Monday, August 24, 2015

kruszonka, z trzcinowym cukrem



Aga: kruszonka musi być słodka.
Gosia: kruszkonki musi być dużo.
Łukasz: kruszonka wcale nie musi być z orzechami!
Basia: kruszonka jest świetna z trzcinowym cukrem.
Emil: nie mówi, szeroko po kruszonkę otwiera buzię.*

Kruszonka owocowa to moim zdaniem najłatwiejsze możliwe ciasto. W najprostszej formie to tylko cztery składniki: masło, cukier, mąka i owoce. Ciasto wystaczy luźno zagnieść, żadne tam wyrabianie, wałkowanie czy coś. Ciasto ideał na lato, choć gdy w kuchni temperatura przekracza 27st.C, jednak wybiaram same lody.

Crumble, fruit crumble czyli kruszonka owocowa to ciasto, deser o brytyjskich korzeniach. Brytyjska klasyka. Nazwę swą bierze od kawałków pokruszonego ciasta przykrywającego zapieczone owoce. Najpopularniejsza jest, bodaj, wersja z jabłkami. Do kruszonki można dodać orzechy, płatki owsiane, skórkę cytrynową czy przyprawy. Dla mnie kruszonka owocowa ma najwiekszy urok z jasnym trzcinowym cukrem. Najważniejsze byle kruszonki było niemało.



Przepis na  crumble czyli kruszonkę z trzcinowym cukrem (na podstawie przepisu Briana Turnera):

3/4-1kg swieżych owoców (polecam śliwki, wiśnie, morele)
125g masła
125g jasnego trzcinowego cukru**
200g mąki
50g mielonych orzechów (opcjonalnie)

Obrane i pokrojone owoce ułożyć na dnie naczynia do zapiekania. Miękkie masło utrzeć z cukrem. Porcjami dodawać mąkę, na końcu można dodać orzechy, zarobić. Owoce posypać grubo kruszonką. Piec 20-25 minut w temp. 175st.C. Podawać ciepłą, z sosem waniliowym, śmietanką lub lodami. Na pełnię lata - kruszonka, dużo kruszonki i trochę owoców!

* chociaż to nie jest zbyt dobra reklama, bo Emil szeroko otwiera buzię po wszystko ;-)
** drobny lepszy, np. light soft brown cane sugar brytyjskiej firmy Tate Lyle.

PS. Owocowe wypieki letnie przygotowywałam za namową i zgodnie z coroczną tradycją z Alcią, Atinką, Eweliną, Majanką i Moniką - dzięki wielkie dziewczyny :-)

Monday, August 17, 2015

grzanki z ogniska



niewiele mam wspomnień z dzieciństwa w których w głównej roli występuje mój Tata, ale te trzy, które mam, zarysowały się w mojej pamięci doskonale. Pierwsza z nich to  historia mocowania przez Tatę wiązań do nart, gdy to wiertarkę, której używał, ja niespełna trzyletnia, wsadziłam sobie niemal w oko. Co ciekawe, nikt z dorosłych tego zdarzenia nie pamięta. Druga to wizyta w sercu Beskidu Niskiego, którą kiedyś mam nadzieje opisać.

Trzecia zaś historia, którą dobrze pamiętają oboje rodzice, to ta, z której ja zapamiętałam zapach sosny i woń ogniska. Było to bodajże w mojej pierwszej klasie na feriach zimowych. Nie było co ze mną począć. Śnieg był po kolana, babcia mnie już pewnie miała dość, więc z Tatą pojachałam na "wycieczkę do lasu", czyli na budowę drogi leśnej w Zdyni. Śniegu naprawdę było dużo, wydawało mi się, że szliśmy przez las godzinami (w rzecziwstości pewnie z pół godziny), aż doszliśmy na miejsce robót.

A tam, akurat w czasie drugiego śniadania, siedziało wokół ogniska kilku mężczyzn. Wokół jakieś ścięte sosny czy inne drzewa iglaste a pośrodku otoczone conajmniej półmetrowym śniegiem duże ognisko. Nad ogniskiem coś piekli. Zainspirowany Tata wyciągnął nasze zapakowane w biały papier kanapki od Mamy. Kanapki były z serem żółtym, upiekł je nad ogniskiem. Chleb był chrupki a ser dobrze roztopiony. Jak w bajce.


