Monday, August 16, 2010

z morelami


morelowo mi
morele na sniadanie
morele na obiad
morele na deser...

Morelowo mi. Morele na sniadanie - dzem, na obiad - z kotletami wieprzowymi i morelowa wodka, na deser - z kruchym ciastem. Morelowo mi, nie jest to moj ulubiony kolor, ale smak ten lubie bardzo.

Wlasnie zobaczylam, ze u Marty Gessler tez morelowo w tym tygodniu... Marta pisze o dzemie, o koniecznosci dodawania ogromnej ilosci cukru, ze cukier konserwuje. Prawda to, ale ja od lat dodaje max. 250g cukru na 1 kilogram owocow i wiem z wlasnego doswiadczenia, ze dzem bez problemu przetrzyma rok, jesli dotrzyma oczywiscie :-)

Dzem morelowy to pomysl Johanny, Johanny Wieser ktora w austriackiej Dolinie Wachau, Dolinie slynacej z moreli, smazy marmolady roznorakie, morelowe glownie. A maz jej Markus morelowe wodki (marillenschnaps) i likiery (marillenlikör) wytwarza, inne owoce tez znaja, ale morele to podstawa. Markus i Johanna prowadza Destillerie Wieser o ktorej wspominalam tutaj. Ale o dzemie: dzem Johanny jest delikatny, lekko slodki, lekkko kwaskowy, raczej lejacy w konsystencji, najlepszy dzem morelowy jaki jadlam, to najdoskonalszy smak Doliny Wachau, ktora znam dzieki Tacie Andrzejowi.

Przepis na delikatny dzem morelowy (stworzony na wzor morelowej marmolady Johanny Wieser):
1 kg slodkich wypestkowanych moreli
150-250g cukru
50ml morelowej wodki (opcjonalnie)
ziarenka z polowy laski wanilii (opcjonalnie)
Wypestkowane morele pokroic na cwiartki, zasypac 150g cukru, odstawic na godzine. Nastepnie morele doprowadzic do wrzenia i gotowac okolo 15 minut, ostudzic calkowicie. Ponownie zagotowac i gotowac 5 minut, czesto mieszac. Powinno odparowac 25% poczatkowej objetosci dzemu. Ostudzic, jesli konsystencja i slodycz dzemu nam odpowiada nie nalezy dodawac wiecej cukru lecz dzem ponownie doprowadzic do wrzenia (jesli chcemy dzem urozmaicic, to w tym miejscu mozna dodac schnaps lub/i ziarenka wanilii), nie gotowac, goracy dzem nakladac do sloiczkow, w razie potrzeby pasteryzowac.


Jesli ktos ma ochote na dalsze eksperymenty z morelami, polecam kotlety wieprzowe z morelowa wodka (w wersji austriackiej bedzie to morelowy schnaps, w wersji wegierskiej morelowa palinka, a w wersji czeskiej meruňkovice).

Przepis na kotlety wieprzowe z morelowa wodka i karmelizowanymi morelami (2 porcje):
4 kotlety ciensze wieprzowe bez kosci
50 ml morelowej wodki
plaska lyzka jasnego miodu
szczypta soli
swiezo mielony czarny pieprz
maslo
6 dojrzalych moreli
Kotlety marynowac kilka godzin w polowie marynaty przygotowanej z morelowej wodki, miodu i czarnego pieprzu. Pozostala polowa marynaty zalac morele pokrojone na polowki, marynowac tak dlugo jak kotlety. Na mocno rozgrzanej patelni roztopic maslo, morele smazyc 2 minuty z kazdej strony. Nastepnie usmazyc kotlety, max. 3 minuty z kazdej strony, w tym czasie powinny sie pieknie skarmelizowac, na koncu podlac marynata pozostala z marynowania moreli. Kotlety podawac z karmelizowanymi morelemi, pieczonymi ziemniakami. Slatke mozna sobie darowac :-)


I wreszcie deser - kruche ciasto z morelami,
tzw. kruche ciasto "goscie jada", jesli tylko mamy pod reka dorodne owoce mozna je piec gdy goscie wcinaja obiad, podawac lekko cieple. W ciescie tym doskonale sprawdzaja sie rowniez borowki, wisnie, sliwki wegierki. Wszystkie wymienione owoce sa praktycznie niedostepne w Czeskiej Republice, morele jednak sa, warto sprobowac.

