Tuesday, May 14, 2013

fińskie śniadania



nie zdziwilo mnie, ze na stole akademickiego mieszkania TUT, czyli Technicznego Uniwersytetu w Tamepere nie ma slynnego wazonu Savoy Alvara Aalto*, a jedynie olbrzymie plastikowe kwiaty i firanki niestety udajace marimekko, to w koncu przecietne mieszkanie na przecietnym blokowisku, choc co prawda wsrod sosen, brzoz i skał. Zaskoczylo mnie jednak bardzo, ze w bialej minimalistycznej kuchni do zludzenia przypominajacej ta z biura samego Aalto (z cienkimi drwenianymi listewkami jako detalem wykonczeniowym bialych szafek), brakuje zwyczajnej drewnianej deski do krojenia (chocby sera). Nie dawalo mi spokoju, ze w wyposazonej kuchni nie ma drewnianej deski  i to w kraju w ktorym lasy stanowia 75% powierzchi (kolejne 10% to jeziora), kraju ktory jest najwiekszym producentem drewna w Euorpie i jednym z kilku wiodacych na swiecie.

Po kilkunastu godzinach jedna z pustych kuchennych szuflad wzbudzila moja podejrzliwosc, ale pomyslalam "nie, to przeciez nie jest mozliwe by dno szuflady bylo zarazem drewniana deska do krojenia!". Pare dni pozniej zalilam sie znajomemu, ze obok tych wszystkich talerzykow firmy aarabia**, szklanek iittala i nozyczek fiskars nie ma zwyklej deski - Tomek zrobil wielkie oczy i powiedzial "niemozliwe, w waszym mieszkaniu MUSI byc drewniania deska do krojenia, przeciez tutaj deską do krojenia jest zawsze dno pierwszej z gory szuflady!". Czego to ci Finowie nie wymysla ;-)

Jesli istnieje cos takiego, jak tradycyjne finskie sniadanie, to wedle wiekszosci pytanych (jak i dostepnych zrodel pisanych) bedzie to owsianka na mleku, zazwyczaj z dodatkiem borowek czy innych owocow lesnych, zdarzy sie na sniadanie zupa z jagod, czasem chleb z maslem, serem czy wedlina. No i obowiazkowo kawa z ekspresu przelewowego z mlekiem.


W miejsce przepisu: moje ulubione finskie sniadania:

- kawalek podgrzanego sera leipäjuusto.
- odrobina dzemu z borowek (choc na zdjeciu dzem z maliny moroszki).
- kawalek chleba, np. ciemnego ruisleipä, chleby sa tu naprawde dobre.


Objasnienia:
Leipäjuusto (doslownie ser chlebowy) to poltwardy ser podpuszczkowy, krotko przypalony (ponoc najczesciej z uzyciem plomnienia czy goracej plyty), stad na jego powierzchni ciemnobrazowe kropki; wyjatkowa finska specjalnosc. Ser w smaku chyba najblizszy bundzowi, chrzesci w zebach, slodkawy, delikatny. Idealny zarowno na zimno i na cieplo, bez niego nie opuszczam Finlandii :-)

Malina moroszka (fin. lakka) to ewidentnie krolowa finskich dzikich owocow i jagod. Pita najczesciej w formie likieru, zjadana najczesciej w postaci dzemow, galaretek, bardzo czesto jako dodatek do sera leipäjuusto, choc osobiscie wybiore dzem z zwyklej czarnej borowki. 

Ruisleipä (doslownie: zytni chleb) to bodaj najpopularniejszy finski chleb. Zytni-pelnoziarnisty, ciemny, na zakwasie, o charakterystycznym ksztalcie plaskiego okraglego placka z dziurka posrodku. Chleb codzienny, niemal obowiazkowy do obiadowych kanapek (np. z marynowana ryba jak chocby graavilohi, AgaB bardzo dziekuje za rady;).


* wazon Savoy projektu Aalto mimo, ze liczy sobie przeszlo 70 lat, zachowal swiezosc formy. Ponadto nie jest to w Finlandii bynajmniej przedmiot, ktory zobaczyc mozna jedynie w muzeum (choc w muzeach tez;), wazony Aalto, notabene produkowane przez firme iittala, mozna zobaczyc w kazdym wiekszym niz osiedlowym supermarkecie, jest przedmiotem dosc popularnym, o ile nawet nie pozadanym, jako wyposazenie przecietnego gospodarstwa domowego.

