Monday, August 25, 2008

m&m's


jeszcze pare lat temu w dodatku do Wyborczej pt. "Turystyka" mozna bylo trafic na cykl z serii "Pamiatka z podrozy". Rozbawil mnie raz Leszczek Talko, ktory przyznal ze z ktorejs z kolei podrozy do Wloch przywiozl kultowy ekspres do kawy marki Francis Francis, niewazne ze w przerazliwie zielonym kolorze, marzenie zrealizowal i juz!

Ja nie przywoze jeszcze ekspresow (choc coz, o Francisie X1 marze :) za to zwykle sa to kamienie, kawalki drewna i oczywiscie produkty zywnosciowe. W tym roku, kiedy to juz nie udalo sie nam zdobyc kremu snickers w sloiku (ktory to spozywam raz, jedyny raz w roku na kajakach) postanowilam w kraju masla orzechowego zaopatrzyc sie w pokazne ilosci slodyczy z maslem orzechowym w srodku. Nie zebym byla od razu jakims fanem jedzeniowej kultury amerykanskiej - mysle, ze raz w roku ani maslo orzechowe ani hamburger nikomu nie zaszkodzi. Polecam wiec goraco
milosnikom masla orzechowego sprobowac m&m's z maslem orzechowym zamiast calych orzeszkow w srodku -- moim skromnym zdaniem moga spokojnie konkurowac z snickersem w kremie!

Monday, August 18, 2008

mięta


zacytuje za Wikipedia: mięta pieprzowa, mięta lekarska (Mentha piperita L.) - gatunek byliny należący do rodziny jasnotowatych. Spontaniczny mieszaniec międzygatunkowy mięty nadwodnej (Mentha spicata aquatica) i mięty zielonej (Mentha spicata) powstały prawdopodobnie w Anglii ok. 300-350 lat temu. Roslina lecznicza, jej liscie maja zbawienne dzialanie przy problemach zoladkowych.

A w mojej kuchni, od tego roku takze kajakowej, mieta wysmienicie laczy sie z bialym serem - w postaci drobniutko posiekanych lisci w twarozku to idealna sniadaniowa propozycja. Idealna jest w zupie ziemniaczanej oraz w farszu do pierogow ruskich - tutaj wzoruje sie na pani Zośce, ktora w latach 90tych byla kucharka w hotelu lesnym w Radocynie w Beskidzie Niskim, gdzie to z moimi licealnym znajomymi spedzalismy zima i latem niezapomniane chwile...

Rowniez w srodziemnomorskiej kuchni mieta zajmuje poczytne miejsce wsrod ziol i przypraw: arabska herbata czarna podawana jest zawsze z kilkoma liscmi swiezej miety, tak samo lemoniada i czesto jogurt ktory stanowi dodatek m.in. do ryzu (a w moim wydaniu z plackami ziemniaczanymi).
Warto, warto i to nie tylko ze wzgledu na problemy gastryczne ;-)

Sunday, August 10, 2008

borówki


w tym roku, po raz drugi w historii moich kajakow (pierwszy raz mial miejsce na Drawie2002) doszlo do zbierania borowek (zwanych w niektorych czesciach Polski jagodami:). Dokonalismy rowniez pomiaru czasu zbierania: o.5 litra w 30-40 minut, zalezy glownie od zdolnosci manualnych zbieracza jak i faktu posiadania dobrego wzroku.

Borowki nastepnie spozylismy z jogurtem, smietanka i cukrem w dwu wersjach:
a. z bąblowcem
b. bez bąblowca (czyli borowki oplukane w wodzie)
A ja jak do tej pory zachorowalam na pomysl Kasi, czyli muffinki z borowkami oraz pomysl Agi: kruche ciasto z borowkami i gora bezy na wierzchu - pozdrawiam jagodowo :)

Monday, July 28, 2008

owsiane


moje wielkie odkrycie tegorocznych Kajakow Wda2008 to cisteczka owsiane o nazwie "Zlotoklose" firmy San. Idealne na wyjazd, gdy piekarnik zostanie daleko, daleko a wokolo nic tylko lasy i rzeka.
Jesli komus same ciasteczka nie wystarczaja, polecam dodatkowo maslo orzechowe (ktorego zreszta w chwili obecnej mam az za dosc) i domowa konfiture. Polecam zarowno tym ktorzy na wakacjach, jak i tym ktorzy chcieliby zrobic sobie wakacje od pieczenia :-)

No i pozdrawiam z krainy orzeszkow ziemnych we wszelkiej postaci!

