Showing posts with label ciasta. Show all posts
Showing posts with label ciasta. Show all posts

Sunday, December 31, 2017

šalamounovy řezy czyli salomonowe ciasto



i zrozumiałem, że nadzwyczajność miejsc trwa tak długo, jak długo za takie je uważamy.
i że gdyby nie było Pragi, należałoby ją wymyślić.
str. 17, Aleksander Kaczorowski, "Praski elementarz", wyd. Czarne 2012

jesienią właśnie minęło nasze 10 lat w Pradze. 2+8. 

Zaczęliśmy mieszkać w Pradze 1.10.2005. Po dwóch latach wyjechaliśmy na dwa lata do Jerozolimy. I w roku 2009 wróciliśmy. Jak to często tłumaczę, wróciliśmy do Pragi w ucieczce przed Warszawą. To trochę jednak żart. Po prostu Pragę już trochę znaliśmy, lubiliśmy, bardzo dobrze się nam tu mieszkało i pracowało. W sumie nadal tak jest. Nie spodziewaliśmy się jednak, że zmiany w polskiej nauce będą tak powolne, że zostaniemy w Pradze na długo. Nie spodziewaliśmy sie chyba, że to będzie nasz dom.

A było tak. Z pierwszych dni po naszym przyjeździe do Pragi zapamiętałam kupowanie mebli (kiedy to oczywiście się z Łukaszem posprzeczaliśmy) i ciasto na osłodę. To było wyjątkowo mokre i słodkie ciasto, które upiekła Marcelka, gdy szliśmy na powitalną kolację do Ivki i Pavla. Było płaskie, czekoladowe i posypanie kokosem (choć wydawało mi się, że brązowym cukrem). Upiekłam więc niedawno, by świętować dziesięciolecie naszego w Pradze pobytu.

Šalamounovy řezy czyli w dosłownym tłumaczeniu salomonowa krajanka (od Salomona, biblijnego króla Salomona), to ciasto często zwane również "ciastem na szklanki", czyli ciastem szybkim i nieskomplikowanym (zapewne salomonowe, bo takie pomyslowe a zarazem proste). U mnie zwanym "ciastem na ostatnia chwilę". Takie ciasta też warto mieć w repertuarze.


Przepis na šalamounovy řezy, czyli salomonowe wilgotne czekoladowe ciasto (od Marcelki):
  
ciasto: 
1 szklanka wody (można z dodatkiem łyżki kawy)
2 szklanki cukru
1/2 kostki masła
3 jajka
2 szlanki mąki (300g)
1 proszek do pieczenia (2 łyżeczki)
3 wielkie łyżki ciemnego kakao

wierzch: kokos, orzechy, lub ulubiona posypka

+ 2 łyżki rumu do ponczu

W rondelku ogrzać masło z cukrem i wodą (nie zagotowywać). Połowę "płynu" odlać (na poncz) i zostawić na później. Do pozostałej częsci dodać jajka, wymieszać. Następnie dodać porcjami mąkę wymieszaną z kakao i proszkiem do pieczenia. Ciasto wylać na wylożoną papierem formę (~24x36cm). Piec 20 minut w temp.180st.C. Do zimnego ponczu dolać 2 łyżki rumu. Upieczone ciasto polać stopniowo ponczem, a nastepnie posypać orzechami lub kokosem. Idealne letnie. Słodkie, mokre, na 10 lat.

PS. U Marcelki (i Ivo) wynajmowaliśmy pierwsze w Pradze mieszkanie, przyjaźnimy sie do dziś :-)
.

Saturday, December 23, 2017

piernik przekładany





dobrych Świat,
pachnących piernikiem,
pachnących spokojem,
życzą
Basia i Łukasz + Emil 


Zeszłej zimy odkryłam w Pradze, oczywiście przez całkowity przypadek (pojachałam oglądać zabawki dla Milka) jedno jedyne miejsce gdzie można nabyć lody znanej polskiej firmy (znanej również z Grycanek;). Oczywiscie wróciłam z orzechowymi, kawowymi i malagą. Później podczas ktorejś z kolejnych wizt skusiłam się na ich bakaliowy piernik przekładany (a Emil odkrył sorbet truskawkowy i uczyniliśmy z tych wyjazdów rytuał pociągowo-lodowy). I przepadłam - musiałam spróbować taki piernik upiec. A skoro piekłam go już z pięć razy i ciągle się nad nim rozpływamy, to postanowiłam przepis zapisać. Więc piszę, co następuje: 


Przepis na piernik przekładany (proba odtworzenia ulubionych smaków): 

ciasto (na podstawie przepisu na miodowe ciasto lekach): 
250g mąki 
łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
duża szczypta soli
1/4 łyżeczki czarnego świeżo mielonego pieprzu
1 łyżka cukru z wanilią
1 szkl. trzcinowego cukru
1/2 szkl. miodu
1/2 szkl. dobrego oleju
2 jajka
1/2 szkl. ciepłej kawy (z 2 filiżanek espresso lub z 2 łyżek kawy)
1/4 szkl. soku z pomarańczy
1/4 szkl. rumu
250g bakalii (orzechy, ciemne rodzynki, morele, figi, wiśnie)

150g śliwkowego powidła
150 gruszkowego powidła
150g czarnej czekolady + 1 łyżka masła

Wymieszać suche skladniki (mąkę, proszek, sodę, sól, pieprz, cukry). W większym naczyniu wymieszać miód, olej, jajka, ciepłą kawę, sok z pomarańczy i rum. Następnie do "mokrej" masy dodawać porcjami suchą frakcję, wymieszać. Bakalie posiekać i wmieszać do masy. Ciasto wylać na wyłożoną papierem blachę 30x40cm. Ciasto piec w temp. 170st.C do "suchego patyczka" (30-40minut).
Gdy ciasto przestygnie, przekroić wszerz na pół i następnie każdą połówkę na 3 długie paski. Jeden pasek posmarować śliwkowym powidłem, przyłożyć ciastem, posmarować gruszkowym powidłem i znów przykryć ciastem (tak samo postąpić z trzema pozostałymi kawałkami ciasta). Następnie przełożone pierniki polać dokładnie roztopiąną na maleńkim ogniu czekoladą (można dodać łyżkę masła, czekolada wtedy jest byłyszcząca). Przybrać orzechami. Odczekać dzień, dwa i świętować. Ostanio nasze naj.


PS. Dziękuję wszystkim za pamięć, za odwiedziny, za dobre myśli!
.
.

Monday, January 18, 2016

ciastko dla dorosłych



napisała Monika tak "właśnie wysiadłam w Warszawie, idę po łakocie i śmigam na lotnisko, do zobaczenia już niedługo :-)". Myślę sobie jakie znowu łakocie w Warszawie? Przecież kiełbasy i boczki miała Monika wieźć z Mazur! 

Zapomniałam bowiem, że wymieniałyśmy na Kajakach opinie o cukierniach, że oczywiście trudno o dobrą, z prawdziwymi ciastkami, z prawdziwego masła i cukru, że aż chce się powiedzieć, że przez te słabe cukiernie te biedne blogerki same muszą piec ciasteczka, ciastka, ciasta ;-)

Zapomniałam, że Moni wspominała o pewnej warszawskiej cukierni, która ma ciastka takie jak mają być.  Tak więc przybyły z Moniką: szarlotka, pączki i... ciastko dla dorosłych. Cukiernia Lukullus ma naprawde świetne wypieki! A my mamy kilka ulubionych cukierni, w końcu czasem trzeba gdzieś czerpać inspiracje.


