Wednesday, June 24, 2015

sos barbecue, z kawą

 


myślałam zawsze, że to taki zwykły sos, a gdy ostatni raz go zrobiłam, to siedem osób zjadło całą porcję w kilkanascie minut, a wsród nich nawet ci, którzy deklarowali, że sosu barbecue nie znoszą ;-)

Barbacue to z angielskiego rożen, czyli sposób pieczenia mięs nad ogniem lub metalowy pręt do tego celu służący. Kiedyś barbecue to rzeczywiście był prawdziwy ogień, dziś zastąpiony najczęściej gazem bądź węglem drzewnym. Tak samo domowy sos barbecue odszedł w zapomnienie, zastąpiły go butelkowe sosy, a to wielka szkoda.

Sos barbecue to wynalazek iście amerykański, to sos do mięs z rożna (również służący jako marynata), składający się w wersji najbardziej podstawowej z: przecieru pomidorowego, cukru, octu winnego i jakiejś ostrej przyprawy (chili, tabasco lub czarny pieprz). Oczywiście wersji sosu barbecue są miliony, co stan to inny sos. Moje ulubione dodatki to kawa, wędzona papryczka chipotle i kropla alkoholu (np. cydru czy whiskey). Łatwo stworzyć swój smak tego sosu, warto zaryzykować!


Przepis na sos barbecue (inspirowany przed laty artykułem Kręgliciej i ostatnio Willow):

1/2 kg passaty pomidorowej
1 duża cebula
2 łyzki oliwy
1 łyżka aceto balsamico
1/4 szklanki octu winnego
1/4 szklanki cydru (lub 2 łyżki whiskey)
100g trzcinowego cukru (lub odrobina syropu klonowego)
1/4 łyżeczki sosu tabasco (7 kropel, lub max. 1/4 papryczki chipotle)
1 filiżanka espresso (może być 1 łyżka zbożowej kawy istant)
łyżeczka kawy mielonej
szczypta soli

Cebulę obrać i pokroić jak najdrobniej, a następnie usmażyć na lekko złoto na oliwie.  Dodać passate, zagotować. Do sosu dodać cukier, balsamico, tabasco, wymieszać, gotować na małym ogniu 3-5 minut, na końcu dodać kawę, wymieszać. Można dodać 1/2 łyzeczki kawy mielonej. Marynować w kilku łyżkach sosu plastry karkówki czy żeberka, upiec na grilu, a następnie z sosem podawać. Pychota.

PS. Ze specjalną dedykacją dla Agi :-)

Thursday, June 11, 2015

marjarahka, czyli twarożek z truskawkami



że zacytuję siebie sprzed roku: Finlandia to raj dla miłośników borówek*, brusznic, malin, moroszki, jerzyn, poziomek. W Finlandii wszelkie owocowe dary lasu darzy się szczególną estymą. Owoce lasu, wszelakie jagody i dodatkowo truskawki! Sezon owocowy zaczyna się również w Finlandii od truskawek.

Upały nie są jakimś wyjątkowo częstym zjawiskiem w Finlandii, ale akurat nasza pierwsza wizyta w Helsinkach pięć lat temu przypadła na falę upałów, dodatkowo był to pierwszy dzień lata. Chłodziliśmy się wtedy cydrem z lodem, nie mając pojęcia, że Finlandia zna doskonały a zarazem chyba najprostszy z owocowych deserów swiata (no może prostsze są tylko truskawki z cukrem:).

Marjarahka (fi. marja = jagoda**, rahka = twaróg) to fiński deser, jak nazwa głosi z twarożku i dowolnego rodzaju jagód (np. borówki czarne, borówki brusznice, porzeczki, truskawki - dla mnie truskawka i borówka przodują), oczywiście z dodatkiem cukru, cukru waniliowego i często słodkiej śmietanki. Deser lekki, owocowy i świeży. Jestem miłośnikiem prostych przepisów, ale ten mnie samą zaskoczył tym, jak świetny może być banalny przepis! Na upały doskonały!


