Tuesday, October 16, 2012

chleb Babci Celki



wiesz, ile w takim piecu chleba da się upiec?
Z siedem bochenków, a każdy jak koło u wozu.
U nas, panie, w domu matka takie koła piekła.
Dzieża mąki szła... 
strona 337, Wiesław Myśliwski, "Widnokrąg", Znak 2007 

Eh, panie. "Widnokrąg" mistrzowsko przenosi w kraj nad Wisłą, nad sama Wisla, gdzies w okolicach Gor Pieprzowych i Sulislawic, nazwa zadna nie pada, a przeciez niewiele miejscowosci lezy nad Wisła i ma Brame Opatowska i Collegium Gostomianum. To okolice gdzie niemal cale zycie Babci Celki toczy sie, no kilkanascie kilometrow na poludnie. Jak to sie mowilo: nad Wisłą. 

I piekla Babcia w piecu kilka bochenkow, jak kola u wozu, wielkie, z brazowa skorka, posypane delikatnie makiem, swieze przez dlugie dni. Trudno mi bylo wowczas zrozumiec dlaczego stukala w bochenki od spodu i sluchala jaki wydaja odglos, tak samo jak nie moglam pojac co znaczy "idźta ciekat" gdy wyganiala, nas, wnuki z kuchni kiedy zaczynala pieczenie chleba. I dlaczego w ogole chciala sie nas pozbyc z kuchni? Twierdzila, ze "pieczenie chleba potrzebuje ciszy"... ale tez dowiedzialam sie po latach, ze Babcia nie lubila w kuchni towarzystwa, bo nieszczegolnie lubila kucharzyc (tak jak dzisiaj nie lubi o tym opowiadac i mysli, ze Ją egazminuje), ale i tak spedzalam nad Wisłą najpiekniejsze wakacje zycia.

Nie moge powiedziec, ze juz jako berbec mieszalam Babci zaczyn na chleb w nieckach (zreszta o tych nieckach wspominalam juz tutaj z rozrzewniniem, choc ciesze sie ze mam babcina miarke na make). Za to chodzilam z Dziadkiem Cześkiem (ktory notabene byl piekarzem, a jego dosc pospolite nazwisko rodzinne pada wsrod niewielu wymienionych w "Widnokregu") zaprowadzic krowy "za wał", czyli na pastwisko nad Wisle, i wtedy tej Wisly bylam jeszcze blizej i blizej! 

Chleb Babci Celki to chleb z jasnej maki zytniej z dodatkiem maki pszennej chlebowej, na kwaszonym ciescie. Kwaskowaty, z malenkimi dziurkami. Chleb srednio skomplikowany, jesli zakwas mlody - mozna dodac drozdzy, zreszta Babcia twierdzi, ze dodawala szczypte swiezych drozdzy "dla pewnosci" i mowi jeszcze, ze maka zytnia ma byc najjasniejsza z mozliwych. To chleb mojego dziecinstwa, z chwil spedzanych u Dziadkow nad Wisłą. Jak chleb Babci Rozi tak i ten chleb ma dusze i drzemia w nim wspomnienia. 

Przepis na chleb Babci Celki (~1/6 babcinej porcji): 
1/2kg maki zytniej jasnej (np. pol na pol typ 500 i typ 720) 
1/4kg maki pszennej chlebowej 
2 szklanki letniej wody 
2 lyzki zytniego zakwasu* 
lyzka soli 
Wieczorem rozczynic 250g maki z zakwasem i szklanka wody, przykryc i zostawic na noc (lub 12 godzin). Nastepnego dnia rano dodac do zaczynu pozostala make, sol i dodatkowo 1 szklanke wody. Dobrze wyrobic, tak z 10 minut, powiedzmy. Ciasto zostawic na 2 godziny by podwoilo objetosc, po godzinie mozna raz odgazowac. Nastepnie ciasto znow odgazowac, uformowac bochenek, przelozyc do omaczonego koszyka i pozostawic do wyrosniecia (~2 godziny w 24st.C). Piec 40 minut (w oryginale - w dobrze nagrzanym chlebowym piecu), na poczatku w 220st.C, po 15minutach temperature obnizyc na 200st.C. Zajadac z maslem i solą, a ja wspominam jak bylo nad Wisłą.

* tak naprawde Babcia Celka nie uzywala zakwasu, a czegos co nazywala "bułeczką kwaśnego ciasta" - byla to grudka ciasta jaka zostawiala w nieckach po pieczeniu chleba, i czekalo to kwasne ciasto w spizarni do kolejnego pieczenia. 

PS. Chleb Babci upieklam z okazji Zorry Swiatowego Dnia Chleba:

World Bread Day 2012 - 7th edition! Bake loaf of bread on October 16 and blog about it!

18 comments:

Kamila said...

Basiu chciałabym zobaczyć te wielkie bochenki, teraz pozachwycam się Twoim! Miło świętować w Takim Gronie! Pozdrawiam

kass said...