Przepis na ciastko dla dorosłych, czyli kruche z krówką i śliwkami w rumie (próba odtworzenia ciastka z cukierni Lukkulus):
  
ciasto: 
50g cukru
100g masła 
150g mąki 
50g mielonych orzechów (opcjonalnie)

wierzch:

słoiczek dobrego węgierkowego powidła
dwie garści suszonych śliwek namoczonych w rumie
kajmak ugotowany z 1/2kg cukru i szklanki mleka
1-2 łyżki rumu
100g czarnej czekolady

 
Po pierwsze: suszone śliwki zalać rumem i odstawić na parę/kilka dni.
Po drugie: 1/2kg cukru zalać w rondlu szklanką mleka, dodać łyżkę masła i gotować około godziny-półtorej, by powstał ładny kajmak.
Po trzecie: masło utrzeć z cukrem. Dodać garść mielonych orzechów (wedle uznania). Potem dodawać mąkę porcjami, ciasto zarobić i włożyć na pół godziny do lodówki. Następnie ciastem wylepić dużą blachę (24x36cm), piec 15 min w temp. 180st.C. 
Przestudzone ciasto posmarować powidłem, posypać śliwkami namoczonymi w rumie, zalać kajmakiem, skropić kajmak 1-2 łyżkami rumu, pozostawić na kilkanaście minut by rum "wsiąknął" w kajmak i całość polać roztopioną w kąpieli wodnej czekoladą. Lekko rumowy, słodki, węgierkowy - łakocie!

PS. Ogromne dzieki Moni!
.

Monday, October 05, 2015

salomonowe ciasto



przyjechaliśmy zamieszkać w Pradze, w czeskiej Pradze, w jak mówią zlaté Praze lat temu dziesięć*. Wcześniej odwiedziliśmy Pragę dwukrotnie, na 4-5 dni. Nigdy nie myśleliśmy, że w Pradze będziemy na dłużej. Nigdy tego nie planowaliśmy, a na chwilę obecną wygląda, że w Pradze zostaniemy na więcej niż parę lat. Máme rádi Prahu.

Przepis na salomonowe ciasto ponoć krąży po całej Czeskiej i Słowackiej Republice od czasów, gdy były znane jako Czechsłowacja, od ponoć dobrych trzech pokoleń. Krąży pod róznymi nazwami:  šalamounovy řezy, šalamounova buchta, šalamoun anebo šup do trouby. Mówią, że nazwa ciasta bierze się od mądrości Salomona, przepis jest prosty i szybki w wykonaniu.

Salomonowe ciasto zaznaczyło początek naszego zamieszkania w Czechach. Jest to ciasto, które upiekła Marcelka w jeden z pierwszych dni, gdy przyjechaliśmy i zabrała go na kolację do Ivki i Pavla. Zapamiętałam to ciasto jako placek bardzo ciemny, bardzo słodki i przede wszystkim bardzo mokry. Bardzo pyszny. Po dziesięciu latach go upiekłam, na okrągłą rocznicę. Je opravdu moc dobrý!


Przepis na šalamounovy řezy czyli salomonowe ciasto, słodkie i mokre (od Marcelki):

2 szklanki cukru (trzcinowy idealny)
1 szklanka kawy (z 1 łyżki kawy)**
1/4 kostki masła
2 szklanki mąki
łyżeczka proszku do pieczenia
3 łyżki ciemnego kakao
3 jajka
kieliszek rumu lub ulubionej nalewki


Kawę zalać gorącą wodą, dosypać cukier, dodać masło, wymieszać do rozpuszczenia masła, nie gotować (dalej mieszaninę nazywam syropem kawowym). W misie wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia, kakaem. Wlać do suchych składników połowę syropu kawowego. Wbić do ciasta jajka i dokładnie wymieszać. Wlać na formę wyłożoną papierem do pieczenia i piec 20 minut w T=175st.C. Upieczone ciasto polać chlodnym syropem wymieszanym z alkoholem. Posypać wiórkami czekoladowymi, kokosem czy mielonymi orzechami. Dobrá česká buchta.


* fakt, w międzyczasie wyjechaliśmy na dwa lata do Jerozolimy.
** w oryginale szklanka wody.

Monday, August 24, 2015

kruszonka, z trzcinowym cukrem



Aga: kruszonka musi być słodka.
Gosia: kruszkonki musi być dużo.
Łukasz: kruszonka wcale nie musi być z orzechami!
Basia: kruszonka jest świetna z trzcinowym cukrem.
Emil: nie mówi, szeroko po kruszonkę otwiera buzię.*

Kruszonka owocowa to moim zdaniem najłatwiejsze możliwe ciasto. W najprostszej formie to tylko cztery składniki: masło, cukier, mąka i owoce. Ciasto wystaczy luźno zagnieść, żadne tam wyrabianie, wałkowanie czy coś. Ciasto ideał na lato, choć gdy w kuchni temperatura przekracza 27st.C, jednak wybiaram same lody.

Crumble, fruit crumble czyli kruszonka owocowa to ciasto, deser o brytyjskich korzeniach. Brytyjska klasyka. Nazwę swą bierze od kawałków pokruszonego ciasta przykrywającego zapieczone owoce. Najpopularniejsza jest, bodaj, wersja z jabłkami. Do kruszonki można dodać orzechy, płatki owsiane, skórkę cytrynową czy przyprawy. Dla mnie kruszonka owocowa ma najwiekszy urok z jasnym trzcinowym cukrem. Najważniejsze byle kruszonki było niemało.



Przepis na  crumble czyli kruszonkę z trzcinowym cukrem (na podstawie przepisu Briana Turnera):

3/4-1kg swieżych owoców (polecam śliwki, wiśnie, morele)
125g masła
125g jasnego trzcinowego cukru**
200g mąki
50g mielonych orzechów (opcjonalnie)

Obrane i pokrojone owoce ułożyć na dnie naczynia do zapiekania. Miękkie masło utrzeć z cukrem. Porcjami dodawać mąkę, na końcu można dodać orzechy, zarobić. Owoce posypać grubo kruszonką. Piec 20-25 minut w temp. 175st.C. Podawać ciepłą, z sosem waniliowym, śmietanką lub lodami. Na pełnię lata - kruszonka, dużo kruszonki i trochę owoców!

* chociaż to nie jest zbyt dobra reklama, bo Emil szeroko otwiera buzię po wszystko ;-)
** drobny lepszy, np. light soft brown cane sugar brytyjskiej firmy Tate Lyle.

PS. Owocowe wypieki letnie przygotowywałam za namową i zgodnie z coroczną tradycją z Alcią, Atinką, Eweliną, Majanką i Moniką - dzięki wielkie dziewczyny :-)

Monday, May 11, 2015

baklava

 


co prawda sieć uliczek jerozolimskiego Starego Miasta tworzy jeden wielki targ, jasnych rozgraniczeń brak, ale przynajmniej jedna granica tam istnieje: na tragu dla turystów trzeba się targować, a na targu dla mieszkańców można się targować tylko w wyjątkowych przypadkach. Na targu dla turystów można się dać naciągnąć na kiepskiej jakości produkty, na targu dla mieszkańców produkty są przeważnie doskonałej jakości. Warto się na targ dla lokalsów zapuścić.

Na targu dla mieszkańców, idąc uliczką w prawo od Bramy Damasceńskiej, około 200 metrów, znaleźć można chyba najlepszą jerozolimska cukiernię - Ja'far Sweets. Rozpoznamy ją bez problemu - w oknie cukierni świeci dość tandetny różowo-niebieski neon (tandetny, jak na Bliski Wschód przystało). Słodkości za szybą pozwalają jednak machnąć ręką na ten kicz. Przy oknie piętrzy sie baklava, a nieco dalej olbrzymi talerz z knafeh. Do Ja'far Sweets trafiliśmy już pierwszego dnia pobytu w Jerozolimie, nie bez powodu pozostała to nasza ulubiona cukiernia w Yersuhalaim, zaglądaliśmy tam niemal co tydzień!
Baklava, bakława to dobrze słodki smakołyk, który stanowi ciasto filo i orzechy zanurzone w cukrowym lub miodowym syropie. Baklava popularna jest na calym Bliskim Wschodzie. Ponoć pochodzi z Persji lub Turcji. Bodaj najbardziej rozpowszechniona wersja baklavy to warstwy ciasta filo przekładane orzechami (pistacje, migdały, włoskie). W Palestynie i Izraelu popularna jest również baklava w kształcie koszyczków, kieszonek, cygar. Nie słyszałam o nikim, kto piekłby w Jerozolimie bakławę w domu, bakława jest zarezerwowana dla profesjonalnych cukierników i cukierni. Każde miasto ma choć jedno miejsce gdzie nabyć można doskonałej jakości bakławę.
Jak pisze Gil Marks w "Encyclopedia of Jewish Food", baklava nie jest codzienną a nawet cotygodniowym pożywieniem, generalnie jest zarezerwowana na specjalne okazje. Dodałabym od siebie, ze baklavy nie piecze się codzień, co tydzień ani nawet co rok, ale moim zdaniem warto upiec baklavę choć raz w życiu!