** arabia, iittala, fiskars, marimekko to znane, popularne i powazane, finskie firmy produkujace odpowiednio: porcelane, szklo, nozyczki/noze, materialy tekstylne. Wiele z produkowanych przez nie wzorow siega czasow powojennych, w duzej mierze nie zmienily jednak od tamtego okresu formy i sa nadal na "poczytnym" miejscu w kazdej białej finskiej kuchni.

Tuesday, May 07, 2013

ciasto kruche kruszonkowe, z suszonymi morelami




morele maja jedno zdecydowane skojarzenie w mojej glowie: wakacje, gdy tyle co zdalismy mature, wakacje w slowackiej miejscowosci Kaluža, nad brzegem jeziora Šírava. Czas komplentej beztroski i bezecenstwa, jak to mowi moja Rodzicielka, mowi, choc raczej nigdy nie slyszala co tez tam wyprawialismy ;)

A wyprawialismy! I pozostal w ustach smak swiezych moreli. Bo tam wlasnie, nad slonecznym brzegiem slowackiego Balatonu, miedzy innymi, poznalam smak swiezych moreli, duzych, slodkich, bardzo dojrzalych i prosto ze starego drzewa, kradzionych rzecz jasna (usprawiedliwiajac sie dodam, ze moreli  w sklepie nie bylo).

Kilka lat pozniej trafilam do austriackiej doliny Wachau i przepadlam bez reszty, na rzecz moreli rzecz jasna, morelowego likieru i morelowego schnaps'u, i morelowego dzemu, czy konfitury. A  znacznie pozniej na rzecz czeskich morelowych knedli. Z moich obserwacji wynika, ze w calych Austro-Wegrzech, z wyjatkiem Galicji, wielbi sie morele, w Austrii, Czechach, na Slowacji. Ale za to my w Malopolsce mamy wegierki!

Nim owoce zaczna sie na dobre, nim bedzie cieplo, nim Mami zrobi konfiture z platkow rozy, nim przygotuje truskawkowy kruszon, nim ugotuje zupe wisniowa i dzem borowkowo-malinowy, nim zrobie powidlo z wegierek, nim... Biore sloiczek zeszlorocznego powidla lub tez suszone morele i pieke moje ciasto pt. "gdy pomyslow brak" - ciasto kruszonkowe posypane obficie cukrem krysztalem.


Przepis na kruche kruszonkowe z suszonymi morelami (nadzienie z misich lapek, reszta radosna tworczosc wlasna):

ciasto:
400g maki
200g masla
100g cukru
2 jajka

nadzienie*:
400g suszonych moreli
1/2 szklanki bialego wina
1/2 szklanki wody
50ml brandy lub morelowego likieru
3 lyzki dzemu koloru pomaranczowego
LUB 
sloiczek wegierkowego powidla

do posypania: garstka grubego cukru krysztalu

Nadzienie: suszone morele drobno posiekac w paseczki, zalac woda i bialym winem, gotowac na srednim ogniu przez 10-15 minut, dodac brandy, dzem i gotowac dalsze 2 minuty, nadzienei ma byc geste, jak dobre powidlo. Ostudzic.

Ciasto: maslo posiekac z maka wymieszana z cukrem, na koncu wbic (zimne) jajka i ciasto zagneisc w zgrabna kule. Ciasto podzielic na 2 kule mniej wiecej tej samej wielkosci. Jedna czescia ciasta wylozyc blache o srednicy 28cm, a druga kule schlodzic w zamrazalniku przez 10 minut. Na spod ciasta wylozyc nadzienie, na wierzch zetrzec schlodzona czesc ciasta na tarce o grubych oczkach. Wierzch ciasta posypac grubym cukrem. Piec na zloto, 30 minut w temp. 175st.C.

* nadzienie w tym ciescie moze stanowic dowolne powidlo czy dobry dzem, jak rowniez swieze owoce.
.

Tuesday, April 30, 2013

mandelbrot, czyli suchary bakaliowe




spacer po pieknym przypomninajacym park kampusie Givat Ram wydawal sie trwac kilkadziesiat minut. W kilkudziesieciostopniowym upale, ktory nie ustaje przynajmniej od konca kwietnia do pazdziernika zdawalo sie, ze kampus ma ze 3 kilometry dlugosci. Gdy dzisiaj mierze ten dystans na mapie, to okazuje sie, ze nie jest to wiele wiecej niz kilometr. Temperatura i wspomnienia widac czynia swoje.

