Monday, February 01, 2010

gyung dan


zauwazylam, ze mam ostatnio jakas manie, ciagle cos w czyms oblepiam; a to ciasteczka w cukrze pudrze, a to mieso w borowkach lub czekolade w matchy... Tak wiec dzisiaj opatulania, obtaczania, oblepiania ciag dalszy.

Kilka miesiecy temu ukochana bratanico-siostrzenica, czyli Monika (buzi duze :*) zapytala mnie czy nie chcemy jakiegos drobiazgu z Korei. Jedyne co przyszlo mi na mysl to jakas lokalna przyprawa, najlepiej do deserow, deserow ryzowych oczywiscie. Znalazlam wtedy przepis na ryzowe kulki gyung dan, ktore otaczac mozna w zielonym proszku zwanym mugwort, w czarnym sezamie, badz prazonej mace sojowej. Poprosilam o ow mugwort.

Monika po kilku dniach odpisala: Nie pisz prosze, ze zmienilas zdanie i znalazlas cos nowego, bo proszek juz jest - na szczescie udalo mi sie znalezc w miare male opakowanie - patrzac na te wielkie 10 kg worki ryzu obawialam sie, ze nie znajde nic ponizej 1 kg :)
I tak stalam sie posiadaczka 200g woreczka z Artemisia vulgaris zwanego mugwort, a z polska bylica pospolita.

I rozpoczelam poszukiwania slodkiej maki ryzowej. W Pradze nie do dostania, ale jest Fellunia, ktora slyszac moje rozwazania o dziwnym zielonym proszku postanowila podarowac mi slodka ryzowa make (dziekuje Felluniu!) mowiac: bardzo jestem ciekawa jak ty bedziesz te kulki robic :-) Zrobilam, nie umywaja sie one makaronikow Felluni, trudnosc wykonania 1/10, ale sa smakowite, tylko nie te z zielonym proszkiem, te sa okropne!

Przepis na gyung dan, czyli koreanskie ciasteczka ze slodkiej maki ryzowej, za Hi Soo Shin Hepinstall znalezionych przypadkiem na Apple Pie, Patis, and Pâté:

1 szkl slodkiej maki ryzowej
1/2 szkl wrzacej wody
szczypta soli
do obtoczenia: ziarna czarnego sezamu, prazona maka z ciecierzycy, mugwort
tak jak Maangchi polecam dodac tez lyzke cukru, albo nawet i dwie

Slodka make ryzowa (uzylam Golden Phoenix white glutinous rice) wymieszac z sola i cukrem, zalac wrzaca woda, dobrze wymieszac, ciasto zlepic w kulke. Podzielic na 20 rownych czesci, uformowac z nich gladkie kuleczki. Kuleczki wrzucic do wrzatku i gotowc do momentu az wyplyna na powierzchnie Odcedzic i wrzucic do wody z lodem, by szybko ostygly. Nastepnie osuszyc i otaczac w wybranej posypce.

Obtoczenie kulek w przyprawie mugwort jest odwazne, doznania smakowe sa niespotykane :-)
Zdecydowanie polecam sezam i make z ciecierzycy. Probowalam rowniez owe ryzowe kuleczki, z kokosem i czekolada, przywiezione przez Monike z Korei, byly tez pyszne i slodkie! Takie zrobie nastepnym razem.


37 comments:

Olciaky said...
This comment has been removed by the author.
Olciaky said...

Hehe
jaka rekomendacja tych z zielonym proszkiem:P
Fajną masz bratanico-siostrzenicę, oj fajną, że Ci przywiozła:)
Mąki ryżowej słodkiej to ja tyż nie widziałam, bo taką zwyczjaną to mam- a muszę przyznać się szczerze, że w moim miasteczku też była ostatnimi czasy nie do dostania!
:)
Ciekawa ta Twoja mania- może ona coś znaczy?

Pozdrawiam Cię ciepło.
Olcik

peggykombinera said...

o jenyyyy...
wsiadam w pociąg i gnam do Ciebie.

zostawiłaś dla mnie chociaż COSIK?

Basiula! Genialne zdjęcia.
:)

margot said...

maki takiej z słodkiego ryżu nie widziałam ,ale ryż tak , to bym bez problemu mąkę zrobiła i takie kulki tez , hm ale tej zielonej przyprawy nie kupię chyba za chony ,ale jeśli piszesz ,że wstrętna to może i lepiej ,że jej nie kupie :D

p.s ale zdjęcia , Basia cudo

monika said...