Przepis na baklavę, baklawę
(luźno na postawie przepisu z "Taste of Israel: A Mediterranean Feast"):

500g ciasta filo
500g orzechów włoskich lub pistacji
50g cukru
250g masła
13 strączków kardamonu

syrop:
500g cukru (lub nawet ciut więcej)
1 szklanka wody
sok z 1 cytryny
2-3 łyżki wody różanej

Syrop: wymieszać w garnku składniki syropu, doprowadzić do wrzenia i następnie gotować na średnim ogniu do uzyskania 1/2 litra płynu (dobre kilka minut).

Blachę 30x40cm posmarować roztopionym masłem. Położyć na blasze płat ciasta i posmarować roztopionym masłem, następnie układać kolejne płaty ciasta, każdy smarując masłem. W ten sposób ulożyć połowę płatów na blasze, posypać je grubo zmielonymi orzechami wymieszanymi z cukrem i mielonym kadamonem. Na warstwie orzechów znów układac płata ciasta filo, każdy posmarowanć masłem. Ostatni płat ciasta rownież posmarować masłem. Za pomocą ostrego noża naciąć ciasto w ksztalt rombów (na przykład jak na zdjęciu). Piec w temp. 175st, 30 min, a następnie w 200st.C przez kolejne 15 minut. Gorące ciasto polać zimnym syropem. Odczekać, aż ciasto wchłonie syrop i całkowicie ostygnie. Ulepek, ale wart zachodu!
.

Monday, March 30, 2015

mazurek pomarańczowy



słowami "swoją drogą, babcia robiła jeszcze z użyciem tego dżemu pewne pyszne ciasto, ale o tym za kilka tygodni" napomknęłam, przy okazji pomarańczowego dżemu ciut gorzkiego, pewien wypiek mojej babci Heli (choć mówiło się chyba Helka), wypiek którego smaku nie zapamiętałam, ale za to zapamiętałam widok jego wielkiej blachy w spiżarce, blachy która stała na wielkiej drewnianej beczce w której były puste butelki po alkoholach różnej maści.

Był to mazurek pomarańczowy. Wydawało mi się że był gorzki, ale chyba wcale taki nie był. Napewno miał grubą warstwę pomarańczowego dżemu i był z wierzchu koloru pomarańczowego! Wyglądał na bardzo słodki, ale przecież takie musząbyć mazurki. Ów mazurek był zapewne babci wariacją na temat tzw. mazurka podstawowego czyli mazurka kruszonkowego, czyli płatu kruche ciasta z rozsmarowaną grubo warstwą dżemu. 

Łakomczuch Łukasz pożerając enty kawałek podsumował mazurek pomarańczowy słowami "innego ciasta nie chcę". Promyk słońca. Bo niech wreszcie wyjdzie słońce. Słońce od lat przynoszą mi na przedwiośniu pomarańcze, życze więc Wam i nam: słonecznych Świąt!


Przepis na mazurek pomarańczowy (ze wspomnień): 
ciasto: 
100g cukru (w tym łyżka cukru z wanilią) 
200g masła 
300g mąki 
2 duże żółtka

wierzch:

słoiczek, a najlepiej dwa dżemu pomarańczowego

Masło (chłodne, ale bez przesady) utrzeć z cukrem, dodać żółtka i ponownie utrzeć. Potem dodawać mąkę porcjami, ciasto zarobić i włożyć na 1-2 godziny do lodówki. Następnie ciasto rozwałkować na wielkość dużej blachy (~24x36cm), lub ciastem wyłożyć blachę przy użyciu rąk własnych. Ciasto popiec przez 15 minut w 160 st.C, wyjąć z piekarnika, na gorącym rozsmarować pomarańczowy dżem, na wierzchu poukładać serduszka itp. z ciasta (w tym celu oderwać przed pieczeniem ~30g kawaleczek kruchego spodu). Całość piec kolejne 7-10  minut. Pomarańczowy na maślanym spodzie!


PS. Mazurek piekłam w sprawdzonym i ulubionym towarzystwie mazurkowych bab, czyli Anitki, Alinki, Majanki i Moniki, dzieki dziewczyny za wspólne szaleństwa!
.

Monday, July 14, 2014

strudel, z wiśniami



jesli ktoś raz skosztował prawdziwego strudla, będzie już zawsze za nim tęsknił.
Ten wiedeńsko-budapesztanski specjał (na Węgrzech zwany rétes), w czasach
gdy Kraków leżał jeszcze w Europie, równie często goscił na galicyjskich sto
łach.
strona 216, Robert Makłowicz, "CK kuchnia".

nie napiszę dzisiaj wiele nowego, wspomniałam już tutaj kiedyś i trudno mi od tego stwierdzenia uciec: tak, popelniłam kiedyś ten błąd, spróbowałam prawdziwy wiedeński strudel. Było to lat temu z dwanaście, w maleńkiej kawiarence zaraz koło Graben w Wiedniu, kawiarence na ulicy Bognergasse, a może Steindlgasse, trzeba by znów jechać i sprawdzić!

Od tamtej pory strudli upiekłam kilkanaście, wypróbowałam ze trzy przepisy na ciasto i kilka wersji nadzienia: nadzienie klasyczne z jabłkami (+ suszone morele w miejsce rodzynek!), nadzienie ze śliwek, nadzienie z moreli i nadzienie z wiśni - które powala na kolana (przynajmniej mnie;) temu nadzieniu od lat nie mogę się oprzeć. 
Tym razem strudlowe wypieki poczyniłyśmy wspólnie z Ptasią, której ogromnie dziękuje za przedstawienie mi rok temu bezbłędnych wiedeńskich przepisów Cioci Herthy (której przepis na ciasto strudlowe jest wyśmienity) i wspólne pieczenie na odległość!


Przepis na strudel z wiśniami: (ciasto według Tante Hertha's Viennese Kitchen, nadzienie ze wspomnień):

ciasto:
250g mąki
szczypta soli
pól szklanki ciepłej wody
1 łyżka miękkiego masła
1 łyżeczka octu winnego
1 jajko

nadzienie:
1.5kg wiśni
200g cukru
100g masła
50g bułki tartej

Mąkę wsypać do misy, zrobić w środku dołek, dodać szczyptę soli, ocet, masło, wlać letnią wodę i
wbić jajko, ciasto zarobić i wyrabiać aż będzie elastyczne i miękkie (wyrabiam 7-10 minut). Następnie ciasto przykryć nagrzaną miseczką i pozostawić na około 30 minut. W tym czasie wiśnie opłukać, wydrylować i zasypać cukrem, delikatnie przemieszać. Odstawić na około 15-30 minut by puściły sok. Ciasto podzielić na 2 części, rozwałkować bardzo cienko na prostokat 40x70cm mniej wiecej (najlepiej całą operację wykonać za pomocą obrusu - poleacam instruktaż Ptasi), rozwałkowane ciasto posmarować obficie roztopionym masłem, posypać bułką tartą, nałożyć nadzienie (bez soku, który wycieknie z wiśni), zwinąć delikatnie, przełożyć na natłuszczoną blachę, posmarować roztopionym masłem, posypać cukrem (w trakcie pieczenia można posmarować dodatkową porcją masła). Piec 45 mniut w temp. 175. st.C. 
Najlepszy jeszcze lekko cieply, można wspominać wiedenskie kawiarenki.