A z tej polowy kampusu, gdzie spedzalismy caly dzien, czesto chodzilam 200 metrow na polnoc pod biblioteke, by usiasc na swojej ulubionej lawce z bialego kamienia, laweczce otoczonej przez drzewka laurowe i cedr w oddali, laweczce skad mozna bylo zobaczyc dudka i kolorowe papugi. Rzadziej, tak naprawde z raz na cwierc roku, chodzilam jakies 600 metrow na poludnie, w strone sklepiku zwanego przez nas mako. W tamtym niewielkim sklepie kupowalam litr mleka (bo ktos zawsze kradl z lodowki w labie;) i cieniutkie mandelbrot almondina, ktore zapamietalam jako naszpikowane bakaliami.

Tydzien temu z ust wydarlo mi sie stwierdzenie: Finladnia przypomina mi... Izrael. Dokola skaly, drzewa tylko iglaste, trawy nie ma wcale (tyle, ze wymrozona sniegiem, a nie wypalona sloncem), budynki minimalistyczne... 3 minuty od mieszkania mamy schron na glebokosci 30m pod ziemia, a w schronie tym na glebokosci 30 metrow podkreslam, jest basen! No i jezyk tak samo zrozumialy ;-) Nie wiedzialam 3 lata temu, cytujac piosenke Finladnia, ktora wyraza nasza tesknote za Jerozolima*, ze Izrael i Finlandia moga miec ze soba cos wspolnego. Wszystko sie ze soba łączy. Zabralam mandelbrot. 

Mandelbrot znaczy w jidysz tyle co migdalowy chleb. Mandelbrot to zydowskie ciasteczka dwa razy pieczone, dzisiaj ponoc czesciej zwane biscotti czy cantucci, bo tak naprawde niewiele sie roznia. Wedlug historykow mandelbrot przywedrowal z Italii przez Niemcy do Srodkowej Europy, a potem do Izraela. Bakaliowe mandelbrot mozna kupic na jerozolimskim shuku, czekoladowe mandelbrot pietrza sie w jerozolimskich cukierniach. Cieniutkie mandelbrot sa jedna z doskonalszych wersji sucharow, wsrod mych znajomych i bliskich czesto bija i cantucci, i suchary drozdzowe Neli. W roli "ciastek na droge" spelniaja sie doskonale.


Przepis na mandelbrot
czyli suchary bakaliowe (na wzor mandelbrot almondina):

200g maki
200g trzcinowego cukru
2 duze jajka
1 szklanka migdalow i orzechow
1 szklanka mieszanych rodzynek
szczypta soli 
skorka otarta z cytryny

Jajka utrzec z cukrem, wymieszac dokladnie z maka. Do masy wsypac bakalie i orzechy, i dokladnie wymieszac. Keksowa foremke 10x30cm wylozyc papierem do piecznia, przeniesc don ciastowa mase (masa powinna sie troche lepic), wygladzic wierzch i piec w temp. 180stC przez 20 minut. Suchar wyjac z piekarnika, ostudzic i pokroic na bardzo cienkie plasterki (1/2cm), ciasteczka rozlozyc na blasze i suszyc 20 minut w temp. 150st.C. Zabrac do plecaka na droge.

* Agata, Ewa, Michal mrugam do Was ;-)
.

Monday, April 22, 2013

paciarka




to bylo wczesne lato na granicy Beskidu Niskiego i Pogorza, kilkanascie lat temu. Poszlismy z Andrzejem i Lukaszem do lasu, pod Bucze, po kawalek jodlowego drzewa dla mnie, kawalek drzewa na pewien przedmiot kuchenny. Niusia bowiem nie mogla zrozmiec, jak moge nie miec prawdziwej mątewki z kawalka mlodej jodly. I Andrzej nie mial wyjscia, musial mi zrobic mątewkę.

Owa jodlowa mątewkę mam po dzis dzien. Sentymentalny to przedmiot, kawalek drewienka z beskidziego lasu, kawalek drewna, na ktorym widac odrobine pracy ludzkich rąk. Moglabym uzywac jej czasem zamiast trzepaczki, by roztrzepac cos napredce, ale w mojej kuchni mątewka jest przyrzadem kuchennym jednej tylko potrawy, potrawy o bardzo wdziecznej nazwie - paciarka. 