Monday, July 14, 2008

powidło wiśniowe


czyli kajakowe wspomniania...

Moje pierwsze 5 dni wakacji uplynelo pod haslem powidlo wisniowe - robilam je pierwszy raz, a zainspirowala mnie na ubieglorocznych kajakach Alina vel Ala
. Do tej pory slowo "powidlo" oznaczalo w slowniku moich pojec kulinarnych powidlo wegierkowe i ja, znany uparciuch, bylabym sie w stanie klocic godzinami ze jedynie dlugo smazonym wegierkom miano powidla winno sie nalezec!

Dzis wiem ze powidlo to rodzaj przetworow z bardzo mala iloscia cukru (
lub wogole bez cukru), bardzo dlugo smazone, praktycznie do odparowania soku. Mozna usmazyc wiec powidlo rowniez z wisni i wcale nie jest od wegierkowego gorsze. Powidlo owe jest kwasne niemilosiernie i wysmienite, idealne zrodlo witaminy C, wiec ahoj! i do wiosel :-)


Przepis na powidlo wisniowe wg. Aliny vel Ali:

3 kilogramy bardzo dojrzalych, wydrylowanych wisni
kilka lyzek cukru (ortodoksyjni nie dodaja:)

Wisnie (najlepiej tzw. sokowki) zasypac cukrem, najlepiej w garnku o grubym i szerokim dnie, odstawic na 10 minut, wymieszac, nastepnie powoli zagotowac. Gdy wisnie "puszcza sok" i doprowadzimy je do wrzenia,
polowe plynu mozna odlac dzieki czemu powidlo bedzie smazylo sie krocej (sok mozna wykorzystac jako syrop do deserow). Wisnie nalezy nastepnie gotowac az odparujemy prawie caly sok, a masa wisniowa zacznie przypominac gesta marmloade (na koncu smazyc na bardzo malym ogniu). Caly proces zabiera, w zaleznosci od srednicy garnka, nawet do kilku godzin (ja akurat gotuje powidlo z przerwami, pietnascie gotowania powiedzmy, potem powidlo calkowicie studze, znow zagotowuje i tak w kolko). Gdy powidlo ma konsystencje "ze lyzka staje" nadaje sie do przelozenia do sloikow.

Nie warto sie zamartwiac - powidlo wisniowe jest tak pyszne, ze zapomniny szybko o godzinach spedzanych
z drewnana lyzka w reku i wpatrywaniu sie w wisnowa mase :-)

PS.1.
Za zdjeciu: drogocenny sloiczek powidla wisniowego od Ali + polaniecki miod rzepakowy.

Monday, June 30, 2008

syrečky


duzymi krokami zblizal sie nasz przyjazd do Srodkowej Europy, ktory tym razem zaczac mielismy w Zlotej Pradze. Od kilkunastu wiec dni dreczylismy sie tzw. marzeniem kulinarnym i planowalismy jakie miejsca w tym celu odwiedzimy ponownie? Wydawaloby sie, ze po miesiacach bez wieprzowiny, Lukasz popedzi na golonke czy inne zeberka... Ale tu mnie zaskoczyl stwierdzeniem, ze nie ma to jak smazone sery, a nade wszystko wonne olomoucké tvarůžky!

Te dojrzewajace serki wyrabia sie w okolicach Olomunca od XVI wieku, obecnie produkuje je firma AW
w miasteczku Loštice. Do ich wyrobu uzywa sie tylko i wylacznie twarogu oraz soli, a barwa oraz aromat zaleza od stopnia dojrzalosci syrečků. Najlepiej smakuja podane ze swieza bulka i maslem lub usmazone na zloto podawane, prawdziwa česká klasika, z frytkami.