Przepis na grzanki z ogniska (ze wspomnień):

kromki chleba
ulubiony ser (najlepiej ze 2-3 różne rodzaje, w tym ser salami)
masło
czerwona papryka w proszku
kminek
i rozpalone ognisko

Kromki chleba (lub bułki) posmarować masłem z jednej strony. Na kromkach od strony nie posmarowanej masłem układać nie za cienkie plasterki sera. Ser posypać czerwoną papryką w proszku lub/i kminkiem. Przyłożyć drugą kromką tak, by masło było na wierzchniej stronie. Opiekać nad ogniem. Ponieważ dość często grzanki wpadają do ogniska, można je przez kilka początkowych minut opiekać w folii aluminiowej, a gdy ser sie nadtopi i sklei kromki, dopiec grzankę na rumiano z obu stron nad ogniem. Wspomnienia.



PS. 1. Powyższy widok mieliśmy rok temu na dalekiej północy nad fińskim jeziorem w okolicy Tampere gdy to grzanki z ogniska (ze zdjęcia numer jeden) wsuwaliśmy.
PS. 2. Myślę, że to mogłyby być moje 3 grosze do akcji Woborczej: Letnia szkoła ojców.
.

Monday, July 20, 2015

zupa z wiśni, chłodnik z wiśni



po prawej stronie od bramy, zaraz za płotem, za zwykłym drewnianym płotem z pociemniałych sztachetów był sad. W sadzie tym: kilka śliw, kilka jabłoni (a wśród nich taka która wzbudzała szczególny dziecięcy zachwyt - na jednym pniu rodziła bowiem dwa gatunki jabłek), dwa orzechy (na jeden z nich się z radością wspinaliśmy), jedna wielka grusza i na samym końcu krzaczki porzeczek i agrestu. Zaś tuż za ogrodzeniem, na samym rogu rosła dorodna trzmielina.

Z kolei po lewej strony od bramy patrząc, czyli bliżej wejścia do domu, nad drewnianą ławeczką rosła papierówka, obok ławeczki chyba stał mały stolik, a nieco dalej była studnia z żurawiem. Nie pamiętałam za bardzo czy i gdzie rosła wiśnia, ale Babcia Cela rozwiała moje wątpliwości: "pewnie że była wiśnia, zaraz koło żurawia, wysoko była nie dało sie zerwać wiśni z ziemi, potrzebna była drabina".

A na ten obiad, chyba jedyny jaki doskonale pamiętam choć obiadów jadłam u Babci dziesiątki, była zupa z wiśni (wspominałam o niej przy okazji pamuły* z wędzonych śliwek). Było bardzo, bardzo gorąco, stół stał pod największym orzechem, tym po prawej stronie. Może był nakryty obrusem gdy na talerze Babcia nalewała chłodną zupę koloru różowego z bordowymi kuleczkami wiśni - zupę wiśniową - to jedyna słodka potrawa Babci Celki jaką pamiętam, jedyna i najlepsza. Wspomnienia


Przepis na zupę z wiśni, chłodnik z wiśni (z babcinej pamieci + moje 2 grosze):   

1/2 kg wiśni
1/2 szklanki slodkiej smietanki
woda lub mleko do rozcieńczenia (1/2 - 1 litr)
cukier do smaku (daje 1/2szkl)
ugotowany makaron (około 200g)

wersja Babci - na gorąco:
Wiśnie wydrylować i zalać w garze wodą, doprowadzić do wrzenia i na średnim ogniu gotować 2-3 minuty. Następnie zdąć z ognia, dolać śmietankę, posłodzić. Do zupy wrzucić uprzednio ugotowany drobny makaron. Podawać w upalne dni, na stole pod orzechem :-)

wersja Basi - na zimno:
Wiśnie wydrylować i zasypać w garnku cukrem, dokładnie wymieszać, odstawić na kilkanaście minut, w międzyczasie pare razy przemieszać (wiśnie powinny puścić sok, dużo soku). Następnie dolać śmietankę i rozcieńczyć mlekiem wedle uznania. Do zupy wrzucić uprzednio ugotowany drobny makaron. Podawać w bardzo upalne dni, najlepiej pod orzechem :-)


* "pamułą" Babcia Celka nazywa dowolną zupę owocową, czy to ze swieżych wiśni czy to z wędzonych śliwek.