Paciarka to galicyjska zupa sniadaniowa*, zupa mleczna z maki przennej z pelnego przemialu, maki pszennej z otrebami, maki mielonej najlepiej w domowych żarnach. To lat temu dziesiat, gdy w niejednym niskobeskidzkim domu mozna bylo znalezc żarna do mielenia zboza. Paciarka przypomina nieco kasze manne na mleku, ale smak ma o wiele bogatszy, otrebowy, grahamowy. Paciarke przygotowywalo sie dla dzieci i dla doroslych, na pozywne sniadanie. Znana jest wersja gestsza, o konsystencji kaszy i wersja bardzo rzadka, taka ktora dzieci moga pic z butelki. Paciarke mozna jesc tylko osolona, dodatkowo posypana cukrem krysztalem, lub z odrobina slodkiej smietany wlanej na srodek talerza. Moze proste, ale za to nasze, mysle ze warto ocalic od zapomniania.


Przepis na paciarkę
czyli pelnoziarnista kaszke na mleku (od Niusi):

1l mleka
10 lyzek maki graham (100g)
szczypta soli
cukier do smaku (opcjonalnie)
100ml mleka wymieszac dokladnie w garnuszku z maka, roztrzepac dokladnie, pozbyc sie wszelkich grudek. Pozostale 900ml mleka zagotowac, posolic. Na gotujace sie mleko wlac make wymieszana z mlekiem, mieszac energicznie mątewką, powoli zagotowac. Od zagotowanie gotowac paciarke przez 2-3 minuty na bardzo malym ogniu. Przelac na talerze, mozna poslodzic lub polac lyzka slodkiej smietanki. Przypomina dziecinstwo...

* o galicyjskich zupach sniadaniowych wspominalam przy okazji drobionki.

Monday, April 15, 2013

česnečka, czyli zupa czosnkowa


 


pod koniec lat dziewiedziesiatych, kilka lat z rzedu, bylismy milosnikami Miedzynarodowego Festiwalu Filmow Krotkometrazowych i Dokumentalnych w Krakowie (dzis zwanego Krakowskim Festiwalem Filmowym, KKF), szczegolnie pokazy filmow nagrodzonych byly wspanialym widowiskiem. Wydawalo sie nam wtedy wysoce niesprawiedliwym, ze festiwal ow mial miejsce zawsze na przelomie maja i czerwca, tuz przed sama sesja, okropne!

Kilka lat temu spedzilam jedna noc na prawdziwej amerykanskiej wsi. Nie byl to co prawda domek na prerii, a jedynie dwustuletni dom pod Lafayette (IN) w ktorym mieszka Dor, a i tak dom ten zrobil na mnie wieksze wrazenie, niz nowojorskie wiezowce. Wieczor minal mi na lezeniu w hamaku pod czarnym orzechem (Juglans nigra), wpatrywaniu sie w najblizszych kilka domow, jakies 300 metrow dalej, za tonia jeziora. A potem kieliszek ciezkiego czerwonego wina, futro 10-cio kilogramowego kota i dokument pt. Garlic is as good as ten mothers. Doskonaly film, ktorego mysla przewodnia jest stwierdzenie, iz czosnek jest przyprawa przypraw!, film ktorego nie da sie zapomniec, szczegolnie gdy sie mysli o zupie czosnkowej.

Česnečka (aka oukrop) to jedna z bardziej znanych w Czechach zup, mam wrazenie ze plasuje sie dosc wysoko w rankingu popularnosci, zaraz obok zupy gulaszowej. Zupa czosnkowa to dosc prosta potrawa - czosnek gotowany na wodzie, z lyzka tluszczu, zawsze z grzankami, czasem dodatkowo z ziemnikami. Zupa, ktora moze byc pyszna, choc dlugo takiej nie znalam - az do minionego tygodnia, kiedy to jadlam wspaniala u Agi w Lodzi, a potem "u Kotiku" w Pradze. Nie moglam sie wiec powstrzymac i wreszcie, na przednowku, ugotowalam česnečku sama. Czosnkowa to polewka :-) 


Przepis na česnečku, czyli czeską zupę czosnkową (inspirowane przepisem Sandtnerové, Agi i u Kotiku):

4 duze ząbki czosnku
1 plaska lyzeczka soli
1 i 1/2 litra wody
1/4 lyzeczki majeranku
1/4 lyzeczki kminku
1/2kg obranych ziemniakow*
2 lyzki oleju rzepakowego tloczonego na zimno**
posiekana natka pietruszki 
pieprz swiezo mielony

grzanki: 6 kromek zytniego chleba, 3 lzyki oliwy

Czosnek obrac, posiekac i utrzec z sola na gladka paste. Ziemniaki pokroic w drobna kostke, zalac woda w garnku, dodac utarty czosnek, majeranek, kminek, olej, natke pietruszki. Gotowac az ziemniaki zmiekna (~30 minut). W miedzyczasie chleb pokroic w kosteczke i usmazyc na oliwie lekko brazowe grzanki. Na talerz nalozyc grzanki, zalac wrzaca zupa i jesc ostroznie, by sie nei poparzyc!