Basiu, mistrzyni obtaczania, oblepiania i indyczych skarpetek! Kulek nie zrobię, ale chyba codziennie będę tu do Ciebie wpadać i zachwycać się tymi pięknymi zdjęciami a zwłaszcza tym drugim :)))
Pozdrawiam gorąco :)))

fellunia said...

Są kulki! Wyglądają ślicznie, przepiękne fotki :) Widzę również, że odkryłaś tajemnicę mugwortu, przecież tego pełno u nas na łąkach :D To ja też sobie pooblepiam, jak będziesz chciała więcej mąki to pisz, zmielimy :)

buruuberii said...

Olcik, wiesz boje sie, ze to oznacza cos strasznego :-) Moze tez sie sama czyms otocze? MAke Fallunia zmielila mi przy pomocy mlynka, oj rany kolejny sprzet potrzebny do kuchni... I ja pozdrawiam!

Peggy,gnaj szybko, zostaly jeszcze cale ctery, z sezamem, najlepsze! :*

Alciu, dziekuje! No wlasnie mlynka do ziaren nam trzeba, oj. A przyprawa "cikawa", gorzka, zolowa, dla mnie to za duzo :-)

Monika, a zapraszai i po skarpetki tez! Wiesz, teraz sie smieje ale tak nie moglam u Tili wysiedziec, ze musialam cos wymyslic i wystrzelilam ze skarpetkami - klaniam sie nisko i zapraszam na kulki ryzowe :-) :*

Fellunia, dziekuje! Ty sie boj, bo ja naprawde moge napisac ;-) No wlasnie tego zielska u nas pod dostatkiem, ale szczerze sezam i maka - rewelacja, jeszcze jadlam takie oblane czekolada, obledne byly, mugwort niech spada :D

Polka said...

Basiu szybkie bizu :***
Czy ja się kiedyś położę spać o normalnej porze???? :/

Dziękuję za wpis! Kochana jesteś :*

arek said...

Oczy mi sie kleja , ale jak zobaczylem ta czarna kuleczke podazylem jak za krolikiem w matrixie:)super, oj jedzeniowo mam ostatnio straszna jazde na daleki wschod, ale pozostawiam gotowanie fachowcom:))
pozdrawiam goraco:)

Mich said...

Dziwne to to. Pójdę jutro do sklepu z tajskimi specyfikami i zapytam o słodką mąkę ryżową bom zafrapowany sposobem wykonania kulek. Może w weekend zrobię komuś niespodziankę dziwnym pakunkiem...
Śmiesznie wygląda trupia czaszka przy opisie bylicy pospolitej, żeś się nie bała, gratulacje:)
Nieustannie mnie zaskakujesz wymyślnymi przyprawami i przepisami. Upodobałem sobie bardziej europejską kuchnię (włoską najwięcej) ale podziwiam Twoje ciągoty i winszuję.
Wtorkowe pozdrowienia!

Anoushka said...

zawsze bardzo mi smakowały te kulki. A może nie te… te , które kupuję są takie trochę jak przezroczysta plastelina. Pyszne z orzeszkami ziemnymi i kokosem :)
Nigdy nie przypuszczałam, że tak łatwo je wykonać tymi rencami. Chyba muszę się przejść po mąkę:)
Czyli to zielone jest bleeee? Zgadza się?
Wcale mnie to nie dziwi, wygląda jak matcha, więc pewnie też tak smakuje :D
Cmok, cmok

Czyprak Antoni said...

Olaboga, jakie cudeńka tu wyczyniasz!

asieja said...

ta egzotyka,
którą nieustannie u Ciebie znajduję
nieustannie mnie zachwyca
(:

buruuberii said...

Polcia, tylko nie rob z zielonym, a jesli juz to ostroznie :**

Arek, ja wlasnie ciagle na wschod, az sie o siebie boje :D

Michu, wiesz chyba gdybym miala wybrac jedna, to tez najbardziej lubie wloska, cantucci, cream di mascarpone, pasta z bulka tarta ;-) ale zawsze wpadnie mi w rece jakis "dziwny" przepis, no i widzisz wtedy blog ten wyglada jak wyglada :-)) Odwazjemniam wtorkowe pozdrowienia!