Przepis na kruche ciasto z morelami i migdalami (na tzw. duza blache):
400g maki
200g masla
100g cukru (w tym cukru z wanilia)
4 zoltka
700g moreli
garsc migdalow
cukier puder do posypania ciasta
Maslo utrzec z cukrem, a nastepnie zoltkami, dodac polowe maki, dokladnie wymieszac, powoli dodawac pozostala make. Ciastem wylozyc forme (mozna bez walkowania, mozna walkowac, jak kto woli), wlozyc do lodowki na 20 minut. Na schlodzonym ciescie ukladac polowki moreli, posypac migdalami. Piec na zloto (max. 30 minut) w 175. st. C, po upieczeniu posypac cukrem pudrem.

Oto cala moja morelowa filozofia, lece mieszac morelowy dzem, a Was drodzy czytelnicy makagigi sciskam serdecznie :-)

42 comments:

Anoushka said...

poproszę wszystkiego po trochu :)

nobleva said...

U mnie też tego lata królują morele. Nie mogę sobie przypomnieć w której książce jest scena ciągłego sięgania do miseczki z morelami, a widzę ją za każdym razem, kiedy ktoś wspomina o morelach. I teraz też.

margot said...

ła , Basia jesteś niemożliwa , teraz jeszcze moreli muszę na przetwarzać , ła i ciasto upiec z morelami
Ach jak ja kocham morele i lato
Dobra brzoskwinie i nektarynki tez lubię :P
Ale teraz marzę przez ciebie-kusicielko tylko o morelach
p.s dziś kupiłam 3 kilo brzoskwiń ma ten dżem , bo zrobiłam z 1 kilo i mało
http://www.chillibite.pl/2010/08/erotyczne-brzoskwinie-z-rozmarynem.html
2 kilo nektarynek na to-uwielbiam go,a pokazała mi go Pusia
http://thorsten-food-photography.blogspot.com/2010/06/nectarine-coffee-jam.html
Chciałam też morele ale w zieleniaku nie było , kupie jutro na rynku (z 3 kilo tak na początek)
a także dokupię(oby były ) jagód na powidła Moniki i trochę malin

Zaytoon said...

Wódki, to bym raczej nie dodała, za to wanilię jak najchętniej! Dla takiego dżemiku, to ja zawsze jestem na tak. :)

Ściskam, Basiu!

myniolinka said...

no pysznie morelowo! szczególnie na ostatnim zdjęciu... ten kawałeczek skonsumowalabym do ostatniego okruszka :)

ptasia said...

O nie, Marillen Schnapps danke, nie, ale to ciacho na końcu kruche - ja, ja. Morelowym dżemem też nie pogardzę. No i jak miło dowiedzieć się czegoś o Johannie, kojarzonej z GP.

An-na said...

Piękne i pyszne to ciasto! Naprawdę nie jedzą śliwek ani wiśni? Dziwni ci Czesi...

buruuberii said...

Anoushka, wyslac? Dzem spokojnie dojdzie :)

Nobleva, dobrze budzic wspomnienia, dobrze ze dobre :)

Ala, no, no ten dzem z ziarnami kawy brzmi wspaniale! Ja sie chyba zatkam tym morlelowym, ale zrobie duzo (duzo jak na mnie:), niemozliwa to raczej jestes Ty :D

Zay, wiesz wanilia lepsza gdy mam wybrac jedno z tych dwu :)

Ptasia, rozszyfruj dla mnie prosze
skrot GP? Schnapsu sie nie tkne, ale w dzemie, czy z kotletami to calkiem inna bajka :D

Myniolinka, mozna sie czestowac!