*  ziemniaki mozna pominac, a usmazyc wiecej grzanek.
** w oryginalny przepis Sandtenerové "woła" o gęsi bądź wieprzowy smalec.



.

Monday, April 08, 2013

drożdżowe, mocno bakaliowe




babka piekla na Wielkanoc babki, ktorych smak do tej pory w ustach czuje. Jakkolwiek nie wiem, czy rzeczywiscie byly najlepsze. Nie ma to jednak znaczenia. Czasem kupuje sobie na Wielkanoc babke raz w tej, raz w innej cukierni i porownuje, lecz jak dotad nie trafilem na taka, zeby miala ten sam smak. Nie mowiac, ze babki z cukierni po dwoch, trzech dniach wysychaja. Natomiast babki, ktore piekla moja babka, mogly miesiacami lezec, a gdy sie taka babke krajalo, noz maslem ociekal. Byly przy tym wyrosniete. Jadl pan kiedys taka babke? To nie jadl pan czegos najlepszego. (...)
Nie, nie jadla wielkanocnej babki. Prosila zebym jej opowiedzial. No, ale jak opowiedziec babke. Mozna opowiedziec ksztalt, ze karbowana, bo w takich kamionkach sie pieklo, u gory szersza, u dolu wezsza, tylko ze nic z tego nie wynika. Najwazniejszy jest smak, nie ksztalt. Ale jak opowiedziec smak?  Niech pan sam powie.
strona 394, Władysław Myśliwski, "Traktat o łuskaniu fasoli", wyd. Znak 2011


Odrywam spory kawalek surowego ulubionego drozdzowego ciasta na babke, wgniatam w nie grubo bakalii i pieke mazurek drozdzowy bakaliowy, mazurek babkowy, drozdzowe bakaliowe. Pieke ze slabosci do drozdzowego, na 7. urodziny Makagigi, na dalsze poszukiwanie smaku.


Przepis na drożdżowe mocno bakaliowe, wiosna zwane mazurkiem drożdżowym  (luzno inspirowane przepisem Cwierczakiwiczowej):

ciasto (jak na drozdzowa babke): 
250g maki
20g drozdzy
125ml mleka
50g masla
50g cukru z prawdziwa wanilia
2 zoltka 
skorka otarta z cytryny
szczypta soli

lacznie 500g ulubionych kandyzowanych skorek i bakalii (suszone morele, sliwki, porzeczki, zlote i czarne rodzynki, kandyzowana pigwa, orzechy)

gruby krysztal do ozdobienia wierzchu ciasta

Z drozdzy, lyzki mąki i lyzki mleka, szczypty cukru zrobic rozczyn (w ogrzanej miseczce) i czekac az drozdze podrosna. Z zoltek i cukru utrzec kogel-mogel i dodac do mąki wraz z rozczynem. Dodac zmiekczone maslo, skorke cytrynowa i letnie mleko, powoli zagniesc i wyrobic (10-15 minut). Do dobrze wyrobionego ciasta dodac skorki, bakalie i orzechy. Ciasto rozciagnac na blachach (z podanej porcji powstaja 2 mazurki, na 2 blachy 24x36cm), wygladzic. Wierzch ciasta pomalowalam odrobina roztrzepanego zoltka, posypalam grubym cukrem krysztalem. Pieklam na bardziej niz zloto w 175 stopniach (17 minut). Bakaliowo-drozdzowe naj.


PS. Mazurek pieklam z mazurkowymi babami: Alcia, Anitka, Majanka i Monika, lubie te dziewczyn wyzwania!

Sunday, March 24, 2013

z pokrzywami, nádivka



wiekszosc moich czaskich znajomych nádivku prostě musí! Przeciez bez nádivky nejsou Velikonoce! Mowiac po naszemu: bez dobrejej nádivky nie ma Swiat Wielkiej Nocy. Niekoniecznie musi sie pojawic na stole jajko, malo gdzie chrzan, nikt nie je na Wielkanoc w Czechach zuru ani wedzonej kielbasy, ale piecze sie drozdzowy mazanec, a w reku wielu znajdzie sie w Wielkanocny poniedzialek pomlázka.

