Monday, July 24, 2006

konfitura, z płatków róży




konfitura z platkow rozy to dla mnie skarb: wyrazista, pracochlonna, trudno dostepna... Pamietam od zawsze robila ja babcia, a babcia mowila ze pamieta roze z dziecinstwa, krzak rozy zawsze rosl przy domu i te ktore rosna dzisiaj maja przedwojenna histiorie. Babcia mowila: garsc platkow rozy, garsc cukru choc czesto tych garsci bylo kilka. Karnawalowe pączki musialy byc z roza, z roza byly najwykwintniejsze, roze traktowalo sie w rodzinie mojej babci jak skarb, trudno o inne slowo.

Konfiture z platkow rozy (choc moze trzeba ja nazwac platkami rozy ucieranymi z cukrem?) robilysmy zawsze na wyczucie, tzn. z miarka w oku: mniej wiecej szklanka ubitych nieco platkow rozy i szklanka cukru, nigdy nie uzywalysmy wagi, a jesli platki byly wyjatkowo soczyste dosypywalo sie garstke cukru wiecej. Obecnie konfiture robi glownie moja Mama, czasem tylko ja, jak juz platki rozy mam pod reka (a moze jak platki rozy maja pod reka mnie?).

 

Przepis na konfiturę z płatków róży (receptura rodzinna):

szklanka płatków róży
szklanka cukru 
lyżeczka soku cytryny (lub szczypta kwasku cytrynowego)

Oczyszczone z bialych czesci platki rozy (najlepiej ze srednio rozwinietych paczkow, wtedy kolor jest intensywniejszy) ucieram delikatnie z cukrem w makutrze az lekko puszcza sok i po prostu rozetra sie troche (nie ucieram platkow na gladka mase, a raczej platki miazdze, wydaje mi sie ze komfitura zyskuje dodatkowy urok gdy struktura platkow jest dobrze wyczuwalna). Na koncu dodaje sok z cyrtyny i pakuje konfiture w sloiczki, potem do lodowki na dluuuugie miesiace.

 
PS.1. Mowi sie czasem "konfitura z dzikiej rozy", chyba dla odroznienia owej rozy od rozy ogrodowej, jednak do przyzadzenia konfitury z rozy uzywa sie platkow rozy pomarszczonej (Rosa rugosa Thumb.) a nie dzikiej rozy (Rosa canina L.). Zeby namieszac jeszcze bardziej, najczesciej do konfitury rozanej wykorzystuje sie platki odmiany uprawnej o pelnych kwiatach, a nie tylko odmiany piecioplatkowej z pierwszego zdjecia.

PS.2. Roze pomarszczona nazywa sie czasem w Beskidzie Niskim różą japonska (ze wzgledu na pochodzenie) badz różą smażonką (czyli taka ktora nadawala sie na smazone konfitury, choc u mnie w rodzinie konfiture robi sie od pokolen na zimno).

7 comments:

zemfiroczka said...

Ślicznie wygląda :)) Zachwycający kolor! Smak pewnie też? ;))

buruuberii said...

Zapewniem Zemfiroczko: smak marzenie!
:-)

aga9999 said...

Moja Mama robi w ten sam sposób :) Dla mnie słoiczek tej konfitury jest na wagę złota.
W ubiegłym roku sąsiadka podarowała nam malutki słoiczek konfitury ale przygotowanej juz innym sposobem. Z całych płatków róży. Tez pychota, choc calkiem inna. Platki roz slizgaja sie na zebach. Postaram się o przepis :)

beniaminka said...

Właśnie zabieram się za ucieranie swojej :) Dzięki za przepis, konfitura z róży to zapach mojego dzieciństwa... A ponieważ wiele lat temu zostałam całkowicie odcięta od "korzeni" aż mi się łezka w oku kręci na samą myśl, że znów poczuję ten zapach i smak...

buruuberii said...

beniaminka, zrobilo mi sie niezwykle przyjemnie na Twe slowa - oby zapach i smak róży szybko przywrocil Ci dawne chwile!
Tak jak pisalam w opisie: nie musi byc platki jakos szczegolnei gladko utarta, sama zreszta zobaczysz :-)

margot said...

Basiu , to taki przepis mercedes różany
http://kuchniaalicji.blogspot.com/2013/06/patki-roz.html

buruuberii said...

Alcia, dziekuje za dobre slowa, od Cibie "smakuja" najlepiej :**