Monday, May 02, 2011

syrop z pędów sosny



nie trzeba w lesie kląć
kapelusz trzeba zdjąć
jak najuroczyściej
i posłuchać, co też mówią liście.

Jan I. Sztaudynger, "Nie trzeba w lesie kląć"

tymi slowami uczyla mnie Rodzicka szacunku do lasu, do drzew. Nie bylo w tym ani patosu, ani zadnej ideologii. Nie jestem zielona, nie opieram sie o brzozy, chociaz drzewa budza moj zachwyt, od dawna. Nie sądzę, bym cos wyssala z mlekiem matki ("szkiełko i oko" nade wszystko), ale tak sie zlozylo, ze w mojej rodzinie byly trzy pokolenia ludzi lasu: od pradziadka po rodzicow, co zapewne mialo na mnie jakis wplyw :-)

Gdy bylam dzieckiem mialam czarno-biale podejscie do swiata. Albo sie szanuje, albo nie. Nie znalam szarosci. Pamietam, ze jako kilkulatka dopytywalam sie rodzicow, ktorzy o syropie z pędów sosny opowiadali, czy drzewo tak bezkarnie mozna oberwac z mlodych pedow? W glowie mi sie nie miescilo, ze mozna szanowac drzewa, a jednoczesnie zrywac ich pączki. To przekonanie zostalo mi do dzisiaj. Walczylam ze soba kilka dni, az postanowilam zamiescic przepis na syrop z młodych pędów sosny... Oczami bujnej wyobrazni widze tabuny ludzi obrywajacych sosne z mlodych pędów (Gemmae Pini), a pędy sosny mozna bezkarnie zrywac jedynie ze scietych drzew badz drzew przeznaczonych do wycinki. 

Syrop z młodych pędów sosny przygotowuje sie ze swiezych brazowo-zoltych pędów sosny (odrobine mniej rozwinietych niz te widoczne na zdjeciu) zrywanych doklanie na przelomie kwietnia i maja (w poludniowej Polsce, pod Praga jakis tydzien wczesniej). Syrop ow mozna przygotowac z, lub bez dodatku etanolu. Olejki eteryczne zawarte w pędach sosny znacznie lepiej ekstrahuja sie do alkoholu niz do cukru, jednak przepis ktory zachowal sie w mojej rodzinie dodatku alkoholu nie uwzglednia. Syrop z pędów sosny ma zywiczno-drzewny aromat, bursztynowa barwe, stosowany jest w przypadku suchego kaszlu, ja proponuje lyzeczke tego syropu dla czystej przyjemnosci (choc czasem dodaje do salatek owocowych czy lodow).


Przepis na syrop z młodych pędów sosny zwany u nas syropem pini* (receptura rodzinna):

1/2 kg mlodych pędów
sosny
1/2 kg cukru

Mlode pędy sosny zasypac w sloju cukrem (mozna skropic lyzeczka wody by szybciej "puscily sok"). Potrzasac slojem co dzien, czekac az cukier sie rozpusci. Syrop zlac po uplywie 2-3 tygodni, pędy sosnowe pozostawic, przydadza sie na sosnowa nalewke!


* Syrop pini compositus ktory mozna kupic w aptekach zawiara m.in wyciag sosnowy (zazwyczaj z suszonych sosnowych pedow) oraz wyciag z kopru, smakuje nieco inaczej.

Uwaga: zdarza sie, ze sosnowe pedy sa bardzo soczyste lub wilgotne, wtedy po kilku dniach maceracji syrop moze zaczac pokrywac sie nalotem, wtedy nalezy dosypac cukru, by zakonserwowac syrop dodatkowo. Przechowywac w chlodniejszym pomieszczeniu, w ciemnym miejscu.

42 comments:

Trzcinowisko said...

Wspomnienie tego syropu towarzyszy mi od wczesnego dzieicństwa...kiedy juz chodziłam babcia zabierała mnie na zbieranie młodsych pędów...pamiętam wielkie słoje stojace w słońcu na parapecie...do dzisiaj jestm jego wielka fanką:)

just-great-food.blogspot.com said...

Słyszeliśmy o jego prozdrowotnych właściwościach, ale niestety nigdy nie mieliśmy okazji spróbować... Pozdrawiamy

viridianka said...

Mam przed kuchennym oknem sosnę, ale chyba by się obraziła gdybym ją tak obskubała :]

Beti said...

jak z czarodziejskiej bajki...

andzia-35 said...

I u nas taki się robi:))

ewelajna said...

Basiu, ile spokoju w tych pędach i w tym lesie... Bardzo dużo czytałam o tym syropie, ale wciąż jeszcze do lasu mi "daleko" w czasie kiedy pędy zbierać można. Mam nadzieję,z e i na mnie przyjdzie taki czas...
Pozdrawiam Basiu!

grazyna said...