Monday, July 06, 2015

wiśniówka



oprócz wielkiej drewnianej beczki z kiszoną kapustą, blisko setki słoików z dżemami (w tym z jedna trzecia dżemów smaku słodkiego i koloru brązowego, czyli babcinej konfitury z truskawek), kolejnej setki słoików z kompotami  z owoców wszelakich, zapamiętałam z przetworów babci Helki wielką butlę z nalewką. Butlę z nalewką wiśniową.

Jestem pewna, że ta około 10-cio litrowa butla stała na strychu, po prawej stronie od wejścia, zaraz obok pustych słoików. Jednak Mama twierdzi, że nikt by nalewki na strych nie wynosił. Jedno jest pewne - babcia wiśniówkę robiła, może nie co roku i może nie w dużych ilościach, ale wtedy gdy zapewne zostało wiśni z robienia kompotów :-)

Tak wielką butlę z wiśniówką wypatrzylam pare lat temu w chacie mojego ulubionego beskidzkiego ceramika. Przypomniałam sobie wtedy ową babciną butlę i zdałam sobie sprawę, że wiśniówka zatarła mi się nieco w pamięci, a przecież wiśniówka to nalewkowa klasyka, a ponadto była to zapewne pierwsza nalewka jaką na oczy widziałam. Tradycja, wspomnienia.


Przepis na wiśniówkę, czyli nalewkę na wiśniach (z wspomnień):

1kg dojrzałych wiśni
1/2 litra wódki
1/2 litra spirytusu
1/2 kg cukru

Wiśnie zalać wódką wymieszaną ze spirytusem, odstawić na 2 tygodnie. Potrząsnąć butlą/słojem raz na parę dni. Po owych dwóch tygodniach dosypać cukier. Nalewkę odstawić na kolejne kilka dni, co dzień potrząsać słojem/butlą. Gdy cukier się rozpuści (zazwyczaj po 3-4 dniach), zlać nalewkę znad owoców i odstawić na pół roku. Po tym czasie zlać znad osadu i próbować. Klasyka nalewkowa.


PS. Wiśnie można wydrylować, choć babcia tego nie robiła. Co prawda nie raz słyszałam w dzieciństwie o "cyjankach" w pestkach wiśni, jednakże jako chemik z tytułami twierdzę, że w trakcie paru tygodni z pestek wiśni do nalewki może przeniknąć znikoma ilość amigdaliny, która jest źródłem cyjanków, w nalewkach o wiele bardziej szkodliwy (ze względu na ewentualne duże dawki) jest sam alkohol ;-)

Wednesday, June 24, 2015

sos barbecue, z kawą

 


myślałam zawsze, że to taki zwykły sos, a gdy ostatni raz go zrobiłam, to siedem osób zjadło całą porcję w kilkanascie minut, a wsród nich nawet ci, którzy deklarowali, że sosu barbecue nie znoszą ;-)

Barbacue to z angielskiego rożen, czyli sposób pieczenia mięs nad ogniem lub metalowy pręt do tego celu służący. Kiedyś barbecue to rzeczywiście był prawdziwy ogień, dziś zastąpiony najczęściej gazem bądź węglem drzewnym. Tak samo domowy sos barbecue odszedł w zapomnienie, zastąpiły go butelkowe sosy, a to wielka szkoda.

Sos barbecue to wynalazek iście amerykański, to sos do mięs z rożna (również służący jako marynata), składający się w wersji najbardziej podstawowej z: przecieru pomidorowego, cukru, octu winnego i jakiejś ostrej przyprawy (chili, tabasco lub czarny pieprz). Oczywiście wersji sosu barbecue są miliony, co stan to inny sos. Moje ulubione dodatki to kawa, wędzona papryczka chipotle i kropla alkoholu (np. cydru czy whiskey). Łatwo stworzyć swój smak tego sosu, warto zaryzykować!