Monday, April 14, 2014

mazurek kruszonkowy



święta Wielkanocne 2008 spędziliśmy w Jerozolimie. Nie wiem dlaczego, ale nie piekłam wtedy mazurków tylko hamantaschen, które jedliśmy w drugi dzień świąt i babki drożdżowe (z rodzynkami w rumie), które jedliśmy ze swieżymi truskawkami, z upraw miejscowych, na koniec wielkanocnego śniadania.

A na spacer po tym śniadaniu postanowiliśmy pójść na Górę Oliwną. Był 23. marca i słoneczny dzień, bardzo słoneczny dzień. Przed nami było do przejścia jakieś 3 kilometry, jak to w Jerozolimie, większość z tego pod górę, no ale w końcu na Górę mieliśmy iść. Połowa wycieczki "wymiękła" po jednej trzeciej drogi, w parku Tabachnika. Za połową drogi, przy punkcie widokowym na Pustynię Judzką, postanowili wrócić do domów kolejni. Chyba nie spodziewali się temperatury 30-stu stopni Celsjusza w drugiej połowie marca.

Jednak my z Ewa podjęliśmy wyzwanie i na Górę Oliwną z Mount Scopus doszliśmy na nogach. Szliśmy dość niedzielnie wystrojeni, niektórzy z nas w korale. I doszliśmy mimo tego, że po drodze zagadywała nas zaciekawiona palestyńska młodzież pytaniami "po co w taki upał idziecie?" jakby imputując, że nie ma po co. Zapytałam dla pewności wczoraj Łukasza - co tam wtedy robiliśmy, a Łukasz, jak zwykle ze stoickim spokojem odrzekł "parzyliśmy na Święte Miasto".

Z najmłodszych lat dzieciństwa pamiętam, że babcia Hela piekła na Święta przyjamniej ze dwa mazurki. Zasięgnęłam języka u Mamy i okazuje się, że najczęściej babcia robiła najprostsze kruche mazurki przekładane konfiturą i chyba z kruszonką albo kratką z kruchego ciasta (w sumie nie tak dalekie od tych wspomnianych hamantaschen, czyli kruchych ciasteczek z konfiturą). Postanowiłam w tym roku nie myśleć wiele i upiec taki "podstawowy" mazurek, choć wiem, że za parę dni jeszcze upiekę mój ulubiony mazurek z koglem-moglem. Słodkich Świąt!


Przepis na mazurek kruszonkowy (próba odtworzenia tego, co dawne):

300g mąki
150g masła
75g cukru
2 żółtka
200g dobrej konfitury lub powidła

kruszonka: 50g masła, 50g cukru, 75g mąki

Masło utrzeć z cukrem, dodać żółtka i znów utrzeć. Do maślanej masy stopniowo dodawać mąkę i ucierać na gładką masę. Ciasto rozłożyć cienką warstą na dużej blasze, wyrównać (można i rozwałkować), na wierzchu rozsmarować konfiturę (u mnie wiśniowe powidło), posypać grudkami kruszonki zagniconej z wymienionych wyżej składników. Piec 25 miunut w temp. 175st. aż delikatnie się zrumieni. Kruszonkowy.


PS. Mazurki piekłam w doborowym towarzystwie mazurkowych bab, czyli Anitki, Alinki, Majanki i Moniki, dzieki dziewczyny za wspólne szaleństwa!

Tuesday, March 25, 2014

drożdżowe, z marakują



zazwyczaj dobrze pamietam sny, aż za dobrze. Sny śnią mi się często, może nawet aż za często. Śnią mi się rzeczy dobre i złe. Śnią się i w większości je szybko zapominam. Oczywiście mam serie snów, w których np. śnią mi się nieistniejące ulice Krakowa, a ciągle pojawiają się w snach i zlokalizowane są w tych samych miejscach (jak choćby idąc Karmelicką  w stronę Rynku często trafiam na tajemnicze zaułki po prawej), snią mi się małe okienka, przez które boję się przejść, śni mi się, że chodzę do ogólniaka i jutro mam sprawdzian z matmy i oczywiście tabula rasa, czyli nie mam pojęcia co było zadane na ową klasówkę*.

Z kolei jak przystalo na blogera jedzeniowego: jedzenie nie śni mi się nigdy! Więc jak już raz jedyny przed dwoma laty przyśniło mi sie ciasto koloru pomarańczowego (stałam  na ganku domu babci, trzymalam ciasto w rękach i opisywałam je Ivce jako "ciasto z marakują"), to musiałam je na długo zapamietać!

Wyśnione ciasto, a właściwie drożdżowa bułka, miała kolor miąższu marakuji i czarne ziarenka marakuji zatopione w cieście, które wyglądły trochę jak małe rodzynki w babce. W smaku ciasto było lekko kwaskowate, umiarkowanie słodkie, ale miało z pół centymetra lukru. I takie też upiekłam. Nienajgorsze te ciasta ze snów są ;-)


Przepis na drożdżowe ciasto z marakują (passiflorą) (ze snu):

500g mąki
100ml mleka
25g swieżych drożdży
200g miąższu z maracuji (z 5 dużych owoców)
100g cukru
50g miekkiego masła 
2 żółtka
szczypta soli

lukier: 3 łyżki mleka, 1 łyżka masła, 150g cukru pudru

Owoce marakuji przekroić na połówki i wydrążyć z nich miąższ (razem z ziarenkami!). Z 50g mąki, mleka, drożdży i łyżki cukru zrobić zaczyn, pozostawić do wyrośnięcia, na 10-15 minut. Następnie nasypać do miski mąkę, dodać dróżdżowy zaczyn, miąższ z marakuji, cukier utarty z żółtkami, masło, sól. Wymieszać i wyrabiać 10 minut. Pozostawić do wyrosnięcia. Keksową blaszkę 10x25cm wyłożyć papierem do pieczenia (lub natłuścić masłem). Z ciasta uformować bułkę i pozostawić w formie na 20 minut do wyrośnięcia. Piec 25 min. w temp. 175st.C. Gdy ciasto przestygnie, przygotować lukier (mleko zagotować z masłem, a następnie wetrzeć weń cukier). Przestudzoną bułkę polać dokładnie ze wszech stron lukrem. Kwaskowate, owocowe i drożdżowe.


* tym, którzy lubią sny analizować, dodam dla ułatwienia, że w ogólniaku uczęszczałam na tzw. mat.-fiz. i akurat matematyka należała do moich ulubionych przedmiotów, zaraz po technice i plastyce :-)

Sunday, December 22, 2013

strucla z czekoladą

 


domowych, spokojnych, dobrych,
pachnących struclą z czekoladą Świąt,
życzą B i Ł

Zapach drożdżowego ciasta to dla mnie spokój. Zapach domu to dla mnie zapach drożdżowego ciasta. Drożdżowe to dla mnie moja Mama, Mama bez której zacięcia, drożdżowego nie umiałabym piec. Kilka lat temu, gdy zadzwoniłam do Niej uradowana, że odkryłam niezawodny przepis na drożdżowe bułki, Mama powiedziła ze spokojem w głosie: "że tak powiem Basiu - moge umierać, jak Ty już umiesz świetne drożdżowe". Choć umiem drożdżowe, to drożdżowa strucla wychodzi mi czasem z dziurą, Ty się jeszcze nigdzie nie wybieraj Mamo! 

Panią Lalę znam tylko z opowieści, jest dla mnie jakby dobrą ciocią z maminych opowieści, która gdzieś końcem lat 70-tych minionego wieku mówiła: "Krysiu zrób sobie koniecznie struclę z czekoladą, drożdżowe rozwałkowane ciasto jak na makową stucle polej masłem, posyp kakao z cukrem, dodaj bakalii". Kilka lat temu Krysia wreszcie się odważyła zrobić taką czekoladową struclę i od tamtego czasu co roku wspominamy Panią Lalę zawjając czekoladową struclę drożdżową, jutro kolejny będzie już raz. 

Strucla (nie mylić ze strudlem) to bożonarodzeniowy wypiek drożdżowy, powstający gdy płat drożdżowego ciasta z nałożonym nań farszem zwiniemy jak roladę. Strucle zazwyczaj są makowe (takie "z dwóch kili mąki" piekła babcia Hela w chlebowym piecu), ale ja najbradziej lubie tą z czekoladą, z czekoladowym nadzieniem dokładniej, z wędzoną śliwką, a do tego z garścią orzechów - dla mnie świąteczne naj!

