po prostu zachwycilas, nasza determinacja jest czasem szalona :)

@ Joanna: no, no herbata z szalwia, pysznosci :)

zawszepolka said...

Basiu spiesze doniesc, ze moj komentarz rowniez wylecial w kosmos ;( A tak ladnie napisalam o Twoich liniach (znowu) i o tym ciasteczku co go tam jakas dusza ukradla :) Przyprawa bardzo bardzo mi sie podoba, ale przyznaje bez bicia - nigdy nie mialam okazji jej sprobowac. Ale mysle, ze bardzo bym chciala. Jak patrze na Twoje ciastka (idealnie rowne) mam ochote wstac i wszystko w domu ustawic do linii!
Ja bardzo lubie takie przepisy, gdzie dowiaduje sie coraz to nowszych rzeczy. Dziekuje :*

PS
Ciasto o ktore pytalas jest genialne. Jest kruche i doslownie rozpada sie w ustach. Nie ma nic a nic wspolnego z twardym zastyglym karmelem. Polecam Tobie goraca. I zajrzyj sobie do Tatter - Ona robila z troszke innego przepisu :)

Pozdrawiam Cie serdecznie!

Agata said...

Najchętniej powiedziałabym "lecę po mahlab i piekę", ale kogo chcę oszukać? W dalekiej Polsce nie ma takich rarytasów...

buruuberii said...

@ zawszepolka: Poleczko, dziekuje! Chwalisz te moje linie, a ja czasem mam wrazenie ze precyzja mnie przerasta :-D

@ Agata: Agato, przepraszam Cie, juz postaram sie nie torturowac...

Dziewczyny, 50g mahlabu stracza mi na rok - bez problemu jestem sklonna przywiezc w lipcu wieksza ilosc mahlabu, wiec jeslibyscie tylko chcialy, to rozesle!

zawszepolka said...

A czy emigranci z Wysp tez moga sie zapisac? Pliiiiiis :))))
Chetnie sie odwidziecze :*

buruuberii said...

Poleczko, oj moga, moga, rozbawilam mnie do lez :-) mam nawet na Wyspach swoje macki w postaci siostry, wiec z transportem nie bedzie problemu :-D

zawszepolka said...

Hurrrrrrrrrra! :*:*

Ori said...

Witaj! dziękuję za przemiły komentarz i wyjaśnienia dotyczące kotka. Nie do końca mnie uspokoiły. Byłam kilkakrotnie w Tunezji, mieszkałam w arabskim domu i widziałam, że stosunek ludzi do zwierząt jest tam rózny. Podejrzewam, że u Was jest podobnie. Nie odważę się chyba nigdy więcej pojechać w tamte strony, bo zawsze musiałam odpłakać spotkania z kotami.też ufam ludziom, ale pretensje do świata za złe traktowanie jednak mam! Ale nie zamierzam uprawiac tu publicystki:-) Wpis ciasteczkowy pyszny! Wydaje mi się, że spotkałam w Polsce antypkę, czy to możliwe? Pozdrawiam!

buruuberii said...

Ori, tak z antypka to bardzo mozliwe, podobno w Polsce sadzona jest jako roslina ozdobna (zywoploty?), pamietasz gdzie ja widzialas?
Z tymi pretensjami do swiata, to mialam na mysli siebie. Wydaje mi sie, ze jestem pogodzona z tym co mam, ale widze co dzieje sie w okolo i chcialabym by wielu mialo inaczej...
PS. O kotkach odpisze u Ciebie :)

zawszepolka said...

Basiu! Zobacz jaka mam dla Ciebie wiadomosc od Tatter:

'buru, a ja ma przepis na sohan asali i jesli chcesz to Ci podam :D

Polus, ciesze sie, ze zrobilysmy ten deser, jest pyszny i prezentuje sie tez doskonale.
Moze teraz zrobimy sohan asali :DDD Rowniez warto...'

Co Ty na to Kochaniutka ?:)

Agata said...

Basiu, nie przepraszaj! Mi ten wpis taki malkontencki wyszedł, niechcący... Namielę sobie pestek i też będzie OK!:)

buruuberii said...

Poleczko: Kochana! A ja na to jak na lato :-)

Agata: Ty sie nie martw, ja tam troszke zartowalam :)

Ori said...

Cześć, Basiu, znowu ja:-) O kotkach dziękuję, trochę mnie uspokoiłaś, ale tylko trochę, bo ja uważam, że wszystkie koty powiiny mieszkać u mnie, ewentualnie u Elizy:-) Nie w śmietniku w każdym razie. Wiśnie antypki widziałam chyba w Beskidach, tak przynajmniej nazywa je mój tata, chociaż mają jeszcze inną ludową nazwę. Chciałam koniecznie posadzić u siebie, ale nie znalazłam sadzonek. Przeczytałam Twój blog porządnie do końca:-), zdecydowanie mi sie tutaj podoba:-)Muszę zrobic babke ziemniaczaną, bo wreszcie u Ciebie jest przepis, który mnie zadowolił. Trochę nie pora teraz na taką potrawę, ale trudno, muszę! Kapusta ze śmietaną wg Twoich wskazówek była wspaniała, już to rozplotkowałam u Anny. Uściski!

Ania said...

Pisałam już u mnie, ze truskawy się pojawiły. Tak się z tego cieszę,BAsiu, że aż tu Ci zaśmiecę notkę kolejnym komentarzem :P

Dzis tylko pół kg, ale ja się rozkręcę!

O, to i siostra w rozjazdach? To chyba nieczęsto się widzicie...?

buruuberii said...

at Ori: Dziekuje za mile slowa! Strasznie sie ciesze, ze kapusta Ci posmakowala - az zazdroszcze :)
Antypki w Beskidach - teraz jak juz wiem jak wygladaja, to bede szukac :-)
Odnosnie kotkow, to zgadzam sie calkowicie, powinny miec "normalne" domy...

at Ania: Aniu blog jest od zasmiecania, wtedy zyje! Fajnie, ze masz truskawki, co zrobilas, czy moze solo? Ja bylam wczoraj i przedwczoraj na targach i chyba sie skonczyly... Ale pocieszam sie lemoniada :-) :*

ewena said...

Szkoda że mahlab, chyba nie do zdobycia dla mnie, ciasteczka pysznie wyglądają...:)

buruuberii said...

Milo ze wpadlas ewena :-) zdradze Ci, ze planuje akcje przywiezienia przypraw, wiec zapisuj sie na liste!

Ania said...

Basiu, ja na razie cieszę się truskawkami takimi, jakie są, czyli bez dodatków. No i raz był makaron ze smiatanką ;)

W poście wyżej pytałam o truskawki, ale po chwili zobaczyłam Twoją odpowiedź... Oj, szkoda, że się u Ciebie skończyły! U nas sezon świeżo otwarty, ceny ludzkie, smak boski. Czyli jest tak, jak być powinno...:)

zemfiroczka said...

Oj Basieńko! Za każdym razem jak Cię odwiedzam, to się zachwycam! Opowieściami i zdjęciami, dziękuję :)

buruuberii said...

At Ania: Aniu, Aniu - truskawki zdobylam - pozarlam z bita smietana i jajecznym makaronem - bajka :-)

At zemfiroczka: ach prosze - rumienie sie delikatnie, ale oczywiscie az chce sie dalej pisac :)