Przepis na sos barbecue (inspirowany przed laty artykułem Kręgliciej i ostatnio Willow):

1/2 kg passaty pomidorowej
1 duża cebula
2 łyzki oliwy
1 łyżka aceto balsamico
1/4 szklanki octu winnego
1/4 szklanki cydru (lub 2 łyżki whiskey)
100g trzcinowego cukru (lub odrobina syropu klonowego)
1/4 łyżeczki sosu tabasco (7 kropel, lub max. 1/4 papryczki chipotle)
1 filiżanka espresso (może być 1 łyżka zbożowej kawy istant)
łyżeczka kawy mielonej
szczypta soli

Cebulę obrać i pokroić jak najdrobniej, a następnie usmażyć na lekko złoto na oliwie.  Dodać passate, zagotować. Do sosu dodać cukier, balsamico, tabasco, wymieszać, gotować na małym ogniu 3-5 minut, na końcu dodać kawę, wymieszać. Można dodać 1/2 łyzeczki kawy mielonej. Marynować w kilku łyżkach sosu plastry karkówki czy żeberka, upiec na grilu, a następnie z sosem podawać. Pychota.

PS. Ze specjalną dedykacją dla Agi :-)

Thursday, June 11, 2015

marjarahka, czyli twarożek z truskawkami



że zacytuję siebie sprzed roku: Finlandia to raj dla miłośników borówek*, brusznic, malin, moroszki, jerzyn, poziomek. W Finlandii wszelkie owocowe dary lasu darzy się szczególną estymą. Owoce lasu, wszelakie jagody i dodatkowo truskawki! Sezon owocowy zaczyna się również w Finlandii od truskawek.

Upały nie są jakimś wyjątkowo częstym zjawiskiem w Finlandii, ale akurat nasza pierwsza wizyta w Helsinkach pięć lat temu przypadła na falę upałów, dodatkowo był to pierwszy dzień lata. Chłodziliśmy się wtedy cydrem z lodem, nie mając pojęcia, że Finlandia zna doskonały a zarazem chyba najprostszy z owocowych deserów swiata (no może prostsze są tylko truskawki z cukrem:).

Marjarahka (fi. marja = jagoda**, rahka = twaróg) to fiński deser, jak nazwa głosi z twarożku i dowolnego rodzaju jagód (np. borówki czarne, borówki brusznice, porzeczki, truskawki - dla mnie truskawka i borówka przodują), oczywiście z dodatkiem cukru, cukru waniliowego i często słodkiej śmietanki. Deser lekki, owocowy i świeży. Jestem miłośnikiem prostych przepisów, ale ten mnie samą zaskoczył tym, jak świetny może być banalny przepis! Na upały doskonały!


Przepis na z twrożek z jagodami czyli marjarahka (za "Tasty trip to Finland") 4 porcje:

500g mielonego twarogu
1/2 szklanki słodkiej śmietanki (można dodać więcej)
100g cukru 
łyżka cukru z prawdziwą wanilią
250g jagód - np. truskawek, borówek, malin

Twaróg utrzeć z 50g cukru, cukrem z wanilią, a następnie ze słodką śmietanką. Truskawki (lub inne "jagody") obrać i zmiksować z 50g cukru (niektóre owoce można zostawić w całości). Do kubeczków czy miseczek nałożyć twarożek, a następnie mus owocowy, delikatnie przemieszać. Dobrze schłodzić, parę godzin w lodówce, lub do godziny w zamrażalniku. Twarogowy to deser, fiński.


