Monday, December 07, 2009

basler brunsli


Na kirschwasser polowalam od dluzszego czasu, w Izraelu oczywiscie nie ma szans go nabyc, mozna nabyc jakies inne tzw. wisniowe brandy, ale to nie to samo. Jak ostatnio to dosadnie ujela An-na, tez nie uznaje kompromisow - jesli przepis stanowi, ze nalezy dodac kirsch, to ma byc
kirsch. Niewazne, ze prawie nie-do-zdobycia, ze niemal snil mi sie po nocach. Po dosc dlugim czasie staran, po proszeniu kilku osob o przywiezienie go, uparlam sie i przy okazji lotu na drugi kraniec swiata wreszczie zdobylam ow kirsch, dokladnie kirschwasser firmy Schwarzwälder. Moglabym powiedziec, ze szwajcarski bylby lepszy, ale ten niemiecki ma piekna butelke w zwierzatka, wiec mowie sobie stop ;-)

Kirsch bowiem jest sekretnym skladnikiem szwajcarskich bozonarodzeniowych ciasteczek basler brunsli (brązowe ciasteczka z Bazylei w wolnym tlumaczeniu). Przepisow na owe ciasteczka jest conajmniej kilka, na pewno powinny zawierac mielone migdaly, czekolade i ow kirsch, ktory jest po prostu wisniowa wodka i sam w sobie nie jest dla mnie jakims cudem nieziemskim, ale dodany do ciasteczek znacznie zyskuje na smaku.

Basler brunsli odkrylam dzieki Kuidaore, zauroczyly mnie swa cisteczkowa forma, krysztalkami cukru, ktore je oblepialy. Od poczatku mialam wrazenie, ze basler brunsli najpiekniej prezentuja sie w wersji krzyzyk i serduszko, czy ksztalt ma smak - wydaje mi sie ze tak ;-)
Gdy znalazlam przepis, a w nim kirsch, wiedzialam ze nie musza byc nawet dobre, a upieke je na 100%. Upieklam kilka razy - sa wysmienite, przynajmniej w moim mniemaniu, no dobrze i tych ktorzy je zezarli tez!

Przepis na basler brunsli (luzno na podstawie przepisu z about.ch):
125g cukru
200g migdalow
1/3 lyzeczki cynamonu
9 utluczonych gozdzikow
2 lyzki "z kopka" ciemnego kakao
1 lyzka maki
1 bialko sredniej wielkosci
100g czarnej gorzkiej czekolady
3-4 lyzki prawdziwego kirschu

Cukier wymieszalam z migdalami, cynamonem, gozdzikami, kakao, maka. Dodalam bialko i stopiona w kapieli wodnej czekolade, kirsch, dobrze wymieszalam, na gladka, malo lepiaca sie mase. Jesli masa nie chce sie lepic badz kruszy sie za bardzo, nalezy dodac dodatkowa lyzke kirschu (ewentualnie miodu). Nastepnie ciasto walkowalam na grubosc 7-10mm, wykrawalam cisteczka, ktorych brzegi obtaczalam w cukrze krysztale. Ukladalam na blasze wylozonej papierem do pieczenia i tak pozostawilam na kilka godzin. Nastepnie pieklam ciasteczka 4-6 minut w T=220st.

Przygotowywalam basler brunsli na kilka sposobow, z wersja dwu-bialkowa, wersja kompletnie weganska (czyli bez bialek, za to z odrobina miodu). Ostatecznie wersja ktora zamieszczam powyzej, ulubiona, nie kruszy sie, a kirschowej nuty jest w ciasteczkach w sam raz.

PS. Dziekuje Antoniemu za urocze, chlewikowe polecenie :-)

36 comments:

Polka said...

Basiula i u Ciebie i u Bei jak zawsze garść wspaniałych informacji! Masz rację tak gdzie nie ma być kompromisów po prostu ich nie ma i koniec ;) Dawid się ze mnie śmieje że u mnie albo czarne albo białe. Nie ma nic po środku :)
I tak ma być!
Ciasteczka śliczne jak Ty to robisz że zawsze takie coś fajnego wynajdziesz? Jak Ala normalnie :))

:*

aga-aa said...

Ty zawsze potrafisz mnie zadziwić jakąś nowiką, no i zdjęciami ;*

monika said...
This comment has been removed by the author.
monika said...

Wow, dziękuję :):):)
No to już wiem, że zrobię, chociaż mnie akurat kusi zamiana kirschu (który akurat by się znalazł) na żurawinówkę :) Ale w sumie.. wiśnie pasują do czekolady.. Twardy orzech do zgryzienia :D A ta dekoracja z cukru fantastyczna!
P.S. Coś mi się pomerdało i skasowałam wcześniejszy komentarz,przepraszam.. ;-)

buruuberii said...