An-na, wiesz sliwki sa, ale nie ma wegierek, wisni nie widzialam tutaj na oczy, podobno babcie pamietaja :) Zaskoczylo mnie to, bo myslalam ze wisnie sa takie srodkowoeuropejskie...

Patrycja said...

Ależ pyszności narobiłaś:)
Spróbowałabym wszystkiego!

ptasia said...

GP = Galeria Potraw ;) No chyba, że to nie ta Johanna, ale kierunek świata jakby się zgadzał...

ptasia said...

Eee, no może jednak faktycznie nie ta Johanna...

monika said...

Jej Basia, Ty tu morelami po oczach a u nas moreli na rynku ani jednej, naprawdę.. Ale muszą chyba się pojawić nie?
Morelowy dzem robię z sokiem z cytrny i pomarańczy i rumem, cukru podobnie jak u Ciebie, ja nie wiem czy z tym cukrem to nie jest po prostu takie przyzwyczajenie -że jak dżem to mega słodki - a guzik prawda ;)
I te kotlety - no takiego to bym zjadła bez zastanowienia :)
I jeszcze ciacho, superowe, w sytuacji "goście jadą" chyba nawet szybsze niż brownies, co? :) ja dziś robiłam drożdżowe ze śliwkami (naprawdę nie ma węgierek w CZ?)
Ściskam mocno :*

monika said...

Aaa, i te pesteczki na zdjęciu, zapomniałam napisać - cudo :)))

Polka said...

Jeśli Żaba wszystkiego nie zżarła jeszcze to i my chcemy my my my :D
Basiu CUDNE zdjęcia!
Wiesz o co mi chodzi :)
Wszystko takie... wyważone!
Jak zaczarowane!
Zrobię wszystko, żeby kupić te bilety :D
:*
PS
Wczoraj zamknęłam w słoiczkach dżem... morelowy :D

Arvén said...

Nie rozumiem po co dodawać tony cukru do dżemu, skoro w wielu przypadkach nie doczekuje on nawet właściwych mrozów, kiedy to smakuje idealnie z ciepłym tostem i kakao ;)
A ciasta typu 'goście jadą' to uwielbiam nawet jak gości w drodze brak :D

Świetne zdjęcia!!

karoLina said...

Spojrzałam dzisiaj w sklepie na morele i pomyślałam, że jednak nie, że przynajmniej tydzień przerwy od robienia dżemów, bo kiedy ja to wszystko zjem, ale, jak piszesz "najlepszy jaki jadłam" to go sobie wyobrażam w smaku i wyglądzie i mam ochotę natychmiast zabierać się za smażenie. Naprawdę, to nie żadne tam literackie upięknienie, żeby mój komentarz dobrze brzmiał, chociaż jest po 23 i właściwie minuty mnie dzielą od łóżeczka. Ja akurat lubię dżemy bardzo słodkie, o ile tylko składają się oprócz cukru z owoców, a nie dziwnego wypełniacza obecnego w niektórych kupnych. Świetne pierwsze zdjęcie!

viridianka said...

wiesz Basiu, nie wiem co powiedzieć... tyle morelowości w jednym miejscu, że aż mnie zatkało! i mimo żem 'słodka dziewczyna' to dzisiaj najbardziej zainteresowały mnie te kotlety i ziemniaczki (; surowe je nacinacz i tak po prostu pieczesz? wyglądają zabójczo i bardzo apetycznie.

Karmel-itka. said...

jeju... prawdziwe morelowe szaleństwo! wspaniałe, cudowne rarytasy. cieszą nie tylko żołądek,ale pieszczą podniebienie i zabawiają oczy... piękne!

majka said...