Przepis na z twrożek z jagodami czyli marjarahka (za "Tasty trip to Finland") 4 porcje:

500g mielonego twarogu
1/2 szklanki słodkiej śmietanki (można dodać więcej)
100g cukru 
łyżka cukru z prawdziwą wanilią
250g jagód - np. truskawek, borówek, malin

Twaróg utrzeć z 50g cukru, cukrem z wanilią, a następnie ze słodką śmietanką. Truskawki (lub inne "jagody") obrać i zmiksować z 50g cukru (niektóre owoce można zostawić w całości). Do kubeczków czy miseczek nałożyć twarożek, a następnie mus owocowy, delikatnie przemieszać. Dobrze schłodzić, parę godzin w lodówce, lub do godziny w zamrażalniku. Twarogowy to deser, fiński.


 *  borówki (bot. czarna borówka, Vaccinium myrtillus) zwane są poza Małopolską jagodami ;-)
** jagoda odnosi sie tutaj do określenia botanicznego (ang. berry)

PS. zdjęcie powyższe oczywiście na materiale marimekko :-)

Monday, June 01, 2015

ciasteczka owsiane



1 czerwca. Dzień Dziecka. Nie pamiętam dokładnie, jak go świętowaliśmy, Mama chyba nam kupowała słodycze, a na pewno składała nam życzenia, zresztą życzenia na Dzień Dziecka składa nam po dziś dzień. Doskonale za to pamiętam, że w moim domu rodzinnym "Dzień Dziecka" mówiło się na dzień, kiedy nie musieliśmy się kąpać. Zdarzało się to pewnie nie częściej niż raz na rok, w każdym razie było to coś wyjątkowego, coś co można zrobić tylko od świeta.

Dziś rano, wracając z pracy, kupiłam pierwsze czeskie truskawki, pierwsze czeskie młode ziemniaki, wiejskie masło. A przed południem wybraliśmy się po prawdziwy grecki jogurt. Zapakowałam Emilka w lniano-dżinsową chustę i udaliśmy się razem na pierwszą w jego życiu wspólną przejażdżkę tramwajem. Tyle ludzi, ile się do nas dzisiaj uśmiechnęło, to chyba się do mnie nie uśmiechnęło przez całe moje dotychczasowe, ponad siedmioletnie, życie w Pradze!

A teraz gdy Emil smacznie śpi, zjemy truskawki z cukrem, jogurtem i śmietaną, a do tego pokruszymy sobie owsiane ciasteczko. 
Emilek z okazji Dnia Dziecka sie jednak kąpał. Jak co dzień, bo kąpiel to dla niego wielka radość. Lecz oprócz przejażdżki tramwajem dostał odrobinę masła do młodych ziemniaków i dużą szczyptę cukru do truskawek, a co tam, Dzień Dziecka jest raz w roku!
 
 
Przepis na ciasteczka owsiane (na podstawie vanishing oatmeal raisin cookies), 24 ciastka:

125g masła
200g trzcinowego cukru*  
1 jajko
100g mąki
1/2 łyżeczki sody
łyżeczka cukru z wanilią
duża szczypta soli
150g płatków owsianych
1/2 szklanki ciemnych rodzynek
1/2 szklanki orzechów włoskich

opcjonalnie: skórka cytrynowa czy czarny pieprz 

Masło utrzeć z cukrem, dodać jajko i znów dokładnie utrzeć. A resztę dopisze jutro ;-)
Szybko się je robi, ale też szybko znikają. 


PS. Ciasteczka dedykuję Viri, obiecałam jej kilka lat temu, że upiekę z jej inspiracji batoniki owsiane ;-)

* mój ulubiony w tych ciasteczkach, zreszta w ogóle jeden z ulubionych cukrów, to tzw. light soft brown cane sugar brytyjskiej firmy Tate Lyle.

Wednesday, May 20, 2015

mleczne cukierki



nie pamiętam kiedy Zoe pojechała pierwszy raz do Radocyny, ale Wołowiec odwiedziła już podczas swojej pierwszej wizyty w Polsce, gdy miała 8 miesięcy, i tyle co zaczynała raczkować.