Polu, no tak to jest z tym kompromisem, ze wlasnie wychdzi tylko czarne i biale :-) Ubawilas mnie tym, jakby czytala o sobie! Dziekuje za pochwaly, a wynajde to juz nie wiem jak, chyba tak ze jem oczami :D

aga-aa, a dzikuje! i staram sie jak zawsze :-)

monika, do uslug! Troszke mi to zajelo, ale ma nadzieje ze Cie namowie :-0 zdradze Ci w tajemnicy, ze jedna wersje, nie moga sie doczekac na kirsch, zrobilam z domowa porzeczkowka - smak lekko inny, al etez swietny, wiec zurawinowka czuje ze bylaby tez niezla! Pozdrawiam!

An-na said...

Basiu, domyślam się, że są intensywne w smaku, prawda? Mam w rodzinie kogoś, kto by takie ciasteczka pożarł do ostatniego okruszka...

A kirsch mocniejszy od wiśniówki? Bo może na taki kompromis bym poszła ;)

Czyprak Antoni said...

Tylko nie chlewikowe! Tylko nie chlewikowe! Z sionki pisałem! :D Fota oszałamia minimalizmem, piękna.
A ja mam odwrotnie, niż Ty. Jak widzę w przepisie taki kryrszr, to zaraz myślę "a co to, wiśniówka od Maciaszczyka parchata jakaś, czy co? Albo i śliwowincji dam dla przełamania smaku" ;)

margot said...

Basiu , uparta jesteś i dobrze ,że takka jesteś , serduszka piękne
ja piekłam takie ciasteczka i też miałam inne kształty

margot said...

a i nie miałam Kirschwasser, niestety , dałam wiśniówkę :D

Tilianara said...

No, popatrz, ale ciasteczkowy szał :) A Ty wiesz jakie ciasteczka u mnie teraz królują, wiesz dobrze, prawda :) Tylko nie mam kiedy ich wrzucić na bloga, więc łapię sobie jeszcze jedno ciasteczko-serduszko, biegnę do zajęć i liczę na wolniejszy wieczór :)
Buziaczek cieplutki Uparciuszku :***

buruuberii said...

An-na, zapewniem Cie ze i ci mniej ciasteczkowi pozeraja, a ta alkoholowa nutka - marzenie!
Kirsch ma 40%, wiec dobra mocna domowa wisniowka, to mysle ze nie bylby wielki grzech, przecie i to z wisni :-)

Antoni drogi, alez czy z chlwika czy z sionki, to od Ciebie i po prostu mile szalenie ;-) i jakie zabawne (no tak przynajmniej to odbieram...
Wisniowka od Maciaszczyka to mysle, ze dodala by brunsli uroku i jakosci dodatkowej, a sliwowincji chilowo bym szczelila kielicha :D

margot, dziekuje! mam nadzieje, ze Ty Alu chco troszke czujesz, ze ten upor ma i swoje dobre strony :D Upieklas, ale czad - i co, pychota?

buruuberii said...

Tili, a nie mow ze owe pierniki z Holandii - powaznie? Rany ja juz poswiecilam im 4 wieczory i normalnie szal - robie z takiego ciasta z migdalami i chwilowo skromnie mysle, ze bedzie to swietny prezent swiateczny? A moze Ty jednak o maamoul? Makaroniki mi dalej stoja przed oczami!
tak czy siak buziak duzy :*

Bea said...

Basiu, sliczne Twoje Brunsli! Jaka telepatia :)
I tak jak pisalam w mailu, te foremki w ksztalcie krzyza sa (a przynajmniej byly...) bardzo popularne w Alzacji, zobaczymy wiec, czy uda sie je jeszcze znalezc :)

A co do kirschu, to ja uzywam 'naszego', szwajcarskiego ;)

Pozdrawiam serdecznie!

lo said...

Tu szczęśliwa posiadaczka kirschu, która na 100 % zrobi te ciasteczka. Moje polowanie również trwało kilka miesięcy, ale to tylko wzbogaca takie wypieki. Taki wyczekiwany, wypragniony produkt. U Ciebie jak zawsze ciekawie, interesujaco, pieknie.

Anoushka said...

śliczne!
wydaje mi się, że widziałam foremki w kształcie krzyża :) muszę sobie tylko przypomnieć gdzie...

Gosia said...

trzeba bylo Basiu glosno wolac,ze potrzebujesz cos z De,by sie cos zorganizowalo (logistycznie-mam na mysli)....
Ciasteczka wspaniale sie zapowiadaja!!!
P.S ten pasternak dopadlam i przepadlam :) :)
Pozdrawiam ciepluto :)

buruuberii said...