Morele to takie wdzieczne owoce. Wszystko wyglada tak apetycznie. Wyobrazam juz sobie taki pyszny morelowy dzien w milym towarzystwie: na sniadanie kanapka z morelowym dzemem, pozniej taki pyszny obiadek i ciasto na deser. Zyc nie umierac :)

Pozdrawiam Basiu :)

grazyna said...

Basiu, wszystko jest przepyszne !

Agata said...

U mnie teraz obwitość brzoskwiń, ale Twoje morelowe wyczyny zapierają dech w piersiach! Mi owe morele z Czechami i dzieciństwem właśnie się kojarzą...

Gospodarna narzeczona said...

Powakacyjnie witam Barbarę i wślizguję się na ucztę.

Anoushka said...

A moze bys przywiozla osobiscie :)

dorota20w said...

wszystko Smakowicie wygląda !

Olciaky said...

Dziękuję za piękne słowa.
Morelowo Ci tak, że aż Mi się udzieliło.
Ciasto to chyba morelowy ideał.
Zrobię....

Jul said...

Morele są cudowne. A w dżemie nabierają takiej cudownej głębi.Mmmmm...
A tego masła ile trzeba utrzec do ciasta?:)

buruuberii said...

Patrycja, a to czestuj sie prosze :-)

Ptasiu, reczej to moze byc inna Johanna, nie sadze bym ja gdzies w PL spotkala :)

Monika, och wreszcie ktos pesteczki zauwazyl :D wiesz, tutaj morele sa i to w nadmiarze, za to ani pol wisni nie widzialam :-)

Pola, starczy i dla Zaby i dla Ciebie :) No i dalej nie wiem jakiz to morelowy dzem robilas?

Arvén, dokladnie zadaje sobie to samo pytanie :D A z ciastem mam tak samo, peike nawet gdy gosci nei ma na horyzoncie :)

KaroLina, wypelniaczom mowimy nie! A jak slodi lubisz, to koniecznie daj wicej cukru, cieszmy sie tym co lubimy :)

Viri, bo te kotlety slodycz moreli maja w sobie, poz tym sa wytrawne :) O ziemniaczkach napisze w szczegolach kiedys, poza tym co Ci juz podeslalam.

Karmel-itka, Grazynka,
dorota20w, dziekuje!

Majka i ja Cie cieplo pozdrawiam :)

Agata, slusznie piszesz, w rzeczy samej morle sa bardzo czeskie, moze bardzo austro-wegiersie ze tak powiem? Niemniej jednak Czechy bez morelowych knedli, to nie bylyby Czchy :)

Narzeczona-Kasia, a rozgaosc sie prosze!

Anoushka, a wiesz ze to bylby swietny pomysl!!!

Olciaky, przesze, szczerze jak najbardziej! Wiesz, takie proste ciasta maja cos w sobie, nieprawdaz? :*

Jul, dzieki za uwage - oczywiscie cukier wystepowal az 2 razy :-) czy az tak lubie cukier? Masla ma byc polowe ilosci maki, czyli 200g!

Kasia said...

Basiu, nie mogę się doczekać by wrócić do domu i poeksperymentować z morelami ... tak morelowo mi się zrobiło ;)

monika said...

Ach, no pesteczki od razu się w oczy rzucają - takie mega-Basiowe są :)))
A z tymi wiśniami to dziwne, są w końcu czeskie przepisy z wykorzystaniem wiśni.. Może to tak jak u nas pigwa czy mirabelka - na targach nie uświadczysz..?

:**

amarantka said...

Basiu, zauroczyłaś mnie swoją morelową historią...
A jeszcze bardziej zdjęciami.
Pierwsze, jest takie, takie, takie... zwykłe niezwykłe. Rewelacyjne.
Jak morela.
Zwykła niezwykła.

Bea said...

Basiu, wspanialy ten dzem! U nas taka morelowa wodka tez jest bardzo popularna, ale do dzemu jeszcze jej nie dodawalam. Ale w przyszlym roku nie omieszkam ;)

Usciski!

arek said...