Przepis na świąteczną struclę z czekoladą (według mojej Mamy, z ciasta babci Heli, 1/4 porcji babcinej porcji):

1/4kg mąki
10g drożdży
1/2 szklanki ciepłego mleka
75g cukru (w tym łyżeczka cukru z wanilią)
60g stopionego masła
2 zółtka
szczypta soli

nadzienie czekoladowe:
75g masła
75g cukru
30g dobrego ciemnego kakao
łyżka kandyzowanej skórki cyrtynowej, 
50g wędzonych śliwek
50g orzechów

Z 50g mąki, mleka, drożdży i cukru zrobić zaczyn, pozostawić do wyrośnięcia, na 10-15 minut. Następnie nasypać do miski mąkę, dodać zaczyn, żółtka, sól. Wymieszać i zarobić, dodać masło, znów zamieszać i wyrabiać 10 minut. Pozostawić do wyrośnięcia na około godzinę. Po tym czasie ciasto rozwałkować na prostokąt 20x30cm. Polać roztopionym masłem, posypać cukrem wymieszanym z kakao, skórką, orzechami, pokrojonymi śliwkami. Zwinąć jak roladę, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i pozostawić na 30 min. do wyrośnięcia. Posmarować żółtkiem i piec 30 min. w temp. 160st.C. Mój zapach Świąt.

Tuesday, December 17, 2013

piernik bakaliowy



śnieg w Jerozolimie oznacza kataklizm. Kilka centymetrów śniegu to kastastrofa na miarę 40-sto stopniowego mrozu... Paraliż wszytkiego co możliwe. Zamknięte są szkoły niższe i wyższe i wszystkie publiczne przybytki. Nie działa transport publiczny. Jeśli już ktoś odpali samochód, to sunie nim z prędkością 20km na godzinę. Mieszkańcy zachęcani są do pozostania w domu. W telewizji na okrągło ujęcia "jak to sypie śnieg". Znajomi prześcigają się w mailach z co piękniejszym zdjeciem jednodniowej zimy. W Jerozolimie "zima" trwa najczęsciej dzień, a już na pewno nie dłużej niż 2-3 dni, i to raz na kilka lat. 

Takie dwa dni zimy polegają na tym, że jest około zera stopni i sypie mokry śnieg. Choć ten śnieg nad ranem może być całkiem puszysty, już około 9 rano przypomina tylko mokrą breję. "Nie wychodzić na ulice" tak brzmią ostrzegawcze komunikaty, "nie wsiadać do samochodów". W sklepach na dwa dni przed przewidywanymi opadami śniegu kolejki gigant: ludzie na wszelki wypadek wykupują wodę, świeczki i żywność. W akademikach ogłoszenia:
"Do wszystkich studentów: nadchodzi śnieg. Przerwy w dostawie prądu i wody możliwe. Prosimy: puść strumień ciepłej wody z kranu*, pozamykaj okna i opuść żaluzje. Prosimy przygotuj się odpowiednio. Wprzypadku jakichkolwiek problemów dzwoń! Do wiadomości: minimarket bedzie otwarty jak zawsze".

Przy tych pierwszych nieśmiało spadających płatkach śniegu Łukasz poszedł na basen, pięć minut spacerem. A tu pani w kasie oświadcza, że "basen zamknięty", Łukasz zdzwiony, a pani rozanielona na to: "przecież jest śnieg"; Łukaszowi opadły ręce i skwitował sytuację "no ale to jest przecież kryty basen!".

I w te "zimowe" jerozolimskie dni (może i wtedy, kiedy Łukasz probował dostać się na basen ;) piekłam szwajcarskie basler lackerli. Z czasem pomyślałam, by dodać do nich więcej bakalii i tak powstał mój piernik bakaliowy. By się rozgrzać przyprawami korzennymi, pomagało!


Przepis na piernik bakaliowy (radosna twórczość własna):

150g cukru
150g miodu
1 jajko
150g mąki
1 płaska łyżeczka przypraw korzennych
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 
25ml dobrego rumu
50g kandyzowanych skórek cytrynowych i pomarańczowych
150g bakalii
150g orzechów/migdałów

Cukier wymieszać z miodem, jajkiem, a następnie z mąka, proszkiem do pieczenia i przyprawami. Dodać posiekane bakalie oraz orzechy, skórki kandyzowane, rum. Ciasto wyłożyć na wyłożoną papierem do pieczenia blachę (tzw. dużą 24x36cm), wygładzić, posypać po wierzchu cukrem. Piec 20 minut w temp. 175st.C. Pociąć na kwadraty 5x5cm. Można dodatkowo polukrować. Piernikowe, bakaliowe.


PS. Powyższy przepis to również moje trochę spóźnione dwa grosze do Majankowego Festiwalu Pierniczków :-)


* nikt mi tego nie potrafi wytłumaczyć, a jeśli próbuje, to ja nie potrafię zrozumieć, jak przy temperaturze zero stopni (góra -1) może zamarznąć woda w rurach??

Monday, June 17, 2013

twargowe drożdżowe, z truskawkami



nigdy nie byłam miłośnikiem truskawkowych przetworów, ani tym bardziej truskawek w formie pieczonej. Swoje truskawkowe wspomnienia mogłabym opisać wielce trafnymi słowami Ptasi, które ujmę tak: "ktoś te brązowe cukrowe owoce zjeść musi". Zapamietałam z wczesnego dzieciństwa dwa smaki przetworów: konfiturę wiśniową i coś, co babcia śmiała nazywać dżemem truskawkowym - brązowe skarmelizowane owoce, smaku słodkiego, aromatu słodkiego, zapachu słodkiego.*

Potem nadeszła era dżemów z substancjami żelującymi. Ale truskawkowe nadal były tylko słodkie (i już w połowie lata traciły kolor). Aż do czasu gdy, Waldek zaczął zabierać na Kajaki wspaniały dżem truskawkowy swojej mamy. Przekonałam się, że dżemy truskawkowe mogą być dobre. I tak zaczęłam po latach usilnych próśb ze strony Łukasza robić truskawkowe dżemy (wspomniałam o tym tydzień temu w kruszonowym wpisie). Mówią: nigdy nie mów nigdy.

Bo tym roku na punkcie truskawek oszlałam. Dżem, dużo dżemu, kruszon, makaron z truskawkami, drożdżowe z truskawkami, truskawki z cukrem, solo, a parę lat temu zarzekałam się, ze truskawki tylko jadam z cukrem i śmietaną. Są jeszcze truskawki i biały ser w postaci twarogowych knedli z truskawkami - moja ulubiona czeska owocowo-knedlowa klasyka. W tym szaleństie pokusiłam się na twarogowe drożdżowe - cięższe, ale puszyste zarazem, pachnące truskawkami!


Przepis na twarogowe drożdżowe ciasto z truskawkami (inspirowane twarogowymi knedlami):

250g mąki
50ml mleka
15g drożdży
250 białego sera (z kostki i twarożek, pół na pół)
75g cukru
25g miekkiego masła 
1 zółtko
szczypta soli

owoce: 1/2 kg truskawek
kruszonka: 50g masła, 50g cukru, 75g mąki


Truskawki oczyścić z ogonków, pokroić na polówki (małych nie trzeba kroić). Z 50g mąki, mleka, drożdży i łyżki cukru zrobić zaczyn, pozostawić do wyrośnięcia, na 10-15 minut. Następnie nasypać do miski mąkę, dodac zaczyn, biały ser (zazwyczaj dodaję pół na pół rozkruszony twaróg z kostki i gładki twarożek), cukier, masło żółtko, sól. Wymieszać i wyrabiać 10 minut. Pozostawić do wyrosnięcia. Blachę 24x36cm wyłożyć papierem do pieczenia, rozciągnać na blasze ciasto, powtykać gęsto truskawki, pozostawic na 15 minut do wyrosniecia. Posypać kruszonką i piec 25 min. w temp. 175st.C. Oszałałam na punkcie serowego drożdżowego, z truskawkami :)


* robiła babcia Hela jeszcze galaretkę porzeczkową na ciepło, powidło śliwkowe, konfiturę z róży na zimno (którą notabene zaliczaliśmy bardziej do przypraw niż przetworów), ale prym wiodły właśnie truskawka i wiśnia.


