Sunday, May 10, 2009

herbata beduinow


arabskie przyslowie mowi "czyz moze zginac czlowiek ktory ma szalwie w swoim ogrodzie?". A wiec za bardzo nie moze, szalwia bowiem, zwana miramiiya (arab. مَرَمِيَة), jest znana w arabskim swiecie od najdawniejszych czasow jako roslina lecznicza pomagajaca zachowac doskonale zdrowie. A jaki czlowiek zawsze ma ja w swoim ogrodzie, ano chociazby taki ktory wszedzie ma ogrod - Beduini, bliskowschodni Nomadowie powinni zostac wiec tutaj wymienieni na pierwszym miejscu!

Przy okazji naszych ostatnich jordanskich podrozy spotkalismy dwoch wspanialych Beduinow: Ismaeela i Ayeda. Pierwszy z nich rezyduje w nabatenskiej Petrze na zboczu Jabal Al-Madbah, nie dalej niz kilkaset metrow od obeliskow na tzw. Miejscu Ofiary, wypasa stadko kilkunastu "kozowcow" (odkryty przez nas gatunek, oznaczajacy owce lub kozy po prostu:), z checia deklaruje ze je sprzeda i wyjedzie, podczas gdy na ognisku sporzadzonym z trzech kawalkow drewna z czerwonego jalowca parzy sie herbata... Drugi Beduin to typowo pustynne zjawisko, ma swoj dzienny namiot na pustyni Wadi Rum, ktora Beduini zwykli nazwac "miliongwiazdkowym hotelem", znajdziemy go przy Jebel Khazali, ubrany w zwiewa sukmane podejmuje herbata odwiedzajacych go przybyszow w owym namiocie czekoladowego koloru w pomaranczowe pasy w odcieniu jordanskiej pustyni.

Oprocz czerwono-bialych chust jest cos, co zapewne wszystkich Beduinow laczy: owa doskonala beduinska herbata parzona w stalowych czajniczkach, w ktorych to wode gotuje sie koniecznie na (tak nie "nad", ale zwykle "na") ognisku. Gdy woda zawrze wrzuca sie don zbawienne skladniki, kilka minut parzy, szczodrze slodzi i podaje zazwyczaj w malych szklaneczkach lub kubkach. A, i herbata czestuje sie kazdego goscia, chocby nawet kubeczek byl tylko jeden...

Przepis na beduinska herbate Ayeda spod
Jebel Khazali + moje dwa grosze:
2 lyzeczki dobrej czarnej herbaty
lyzeczka suszonej szalwii
pol lyzeczki pokruszonej kory cynamonowej
1 litr wody
8-10 lyzeczek cukru
cwiartka suszonej cytryny (to moje 2 grosze:)

Czarna herbate, szalwie, kore cynamonowa oraz suszona cytryne zalewam wrzaca woda, parze 5-7 minut nastepnie slodze i juz mozemy cieszyc sie beduinskim smakiem, w sam raz na zakonczenie majowego sniadania. Picie hebaty na koniec niebezpiecznie dlugiego sniadania to nasz kajakowy zwyczaj godny jak najbardziej polecenia!



PS.1. Postem tym, z wielka przyjemnoscia oczywiscie, przylaczam sie do "majowych sniadan" Mico :)
PS.2.
foodelek: przepisy tygodnia

21 comments:

Ania said...

Cudo :) Nigdy nie piłam herbaty z szałwią i nigdy bym nie przypuszczała, że jest tak popularna w Jordanii (ogolnie: na Bliskim Wschodzie).

PS przypomniałaś mi o Endo, dawno nie zaglądałam na jej stronę; czas to zmienić;

An-na said...

A... i tu się pojawiły suszone cytryny ;)
Bardzo piękne klimaty, aż chce się spróbować tej herbaty z szałwią.

Takie poranne picie herbaty o świcie na pustyni sfotografował mój znajomy - w doskonałym niemym porozumieniu czynili to jego mały syn i przepiękny, dorosły Marokańczyk. Słowa nie były potrzebne. Obaj patrzyli na pustynię...

margot said...

Basiu ,ja nadal twierdzę ,że ten twój blog to taki cudowny dar od losu dla mnie:))) Uwielbiam do ciebie zaglądać,tu jest tyle ciepełka :)
Hm ,ale tak wracając do herbaty chętnie bym się jej napiła tylko co zrobić cukrem ?Bo ja nie uznaje słodkiej herbaty:D

buruuberii said...

[rumieni sie] - dziekuje :)

@ Ania: herbata z szalwia to tutaj (chyba zaraz po herbacie z liscmi swiezej miety) podstawa. Jesli chcemy czarna herbate, to nalezy wyraznie podkreslic ze prosimy o "herbate bez dodatkow"... W turystycznych miejscach moga zapytac z czym owa herbate checemy, ale w wiekszosci miejsc dostaniemy z mieta lub szalwia "by default" :-)

@ An-na: tutaj te cytryny fajnie sie sprawdzaja - jest to co prawda pomysl perski, ale co tam i jedno i drugie to Bliski Wschod ;)
A picie herbaty na pustyni - taaaak, nie potrzebuje slow...