Anoushka, a wlasnie dobrze ze o tym napisalas - one nie byly az tak gumowe jak te ktore znasz, choc powinny! To zapewne kwestia maki i bede probowac, nie poddam sie! A zielone-mugwort: matcha ma przy nim taaki leciutki posmaczek, a to gorzkie, zolowe pieronstwo jest, ale L. zjadl cale 2 kulki, ja az pol :D :*

Antoni, powiem ze spodobal mi sie ten sezam, dodaje im uroku :D

Asiejka, no bo wiesz ile moge pisac o moim ulubionym drozdzowym gdy ciagle je pieke z tego samego przepisu :-)

Beata Lipov said...

Basiu, pięknie Ci wychodzi do oblepianie. Pięknie po prostu. Jeśli masz ochotę na lawendowy susz do oblepienia czegokolwiek, zapraszam do siebie na mały konkurs. Pozdrawiam.

Gospodarna narzeczona said...

No basta! Piękności. Ja lubie toczyć kulki za to. Stworzyłybyśmy niezły duecik.
Pozdrawiam.

Ania vel Vespertine said...

Są! :)

Najbardziej zaciekawił mnei smak tych zielonych ;)

Wczoraj jedyną osłodą dnia była dla mnie świadomość, ze jest poniedziałek, więc dzień, w którym umieszczasz notki, Basiula :)

A kreski perfekcyjne, czerwień bardzo mi pasuje do orientalnych kulek.A w ogóle to bardzo mnie ciekawi ich smak.

BUźka!

karoLina said...

Znowu egzotycznie i ekstremalnie, ale w związku z tym kusi. I niespotykanie wygląda, ale skoro planujesz następny raz, to jest to wystarczająca zachęta, żeby zaryzykować.

Zaytoon said...

Szkoda, że nie mam takiej bratanicy, albo kogokolwiek, kto by podróżował sobie po świecie i mógł mi różne miejscowe rarytasy przywodzić. I że raczej nie mam co liczyć na niespodziewaną dostawę mąki ryżowej. Kuszące te kuleczki, kuszące. I, podobnie jak Ania, jestem strasznie ciekawa smaku tych zielonoobtoczonych. Bardzo ciekawa.

Pozdrawiam!

buruuberii said...

Beata, adzikuje i ja pozdrawiam cieplo!

Narzeczona, to bedziemy obtaczac razem, chocby w zurawinach suszonych :-)

Ania, a widzisz mailam watpliowosci co do tego czarwonego, z czernia i biela mi sie komponuje, ale nie bylam pewna co z zielenia, wiec mi dodalas odwagi Anulka :-) a zielone jest bleee, gorzkie, ziolowe, nie umiem sie w nim rozsmakowac, za to czarny sezam sama radosc :D

KaroLina, fajnie to ujelas, planowanie kolejnego obtaczania kulek swiadczy o ich atrakcyjnosci, w rzeczy samej ;-)

Zaytoon, a tak, taka bratanica jest na wage zlota! Dosyc mam duzo podrozujacych znajomych, tyko niestety nie wsyscy sa tak wyrozumiali i nie zawsze chca przywozic podejrzane przyprawy... I ja pozdrawiam Cie cieplo :)

lo said...

Piękne jest te Twoje oblepianie. Z taką radością na nie patrzę. Kolejny raz zrobiłaś coś zaskakującego, intrygującego i ślicznego.

aga-aa said...

Ty to zawsze z jakimś wymyślnym cudem wyskoczysz, ale to własnie u Ciebie lubię :)

Tilianara said...

Basieńko, ale śliczne kuleczki! Aż szkoda że te z mugwortem niesmaczne wyszły, bo takie zieloniutkie są ogromnie urocze :) Za to te w czarnym sezamie mnie uwiodły :)

Aaaa, no i jak to jest z zasadą zdjęć? Czy to nie miało być 1-3-11 lub 13? :D
Ach, no i ja na naleweczki czekam, z największą możliwą ilością zdjęć - szczególnie tych pięknych nalepeczek :)
Buziak Kochana i biegnę na rehabilitację :***

monika said...