Pamietam jak lat temu juz chyba nascie przeczytalam w krakowskim dodatku do Wyborczej (a moze byl to program telewizyjny?) recenzje Roberta Maklowicza zachwalajaca owe tvarůžky, przy najblizszej wiec okazji przywiezlismy je z Bardejova... Nie zachwycily nas wtedy... mam nadzje, ze tym postem oraz zdjeciem tvarůžků z kminkiem uda mi sie choc po czesci zrehabilitowac :)

Monday, June 23, 2008

z chałwą


dawno nie bylo tu nic izraelskiego, wiec dzis polecam moje ulubione (no pewnie poza baklava, ktorej nie podejmuje sie robic) ciasto ktore jest moja luzna interpretacja przepisu z ksiazki The Book of New Israeli Food Janny Gur. Dla tych ktorzy lubia chałwe a nie moga spozywac jej w duzych ilosciach, lub dla tych ktorzy narzekaja ze za slodka, zawijane drozdzowe ciasto chalwowe to idealne rozwiazanie.

Jedyny problem moze stanowic tzw.
chalwa do smarowania (halva spread) - ma konsystencje masla orzechowego, a przygotowywana jest najczesciej z pasty sezamowej (tahini) i miodu. W Izraelu powszechnie dostepna, spodziewam sie ze w Europie niekoniecznie... Jesli ktos ma tahini to prefekcyjnie, gdyz moze latwo przyzadzic 'chalwe do samrowania', wystarczy wymieszac tahini z jasnym miodem (mniej wiecej w proporcjach pol na pol). Pomysl awaryjny: wymieszac chalwe z odrobina oleju sezamowego (w krytycznej sytuacji z jakimkolwiek innym olejem :).

Przepis na
drozdzowe ciasto chalwowe (luzno na podstawie Chocolate and Halva Coffeecake Janny Gur):
ciasto:
2 szklanki mąki
100ml letniej wody
2.5 dag drozdzy
5 dag cukru
5 dag miekkiego masla
1 male jajko i 1 zoltko

nadzienie:
150g lub ciut wiecej chalwy do smarowania (patrz akapit 2 w przypadku braku takowej)
300g dobrej chalwy (moj najnowszy hit to chalwa z makiem!)

Ze skladnikow zagniatam i wyrabiam luzne ciasto, dziele na 2 czesci i walkuje na cienkie (grubosci jak na pierogi) duze prostakaty. Kazdy z nich smaruje pasta chalwowa, posypuje pokruszona chalwa po czym zwijam niemal jak rolade, zlepiajac dosc dokladnie konce. Nastepnie rulon kroje wzdluz na pol i zaplatam jak chałkę (trudo sobie to wyobrazic, w razie potrzeby sluze pomoca, ewentualnie zdjeciami pogladowymi :) Przenosze ciasto na blache, przykrywam i czekam az podrosnie (z godzine, raczej ma podrosnac ale nie ma byc zbytnio puchate!). Pieke w temp. 170-180st. chyba nie wiele dluzej niz 25 minut.
Ciasto jest obledne - goraco polecam!

PS. Z perspektywy kilkunastu miesiecy dochodze do wniosku ze jest to najlepsze izraelskie ciasto jakie znam, do nadzienia mozna dodac pare lyzek orzechow, maku, mielonej kawy, ale czysto chalwowe nadzienie to klasyk.

Monday, June 16, 2008

panzanella


z pewnym rozgoryczeniem stwierdzam, ze od miesiecy juz chyba nie zagoscil tu zaden wloski przepis. Pociesza mnie jedynie fakt, ze nie zagoscil tez zaden francuski, bo wtedy czulabym sie na prawde strasznie niezrecznie wobec mojego ulubionego wakacyjnego kraju jak i jego kuchni! Coz, jestem kulinarna szowinistka, przedkladam Rzym nad Paryz (nie tajemnica jest, ze Paryza nie znosze, moze nie potrafie go docenic, coz nie potrafimy wszystkiego:), choc uwielbiam crème brûlée, to pierwsze miejsce i tak zajmuje u mnie crema di mascarpone...

Ale mialo byc o wloskiej klasycznej kuchni, wiec: panazlanella -- toskanska salatka chlebowa na upalne dni, na piknik nad brzegiem morza, gdy dojrzale warzywa pachna jak nigdy, a oliwa kusi. Obawiazkowe skladniki to chleb, pomidory i dobra oliwa wlasnie. Moja wersja zawiera ponadto: czerwona cebule, pikantna papryczke chili, pietruszke, sok z cytryny, szczypte soli, cukru. W roli chleba swietnie sprawdza sie jasny zytni na zakwasie.