Tuesday, June 04, 2013

szarlotka różana



na szczęście Anna niczego nie zauważyła, zwłaszcza, że zajęta
była pochłanianiem placka, a nawet wykrzyknęła z zachwytem:
- Pyszne!
Matce z radością zajaśniały oczy.
- A bo widzisz, moja droga, pod jabłka zawsze daję smażonej róży. 
I jabłka nie powinny być w jednym gatunku. Najlepsze są antonówki, 
ale dobrze jest dodać szarą renetę czy inne.
- Pyszne! - wyrzuciła znów Anna w zachwycie. I znów w oczach matki 
pojawił sie błysk radości.
s. 405, Widnokrag, Wiesław Myśliwski, Znak 2007.


To jakbym słyszala Panią Teresę, która mówi: Baśka, pod jabłka zawszę daję róży, spróbuj, moim zdaniem cynamon jest sztampowy, każdy go do szarlotki daje nie wiedząc jak szarlotka jest pyszna z konfiturą z płatków róży! Panią Teresę znam od kilkunastu lat, Panią doktor Ż., zapaloną kajakarkę, duszę i serce ZChT UJ... Gdy wspominam kogoś z Wydziału, to na myśl o pani Teresie uśmiecham się, w całym tym panoptikum uniwersyteckim jest niewątpliwie osobą zdecydowanie pozytywną! Przypomina mi trochę Babcię Rózię, może dlatego, ze ma okulary i jest szczupła i wysoka? Może dlatego, ze chwyta czasem za rękę gdy coś mowi, że jest bezpośrednia? Może dlatego, że ma słabość do konfitury z róży i dzięki Niej znam najlepsza szarlotkę swiata*, szarlotkę różaną!

Donosi Mama z Beskidu Niskiego: i ja zerwałam pierwszy kwiat róży... a oznaki są, to znaczy pączki, a jak będzie dalej, to teraz w głównej mierze zależy od pogody. To bylo pięć dni temu, od tamtego czasu w Środkowej Europie leje niemal bez przerwy, zbiory płatków róży na konfiturę różaną, konfiturę różaną pod jabłka do placka są zagrożone... Ale ja wyjmuję zeszłoroczne różane zapasy i piekę szarlotkę!


Przepis na szarlotkę różaną (inspirowana opowiesciami Pani Teresy):

ciasto:
400g maki
200g masla
100g cukru
1 jajko
1-2 lyzki smietany

nadzienie:
1kg kwasnych jablek
100g cukru
1 cytryna
3-4 lyzki konfitury rozanej


Nadzienie: Jablka obrac, posiekac w plasteki (spokojnie mozna uzyc szatkownicy czy mandoliny). Do jablek zetrzec skorke cytrynowa, dodac sok wycisniety z calej cytryny, 100g cukru, wymieszac, odstawic na czas przygotowywanie ciasta.

Ciasto: maslo posiekac z maka wymieszana z cukrem, na koncu wbic zimne jajko, dodac smietane i ciasto zagneisc w zgrabna kule. Ciasto podzielic na 2 kule mniej wiecej tej samej wielkosci. Jedna czescia ciasta wylozyc blache o srednicy 28cm, a druga kule schlodzic w zamrazalniku przez 10 minut. Na spodzie ciasta rozsmarowac 3-4 lyzki konfitury rozanej, wylozyc na roze jablka, na wierzch zetrzec na tarce o grubych oczkach schlodzona czesc ciasta. Wierzch ciasta posypac grubym cukrem. Piec na zloto, 30 minut w temp. 175st.C. Moja ulubiona szarlotka.


* owa szarlotka, pod nazwa jablecznik i z nieco innym ciastem juz sie u mnie pojawila tutaj (czasem dodaje do nadzienia 1/2 lyzeczki mielonego kardamonu). Szarlotke rozana pieke od lat, nudne to mogloby sie wydawac, ale uwazam ze najdoskonalsza to szarlotka  :)


.

Tuesday, May 07, 2013

ciasto kruche kruszonkowe, z suszonymi morelami




morele maja jedno zdecydowane skojarzenie w mojej glowie: wakacje, gdy tyle co zdalismy mature, wakacje w slowackiej miejscowosci Kaluža, nad brzegem jeziora Šírava. Czas komplentej beztroski i bezecenstwa, jak to mowi moja Rodzicielka, mowi, choc raczej nigdy nie slyszala co tez tam wyprawialismy ;)

A wyprawialismy! I pozostal w ustach smak swiezych moreli. Bo tam wlasnie, nad slonecznym brzegiem slowackiego Balatonu, miedzy innymi, poznalam smak swiezych moreli, duzych, slodkich, bardzo dojrzalych i prosto ze starego drzewa, kradzionych rzecz jasna (usprawiedliwiajac sie dodam, ze moreli  w sklepie nie bylo).

Kilka lat pozniej trafilam do austriackiej doliny Wachau i przepadlam bez reszty, na rzecz moreli rzecz jasna, morelowego likieru i morelowego schnaps'u, i morelowego dzemu, czy konfitury. A  znacznie pozniej na rzecz czeskich morelowych knedli. Z moich obserwacji wynika, ze w calych Austro-Wegrzech, z wyjatkiem Galicji, wielbi sie morele, w Austrii, Czechach, na Slowacji. Ale za to my w Malopolsce mamy wegierki!

Nim owoce zaczna sie na dobre, nim bedzie cieplo, nim Mami zrobi konfiture z platkow rozy, nim przygotuje truskawkowy kruszon, nim ugotuje zupe wisniowa i dzem borowkowo-malinowy, nim zrobie powidlo z wegierek, nim... Biore sloiczek zeszlorocznego powidla lub tez suszone morele i pieke moje ciasto pt. "gdy pomyslow brak" - ciasto kruszonkowe posypane obficie cukrem krysztalem.


Przepis na kruche kruszonkowe z suszonymi morelami (nadzienie z misich lapek, reszta radosna tworczosc wlasna):

ciasto:
400g maki
200g masla
100g cukru
2 jajka

nadzienie*:
400g suszonych moreli
1/2 szklanki bialego wina
1/2 szklanki wody
50ml brandy lub morelowego likieru
3 lyzki dzemu koloru pomaranczowego
LUB 
sloiczek wegierkowego powidla

do posypania: garstka grubego cukru krysztalu

Nadzienie: suszone morele drobno posiekac w paseczki, zalac woda i bialym winem, gotowac na srednim ogniu przez 10-15 minut, dodac brandy, dzem i gotowac dalsze 2 minuty, nadzienei ma byc geste, jak dobre powidlo. Ostudzic.

Ciasto: maslo posiekac z maka wymieszana z cukrem, na koncu wbic (zimne) jajka i ciasto zagneisc w zgrabna kule. Ciasto podzielic na 2 kule mniej wiecej tej samej wielkosci. Jedna czescia ciasta wylozyc blache o srednicy 28cm, a druga kule schlodzic w zamrazalniku przez 10 minut. Na spod ciasta wylozyc nadzienie, na wierzch zetrzec schlodzona czesc ciasta na tarce o grubych oczkach. Wierzch ciasta posypac grubym cukrem. Piec na zloto, 30 minut w temp. 175st.C.

* nadzienie w tym ciescie moze stanowic dowolne powidlo czy dobry dzem, jak rowniez swieze owoce.
.