A co Ty Basiu piszesz, że zielony miałby do zdjęcia nie pasować? Bez zielonego byłoby po prostu ładne zdjęcie, a to zielone to jak kropka na "i" ("i" jak idealne, o!) - musi być :) Przyszłam pooglądać, tak jak pisałam ;)
Pozdrawiam cieplutko :)))

Agata said...

Piękne i orientalne to Twoje oblepianie!:)

ahawa7 said...

Ależ to piekne.

viridianka said...

cudne kuleczki, i fantastyczne zdjęcia, ale co ja tam Ci będę słodziła zawsze mi się wszystko u Ciebie podoba :P:P:P

ps. Basiu a masło sezamowe? to co do tych batoników ;)) tak sobie pomyślałam... ale nie jadłam nigdy takowego więc nie wiem jak smakuje :]

pps. matcha przyszła wczoraj :)

buruuberii said...

Lo, czasem latwiej tak wyskoczyc :-) jak pisalam trudnosc przygotowania 1/10 :D

Aga-aa, :-) dzikuje!

Tili, wiesz kulki dobre, ale mugwort jakis za bardzo ziolowy... Tak, zgadzam sie w 100% zlamalam zasade 1-3-13, pomyslalam ze para tez jest dobra,a le przysiaglam sobie ze wiecej wyjatkow nie bedzie :D

Monika, dziekuje :* bo wiesz ja czasem jestem strasznie czarno-biala i mysallam, ze ta zielen zgnita i czerwien...

Agata, a czasami to takie latwe :-)

Ahawa, :-)

Viri :-)) Ty masz super pomysl, nie wpadlabym na to, a tahina moze sie nadac - wiesz jest gorzka, nei da sie nia calkowicie zastapic masla orzechowego, ale juz teraz cos wymysle :-) Ciekawa jestem Twojego matcho-otaczania?

viridianka said...

cieszę się że Ci się pomysł spodobał :))
a matchą zajmę się w najbliższym tygodniu, przed chwilą jak dotarłam do domciu to powąchałam i podoba mi się ten zapach :))

Małgosia.dz said...

Basiu, cóż oznacza to wielce tajemnicze "doznania smakowe są niespotykane"? :)
Jestem pod niezmiennym wrażeniu Basiu. U Ciebie zawsze jakieś tajemnicze składniki, precjoza z końca świata... Świat przybliżasz, wiesz? :)

Bea said...

No wlasnie, mnie tez te w zielonym proszku nie posmakowaly (oczywiscie prezent od 'ucznia' ;)). Ale ja wybredna jestem, wiec moze dlatego ;)
A Twoje zdjecia jak zwykle przeurocze Basiu! I tak rownomiernie wszystko 'oblepione'... :)

Pozdrawiam!

Bea said...
This comment has been removed by the author.
Olciaky said...

Basiu, ja też marzę o młynku..ale to niestety muszę te marzenia odłożyć na później:)
Pozdrawiam równie serdecznie i ciepło!:*

zemfiroczka said...

To poleciałaś Basia w kulki. Ten mugwort to ładna nazwa, nie wiem dlaczego akurat skojarzył mi się w Harry Potterem, bo nawet nie przeczytałam ani jednego tomu.

Ale wiesz co? w życiu bym nie powiedziała, że to zielsko się tak nazywa. Swego czasu dłuugo poszukiwałam odpowiedzi jak się nazywa takie żółte, co obrasta pola późnym latem i zupełnie przypadkowo ktoś znalazł trop, że to nawłoć kanadyjska zwana też mimozą.

Ciekawa jestem, co też jeszcze nam pokażesz. I czekam jak Lipka - na wpis o naleweczkach.

buruuberii said...

Viri, ciekawa jestem jak Ci sie "matchowanie" spodoba? :)

Malgosia, te doznania smakowe sa bardzo ziolowe, gorzkawe, nie do slodkich ciastek po prostu :-) ciesze sie, ze przyblizam, choc calkiem przez przpadek...

Bea, dziekuje! To czyzbysmy obie byly wybredne? :)

Olcia, i ja tez...

Oczko, nawloc kanadyjska, co Ty powiesz? :-)
Nalweki: wiesz planowalam jakas zimowa, ale zimowe nie sa takie dobre i pewnie dopiero zrobiw wiosna, no chyba ze kawowa teraz zaryzykujemy? :*

Bea said...

Bardzo mozliwe w takim razie ;))

zemfiroczka said...

Kawowa? bardzo pysznie! :)))