Velikonoční nádivka, w doslownym tlumaczeniu "wielkanocne nadzienie", to bodajze najslynniejsza czeska nieslona potrawa wielkanocna (znana tez pod nazwami hlavička badz sekanice). Potrawa ciekawa, bo sklada sie z tego, co zazwyczaj stanowi nadzienie miesnej rolady czy drobiu (a zarazem baze na luksusowy karlovarský knedlík), choc sa i wersje miesne, przypominajace nieco klops. Baza nádivky jest czerstwe biale pieczywo, mleko, jajka, mlode zielone liscie, ziola i w wiekszosci przypadkow siekne mieso czy boczek. Nádivku piecze sie na Bilou Sobotu, a zazwyczaj konsumuje w Niedziele Wielkanocna. Po wiecej ciekawostek zapraszam do Moniki :)

Nádivka musi byc z zielonym. Zielonym, ktory o tej porze jest symbolem wiosny. Nowe liscie, swieze mlode pedy. Dzikie ziola, wiosenne zielone lodyzki. W nádivce w szczegolnosci nie moze zabraknac pokrzyw, dawniej tez lisci bluszczyku kurdybanka, dzikiego szczawiu, rzezuchy, czy lisci mniszka lekarskiego. Wiosenne zielone mlode liscie w ludowej czeskiej tradycji jadlo sie "na zdrowie". Tak wiec na zdraví!


Przepis na pokrzywową nádivku (zaslyszne od Evy i wyczytane w Apetit):

7 czerstwych kajzerek (czerstwych - w polskim tego slowa znaczeniu)
250ml mleka
50ml smietany
5 jajek
50g masla
200g zielonych mlodych lisci**: pokrzywa, szczaw, rzezucha, mniszek lekarski, kurdybanek
sol, pieprz swiezo mielony

maslo i bulka tarta do formy

Kajzerki (w czeskich warunkach beda to oczywiscie rohlíky) pokroic na centymetrowa kostke, wrzucic do duzej misy i zalac mlekiem wymieszanym ze smietana, wymieszac delikatnie by bulka sie nie rozpadla. Jajka utrzec z maslem, dodac do zalanej mlekiem bulki. Pokrzywy i inne zielone liscie oplukac, osuszyc, grubo posiekac a nastepnie dodac do bulczanej masy. Posolic, popieprzyc. Mase przelozyc do keksowej formy (10x25x10cm). Piec 45 minut w 175st.C. Po upieczeniu studzic w formie okolo 15-20min, delikatnie wyjac by nie opadla. Podawac na cieplo i na zimno, idealna na piknik, choc w tym roku na pikniki na swiezym powietrzu to nam chyba przyjdzie troche poczekac :-)

* okolo 4 szklanek. W przypadku braku pokrzyw i mlodych ziol szpinak, szczypiorek i roszponka calkiem niezle daja rade.
PS. Zdjecie nádivky robilam rok temu poczatkiem kwietnia na pikniku w Krasie, teraz w Krasie jeszcze lezy snieg... dlatego calkowiecie uzasadnione jest zdanie z ksiazki "Česká strava lidová" Marie Úlehlové Tilschové: Také se do ní (nádivky) pridávly mladé koprivy nebo openec, pokud rostly. Dzisiej rzeczywiscie na wiekszosci ziemi Czeskiej zalega pokrywa sniezna, nikomi sie nie snia mlode pokrzywy, a znajomi mowia ze im sie wydaje ze idzie Boze Narodzenie :)

Wednesday, March 13, 2013

pascha, z wiśniami




mam slabosc do paschy,
moim zdaniem pascha jest
najdoskonalsza forma sernika!

13 musi byc szczesliwa.
13 jest dla mnie szczesliwa,
urodzilam sie w koncu trzynastego.
Dzien po tym gdy moja Mama
piekla dla siebie sernik na imieniny.
Urodzilam sie na imieniny mojej Mamie.
A moje zycie zaczelo sie z sernikiem :-)

Mamus, wszystkiego dobrego i dziekuje. 