Później na pewno wzięliśmy Zojcię do Radocyny i na Długie gdy miała trzy lata. Jechaliśmy przez Lipną i poszliśmy razem sprawdzić, czy jeszcze owocują tam stare trześnie. Zoe oczywiście szła sama, w jednej ręce trzymała ulubionego białego misia, a w drugiej "picion". Potem pojechaliśmy nad potok, nad Wisłokę rzucać "kameni", jak to mówiła wtedy Zoe*.

W późniejszych latach rzucanie kamieni do Wisłoki stało się tradycją, jeździmy tam co roku. Była też z nami Zoe (w zamaszystej czerwonej spódnicy i kaloszach) na rodzinnej wyprawie po borówki na Mereszkę. Natomiast rok temu Zoe wśród uczestników wycieczki sprzedawała w Radocynie mleczne cukierki, które wcześniej razem zrobiłyśmy. Sprzedawała je za źdźbła trawy, listki koniczyny i łodygi chwastów. W ten sposób "przehandlowała" kilkanaście cukierków. Liście koniczyny uchwyciłam na zdjęciu, na pamiątkę.

Przepis na mleczne cukierki wygrzebałam kiedyś poszukując przepisu na coś słodkiego z mlekiem w proszku. Przypadkowo znalazłam przepis na pastillas - filipińskie cukierki z mleka skondensowanego i mleka w proszku. Zoe pomagała mi kiedyś jako trzylatka przy wsypywaniu porzeczek na nalewkę do wielkiej butli. Pomyślałam wtedy, że może jednak powinnyśmy zrobić coś bardziej dla dzieci, czyli cukierki! Oczywiście, że niezdrowe i z cukrem, ale od czego się ma ciocię Basię?


Przepis na mleczne cukierki
(~ na podstawie cukierków pastillas), 40 cukierków:

250g mleka słodzonego skondensowanego 
125g mleka w proszku
orzechy (50g, opcjonalnie)

do obtoczenia cukierków: 50g cukru 

Do mleka skondensowanego wsypywałam stopniowo (2-3 porcje) mleko w proszku, wymieszałam dokładnie, dobrą minutę (ewentualnie dodać posiekane orzechy). Potem odrywałam kawałki masy wielkości małego włoskiego orzecha i formowałam podłużne cukierki. Następnie wraz z Zoe cukierki otaczałyśmy w cukrze krysztale i pakowałyśmy w biały papier. Zabrałyśmy do Radocyny, sprzedały się wszystkie!


* moje ulubione Zojci słowa z tamtego okresu to "skapetki" i "mófki" (czyli mrówki:).

PS. Łukasz prosił mnie żebym dopisała, że cukierki te smakują "niespodziewnie", dodaję więc od siebie: fakt, krówki to to nie są!
.

Monday, May 11, 2015

baklava

 


co prawda sieć uliczek jerozolimskiego Starego Miasta tworzy jeden wielki targ, jasnych rozgraniczeń brak, ale przynajmniej jedna granica tam istnieje: na tragu dla turystów trzeba się targować, a na targu dla mieszkańców można się targować tylko w wyjątkowych przypadkach. Na targu dla turystów można się dać naciągnąć na kiepskiej jakości produkty, na targu dla mieszkańców produkty są przeważnie doskonałej jakości. Warto się na targ dla lokalsów zapuścić.

Na targu dla mieszkańców, idąc uliczką w prawo od Bramy Damasceńskiej, około 200 metrów, znaleźć można chyba najlepszą jerozolimska cukiernię - Ja'far Sweets. Rozpoznamy ją bez problemu - w oknie cukierni świeci dość tandetny różowo-niebieski neon (tandetny, jak na Bliski Wschód przystało). Słodkości za szybą pozwalają jednak machnąć ręką na ten kicz. Przy oknie piętrzy sie baklava, a nieco dalej olbrzymi talerz z knafeh. Do Ja'far Sweets trafiliśmy już pierwszego dnia pobytu w Jerozolimie, nie bez powodu pozostała to nasza ulubiona cukiernia w Yersuhalaim, zaglądaliśmy tam niemal co tydzień!
Baklava, bakława to dobrze słodki smakołyk, który stanowi ciasto filo i orzechy zanurzone w cukrowym lub miodowym syropie. Baklava popularna jest na calym Bliskim Wschodzie. Ponoć pochodzi z Persji lub Turcji. Bodaj najbardziej rozpowszechniona wersja baklavy to warstwy ciasta filo przekładane orzechami (pistacje, migdały, włoskie). W Palestynie i Izraelu popularna jest również baklava w kształcie koszyczków, kieszonek, cygar. Nie słyszałam o nikim, kto piekłby w Jerozolimie bakławę w domu, bakława jest zarezerwowana dla profesjonalnych cukierników i cukierni. Każde miasto ma choć jedno miejsce gdzie nabyć można doskonałej jakości bakławę.
Jak pisze Gil Marks w "Encyclopedia of Jewish Food", baklava nie jest codzienną a nawet cotygodniowym pożywieniem, generalnie jest zarezerwowana na specjalne okazje. Dodałabym od siebie, ze baklavy nie piecze się codzień, co tydzień ani nawet co rok, ale moim zdaniem warto upiec baklavę choć raz w życiu!