Bea, dzikuje. Sama nie wierzylam, gdy wczoraj kolopoludnia zobaczylam u Ciebie brunsli :) no a wiesz, szwajcarski kirsch to pewnie jeszcze bardziej odpowiedni jest, ale tam to szybko nie dojade... A jak dojade po poszukamy razem foremek! Usciski!

lo, dzikuej za cieple slowa. Ty to mnie w sprawie kirschu rozumiesz - nie jest to tak, ze jak czekamy dlugo, to bardziej doceniamy i kirsch i ciasteczka takie? :-)

Anoushka, Ty lepiej nic nie mow, bo zaraz jeszcze i Ciebie poprosze i bedziesz musiala szukac :-)

Gosia, wierz mi nastepnym razem dam znac, na szczescie zurzywa sie go dosc wolno :-) Z parernaku sie ciesze, bardzo! Pozdrowienia sle tez.

kass said...

Basiu podobają mi się...też mam tylko wiśniówkę, ale taką 'swoją' co to rzuca na ziemię po jednym łyku :))) i zastanawiam się czy by się aby nie nadała...jak myślisz?

Agnieszka said...

Aaa, Basiu i u Ciebie też brunsli!!! No, nie mam wyjścia - muszę je zrobić. Głównie z powodu kirschu ;), no i miliarda zamrożonych białek w zapasie. Cudne zdjęcia, cukier pięknie kontrastuje z ciemnym ciastkiem, no i ta zielona gałązka. Suuuper!!

buruuberii said...

kass, mysle ze taka zwalajac z nog wisniowka to nadala by sie jak nic! Dla mnie brunsli byly wymowka do kupienia kirschu, ale domowa wisniwka naprawde by im nie zaszkodzila, i tak po upieczeniu zostaje glownie aromat, a ten jest prawie taki sam w przypadku wisniwki i kirschu :-)

Agnieszko, a no my sie z Bea troszke umowilysmy :-) Ciesze sie, ze chwailisz galazke - to moje ulubione w grudniu zimozielone galazki borowki, ktore na poludniu czesto sa na Siewta, a ja sie w nich po prostu zakochalam!
Ty wlasnie poruszylas dobry temet: to idealna ciasteczka by pozbyc sie "tych" zbednych bialek.
Pozdrowienia sle :)

Ania vel Vespertine said...

A ja nie skomentowałam tych piękności? To zdjęcie wygląda jak kartka swiąteczna, Basiu! PIĘKNE. Delikatna opoczka cukrowa prezentuje się pięknie.

Rzeczywiscie, ostatnio dużo u Ciebie ciastek! Bardzo mi się to podoba :)

A ja pisałam Ci u mnie, ze mam już prodiż i chciałam się zabrac za ciacha z orzeszkami, ale tempertura pieczenia jest zbyt niska na prodiż :(

zemfiroczka said...

Ach Basiula! Uwielbiam te Twoje zdjęcia feng shui ;)))

Bo opowieści to insza inszość - choć równie ciekawa :)

buziaki

monika said...

Mnie tam nie trzeba namawiać, mało asertywna jestem ;) Teraz na kilka dni wyjeżdżam (kto to w ogóle wymyślił żeby człowiekowi zaangażowanemu kuchennie wymyslać przed Świętami jakieś wyjazdy :D znów będę ślinić biblioteczne monitory, bo tyle słodkości na blogach ..) a po niedzieli upiekę :)))

buruuberii said...

Aniu, no bo i ja taka ciasteczkowa jestem, to chyba cos co najbardziej lubie piec, a jesien-zima na ciasteczka jest idealna :-) Dziekuje za pochwaly, cukier troche "zerznelam", no ale tylko troche :D
Wiesz mam taka znajoma, ktorej babcia cale zycie piekla tylko w prodzizu i ponoc sie da... No ale pewnie prodziz prodizowi nie rowny... :*

zemfiroczka, a kalaniam sie nosko - teraz widzisz dosadnie, co to moje feng-szui oznacza w praktyce :D

monika, to nie moge sie doczekac, az sprobujesz! A wiesz, ci co Cie wysylaja teraz na ten wyjazd, to wyjatkowo sa niewyrozumiali swiatecznie :D

kasiac said...

Basiu, chcieć to móc!
Chciałaś oryginalny trunek i go masz!
Te ciasteczka, oprócz tego, że na pewno pyszne, to jeszcze tak pięknie z tymi kryształkami cukru wyglądają ślicznie:) I ta gałązka - wcale nie musi być świerk czy jemioła, żeby było świątecznie, prawda?

Ania vel Vespertine said...