Monday, April 08, 2013

drożdżowe, mocno bakaliowe




babka piekla na Wielkanoc babki, ktorych smak do tej pory w ustach czuje. Jakkolwiek nie wiem, czy rzeczywiscie byly najlepsze. Nie ma to jednak znaczenia. Czasem kupuje sobie na Wielkanoc babke raz w tej, raz w innej cukierni i porownuje, lecz jak dotad nie trafilem na taka, zeby miala ten sam smak. Nie mowiac, ze babki z cukierni po dwoch, trzech dniach wysychaja. Natomiast babki, ktore piekla moja babka, mogly miesiacami lezec, a gdy sie taka babke krajalo, noz maslem ociekal. Byly przy tym wyrosniete. Jadl pan kiedys taka babke? To nie jadl pan czegos najlepszego. (...)
Nie, nie jadla wielkanocnej babki. Prosila zebym jej opowiedzial. No, ale jak opowiedziec babke. Mozna opowiedziec ksztalt, ze karbowana, bo w takich kamionkach sie pieklo, u gory szersza, u dolu wezsza, tylko ze nic z tego nie wynika. Najwazniejszy jest smak, nie ksztalt. Ale jak opowiedziec smak?  Niech pan sam powie.
strona 394, Władysław Myśliwski, "Traktat o łuskaniu fasoli", wyd. Znak 2011


Odrywam spory kawalek surowego ulubionego drozdzowego ciasta na babke, wgniatam w nie grubo bakalii i pieke mazurek drozdzowy bakaliowy, mazurek babkowy, drozdzowe bakaliowe. Pieke ze slabosci do drozdzowego, na 7. urodziny Makagigi, na dalsze poszukiwanie smaku.


Przepis na drożdżowe mocno bakaliowe, wiosna zwane mazurkiem drożdżowym  (luzno inspirowane przepisem Cwierczakiwiczowej):

ciasto (jak na drozdzowa babke): 
250g maki
20g drozdzy
125ml mleka
50g masla
50g cukru z prawdziwa wanilia
2 zoltka 
skorka otarta z cytryny
szczypta soli

lacznie 500g ulubionych kandyzowanych skorek i bakalii (suszone morele, sliwki, porzeczki, zlote i czarne rodzynki, kandyzowana pigwa, orzechy)

gruby krysztal do ozdobienia wierzchu ciasta

Z drozdzy, lyzki mąki i lyzki mleka, szczypty cukru zrobic rozczyn (w ogrzanej miseczce) i czekac az drozdze podrosna. Z zoltek i cukru utrzec kogel-mogel i dodac do mąki wraz z rozczynem. Dodac zmiekczone maslo, skorke cytrynowa i letnie mleko, powoli zagniesc i wyrobic (10-15 minut). Do dobrze wyrobionego ciasta dodac skorki, bakalie i orzechy. Ciasto rozciagnac na blachach (z podanej porcji powstaja 2 mazurki, na 2 blachy 24x36cm), wygladzic. Wierzch ciasta pomalowalam odrobina roztrzepanego zoltka, posypalam grubym cukrem krysztalem. Pieklam na bardziej niz zloto w 175 stopniach (17 minut). Bakaliowo-drozdzowe naj.


PS. Mazurek pieklam z mazurkowymi babami: Alcia, Anitka, Majanka i Monika, lubie te dziewczyn wyzwania!

Monday, March 04, 2013

mazurek, z rodzynkami w rumie i czekoladą



przy ulicy Agripas miesci sie cukiernia, ktorej jedna sciana jest zarazem drzwiami, drzwi sa szeroko otwarte, choc tak naprawde nie sa to drzwi tylko metalowa pozioma roleta od sufitu po podloge. Czerwono-bialy, ledwie widoczny szyld. Za to przed cukiernia stoi lada, wewnatrz rowniez, na metalowych tacach leza rogaliki, buleczki, zawijance. W glebi na polkach kruche ciasteczka do herbaty, chałki i schowane w chlodni odswietne torty. Nie za duzy wybor, taki w sam raz.

Nasze oczy jednak zawsze zatrzymywaly sie na prostokatnej stalowej tacy (wielkosci 50x60cm mniej wiecej), tacy ktorej ciepla i slodka zawartosc sprzedawala sie w kilka minut. Nie bylo czwartkowej popoludniowej wizyty na jerozolimskim shuku, czyli targu Mahane Yehuda miedzy ulicamy Yaffo i Agrpias, bysmy nie weszli na koniec zakupow do cukierni Marzipan (hebr.  מרציפן). A w zasadzie nie trzeba bylo wchodzic, jedna czwarta cukierni "stoi" na ulicy.

O cukierni Marzipan kraza legendy, wsrod mieszkancow Jerozolimy, Izraela, wsrod turystow (wystarczy zadac pytanie wyszukiwarce i w mig natrafiamy na dziesiatki wspomnien i rekomendacji). Dokladniej rzecz ujmujac, legendy kraza o pewnych rogalikach, ktore w Marzipan wypieka sie i sprzedaje. Rugelach, rogelach, czekoladowe rogaliki z Marzipan (hebr. רוגלך שוקולד wym. rugelach shokolad). Zawsze prosto z pieca, lekko cieple, wspaniale, cala taca rozsprzedaje sie w nie wiecej niz 7 minut.

Nigdy nie zastanawialam sie tak naprawde, z jakiego ciasta sa to rogaliki i co dokladnie jest nadzieniem, bo bylo oczywiste, ze kupimy je w kolejny czwartek*. Ciasto jest ciezkie, tluste, nadzienie to ewidentnie kakao wymieszane z cukrem z odrobina tluszczu. Po latach sprobowalam odtworzyc wspomnienia, bez skutku, albo ciasto za bardzo rosnie, albo nadzienei za bardzo wyplywa... Czekam wiec na kolejna wyprawe na Bliski Wschod i zajadam czekoladowo-rodzynkowo-rumowy mazurek.

Poza nowym przepisem z uporem maniaka polecam moje ulubione mazurki:
koglowo-moglowy
bezowy z daktylami i orzechami
z czekolada i wedzonymi sliwkami 


Przepis na mazurek z rodzynkami w rumie i czekoladą (inspirowany przepisem na mazurek sliwkowy):

100g mąki
50g masla
25g cukru
1 zoltko lub jedna lyzka wody
szczypta soli

200g dobrej mleczne czekolady
75ml slodkiej smietanki
150g ciemnych rodzynek namoczonych w 50ml rumu
kandyzowane skorki cytrusowe do przybrania

Rodzynki zalac rumem i odstawic na minimum 24 godziny.
Make wymieszac z cukrem, dodac pokrojone w male kawalki chlodne maslo, posiekac dosc dokladnie, dodac lyzke wody i zagniesc ciasto, wylozyc nim spod formy 20x20cm, ponakluwac. Ciasto piec w temp. 175st.C, 15 minut. 
Rodzynki odsaczyc z rumu (przez kilkanascie minut, np. na sitku). Zagotowac smietanke, zalac nia polamana na kawalki czekolade, dokladnie wymieszac by czekolada sie rozpuscila. Na zimnym upieczonym spodzie rozsmarowac okolo 40% czekoladowej masy, na mase wysypac rodzynki, docisnac i polac pozostalam porcja roztopionej czekolady, czekolade rozsmarowac dokladnie po wierzchu rodzynek. Udekorowac kandyzowanymi skorkami cytrusowymi. Rodzynkowy, rumowy!


* dodam, ze w Izraelu, przynajmniej w miejscach ktore znam ja, jakosc produktow jest bardzo wysoka, w kazdym sklepie sa dobre-zolte jajka, smaczne wypieki w niemal kazdej cukierni, itd.

PS. Mazurek ow to moje mocno spoznione 2 grosze do Anitkowego czekoladowego weekendu :)

Wednesday, December 19, 2012

tort rumuński



dobrych,
cieplych,
z usmiechem,
B i L


choc zadna z nas nie ma w zylach ani kropli krwi Orłowskich, to od lat juz nastu na Swieta pieczemy tylko jeden jedyny tort, tort rumunski. Tort, ktory jest spuscizna rodu, ktorego opowiesci darzymy szczegolnym sentymentem. Tak naprawde to Mami piecze placki i kreci mase, a ja oblewam ponczem, przekladam i ozdabmiam tort.