Spróbuję w tym roku Twoim sposobem :)

ptasia said...

Pamiętam, że jak byliśmy mali, dzieci dzieliły się na te, które lubiły Pini, i te, co lubiły Flegaminę. Ja byłam z tych drugich, Pini nie znosiłam. Wierzę, że domowy smakuje inaczej, ale... jednak zostawię te sosny wokół w spokoju ;) (choć ładnie o nim piszesz).

Joanna D.C. said...

Wow, Basienko, post jak z basni.... Dobre kilka lat temu przywiozlam sobie sloiczek syropu i uzywam go wlasnie tylko na lekarstwo. Jest rewelacyjny i niezawodny szczegolnie przy kaszlu. Mocno Cie pozdrawiam...

Majana said...

Nie znam takiego syropku Basiu,a miło się dowiedzieć czegoś nowego.
Lubię poczytać u Ciebie takie właśnie nowości:)

Pozdraiwam ciepło:)
Majana

lo said...

Basieńko, ten post spadł mi jak gwiazdka z nieba. Na spotkaniu Slow Food dotyczącego nalewek rozkoszowałam się tą z pędów sosny. Jutro wybieramy sie na zbiory pędowe. Robię syrop. Już wyobrażam sobie ten rozkoszny zapach.

monika said...

Widzę że obie dziś piszemy o "sentymentalnych" przepisach :)

Basia, o tym lesie chciałam, wiesz, do tej pory jak wyciągnę łapę po sasanki choćby dzwoni mi w uszach "Moniś, tych kwiatków się nie zrywa, w wazonie nam zwiędną, a w lesie patrz jak ładnie rosną", albo że drzewko będzie płakać jak mu się gałązki połamie. Przez długi czas przewodnik do oznaczania roślin rostafińskiego był moją ulubioną lekturą :D I do dziś pamiętam jakie wyrzuty robiłam później mamie jak chciała chronione konwalie zrywać - a co, sama mnie uczyła że przyrodę trzeba szanować :)

Z tymi pędami pewnie bym się przemogła i garstkę udarła, bywała u nas kiedyś sosnówka, rzeczywiście skuteczna na kaszel i smaczna :)

Buziaki Basiu :)

poswix said...

Syrop pini.. Najlepszy lek na wszystkie choroby. :) Jedna łyżeczka tego ulepka i człowiek jak nowy. Miłe wspomnienia przywołujesz... :-)

asia said...

Basiu, to jest dla mnie coś tak niezwykłego, nieznanego.

Bareya said...

Zacny wielce to smak ale nie do każdego przemawia.
Więcej - mało kto zna ten smak.
I podoba mi się połączenie tego syropu z lodami.

desperate said...

Ciekawi mnie smak takiego syropu.
W mojej rodzinie także robione były różne dziwne mikstury. Ale niestety nie zdążyłam poznać ich wykonawców i chyba na zawsze przepadły. ; /

Magda said...

Wszystko pięknie brzmi - a najbardziej leśne łączniki rodzinne i wspomnienia :) Syrop mi nieznany :) pozdrawiam!

peggykombinera said...

syrop pini towarzyszył mi w dzieciństwie:)
leczył dosłownie wszystko. Gdy byłam chora to jedynie on był w stanie poprawić mi nastrój i samopoczucie:)

Ania vel Vespertine said...

Basiu, cudowny wpis. ZApisuję sobie w kalendarzu na następny rok wyprawę do lasu... Oczywiście bedę szukać odpowiednich drzew!

Magiczne to wszystko!

margot said...

a wiesz Basia ,że ja raz go robiłam , pracowałam na zastępstwie 3 miesiące w takiej malusiej szkole na wsi , takie terany zalesione i dzieci(małe bo to była 3 klasa podstawowa) naniosły mi tych pędów, ja miałam przerażenie w oczach co z tym zrobić, ale te maluchy chóralnie mi podyktowały bardzo podobny przepis
No , dobre to było :D
Basia , jak zwykle zdjęcie takie ,no wiesz piękne

wykrywacz smaku said...

o, ale ciekawe :) Trzeba poskubać pobliską sosenkę ;-)

Tilianara said...

No popatrz, a ja byłam pewna, że pędy sosny zbiera się dopiero w maju i to raczej w drugiej połowie. To mówisz, że już za późno na wycieczkę po nie?
Syropek i dla przyjemności i dla zdrowia - i czego tu chcieć więcej :))
Buziak Basieńko :*

Zaytoon said...

Żywiczny, leśny aromat przemawia do mnie w pełni. Choć nie jestem pewna, czy tak mogłabym - obskubać biedne drzewko. ;)

Ściskam!

Gospodarna narzeczona said...

To się nazywa spaść z nieba? Robi się.

nat. said...