O, Oczko pięknie to ujęła - uprawiasz zdjęciowe feng shui :)W pełni się z tym zgadzam. A jeśli chodzi o kopiowanie pomysłu z cukrem, to akurat nieistotne, liczy się efekt! ja np. będę kopiować widelcową krateczkę, którą miałaś na orzechowych cudach :)

A w weekend prodiż ma premierę! Najpierw, na rozgrzewkę, kurczę pieczone. A raczej części kurczęcia ;)

:*

zemfiroczka said...

Yyyyy, ja tylko za Basiulą powtórzyłam ;)


A w prodiżu moja mama piekła swego czasu (czyli do kiedy się nie zepsuł) sporo ciast. I smakowały lepiej niż z piekarnika.

majka said...

Basiu, przepiekne zdjecie. Nie moge przestac sie zachwycac :)) A ciasteczka musza byc przepyszne. Ty bardziej, ze tyle wysilku wlozylas w zdobycie Kirschwasser :))

Pozdrawiam cieplutko.

buruuberii said...

Ania, widzisz Oczko Ci tu tez pisze, ze3 w prodizu sie da wszystko, teraz nas masz dwie, juz sie nie wymigasz! Kurcze spiecz i daj znac jak bylo :-) a potem zaraz brownies, trzeymam za slowo.

zemfiroczka, ale cos czuje Oczku ze Ty mnie tak wypromujesz i bardzo sie ciesze! :-) a czyje to jest, to pal licho, wazne ze dobrze sie uzywa...

majka, dzieki! Wiesz, z tym kirschwasser to wiecej dla zabawy i naparwde czasem tak dosadniej to ujme we wpisie niz jest naprawde, dramatyzm wyziiera, a to zabawa czesto :-) Buzka!

zemfiroczka said...

A dla Truskawowego spokoju dodam jeszcze, że to był prodiż starego typu (mała wtedy byłam), bez termostatu i nigdy zakalec nie wyszedł, a fajne pulchne baby. Aha! Najlepsza mi tutaj podpowiada, że ciasto wlewała do zimnego, dopiero włączała i ciasto się piekło w miarę nagrzewania się prodiża. A potem tylko zaglądanie z góry przez szybkę jak ciasto rośnie :)

No to! ---> Anula, czekamy na brownies :))

Małgosia.dz said...

Aj i za mną chodzą te ciasteczka, ale ja na alkoholach znam się tyle co na medycynie :D, więc jestem pewna, że zamiast kirschwasser kupiłabym nie wiadomo co. :D Nawet nie wiem, czy w PL normalnie, czy trudno dostępne. Pewnie przyjdzie mi tylko się na Wasze ciasteczka popatrzeć. A jest na co. :)

peggykombinera said...

no Basiuuuuuuu ja chcę chociaż jednoooo :)
wyglada pysznie :)

btw: jesteś skarbnicą wiedzy, Kochana :)

cieszę się, że przesyłeczka doszła, Basiulko!
:)

Olciaky said...

Basieńko!
Śliczne te twoje serduszka;)
Ładnie z Bei strony,że chciało jej się "latać" za foremkami dla Ciebie;)
hehe
a ja powiem ci szczerze,że ucze się kompromisów.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie:* No śliczne jest to pierwsze zdjęcie.

Aga z Zapiecka said...

Basiu, to serduszko wygląda jak wisiorek :-)) Piękne maleństwo i na pewno wspaniale smakuje zwlaszcza, ze jak piszesz nutka kirschu sie przebija.
Na kirsch poluje, miedzy innymi do Szwarcwaldzkiego.
Jestem ciekawa jak bardzo rozni sie od domowej wisniowki...

buruuberii said...

Oczko, zdaje sie ze Truskawkowa juz prodziz uzywa, no i sa sukcesy rzecz jasna :-)

Malgosiu, mysle ze wisniowka w miejsce kirschu to nie jest wielka zbrodnia, a watro, ciasteczka sa obledne!

Peggy, masz jedno, masz juz? :-)

Olciaky, dzikuje za pochwaly! A wiesz, Bea to jest taka dobra dusza, a ja niby niewinnie zapytalam... Kompromisy ciezka sprawa :-)

Aga z Zapiecka, wiesz jestem zdania ze kirsch warto miec, ale powiem Ci ze mnie odrobine rozczarowal, nie che byc strasznym ignorantem, ale powiem ze dobra mocna domowa nlewka, dojrzeala, taka roczna powiedzmy jest o niebo od kirscu lepsza! Kirsch jest dla mnie mocno "bimbrowy", choc pewnei dla niektorych to zaleta... Czuc w nim owoce, ale smak wodki niestety :D

Usciski!

zemfiroczka said...

Widziałam, widziałam! Narobiła nam ochoty... pustą foremką... ;)