Przepis na baklavę, baklawę
(luźno na postawie przepisu z "Taste of Israel: A Mediterranean Feast"):

500g ciasta filo
500g orzechów włoskich lub pistacji
50g cukru
250g masła
13 strączków kardamonu

syrop:
500g cukru (lub nawet ciut więcej)
1 szklanka wody
sok z 1 cytryny
2-3 łyżki wody różanej

Syrop: wymieszać w garnku składniki syropu, doprowadzić do wrzenia i następnie gotować na średnim ogniu do uzyskania 1/2 litra płynu (dobre kilka minut).

Blachę 30x40cm posmarować roztopionym masłem. Położyć na blasze płat ciasta i posmarować roztopionym masłem, następnie układać kolejne płaty ciasta, każdy smarując masłem. W ten sposób ulożyć połowę płatów na blasze, posypać je grubo zmielonymi orzechami wymieszanymi z cukrem i mielonym kadamonem. Na warstwie orzechów znów układac płata ciasta filo, każdy posmarowanć masłem. Ostatni płat ciasta rownież posmarować masłem. Za pomocą ostrego noża naciąć ciasto w ksztalt rombów (na przykład jak na zdjęciu). Piec w temp. 175st, 30 min, a następnie w 200st.C przez kolejne 15 minut. Gorące ciasto polać zimnym syropem. Odczekać, aż ciasto wchłonie syrop i całkowicie ostygnie. Ulepek, ale wart zachodu!
.

Friday, May 01, 2015

paluszki z kminkiem



"kupił za nie Goga-Goga
fig, orzechów, ciastek z kminkiem,
potem sklepik założyli
który zwał się: "Pod Murzynkiem"."
strona 22, Kornel Makuszyński “Awantury i wybryki małej małpki Fiki-Miki"."

Że moim ulubionym bohaterem z dzieciństwa jest Małpka Fiki-Miki, o której do kołyski czytała mi Mama, wie chyba większość czytelników tego bloga. To Małpce Fiki-Miki blog ten zawdzięcza swoją nazwę. Co tu dużo mówić, gdyby nie moja Mama, pewnie bloga tego by nie było. Chciałabym napisać w tym miejscu coś mądrego, ale ostatnio jakoś trudno mi zebrać myśli.

Dokładnie 1 kwietnia rok temu, gdy pisałam wpis na ósme urodzniny Makagigi, dowiedziałam się, że rok 2014 będzie dla mnie inny od poprzednich. I potem w grudniu przyszedł na świat Emil, wyglądał jak mały skrzat, już w dniu narodzin był ciekawski, od razu wiedzieliśmy, że idealnie trafiliśmy z imieniem :-) Zapewne z tej ciekawości chętnie się mi przygląda* gdy robię coś w kuchni, a ja już nie mogę się doczekać, aż upieczemy lub ugotujemy coś razem!

Z okazji 9. urodzin makagigi chciałabym życzyć sobie, by kiedyś kulinarne wspomnienia Emilka były choć w połowie tak dobre, jak moje wspomnienia wypieków mojej Mamy.