 *  borówki (bot. czarna borówka, Vaccinium myrtillus) zwane są poza Małopolską jagodami ;-)
** jagoda odnosi sie tutaj do określenia botanicznego (ang. berry)

PS. zdjęcie powyższe oczywiście na materiale marimekko :-)

Monday, June 01, 2015

ciasteczka owsiane



1 czerwca. Dzień Dziecka. Nie pamiętam dokładnie, jak go świętowaliśmy, Mama chyba nam kupowała słodycze, a na pewno składała nam życzenia, zresztą życzenia na Dzień Dziecka składa nam po dziś dzień. Doskonale za to pamiętam, że w moim domu rodzinnym "Dzień Dziecka" mówiło się na dzień, kiedy nie musieliśmy się kąpać. Zdarzało się to pewnie nie częściej niż raz na rok, w każdym razie było to coś wyjątkowego, coś co można zrobić tylko od świeta.

Dziś rano, wracając z pracy, kupiłam pierwsze czeskie truskawki, pierwsze czeskie młode ziemniaki, wiejskie masło. A przed południem wybraliśmy się po prawdziwy grecki jogurt. Zapakowałam Emilka w lniano-dżinsową chustę i udaliśmy się razem na pierwszą w jego życiu wspólną przejażdżkę tramwajem. Tyle ludzi, ile się do nas dzisiaj uśmiechnęło, to chyba się do mnie nie uśmiechnęło przez całe moje dotychczasowe, ponad siedmioletnie, życie w Pradze!

A teraz gdy Emil smacznie śpi, zjemy truskawki z cukrem, jogurtem i śmietaną, a do tego pokruszymy sobie owsiane ciasteczko. 
Emilek z okazji Dnia Dziecka sie jednak kąpał. Jak co dzień, bo kąpiel to dla niego wielka radość. Lecz oprócz przejażdżki tramwajem dostał odrobinę masła do młodych ziemniaków i dużą szczyptę cukru do truskawek, a co tam, Dzień Dziecka jest raz w roku!
 
 
Przepis na ciasteczka owsiane (na podstawie vanishing oatmeal raisin cookies), 24 ciastka:

125g masła
200g trzcinowego cukru*  
1 jajko
100g mąki
1/2 łyżeczki sody
łyżeczka cukru z wanilią
duża szczypta soli
150g płatków owsianych
1/2 szklanki ciemnych rodzynek
1/2 szklanki orzechów włoskich

opcjonalnie: skórka cytrynowa czy czarny pieprz 

Masło utrzeć z cukrem, dodać jajko i znów dokładnie utrzeć. A resztę dopisze jutro ;-)
Szybko się je robi, ale też szybko znikają. 


PS. Ciasteczka dedykuję Viri, obiecałam jej kilka lat temu, że upiekę z jej inspiracji batoniki owsiane ;-)

* mój ulubiony w tych ciasteczkach, zreszta w ogóle jeden z ulubionych cukrów, to tzw. light soft brown cane sugar brytyjskiej firmy Tate Lyle.

Wednesday, May 20, 2015

mleczne cukierki



nie pamiętam kiedy Zoe pojechała pierwszy raz do Radocyny, ale Wołowiec odwiedziła już podczas swojej pierwszej wizyty w Polsce, gdy miała 8 miesięcy, i tyle co zaczynała raczkować.

Później na pewno wzięliśmy Zojcię do Radocyny i na Długie gdy miała trzy lata. Jechaliśmy przez Lipną i poszliśmy razem sprawdzić, czy jeszcze owocują tam stare trześnie. Zoe oczywiście szła sama, w jednej ręce trzymała ulubionego białego misia, a w drugiej "picion". Potem pojechaliśmy nad potok, nad Wisłokę rzucać "kameni", jak to mówiła wtedy Zoe*.

W późniejszych latach rzucanie kamieni do Wisłoki stało się tradycją, jeździmy tam co roku. Była też z nami Zoe (w zamaszystej czerwonej spódnicy i kaloszach) na rodzinnej wyprawie po borówki na Mereszkę. Natomiast rok temu Zoe wśród uczestników wycieczki sprzedawała w Radocynie mleczne cukierki, które wcześniej razem zrobiłyśmy. Sprzedawała je za źdźbła trawy, listki koniczyny i łodygi chwastów. W ten sposób "przehandlowała" kilkanaście cukierków. Liście koniczyny uchwyciłam na zdjęciu, na pamiątkę.