Brzmi fantastycznie!
Nigdy nie miałam przyjemności skosztować takiego syropu, przyznam że nawet nie miałam pojęcia że się coś takiego robi :)

Słyszałam za to wczoraj, że pyszna jest nalewka z młodych pędów sosny :) - taka 'mocniejsza' wersja Twojego syropku :)

pozdrawiam ciepło!

Czyprak Antoni said...

Moja babcia aplikowała taki syrop na kaszel. Działał. Swoją drogą, a co by było żeby do takiego syropu śliwowincji dobawić?

buruuberii said...

Trzcinowisko, witam! Sliczne wspomnienia, ach taka babcia :)

just-great-food.blogspot.com polecam i pozdrawiam serdecznie!

viridianka, ale moze gdzies jakas scieta sie trafi...

Beti :)

andzia-35, no prosze :)

ewelajna, buziaki, taka spokojne :*

grazyna, a ja Grazynka Twoim :)

ptasia, zartujesz? Nie cierpie flegaminy!! Zaskoczylas mnei :)

Joanna D.C. nei wiedzizlam ze tez go cenisz, och semtymenty...

Majana, buziak :)

Lo, alez fajnie ze sie przydalam i jeszcze tak na czas!

Monika, to widze ze my odebralysmy takie samo wychowanie, mnie zal i scietych drzew, ale dobrze mysle, madrzejsi wiedza co robia, wtedy ze scietego obskupie pączki ;-)

Poswix prosze :-)

asia, naprawde? a ja juz myslalam ze to taki znany "babciny" przepis...

Bareya, szanowny pan przypomnial mi ze od kilkunastu lat stoi w szafce, dedykacja co najmniej sie nalezy :)) i pozdowienia rzecz jasna!

Desperate, wiesz uswiadomilam sobie niedawno, ze jest to przepis z serii tych ktore nigdy nei trafily do zeszytu z przepisami zadnej z moich babc, ze przekazywalo sie go z pokolenia na pokolenie idac do lasu po pedy sosny, wiec zapisalam wreszcie, zeby kiedys ktos odnalazl jeslibym nie miala okazji nikogo zaprowadzic do lasu... Pozdrawiam :)

buruuberii said...

Magda, widam i pozdrawiam :-)

Peggyosiu, leczyl wszystko - Ty masz swieta racje, on mi zawsze poprawia humor :))

Ania vel Vespertine, ach milo czytac Ania Twe slowa, syrop polecam, w sosnowym lesie czesciej trafiaja sie sciete sosnowe drzewa, a takich lasow masz wiecej niz ja w poblizu :)

Margot, oj wiem ze Ali niczym nie zasokcze, widze ze nawet zdjeciem nie? :))

wykrywacz smaku, nie kazda sosenke mozne skubac, oj nei kazda! :)

Tilianara, niby mozna i teraz, u nas czasem jak babcia zapomniala to robila z takich bardziej zielonych, dalo sie wypic :D

Zaytoon i ja sciskam Cie serdecznie :-)

Gospodarna narzeczona, wow to mi sie udalo :)))

buruuberii said...

Nat. no popatrz, chcialam Ci odpisac "przeciez nie moge o wszytkich przepisac napisac na raz" :)) A teraz zapraaszam na dzisiejszy wpis... Pozdrawiam rownie serdecznie!

Czyprak Antoni, och Tosku, Tosku - mowisz masz :D Zgadlbys? Dzisiaj dla Ciebie wersja wysoko-voltowa. Usciski :)

Czyprak Antoni said...

O jaacieee, normalnie koncert życzeń! :)

Bea said...

Moja babcia robila taki wlasnie syrop, ktorym nas pozniej leczyla w czasie jesienno-zimowych infekcji; do dzis pamietam jego gleboki, zywiczny zapach i smak!
Niestety swiezo scietych drzew widuje tutaj malo...

Pozdrawiam Basiu!

ptasia said...

Basiu, upewnię się jeszcze u mamy, ale było zawsze trio: flegamina, tussipect i pini, i pamiętam, że lubiłam je w takiej właśnie kolejności :)

margot said...

ha ha, no zdjęciem nie , bo poziom u ciebie Basiu najwyższy ,a ja wiem ,że ty poniżej go nie schodzisz kochana
Wiesz , ja jestem człek lubiący jeść(a robić tym bardziej lubię jedzenie:D) i chwastów , kwiatów , igiełek w kuchni się nie boje to wiesz jak jest

Atria C. said...

Moja Ciocia taki robi, nazywa to "syrop z sosny majowej" i twierdzi, że to lek cudowny na wszelkie choroby:)

renia0605 said...