A Margot: dziekuje slicznie za mile slowa. Magot, rozumiem Cie w pelni z tym cukrem, bo tez tak mam - to jedyny przypadek kiedy jako deser pije wlasnie ta poslodzona szalwio-herbate. I zdradze Ci na koniec, ze chyba czesciej pije wlasnie nieslodzona :)

Agata said...

Na szczęście mam szałwię w "ogrodzie" (na balkonie:). Zdrowia mi nie zabraknie! :)

Bea said...

A ja szalwii uzywam bardzo malo... Pora to zmienic ;)
Cudna podroz!

zawszepolka said...

Basia ja bede Margot codziennie dziekowac, ze mnie tutaj do Ciebie przyprowadzila :) Wiesz, ja nie bede w ogole zamykala okienka, w kotrym mam otwarty Twoj blog... Bo bije z niego magia, spokoj i radosc. I te linie :)
Pozdrawiam Cie bardzo cieplo:*

buruuberii said...

@ Agata: oj nie zabraknie :-) swoja droga szalwia jest podobno dobrym remedium na problemy zoladkowe, ale herbata jest po prostu dobra, tak jak niektorzy pija miete nie tylko dla zdrowia...

@ Bea: naprawde szalwie polecam, jeszcze sprobuje cos o niej kiedys napisac. Tutaj, w przeciwienstwie do Wloch, szalwie "spozywa sie" wlasnie glownie w postaci naparu nie tyle jako przyprawy...

@ zawszepolka: Ty mnie normalnie rozbestwisz Poleczko takimi milymi komentarzami :) Dziekuje! Linie obiecuje ze beda czesto, to chyba troche styl moich zdjec (zreszta skad sie wzial to tez kiedys sprobuje napisac).

Pozdrowienia sle :-)

zawszepolka said...

Zatem bede czekac na ten wpis przebierajac nozkami z niecierpliwoscia :)

buruuberii said...

No to Poleczko teraz bede sie starala sprostac wymaganiom i moze wyjsc z tego "kicha" :-)

Ania said...

A mam niedawno mi powiedziałą, ze pozbyła się szałwii z ogrodu,bo jej się znudziła! A byłaby z tego herbatka.

Pozdrowienia przedpołudniowe przesyłam Królewna Jęczybula :)

Joanna Dobek Ciampa said...

Basienko, wiesz jak ja kocham DOBRA herbate - z szalwia nigdy nie pilam. Mieta zawsze u mnie rosnie; lubie tez dodac rozmaryn i lawende do herbatki :) szalwie bede sadzic w weekend :)Nie moge sie juz doczekac aby delektowac sie tym nowym smakiem... Szkoda ze nie mozemy delektowac sie wspolnie :) Miss you Guys :(

buruuberii said...

@ Ania: Chcialam odpisac jeszcze przed poludniem ale blogger odmowil wspolpracy... Cos Aniu czuje, ze nie znala Twoja Mama wczesniej naparu z szalwi... A taka herbata i znana nam szalwia-przyprawa to dwie rozne historie. Moze posadzicie szalwie na nowo?
Usciski dla K. Jeczybuly :-)

@ Joanna: no wlasnie Joasiu, przeciez Ty jestes milosnikiem herbaty, no i te filizanki :-) Strasznie jestem ciekawa jak posmakuje Ci ta z szalwia, napisz prosze!
We miss you too! Kisses :*

Ori said...

Witaj! No właśnie kapuście u Anny ja także trafiłam na Twój blog, przeczytałam go z zachwytem w całości, ale ponieważ nie byłam wtedy zalogowana, nie zdradziłam się z tym:-) Kapusta ze śmietaną wg Twoich wskazówek czeka gotowa w garnku - jest świetna. A twój blog wywołał u mnie tęsknotę za podróżami, zyskałaś nową stałą czytelniczkę. Pozdrawiam serdecznie

Ori said...

Miało być: dzięki kapuście u Anny, oczywiście!

mico said...

wow, super opis.
W ogóle nie wiem czy już kiedyś mówiłem, ale super blog. :)

szałwia już niedługo zagości w moim ogrodzie - stoi taki krzaczek w ogrodniczym sklepie, koło którego chodzę i chodzę i go w końcu wychodzę ;)

Marcin said...

Gratuluję inspirującego przepisu!

Wybrałem go do 17 edycji Foodelkowych Przepisów Tygodnia na blogu Foodelek.pl.

buruuberii said...

Ori: strasznie sie ciesze z odwiedzin, a z tego ze smakuje Ci kapusta chyba jeszcze bardziej ;)

mico: dziekuje bardzo i vice versa :-) szalwie polecam, a sniadaniowej akcji jeszcze raz gratuluje!

Marcin: Ooooo, dziekuje :-)

zemfiroczka said...

Cudowne zdjęcia! Jestem zachwycona - znowu! :))

decocreme said...

Znlazłam tego bloga poszukując herbaty beduinów, chciałam wykorzystać w upały i czym prędzej ide wykonać:),szałwię choduję na balkonie więc nie zginę...będe testowała czy zadziała.A tak na marginesie to będę tu zaglądała często bo ciekawe to miejsce,
pozdrawiam ciepło

buruuberii said...

Decocreme, ciesze sie, ze mogla sie na cos przydac :-) Mam nadzieje, ze herbata Ci smakuje! sciskam cieplo i polecam sie na przyszlosc, B.