Przepis na słone paluszki z kminkiem (z zeszytu mojej Mamy):

1kg mąki 
garść soli (czyli jakieś 4 lyżeczki) 
40 dag masła**
1 szkl mleka 
4 dag drożdży 
3 zółtka 
1 jajko 
(1 białko do posmarowania paluszków)

Masło posiekać z mąką wymieszaną z solą, dodać rozczyn z drożdży, mleka i kilku łyżek mąki, następnie wbic jajko i żółtka po czym wszystko razem zagnieść. Rozwałkować na grubość około 7mm, następnie kroić w paski (szerokości 2cm, długosci około 10cm). Paluszki posmarować białkiem i posypać obficie kminkiem. Piec na złoto-rumiano w temperaturze 180st.C (około 10 minut). Słone i z kminkiem.

* Emilek akurat pieczenie paluszków z kminkiem przespał, ale za to dostał na spróbowanie dwa okruszki
** w oryginalnym przepisie stoi 40 dag smalcu.
.

Monday, March 30, 2015

mazurek pomarańczowy



słowami "swoją drogą, babcia robiła jeszcze z użyciem tego dżemu pewne pyszne ciasto, ale o tym za kilka tygodni" napomknęłam, przy okazji pomarańczowego dżemu ciut gorzkiego, pewien wypiek mojej babci Heli (choć mówiło się chyba Helka), wypiek którego smaku nie zapamiętałam, ale za to zapamiętałam widok jego wielkiej blachy w spiżarce, blachy która stała na wielkiej drewnianej beczce w której były puste butelki po alkoholach różnej maści.

Był to mazurek pomarańczowy. Wydawało mi się że był gorzki, ale chyba wcale taki nie był. Napewno miał grubą warstwę pomarańczowego dżemu i był z wierzchu koloru pomarańczowego! Wyglądał na bardzo słodki, ale przecież takie musząbyć mazurki. Ów mazurek był zapewne babci wariacją na temat tzw. mazurka podstawowego czyli mazurka kruszonkowego, czyli płatu kruche ciasta z rozsmarowaną grubo warstwą dżemu. 

Łakomczuch Łukasz pożerając enty kawałek podsumował mazurek pomarańczowy słowami "innego ciasta nie chcę". Promyk słońca. Bo niech wreszcie wyjdzie słońce. Słońce od lat przynoszą mi na przedwiośniu pomarańcze, życze więc Wam i nam: słonecznych Świąt!


Przepis na mazurek pomarańczowy (ze wspomnień): 
ciasto: 
100g cukru (w tym łyżka cukru z wanilią) 
200g masła 
300g mąki 
2 duże żółtka

wierzch:

słoiczek, a najlepiej dwa dżemu pomarańczowego

Masło (chłodne, ale bez przesady) utrzeć z cukrem, dodać żółtka i ponownie utrzeć. Potem dodawać mąkę porcjami, ciasto zarobić i włożyć na 1-2 godziny do lodówki. Następnie ciasto rozwałkować na wielkość dużej blachy (~24x36cm), lub ciastem wyłożyć blachę przy użyciu rąk własnych. Ciasto popiec przez 15 minut w 160 st.C, wyjąć z piekarnika, na gorącym rozsmarować pomarańczowy dżem, na wierzchu poukładać serduszka itp. z ciasta (w tym celu oderwać przed pieczeniem ~30g kawaleczek kruchego spodu). Całość piec kolejne 7-10  minut. Pomarańczowy na maślanym spodzie!


PS. Mazurek piekłam w sprawdzonym i ulubionym towarzystwie mazurkowych bab, czyli Anitki, Alinki, Majanki i Moniki, dzieki dziewczyny za wspólne szaleństwa!
.

Monday, March 23, 2015

chrzan z jajkiem



jajko. Jajko jest najważniejsze chyba w każdym wielkanocnym koszyczku. W moim domu rodzinnym obok jajka święciło się obowiązkowo: drożdżową babę (pieczoną dzień wcześniej w kamionkowej formie), pęto wiejskiej kiełbasy i kawałek chrzanu, najlepiej własnoręcznie ukopanego. Do tego wierzbowe witki z baziami czy fiołki, jeśli takowe już zakwitły. A to wszystko przykryte wykrochmaloną haftowaną serwetką.