Przepis na mleczne cukierki wygrzebałam kiedyś poszukując przepisu na coś słodkiego z mlekiem w proszku. Przypadkowo znalazłam przepis na pastillas - filipińskie cukierki z mleka skondensowanego i mleka w proszku. Zoe pomagała mi kiedyś jako trzylatka przy wsypywaniu porzeczek na nalewkę do wielkiej butli. Pomyślałam wtedy, że może jednak powinnyśmy zrobić coś bardziej dla dzieci, czyli cukierki! Oczywiście, że niezdrowe i z cukrem, ale od czego się ma ciocię Basię?


Przepis na mleczne cukierki
(~ na podstawie cukierków pastillas), 40 cukierków:

250g mleka słodzonego skondensowanego 
125g mleka w proszku
orzechy (50g, opcjonalnie)

do obtoczenia cukierków: 50g cukru 

Do mleka skondensowanego wsypywałam stopniowo (2-3 porcje) mleko w proszku, wymieszałam dokładnie, dobrą minutę (ewentualnie dodać posiekane orzechy). Potem odrywałam kawałki masy wielkości małego włoskiego orzecha i formowałam podłużne cukierki. Następnie wraz z Zoe cukierki otaczałyśmy w cukrze krysztale i pakowałyśmy w biały papier. Zabrałyśmy do Radocyny, sprzedały się wszystkie!


* moje ulubione Zojci słowa z tamtego okresu to "skapetki" i "mófki" (czyli mrówki:).

PS. Łukasz prosił mnie żebym dopisała, że cukierki te smakują "niespodziewnie", dodaję więc od siebie: fakt, krówki to to nie są!
.

Monday, May 11, 2015

baklava

 


co prawda sieć uliczek jerozolimskiego Starego Miasta tworzy jeden wielki targ, jasnych rozgraniczeń brak, ale przynajmniej jedna granica tam istnieje: na tragu dla turystów trzeba się targować, a na targu dla mieszkańców można się targować tylko w wyjątkowych przypadkach. Na targu dla turystów można się dać naciągnąć na kiepskiej jakości produkty, na targu dla mieszkańców produkty są przeważnie doskonałej jakości. Warto się na targ dla lokalsów zapuścić.

Na targu dla mieszkańców, idąc uliczką w prawo od Bramy Damasceńskiej, około 200 metrów, znaleźć można chyba najlepszą jerozolimska cukiernię - Ja'far Sweets. Rozpoznamy ją bez problemu - w oknie cukierni świeci dość tandetny różowo-niebieski neon (tandetny, jak na Bliski Wschód przystało). Słodkości za szybą pozwalają jednak machnąć ręką na ten kicz. Przy oknie piętrzy sie baklava, a nieco dalej olbrzymi talerz z knafeh. Do Ja'far Sweets trafiliśmy już pierwszego dnia pobytu w Jerozolimie, nie bez powodu pozostała to nasza ulubiona cukiernia w Yersuhalaim, zaglądaliśmy tam niemal co tydzień!
Baklava, bakława to dobrze słodki smakołyk, który stanowi ciasto filo i orzechy zanurzone w cukrowym lub miodowym syropie. Baklava popularna jest na calym Bliskim Wschodzie. Ponoć pochodzi z Persji lub Turcji. Bodaj najbardziej rozpowszechniona wersja baklavy to warstwy ciasta filo przekładane orzechami (pistacje, migdały, włoskie). W Palestynie i Izraelu popularna jest również baklava w kształcie koszyczków, kieszonek, cygar. Nie słyszałam o nikim, kto piekłby w Jerozolimie bakławę w domu, bakława jest zarezerwowana dla profesjonalnych cukierników i cukierni. Każde miasto ma choć jedno miejsce gdzie nabyć można doskonałej jakości bakławę.
Jak pisze Gil Marks w "Encyclopedia of Jewish Food", baklava nie jest codzienną a nawet cotygodniowym pożywieniem, generalnie jest zarezerwowana na specjalne okazje. Dodałabym od siebie, ze baklavy nie piecze się codzień, co tydzień ani nawet co rok, ale moim zdaniem warto upiec baklavę choć raz w życiu!


