Monday, May 17, 2010

maca, w czekoladzie


o macy recznie robionej w ksztalcie kola, pieczonej na zywym ogniu dowiedzialam sie przed dwoma laty. Wypytywalam wtedy naszych niereligijnych zydowskich znajomych gdzie takowa zakupic. Wybaluszali oczy i odsylali mnie na targ. Rok pozniej poszlam po rozum do glowy i przepytalam na te sama okolicznosc naszych religijnych zydowskich znajomych. Wybaluszali oczy i pytali: po co ci maca recznie robiona? Po co ci maca, ktora jest tak samo niedobra jak zwykla maca, a do tego jest 5 razy drozsza? Odpowiadalam: bo jest recznie robiona!

Przy wejsciach do jerozolimskiej ortodoksyjnej dzielnicy Mea Shearim tablice glosza: Do kobiet i dziewczyn - z glebi serca prosimy, wstepujac do naszej dzielnicy ubierzcie sie skromnie (i tu nastepuje lista tego, co jest skromne). Co poczac, gdy dlugosc wlosow tuz za ucho jest niezbyt skromna? Co poczac, gdy na stwierdzenie ubierz spodnice (jeszcze gorzej dluga spodnice) reaguje stwierdzeniem: nic nie musze! Nie chce sie o tym jakos szczegolnie rozpisywac, zwyklam powtarzac za Tischnerem: skoda gęmby drzyć. Nie znam wielu kobiet, ktore czulyby sie w Mea Shearim jak w domu.

Recznie robiona mace podobno mozna kupic na Pesach w jerozolimskiej dzielnicy Mea Shearim, wpadlo mi do glowy by sie poswiecic dla owej macy, ubrac dluga spodnice i isc na Mea. Tak jak szybko mi wpadlo, tak szybko wypadlo. Poprosilam rok temu Lukasza by zrobil to dla mnie, chyba Mu sie nie chcialo... Gdy w tym roku zblizalo sie Pesach Lukasz stwierdzil: zjadlbym jajecznice z maca, po czym znalazl recznie wyrabiana mace w zydowskim-koszernym sklapiku na praskim Jozefovie, prawdziwa prosto z Mea Shearim.

Maca recznie robiona smakuje podobnie do zwyklej macy, jest bardziej przypalona, nawet zweglona na brzegach, jak chleb z chlebowego pieca. Mace religijni Zydzi jedza w okresie Pesach, w ciagu calego roku raczej malo komu przychodzi do glowy by mace jesc. Dwa lata temu pisalam, ze trudno w Izraelu spotkac kogos kto naprawde mace by lubil. A moze z maca jest tak jak z moja spodnica - jak sie musi to sie nie lubi?

Przepis na mace w czekoladzie z daktylami:
maca
czarna czekolada
daktyle pokrojone w cienkie paseczki
Czekolade rozpuscic w kapieli wodnej, smarowac nia cienko platy macy, posypywac platkami daktyli. Wystudzic, zajadac na deser. Maca w czekoladzie to przysmak, lubia go dzieci, dorosli przedkladaja mace w czekoladzie nad mace bez czekolady!


20 comments:

majka said...

Przez chwile Basiu dzieki Tobie przenioslam sie w inny swiat...

Uwielbiam mace! Mysle, ze ja bym sie poswiecila i zalozyla te dluga spodnice (matko, jak ja nienawidze dlugich spodnic) zeby tylko taka mace dostac.

Pomysl na dodatek czekolady i daktyli rewelacyjny. Koniecznie musze wyprobowac.

A zdjecia jak zwykle mnie zachwycaja :)

Pozdrawiam cieplo.

Gospodarna narzeczona said...

I myślisz że dałabym radę take mace upiec w ogrodzie? Ps kupiłam już bilet.

KUCHARNIA, Anna-Maria said...

Myślę, że byłabym gotowa na takie wyzwanie... Pierwszy krok zaliczam - bardzo lubię długie spódnice:)
Pozdrawiam serdecznie!

amarantka said...

Jak dobrze jest Ciebie poczytać. Na chwilę inny świat. Poszukiwania ręcznie robionej macy... niesamowite :)

Długie spódnice kiedyś, dawno temu nosiłam. I lubiłam. Teraz lubię już chyba mniej.
Macę natomiast lubiłam. I lubię dalej tak samo.

Dobrej nocy Basiu!

Mich said...