Ojej Basiu, ale u Ciebie to naprawde MORELOWO!! Cudnie jak zawsze:) Pozdrawiam(y) mocno i goraco:))

Joanna D.C. said...

Basienko, no I znowu sie rozkojazylam :) Oh, pamietam smak tego dzemu Johanny… A czy Ty wiesz ze ja jeszcze mam butelke ich likieru morelowego? Uzywam go jak na lekarstwo: Mama z Kasia mialy okazje sie Nim delektowac :) Wiesz, tak sobie mysle… Te dzemy Johanny sa tak smaczne poniewaz te morole w Dolinie Wachau sa bardzo szczegolne: slodkie I soczyste, napelnione takim nieziemskim nektarem… Oh, I ten zapach… Pycha… To kruche ciasto z morelami wygloda przeapetycznie :)
Moc morelowych buziakow :)

kasiac said...

Basiu, ile morelowych pyszności! Wszystko po kolei bym popróbowała:) Te przypieczone morele przy kotleciku wyglądają bardzo apetycznie. Zresztą wszystko inne też! Pozdrawiam Cię serdecznie!

kass said...

Basiu, aleś mi smaka narobila!!!
Morele to pyszne owoce, uwielbiam je...zdjęcia obłędne!

Ania vel Vespertine said...

Basiu, piękna ta Twoja symetria na pierwszym zdjęciu!Idealne łuki,kreski, przecięcia :)

Morele tylko przerobione, na świeżo nie lubię. Odwrotnie brzoskwinie ;)

Uściski!

PS A rożki w sobotę :)

buruuberii said...

Kasia, trzymam kciuki za Twoje morelowanie :)

Monika, ma wrazenie ze dawniej tu wisnie byly, ponoc ktos tam mial w sadzie... A sluszna uwaga z ta pigwa u nas :)

Amarantka, dzieuje i do uslug!

Bea, a ja w przyszlym roku zrobie Twoj z rumem :D

Arku i ja pozdrawiam Was serdecznie!

Joasiu, oj Ty nie mow ze masz ten likier, niesamowite! wrocimy tam kiedys, co?

Kasiac, oj staralm sie pokazac cale piekno karmelizowanych moreli, no prawie cale :)

Kass, u Ciebie to powinny byc, tylo u naszych wroclawskich wujkow to wiem ze bywaly juz koncem sierpnia...

Ania, linie - klaniam sie w pas :-) Wiesz, ze tez wole przetworzone morele? Trzymam kciuki za rozki, nadzienie masz, nie? :D

aga-aa said...

nawet nie wiesz jak ja ubóstwiam morele!

Ania vel Vespertine said...

Nadzenie maaaaam! :) Basiu, włąśnie kończę je robić, osatnia partia w prodizu. Jestem padnieta, ale i spełniona :) Są przepyszne! MOja babcia robiła podobne, ale z marmoladą w srodku! NIe wiedziałam, jakeigo przepisu uzywała, ale tenm smakuje b. podobnie, niemal identyczne!

Dobranoc, Basiu...

Pinos said...

Och, pamiętam smak tego dżemu... muszę spróbować. Dzięki, za przypomnienie czegoś, czego smak zawdzięczam tacie - Markowi ;)

viridianka said...

Basia to ja melduję: ziemniaczki zrobione i zjedzone (: wczoraj na grillu do łosia były, dla każdego po dwa przeznaczyłam, stwierdziłam że i tak zostanie a tu szok! wszyscy zjedli po dwa i chcieli jeszcze ha ha (:
od siebie do połowy dodałam drobniuteńko posiekany czosnek i rozmaryn, ale i z samą solą morską były super.

notka ziemniaczkowo-grzebykowa musi być i basta (:

dziękuję!

lo said...

Te kotlety z morelą urzekły mnie. Lubię takie połączenia mięso + alkohol + owoce. Lecę do kuchni.