Chrzan. Chrzan z jajkiem jest (i zawsze był) w moim rodzinnym domu najważniejszy na wielkanocnym stole. Chrzan dość ostry, doprawiony delikatnym jajkiem i szczyptą cukru, nazywany nie pełną nazwą "chrzanem z jajkiem" ale po prostu "chrzanem". to z takim chrzanem najbardziej kojarzy mi się sniadanie wielkanocne. Do tego oczywiscie gotowane jajko, domowy majonez, jakaś sałatka, wędlina, chleb. Numer jeden zawsze jednak stanowi dla mnie ten chrzan mojej Mamy i jej równie świetny, własnoręcznie przygotowywany majonez.

Kilka tygodni temu znalazłam w skrzynce mail sprzed dwóch lat: "Waldku, z tego co piszesz, to zdaje mi się że Twoja mama robi podobnie chrzan jak moja i moim zdaniem to najlepszy przepis swiata!" pomyślałam wtedy, że nie może tego przepisu tutaj zabraknąć!


Przepis na chrzan z jajkiem mojej Mamy:

100g świeżo tartego chrzanu*
4 ugotowane jajka
łyżeczka cukru
1/2 łyżeczki soli
łyżeczka musztardy
1/2 szklanki oleju słonecznikowego
 

Żółka utrzeć z cukrem, solą, dodać musztade, utrzeć i następnie wciarać olej słonecznikowy (ważne by wszystkie składniki miały tę samą temperaturę). Gdy majonez jest gotowy, dodać do niego utarty chrzan i utarte na tarce o drobnych oczkach białka. Można dodać odrobinę soku z cytryny. Obowiązkowy na Wielkanoc.


* ilość wedle uznania, można dodać mniej, zazwyczaj moja Mama, jak to mówi "dla wygody", używa chrzanu ze słoiczków, daje mocno odciśniętą zawartość 2 słoiczków.

Tuesday, March 10, 2015

grecka brioszka



rok temu na prezent pod choinkę dostałam dwa egzemplarze Stasiukowej książki "Nie ma ekspresów przy żółtych drogach". Może nie ma w tym nic dziwnego, ale nie wiem dlaczego poprosiłam dwie różne osoby o taką samą książkę? Na domiar złego, kupując dla bratanka Stefanka wysyłkowo książeczkę "W dżungli" Guettier, zamówiłam jej nie wiedzieć czemu dwa egzemplarze. Mało by tego było, otwierając paczkę od Łukasza z książkami z Amazona moim oczom ukazały się dwa egzemplarze "Vefa's Kitchen", którą kupowałam jako prezent dla przyjaciółki Agnieszki. Wyraźnie straciłam byłam rachubę!

Co począć z podwójnymi egzemplarzami? Stasiuk i "W dżungli" sie rozdały, ale jakoś nikt nie był zainteresowany książką o kuchni greckiej. Sama miałam wątpliwości - po co mi książka o kuchni kraju, w którym nigdy nie byłam i nie wiem czy szybko będę? Ujęło mnie jedno zdanie z jej wstępu, które brzmiało: kuchnia śródziemnomorska taka, jaką znamy dzisiaj, narodziła się w Grecjii. Skoro tak, muszę "Vefa's Kitchen" mieć i ja. Nie żałuję.

Grecka brioszka świąteczna (gr. τσουρέκι czyli tsoureki), to grecka słodka drożdżowa bułka, z białej mąki, często zaplatana w warkocz jak chałka, odświętna. Zazwyczaj przyprawiona skórką pomarańczową lub ziarnami mahlabu czy mastyksu. Wypiekana na święta, prawie obowiązkowo na Wielkanoc. Często z dodatkiem czekolady. A w książce "Vefa's kitchen" dodatkowo z migdałami. Podobno najlepsza powinna być lekka i wilgotna. Słodka, bogata.