Przepis na pasche z kandyzowanymi wiśniami (pomysl Mamy na polaczenie sernika-paschy i wisni):

1/2kg tlustego białego sera
2 żółtka 
2 jaja 
200ml smietany kremówki 
125g miękkiego masła 
125g cukru
ziarenka z 1/2 laski wanilii
125g kandyzowanych wisni
25g kandyzowanej skorki cytrynowej/pomaranczowej

Zmielony bialy ser, żółtka, jaja, masło, smietane i cukier ucierać w garnku na małym ogniu. Podgrzewać kilka minut (do 80st.C), aż zacznie delikatnie bąblować, nalezy przy tym uwazac by masy NIE zagotować. Goraca mase zdjąć z ognia i schłodzić wstawiając garnek do pojemnika zimna woda. Mieszać, aż całkowicie ostygnie. Nastepnie do masy dodac ziarenka wanilii, kandyzowana skorka cytrynowa/pomaranczowa i kandyzowane wisnie. Mozna dodac lyzke rumu. Sredniej wielkosci sitko wyłożyć ściereczką lub gaza, postawic na postawic na glebokiej misce. Mase wylozyc na gaze, przykryc koncami gazy, obciążyć i zostawić na noc w lodowce do odciśnięcia.
Podaje porcjami odciskane gaza kuleczki*. Moj sernikowy ideal.

* i nie pozwalam sobie w tym pomoc, Pola bardzo przepraszam!
Pasche robilysmy u mnie w zeszla Wielkanoc z Ewelina, mile to byly chwile!

Monday, March 04, 2013

mazurek, z rodzynkami w rumie i czekoladą



przy ulicy Agripas miesci sie cukiernia, ktorej jedna sciana jest zarazem drzwiami, drzwi sa szeroko otwarte, choc tak naprawde nie sa to drzwi tylko metalowa pozioma roleta od sufitu po podloge. Czerwono-bialy, ledwie widoczny szyld. Za to przed cukiernia stoi lada, wewnatrz rowniez, na metalowych tacach leza rogaliki, buleczki, zawijance. W glebi na polkach kruche ciasteczka do herbaty, chałki i schowane w chlodni odswietne torty. Nie za duzy wybor, taki w sam raz.

Nasze oczy jednak zawsze zatrzymywaly sie na prostokatnej stalowej tacy (wielkosci 50x60cm mniej wiecej), tacy ktorej ciepla i slodka zawartosc sprzedawala sie w kilka minut. Nie bylo czwartkowej popoludniowej wizyty na jerozolimskim shuku, czyli targu Mahane Yehuda miedzy ulicamy Yaffo i Agrpias, bysmy nie weszli na koniec zakupow do cukierni Marzipan (hebr.  מרציפן). A w zasadzie nie trzeba bylo wchodzic, jedna czwarta cukierni "stoi" na ulicy.

O cukierni Marzipan kraza legendy, wsrod mieszkancow Jerozolimy, Izraela, wsrod turystow (wystarczy zadac pytanie wyszukiwarce i w mig natrafiamy na dziesiatki wspomnien i rekomendacji). Dokladniej rzecz ujmujac, legendy kraza o pewnych rogalikach, ktore w Marzipan wypieka sie i sprzedaje. Rugelach, rogelach, czekoladowe rogaliki z Marzipan (hebr. רוגלך שוקולד wym. rugelach shokolad). Zawsze prosto z pieca, lekko cieple, wspaniale, cala taca rozsprzedaje sie w nie wiecej niz 7 minut.

Nigdy nie zastanawialam sie tak naprawde, z jakiego ciasta sa to rogaliki i co dokladnie jest nadzieniem, bo bylo oczywiste, ze kupimy je w kolejny czwartek*. Ciasto jest ciezkie, tluste, nadzienie to ewidentnie kakao wymieszane z cukrem z odrobina tluszczu. Po latach sprobowalam odtworzyc wspomnienia, bez skutku, albo ciasto za bardzo rosnie, albo nadzienei za bardzo wyplywa... Czekam wiec na kolejna wyprawe na Bliski Wschod i zajadam czekoladowo-rodzynkowo-rumowy mazurek.

Poza nowym przepisem z uporem maniaka polecam moje ulubione mazurki:
koglowo-moglowy
bezowy z daktylami i orzechami
z czekolada i wedzonymi sliwkami 


Przepis na mazurek z rodzynkami w rumie i czekoladą (inspirowany przepisem na mazurek sliwkowy):

100g mąki
50g masla
25g cukru
1 zoltko lub jedna lyzka wody
szczypta soli

200g dobrej mleczne czekolady
75ml slodkiej smietanki
150g ciemnych rodzynek namoczonych w 50ml rumu
kandyzowane skorki cytrusowe do przybrania