Uciuś nie wyglada i nie zachowuje jak "Orłoscyk", jak to sie zwyklo u nich mowic. Mialam napisac, ze to on wykradl mi przepis z rodzinnych zapiskow, ale po prawdzie przepis wygrzebala mi Babcia Rozia, mowiac ze ona nie z Orlowskich i tortu tego nie piecze. Lecz piekla ow tort jej corka Miłka, za panny Orlowska. Eh, u nich kazdy mial przezwisko, albo przynajmniej zdrobnienie wcale nie przypominajace imienia. Szafowalo sie tymi zdrobnieniami do tego stopnia, ze zawsze budzilo kilkuminutowa dyskusje i konsternacje pytanie od jakiego imienia jest zdrobnieniem na przyklad imie Lunia? I zawsze opowiadalo sie niestworzone historie, albo zwylke historie opowiadalo tak, ze zapieraly dech w ustach. Niezapomniane. Mozna sie do tego bylo smiac do woli, zartowac, wyglupiac i naigrywac z, nie zawsze przeciez radosnej, rzeczywistosci.
Ciesze sie, ze teraz to po czesci i moja rodzina, bo nie dosc ze mam wysmienity tort na stole, to moge poczuc, jak w praktyce dziala nabieranie dystansu wobec rodziny, ktorej sie nie wybiera. Wszystko zalezy od nas i mozna sie smiac.

Tort rumuński to tort z orzechowo-miodowych plackow przelozonych kawowa masa, tort bogaty smakiem lecz wcale nie ciezki. Konia z rzedem temu, kto powie skad sie ow przepis wzial, jak mowi rodzinna opowiesc - od cioci Wladzi! A ona przepis miala ponoc od mamy swojej, Anielki, Anielki co sie wydala za Orlowskiego, do kitu, czyli to zadna Orlowskich spuscizna? Niewazne, tort rumuński jest najlepszym tortem swiata! 


Przepis na tort rumuński (od cioci Wladzi), na forme o serdnicy 28cm:

CIASTO:
250g maki
75g migdalow badz orzechow
120g cukru
120g miodu
1 jajko
1 zoltko
1/2 lyzeczki sody

MASA:
2 kostki masla*
5 jajek
1szkl cukru
3 lyzki kawy instant
kieliszek spiytusu (50ml)

PONCZ: 1/2 szkl mocnej kawy

Ciasto: jajka (moim zdaniem wystarczy 1 jako, zoltko zbedne) utrzec z cukrem, dodac miod, a nastepnie make wymieszna z soda i orzechami (pol orzechow zmielona grubo, pol bardzo drobno), zagniesc ciasto. Ciasto podzielic na 3 czesci, rozwalkowac badz wylozyc nim forme, piec na dobrze zloto. Pieczemy 15-20 min w 160st.C. Placki najlepiej odlozyc w chlodne i wilgotne miejsce na 1-2 dni by nieco nawilgly.
Masa: jajka z cukrem ubijac na parze, az zbieleja (dobre 10-15 minut), maja zgestniec, ale nie zagotowac. Dodac kawe i ubijac az sie rozpusci. Nastepnie mase wstawic do miski z b. zimna woda i nadal ubijac mase celem ochlodzenia. Gdy masa jest calkowicie zimna (temperatura pokojowa)  dodac spirytus i ubic. Teraz mase wcierac mikserem i porcjami w roztarte maslo .
Pierwszy z plackow ulozyc na paterze, "ponczowac" bardzo mocna kawa  i przelozyc 1/3 kremu kawowego. Polozyc nan drugi placek, polac kawa, przelozyc znow 1/3 masy. Na wierzch polozyc trzeci blat ciasta, polac ponczem z kawy, masa ozdobic boki i wierzch tortu.
Nasze swiateczne naj!




PS. Na zdjeciu tort pieczony z polowy porcji, na blasze o srednicy 20cm.
* 1 kostka masla = 250g.

Monday, November 12, 2012

ciasto semolinowe



przemierzajac jerozolimskie ulice trudno przejsc obojetnie obok ciasta semolinowego, ale mi sie udawalo. Nie kupilam go tam nigdy, bo zawsze natykalam sie na nie kilka minut po mojej kapitulacji na widok swiezej halvah, baklavah czy knafeh. I teraz chyba zaluje. Bliskowschodnie ciasto semolinowe juz z oddali jawi sie jak slodycz wcielona, delikatnie blyszczy sie syrop na wierzchu, a migdaly biela sie zachecajaco. Jest jak kazdy bliskowschodni deser - wydaje sie byc i nierzadko smakuje, jak ulepek, ale jest przy tym wsciekle dobry!

W zaulku ulicy HaBsamim stal sprzedawca (i jestem pewna, ze nadal stoi!) z ogrrrrromnym, metrowej srednicy aluminiowym talerzem. I to bylo widowisko! Bo na ulicy El Wad Hagai, w cukierni Ja'afar Sweets i jeszcze na David Road, polmiski czy talerze nie byly juz tak majestatyczne. A na wszystkich polmiskach - ciasto semolinowe. Jest przynajmniej kilka miesc w starej Jerozolimie gdzie mozna je spotkac - z wetknietym migdalem, zbite i lepki, ciasto pokrojone w kwadraty, rzadziej w romby. Ciasto, ktore na sam wyglad, nawet z dalszej odleglosci, jest slodkie, bardzo slodkie.

Sprobowalam semolinowego ciasta przynajmniej dwukrotnie, w jednej z naszych ulubionych wschodniojerozolimskich restauracji, "w namiocie" - czyli restauracji hotelu Ambasador zwanej Al Diwan. Na samym poczatku naszego dwuletniego pobytu w Jerozolimie juz drugiego dnia po przyjezdzie oraz kilka dni przed wyjazdem. Czyzby Wschodnia Jerozolima witala i zegnala wedrowcow ciastem semolinowym?

Ciasto semolinowe zwane: tishpishti, basbousa, harrisah, nammoura, revani, ze wszystkich nazw nie pomne. Chyba w kazdej ksiazce o palestynskiej czy zydowskiej kuchni ma przydomek "ciasto wielu nazw" :) Popularne przynajmniej od Egiptu przez Turcje po Italie. Ciasto jak sama nazwa glosi z semolina, czesto z dodatkiem mielonych migdalow czasem orzechow i kokosu. Popularne sa wersje cytrusowe, z sokiem w miejsce jogurtu. Po upieczeniu ciasto zalewa sie syropem, ktory mozna aromatyzowac woda pomaranczowa czy rozana. Obowiazkowo przybrane migdalami, rzadziej pinolami. Slodkie, choc jednak slowo "slodkie" jest tu niewystarczajace - bardzo, bardzo slodkie i bardzo, bardzo dobre. 

Przepis na bliskowschodnie ciasto semolinowe (proba odtworzenia wspomnien, na podstawie przepisu od rewelacyjnego BurekaBoy) na blache 20x30cm:  

1 szkl semoliny 
1/2 szkl mielonych migdalow  
1 plaska lyzeczka proszku do pieczenia 
100g masla
50g cukru 
3 jajka  
1/2 szkl jogurtu  
szczypta soli 
skorka otarta z cytryny lub pomaranczy  

do przybrania ciasta: pol garsci orzeszkow piniowych badz migdalow 
syrop: 1 i 1/2 szkl cukru, 1 szkl wody, 1 lyzka wodt pomaranczowej   

Na poczatku przygotowac syrop: cukier zalac woda i gotowac na srednim ogniu 5 minut, gaz wylaczyc i dodac wode pomaranczowa, syrop ostudzic. Maslo utrzec z cukrem i sola, wtrzec do masy jajka, potem jogurt i skorke otarta z cytryny. Semoline wymieszac z mielonymi migdalami i proszkiem do pieczenia i dodac do utartej wczesniej masy. Ciasto przelozyc do wylozonej papierem formy, piec 30 minut w temp. 160st.C. Upieczone, jeszcze gorace ciasto polac zimnym syropem. Slodkie i bardzo, bardzo dobre.

PS. Przepisem dolaczam do Orzechowego Tygodnia Anitki:  Alcia, sama Anitka, Monika i Madzia, dzieki paniom wielkie!



.