Basiu cudnie napisałaś i pięknie upiekłaś... takie chleby żytniaki z domieszka pszennej są najpyszniejsze! wypróbuje napewno:)

Nordstjerna said...

Wiesz, że uwielbiam Twoje opowieści?
Dzisiejsza przypomina mi moją Babcię i pieczenie chleba, które jak przez mgłę pamiętam (6 dużych bochnów i blacha białej buły). Pamiętam, jak biegałam miedzą po "zakwasek" do sąsiadów. Niestety, Babcia nie żyje już od dawna, a ja wiem tyle, że do chleba dodawała ziemniaków. I też ponoć dawała drożdży, z wyjątkiem czasów okupacji, kiedy o drożdże było trudno. A ja dzisiaj upiekłam taki zwykły żytnio pszenny, po mojemu, z czarnuszką. Bez przepisu ale i bez drożdży. A Twój dzisiejszy mam wielką ochotę upiec, bo dawno już nie piekłam takiego jasnego :)

Majana said...

Basiu, pięknie opisałaś swoje wspomnienia, wspaniale się czyta.
A to zdjęcie po prostu rewelacja! Takie basine, piękne po prostu.
Kromka idealna.
Ściskam cieplutko:*

Monika said...

coś pięknego.tylko te, z pozoru banalne słowa cisna mi się na usta po przeczytaniu Twojego niezwykle ciepłego,swojskiego wpisu.wiele bym dała za kawałek ów bochna;)

m.

An-na said...

No i masz przepis Babci! Myślę, że taki chleb piekła też moja Ciotka. I takiego samego zakwasu używała - to tzw. zaczątek...

A tu Wolna Grupa Bukowina:http://www.youtube.com/watch?v=iKaXrUZ4rlE

margot said...

nooooo ja bym dużo dała żeby zobaczyć taki chleb jak kolo od wozu , naprawdę , choć twojej kromce niczego nie braku , nie żeby mi się nie podobała, bardzo mi się podoba ,ale taki wielki babciny chleb ,ach

monika said...

I jest ten Babcin chleb! Piękny Basia, smakuje jak ten ze wspomnień? :)
U mojej Babci też to kwaśne ciasto, zaczątek jak pisze An-na czy po prostu ciasto, a ja do tej pory jeszcze nie spróbowałam tak chleba upiec, zawsze ze "zwykłego" zakwasu..
A Myśliwski to umie o jedzeniu napisac, co? Ten chleb, fasola.. :)))

Ściskam mocno Basia :)

Evitaa said...

Niby takie proste zdjęcie. A dokładnie widać ten mięciutki środek chleba o idealnym kolorze. Taki, jak lubię.
I ten babciny przepis, aż się cieplej robi :).
Pozdrawiam!

Jswm said...

ta kromka to kwintesencja chlebowości

ankawell said...

Wakacje spędzam w starym drewnianym domu...takim domu z chlebowym piecem...taki dom ma duszę...dawno temu jego gospodyni piekła w nim wielkie , okrągłe bochny chleba...wyjmowała je z pieca ,dłonią robiła na nich znak krzyża i jeden bochen kładła na gałęzi jabłoni , która rośnie przed domem - tam najszybciej stygł ...

Przemysław said...

własnie wyjęłam go z pieca ..... standardowo krzywo wyrzuciłam go z koszyka na kamiń i troszkę krzywulec mi wyszeł ....ale tak pachnie, ze już się ne mogę doczekać kiedy go spróbujemy:)pozdrawiam ciepło Jolanta Szyndlarewicz

Magda Baran said...

Celny chleb! i piękne wspomnienia :)

grecki_chor said...

Czyli szanowny Pan zakwas ożył. Pracuję nad swoim intensywnie, ale wciąż się boję, że na dwóch łyżkach zakwasu nie wyhoduję całego bochna. Więc chwilowo straszne kwasy mi wychodzą, bo daje szklanice całe zakwasu do ciasta, ale też nie powiem, żeby mi to specjalnie przeszkadzało :)

buruuberii said...

Dziekuje za wszystkie komentarze i dobre slowa!

@ Przemysław - Jolu, mam ndzieje, ze sie udal i nie rozczarowal Cie... :-)

grecki_chor, Monika a moj jest zywy caly czas, tylko ja ide na latwizene i malo pieke chlebow z koszyka, wiec jak juz sie za taki zabiore raz na pol roku, to jest maly dreszczyk :))

Przemysław said...

Powiem tyle - ten chlebuś jest genialny:). Cudowny w smaku ... zniknął bardzo szybko:) ... dziekuję za przepis, będę z niego wielokrotnie korzystać:) pozdrawiam Jolanta Szyndlarewicz

zorra said...

Grandma know the best recipes. Dziekuje za udzial w Word Bread Day. Mam nadzieje, ze za rok ponownie wezmiesz udzial w akcji.

buruuberii said...

Przemysław... Jolu bardzo sie ciesze, no i babcia tez, choc babcia mowi, ze to taki zwykly chleb, chyba wtedy zapomina co na codzien jest w sklepach :)))

zorra, it was my pleasure :-)