Rodzynki zalac rumem i odstawic na minimum 24 godziny.
Make wymieszac z cukrem, dodac pokrojone w male kawalki chlodne maslo, posiekac dosc dokladnie, dodac lyzke wody i zagniesc ciasto, wylozyc nim spod formy 20x20cm, ponakluwac. Ciasto piec w temp. 175st.C, 15 minut. 
Rodzynki odsaczyc z rumu (przez kilkanascie minut, np. na sitku). Zagotowac smietanke, zalac nia polamana na kawalki czekolade, dokladnie wymieszac by czekolada sie rozpuscila. Na zimnym upieczonym spodzie rozsmarowac okolo 40% czekoladowej masy, na mase wysypac rodzynki, docisnac i polac pozostalam porcja roztopionej czekolady, czekolade rozsmarowac dokladnie po wierzchu rodzynek. Udekorowac kandyzowanymi skorkami cytrusowymi. Rodzynkowy, rumowy!


* dodam, ze w Izraelu, przynajmniej w miejscach ktore znam ja, jakosc produktow jest bardzo wysoka, w kazdym sklepie sa dobre-zolte jajka, smaczne wypieki w niemal kazdej cukierni, itd.

PS. Mazurek ow to moje mocno spoznione 2 grosze do Anitkowego czekoladowego weekendu :)

Wednesday, February 20, 2013

cytrynowy, ryż na mleku



mam przed oczami obraz Dziadka Czeska za drewnianym stolem, stolem na podlodze z czerwonych cegiel, a zaraz obok wielka kaflowa kuchnia z piecem chlebowym, piecem w ktorym Babcia Cela piekla chleby jak kola od wozu, kuchnią na ktorej piekla placki na sodzie. A na stole stoi bialy talerz i lezy lyzka koloru stalowego. Dziadek zaczyna dzien od zupy mlecznej, przynajmniej tak Go zapamietalam.

Mowilo sie jedziemy nad Wisle, a oznaczalo to, ze jedziemy do Dziadka Czeska i Babci Celki, ktorzy w rzeczy samej nad Wisla mieszkali. Tam stal w lecie stol pod rozlozystym orzechem, tam lazilismy bezkarnie po jabloniach w ogrodzie, tam na podworku w upalne dni stala balia, w ktorej grzalo sie kilka wiader wody na wieczorna kąpiel, tam oswajalismy kocieta chowajace sie w stodole, tam spedzalam najpiekniejsze chwile dziecinstwa.

Nie poznalam niektorych Dziadka sekretow, nie zapamietalam dziadka aparatury do bimbru, nie wiem nawet czy ją na oczy widzialam, zal mi tej tradycji, troche  zaluje, ze bylam wtedy dzieckiem... Choc dzisiaj czasem mam potrzebe poczuc sie jak dziecko, zanurzyc sie w beztrosce, wtedy zamykam oczy, mysle jak to bylo nad Wisłą, zamykam oczy, widze Dzidkow na laweczce przy plocie, pod jablonia papierowka, obok zuraw i studnia, zamykam oczy...


Przepis na ryz na mleku z cytrynowa nuta
(zainspirowany przed laty hiszpanskim arroze con leche):

1l mleka
1 szklanka wody
1/2 szklanki slodkiej smietanki
1 szklanka ryzu krotkoziarnistego
skorka otarta z 1-2 cytryn
100g cukru
szczypta soli
laska wanilii (opcjonalnie)
21 ziarenek czarnego pieprzu (opcjonalnie)

Ryz przeplukuje zimna woda, odcedzam i zalewam szklanka wody i szklanka mleka, delikatnie sole, zagotowuje. Do zagotowanego ryzu dolewam pozostale 3 szklanki mleka, dodaje skorke otarta z cytryn, wanilie i cale ziarenka czarnego pieprzu, gotuje na srednim ogniu okolo 20 minut. Nastepnie dodaje smietanke, slodze. Gotuje dalsze mniej wiecej 5 miunut. Wcinam na cieplo lub na bardzo zimno (chlodze w malych pojemniczkach w lodowce). Moje mleczne sniadaniowe naj.


PS. Z tych cytryn, z ktorych scieram skorke, ktore takie łyse i smutne leza na blacie kuchennym, robie wysmienity cytrynowo-waniliowo-pieprzowy syrop Ani - polecam szczegolnie tym, ktorzy kochaja skorke cytrynowa (czesem daje wiecej soku niz Ania - proporcje: sok z 3-4 cytryn, szklanka cukru, 1/2 cytryny ze skorka,  13 ziarenek pieprzu, 1/2 laski wanilii).