Przepis na tsoureki czyli grecką brioszkę świąteczną (luźno na postawie przepisu Magdy):

500g mąki 
25g drożdży
1 szklanka mleka
100g cukru
50g masła 
2 jakja lub 2 zółtka
1/2 łyżeczki soli
21 ziaren mahlabu (opcjonalnie)
21 małych kulczek mastyksu (opcjonalnie)
skórka starta z 1 pomarańczy

na wierzch: żółtko, mak lub sezam

Z 50g mąki, mleka, drożdży i cukru zrobić zaczyn, pozostawić do wyrośnięcia, na 10-15 minut. Następnie nasypać do miski mąkę, dodać zaczyn, masło, jajka/żółtka, sól oraz utarty mastyks i mahlab (lub skórkę pomarańczową). Wymieszać  skladniki i wyrabiać ciasto 7-10 minut. Pozostawić do wyrośnięcia na około godzinę. Po tym czasie ciasto podzielić na 3 części, zawinąć jak chałkę i włożyć do wyrośnięcia do keksowej formy (30x10cm) wysmarowanej masłem i pozostawić na 20 minut do wyrośnięcia. Następnie brioszkę posmarować żółtkiem, posypać makiem lub sezamem i piec 30 minut w temp. 160st.C (piekarnik z grzałką tylko od dołu). Świąteczna, grecka!
.

Tuesday, February 24, 2015

kugel yerushalmi, czyli kugel jerozolimski



pamiętam dobrze stoisko z kugel yerushalmi na jerozolimskim targu Mahane Yehuda znanym w całej Jerozolimie jako shuk. Idąc główną alejką od ulicy Agripas należało minąć stoiska z serami Bashera, stoisko z oliwkami i tuż przed stoiskiem z ciepłym chlebem pita było (i chyba nadal jest) stoisko z tytułowym jerozolimskim kuglem. Co ciekawe, większość produktów na tym stoisku wyglądała typowo polsko: śledzie, buraki, kapusta.

Kugel to sztandarowa szabatowa potrawa aszkenazyjskich Żydów. Trudno go jednoznacznie zdefiniować, ale wszystkie kugle łączy fakt, że są to potrawy zapiekane. Najpopularniejsze są kugle z ziemniaków (bardzo podobne do babki ziemniaczanej) i kugle z makaronu. Kugel na święto Paschy przygotowuje się z macy, a podobno pierwsze kugle były chlebowe. Są wytrawne i słodkie, plus jeden karmelowo-pieprzowy.

Kugel yerushalmi (hebr.  קוגל ירושלמי), czyli kugel jerozolimski, to kugel z makaronu doprawiony karmelem i czarnym pieprzem. Ponoć historią swą sięga XIX wieku, ponoć powstał w Jerozolimie. Najważniejsze w kuglu jerozolimskim są palony cukier (czyli karmel) i świeżo mielony czarny pieprz. Połaczenie smaków niesamowite, moim zdaniem o wiele doskonalsze niż solony karmel. Połączenie wykwintne i niepretensjonalne. Kugel jerozolimski to ostatnio mój ulubiony przepis na zapiekany makaron. Karmelowy. Pieprzowy.


Przepis na kugel yerushalmi czyli kugel jerozolimski 
(na postawie przepisu z Taste of Israel: A Mediterranean Feast" Avi Ganor i Rona Maiberga):

500g makaronu spaghetti
1/2 szklanki oliwy (ewentualnie oleju)
1 szklanka cukru
1 łyżka swieżo mielonego czarnego pieprzu
duża szczypta soli
6-7 jajek

Makaron ugotować w osolonej wodzie do niemal miękkości.
W rondelku wymieszać oliwę z cukrem i na małym ogniu zagotować, gotować około 5-7 minut aż powstanie ciemno-bursztynowy karmel. Gorącym karmelem zalać odsączony z wody makaron, dokładnie wymieszać, ostudzić przez 2-3 minuty (jeśli karmel stwardnieje należy makaron delikatnie podgrzać i mieszać do rozpuszczenia). Następnie dodać do makaronu z karmelem jajka i doprawić sowitą porcją pieprzu, posolić (około płaskiej łyżeczki). Natłuścić naczynie o średnicy ok. 18 i wysokości 9cm, wlać doń makaronową masę. Piec w temp. 175st, 45-60 min, kugel ma być dobrze rumiany. Zajadamy zazwyczaj z jakąś surówką, niekoniecznie na szabat ;-)
.