Że niby maca z czekoladą i daktylami? Oj, nie wyobrażam sobie. Macę lubię bo nie muszę ale połączenie dziwne. Trzeba spróbować, nie ma co się zastanawiać.
Basiu,
w najbliższą sobotę o ile nie wyjadę nigdzie poza miasto pojadę na targ. Jak już będę na tym targu, który raz w tygodniu organizowany to rozejrzę się za deseczkami cośmy o nich pisali.
ściskam sennie

monika said...

Uuu, to odpadam w przedbiegach - nie mam długiej spódnicy.. ;)
Maca macą, ale zdjęcia przefantastyczne - 100% basiowe :-)))I opowieść też :-)
A jajecznica z macą w końcu była? :-)
Uściski :*

P.S. To już Ty Basia, wróciłaś? Czy jeszcze krasnoludki pomagają zamieszczać notki? :-)

lo said...

W dzieciństwie mój dziadziuś kupował macę i bardzo lubiłam ją jeść z masłem i łamać wzdłuż na paseczki. A teraz? Nie jadłam jej lata długie. Uwielbiam te Twoje historie.

aga-aa said...

uparciuch z ciebie, ale to pozytywna cecha :)
sama bym takiej macy skosztowała :)

margot said...

Basiu, wiesz ja tu sobie czytam i czuję się jakbym była w jakimś zaczarowanym świecie-to jest tak jakoś przepięknie napisane
A sama mace lubię (ta co w Polsce można kupić )nawet bardzo , jadam samą do sałatek lub z masłem i pamiętam z dzieciństwa jak babcia robiła makaron lub zacierki to ja z tego ciasta na blasze kuchennej piekłam takie chyba mace , tylko one nie koszerne bo makaron był z jajkami , ciasto na zacierki chyba nie

Paula said...

dodatek czekolady bardzo mnie do niej zachęcił :)

ptasia said...

No, ja też lubię macę ;) Jak byłam mała, lubiłam jeszcze bardziej. Może faktycznie, jak nie trzeba, to się lubi?
To jak z okularami: się podobają osobom, które nie muszą ich nosić... A pokażcie mi okularnika, który byłby z nimi szczęśliwy ;/

Magdalena said...

hej!
a ja lubie mace.
jak bylam mala, to lubilam podgryzac taka nasza polska; a i tutaj sobie czasem kupie francuska "mace", maslem posmaruje, posole i tyle. Ale czekolada? Chiba nie....za to opowiesc fanastyczna. Spodnice bez problemu zalozylabym.

Ania vel Vespertine said...

Basia, najpiękniej Ci wyszło ostatnie zdanie (nie uwłaczając reszcie): moze z macą jest jak z Twoją spódnicą? :) Coś w tym jest!

A jak fajnie się czuje, czytając o tym, co mi sama opowiadałaś podczas wizyty w pradze :)

Ale na koniec to muszę Ci powiedzieć, że macy z czeko to ja nie czuję. Wybacz złej Ani :)

Anoushka said...

odkad pamietam, uwielbiam mace!
ta czekolada i daktyle to jest strzal w dziesiatke :)

buzka :*

Polka said...

Ja też ja też! :)
Jak byłam kiedyś na diecie to sobie głupia wmówiłam, że maca nie tuczy a to przecież same węglowodany :))))))
A i tak lubię. A czasem dodaję ją do pulpetów czy klopsów zamiast bułki tartej :)

Basiu ściskamy Was bardzo mocno :)

e+d

kass said...

Ale u Ciebie ciekawie...ładnie napisałaś! bardzo lubię macę, najczęściej jadłam w dzieciństwie, teraz mniej ale nadal lubię!

Pozdrawiam cieplutko z zalanego deszczem Wrocławia.

Olciaky said...

A ja Ci powiem, że macę chyba nawet lubię:)
Pozdrawiam serdecznie, Olcik

viridianka said...

a ja macy... pfff... nigdy nie jadłam ;p
kupię jak zobaczę w sklepie, jejku czy to jest takie chrupkie pieczywo jakby? (;

Zaytoon said...

Nie wiem, czy lubię.
Nie próbowałam.
Ale... pewnie by mi posmakowała.

I myślę, że faktycznie to jest tak, że jak się coś MUSI, to się tego nie lubi. A gdyby nie przymus...

Pozdrawiam! :)

zemfiroczka said...

A ja macy nie lubię. Tym samym, ani mi w głowie zakładanie długiej spódnicy ;)

ściskam Buru! :)