W tym miejscu pozostaje mi jedynie miec nadzieje, ze nie sa to ostatnie upalne dni gdy panzanella smakuje wysmienicie, musi byc przeciez jakis sposob na zabranie tej slonecznej izraelskiej pogody na jakis miesiac do Europy Srodkowej, nieprawdaz?

PS. Lukasz prosil mnie bym dodala, ze On woli wersje z octem balsamicznym, z tego tez powodu rak na prawde robie salatke na zmiane: raz
panazlanella z sokiem z cytryny, raz z Aceto Balsamico di Modena :-)

Monday, June 09, 2008

z jabłkami i różą


dla Mamy, ktora wytrwale od kilku dni robi (zapewne w duzej mierze dla mnie:) konfiture z platkow róży, oraz dla Pani Teresy, ktora zainspirowala mnie tak sugestywnie, ze nie jadam juz praktycznie jablecznikow z cynamonem, a napewno sama do jablek cynamonu nie dodaje. Nuta różana jest tak niesamowita, ze cynamon pozostawiam jedynie kebabom.

Tajemnica mala jest, iz jedyna spozywcza rzecz, bez sklepowej naklejki naturalnie (darowalam sobie miody, suszone grzyby czy nalweke orzechowa), jaka wiozlam tutaj za pierwszym razem z Polski byl wlasnie sloiczek róży, nie moglam sie powstrzymac! A ze jestem urodzony ryzykant, to przeszmuglowanie sloiczka r
óżanej konfitury idealnie zgralo sie z moich charakterem :-)

Ciasto praktycznie wymyslilam od podstw sama, historia jest taka: przygotowywalam kiedys misie lapki z nadzieniem z suszonych moreli, ciesteczka sa lekko pracochlonne, wiec za drugim razem postanowilam sobie uproscic sprawe i przygotowac ciasto miast ciasteczek. Wylozylam forme polkruchym ciastem rozsmarowalam morelowa marmolade, a na wierzch starlam reszte ciasta. A ktoryms z kolei razem nadzienie zastapilam jablkowym...

Przepis na jabłecznik z konfiturą różana (proporcje na
tzw. duza blache):

ciasto polkruche:
20 dag masła
10 dag cukru
3 zołtka + 1 jajko
4 szklanki mąki
pol lyżeczki proszku do pieczenia

nadzienie:
8 jabłek
kilka łyzek konfitury z róży
otarka skórka z cytryny (a najlepiej z dwoch :)
troche soku cytryny i cukru

Zagniesc ciasto, podzielic na dwie polowy, jedna polowa wylozyc spod formy, posmarowac konfitura, ulozyc pokrojone jablka wymieszane z odrobika soku cytryny i cukru, na wierzch zetrzec na tarce pozostala czesc ciasta. Wierzch posypac delikatnie cukrem krysztalem. Piec 30 minut w 170 st. I to jest cala różana filozofia :)

Sunday, June 01, 2008

czekolada-ser


czesto pieke ciasta, ktore sa nie tyle pewnego rodzaju wariacja nt. znalezionego gdzies przepisu, ale drobna modyfikacja podkreslajaca delikatnie moj styl: dodaje wanilii miast olejkow, duzo skorki cytrynowej, czasem pieprzu, migdalow i moreli zamiast rodzynek, ciut mniej masla, deko wiecej cukru. Klasyki natomiast pozostawiam zawsze klasyczne, w imie definicji, iz szlagiery kulinarne juz sa doskonale!

Szaleje ostatnio serniko-brownies wsrod przepisow, wygrzebala mi Mama, a co tam wyprobuje :)
Pomyslalam jednak, iz pomysl jest juz sam w sobie fantazja, wiec postanowilam pojsc krok dalej: dodac swoje 2 grosze i polaczyc moj ulubiony sernik, moje ponoc przebojowe brownies mocno czekoladowe, garsc czarnych porzeczek...

To chyba pierwszy taki moment w moim krotkim kulinarnym zyciu, gdy moi znajomi jedzac czekolade-ser zastanawaija sie, ktora czesc jest lepsza biala czy czarna? To przypomina mi opowiastke z Neli Rubinstein ktora podawala na deser dwa torty: orzechowo-czekoladowy i migdalowo-kawowy, wpominala ze to zabawne uczucie patrzec gdy goscie wahaja sie nad kolejnym kawlakiem ciasta nie wiedzac ktory wybrac :-)