Witaj!
Też robię taki syrop. Co do czasu zrywania pędów to w zależności od regionu u mnie w Kotlinie Kłodzkiej teraz jest odpowiednia pora choć w mojej okolicy jest mało sosny ale mam 3 pod domem. Co do obaw o drzewka to jak wszystko trzeba robić z głową.Nie ogałacamy całego drzewka, pędy skracamy o połowę i wtedy sosna będzie gęściejsza i oszczędzamy czubek sosny.
Bardzo u Ciebie milutko. Pozdrawiam Renia

zemfiroczka said...

A! i chciałam jeszcze napisać, na tym wpisie wyżej, że zdjęcie to Basia jest bardzo, bardzo, alem zapomniała wystrzępić na klawiaturze, to czynię to tutaj ;)

buruuberii said...

Czyprak Antoni: tego bys sie Tosku nie spodziewal, ze jo? :D


Bea, w CH jest naprawde mniej sosen niz w Srodkowej Europie? wiesz, mysalalm ze tu tez sie malo drzew wycina, ale za kazdym razem sie zdziwie... Pozdrawiam :-)

Ptasia, to wiesz ze ja w odwrotnej kolejnosci i szczerze powiem, ze poaz pini nic nie chcialam wzisac do ust, a pini moglam (i nadal moge) wipic cala buteleczke w jeden wieczor :D

margot, ej Alcia mam dokladnie tak samo z tymi chwastami - ostatnio nawet zdalam sobie sprawe, ze caly cas cos zbieram (liscie, trawe, kwasne kulki etc.), ale sie pocieszam ze trzeba miec jakies hobby :D

Atria C., z sosny majowej - b. ladnie to brzmi!

Renia0605 witaj :-) Napisalam, ze przelom kwietnia i maja w polodniowej PL, a rzeczywiscie myslalam o poludniowo-wschodniej, poprawie rzecz jasna.
Renia, moj blog nie jest z glowa, czy mozna wierzyc komus kto twierdzi ze "14 z 10 osob lubi czekolade"? O ile lzy sie nie leja ciurkiem, to polowa moich mysli to zart i sarkazm, tak jak "tabuny ludzi zrywajacych sosnowe pedy", prosze o odrobine dystansu wobec autorki :-)) Pozdrawiam Cie serdecznie!

Oko, alez bardzo, bardzo dziekuje :-)

Bea said...

Wiesz, nie wiem czy jest mniej sosen czy to ja za rzadko bywam w odpowiednich miejscach ;) Jednach w lasach w ktorych bywam nie czesto widze swiezo sciete sosny...

Agata Melnyk said...

syrop z młodych pędów sosny widziałam w swoim bardzo wczesnym dzieciństwie w domku dziadków. Przez lata fascynowały przypominały mi się te słoiki pełne lśniącego syropu i małych gałązek. Widzę, że nie tylko ja mam takie wspomnienia. Tylko niemialam już kogo spytać o przepis. Dziękuję za niego bardzo!!!

buruuberii said...

Agata, czesc :) Bardzo sie ciesze z Twojego komentarza, czesto bowiem zadaje sobie pytanie czy warto o tych wspomnieniach pisac... Czy nie sa za bardzo osobiste itd.
Wiesz, tez juz nie ma wokol mnie tych ludzi, ale probuje przywolywac wspomnienia, bo pomyslalam ze szkoda by te przepisy przepadly (szczegolnei te najprostsze ktorych sie nie zapisuje w zeszytach), a wedlug mnie stanowia kawalek jakiejs lokalnej historii...
Pozdrawiam Cie cieplo!

ent drago said...

Basiu, czy probowalas robic nalewke zalewajac odcisniete pedy?Lub mieszajac alkohol z syropem?

Wlasnie robie syrop ale moim celem ostatecznym jest nalewka.Zmartwilam sie znajdujac wiele komentarzy, o tym jak nalewka smakuje terpentyna i wcale nie jest podobna aromatem do syropu. Czy to prawda? Gosia

buruuberii said...

ent drago, Gosiu, wlasnie otwarlam szafke celem sprawdzenia - otoz albo nie wiem jak smakuje terpentyna lub po prostu lubie nalewke sosnowa :-)) Wedlug mnie smakuje jak syrop z alkoholem :-) Nalewka jest bardzo intensywna, zywiczno-drzewna, przyjemna, przynajmniej dla mnie. Nie jest to nalewka w stylu porzeczkowki, ktorej mozna wypic wieksze ilosci, ale jest smaczna, charakterystyczna powiedziala bym.

Pewnie juz widzialas nalewkowy wpis: http://makagigi.blogspot.cz/2011/05/nalewka-sosnowa.html robilam nalewke sosnowa i zalewajac syrop alkoholem, i zalewajac pedy alkoholen, oraz zalewajac pedy z ktorych zlalam syrop - trudno mi powiedziec ktora wersja jest najlepsza, bo wydaje mi sie, ze wszystkie wersje byly podobne, raz ztylko taka z pedami dlugo nei chciala sie sklarowac... Pozdrowiani sle!