Przepis na baklavę, baklawę
(luźno na postawie przepisu z "Taste of Israel: A Mediterranean Feast"):

500g ciasta filo
500g orzechów włoskich lub pistacji
50g cukru
250g masła
13 strączków kardamonu

syrop:
500g cukru (lub nawet ciut więcej)
1 szklanka wody
sok z 1 cytryny
2-3 łyżki wody różanej

Syrop: wymieszać w garnku składniki syropu, doprowadzić do wrzenia i następnie gotować na średnim ogniu do uzyskania 1/2 litra płynu (dobre kilka minut).

Blachę 30x40cm posmarować roztopionym masłem. Położyć na blasze płat ciasta i posmarować roztopionym masłem, następnie układać kolejne płaty ciasta, każdy smarując masłem. W ten sposób ulożyć połowę płatów na blasze, posypać je grubo zmielonymi orzechami wymieszanymi z cukrem i mielonym kadamonem. Na warstwie orzechów znów układac płata ciasta filo, każdy posmarowanć masłem. Ostatni płat ciasta rownież posmarować masłem. Za pomocą ostrego noża naciąć ciasto w ksztalt rombów (na przykład jak na zdjęciu). Piec w temp. 175st, 30 min, a następnie w 200st.C przez kolejne 15 minut. Gorące ciasto polać zimnym syropem. Odczekać, aż ciasto wchłonie syrop i całkowicie ostygnie. Ulepek, ale wart zachodu!
.

Friday, May 01, 2015

paluszki z kminkiem



"kupił za nie Goga-Goga
fig, orzechów, ciastek z kminkiem,
potem sklepik założyli
który zwał się: "Pod Murzynkiem"."
strona 22, Kornel Makuszyński “Awantury i wybryki małej małpki Fiki-Miki"."

Że moim ulubionym bohaterem z dzieciństwa jest Małpka Fiki-Miki, o której do kołyski czytała mi Mama, wie chyba większość czytelników tego bloga. To Małpce Fiki-Miki blog ten zawdzięcza swoją nazwę. Co tu dużo mówić, gdyby nie moja Mama, pewnie bloga tego by nie było. Chciałabym napisać w tym miejscu coś mądrego, ale ostatnio jakoś trudno mi zebrać myśli.

Dokładnie 1 kwietnia rok temu, gdy pisałam wpis na ósme urodzniny Makagigi, dowiedziałam się, że rok 2014 będzie dla mnie inny od poprzednich. I potem w grudniu przyszedł na świat Emil, wyglądał jak mały skrzat, już w dniu narodzin był ciekawski, od razu wiedzieliśmy, że idealnie trafiliśmy z imieniem :-) Zapewne z tej ciekawości chętnie się mi przygląda* gdy robię coś w kuchni, a ja już nie mogę się doczekać, aż upieczemy lub ugotujemy coś razem!

Z okazji 9. urodzin makagigi chciałabym życzyć sobie, by kiedyś kulinarne wspomnienia Emilka były choć w połowie tak dobre, jak moje wspomnienia wypieków mojej Mamy.


Przepis na słone paluszki z kminkiem (z zeszytu mojej Mamy):

1kg mąki 
garść soli (czyli jakieś 4 lyżeczki) 
40 dag masła**
1 szkl mleka 
4 dag drożdży 
3 zółtka 
1 jajko 
(1 białko do posmarowania paluszków)

Masło posiekać z mąką wymieszaną z solą, dodać rozczyn z drożdży, mleka i kilku łyżek mąki, następnie wbic jajko i żółtka po czym wszystko razem zagnieść. Rozwałkować na grubość około 7mm, następnie kroić w paski (szerokości 2cm, długosci około 10cm). Paluszki posmarować białkiem i posypać obficie kminkiem. Piec na złoto-rumiano w temperaturze 180st.C (około 10 minut). Słone i z kminkiem.

* Emilek akurat pieczenie paluszków z kminkiem przespał, ale za to dostał na spróbowanie dwa okruszki
** w oryginalnym przepisie stoi 40 dag smalcu.
.