Monday, December 14, 2015

paszteciki



cioci Czesi nie da się zapomnieć, nie da się nie lubić i nie myśleć o niej gdy myślę o suszonych jabłkach, ptysiach z bitą śmietaną i... pasztecikach. Nie da się nie wspomnieć pożyczania od Niej szatkownicy i ogromnego tłuczka do kapusty i maszerowania z tymi utensyliami przez małopolskie pola. Przede wszystkim jednak nie da się nie pamiętać Cioci Czesi świetnego poczucia humoru!

Jako dziecko nie doceniałam tych żartów, śmiechów i wygłupów, mój rodzinny dom był w tej kwestii nieco drętwy. Nie zapamiętałam za bardzo konkretnych historii poza tym, że u Wujanki (jak często na tą ciocię mówiliśmy) wszyscy ze wszystkich żartowali i że mieli do siebie ogromny dystans. Ciocia była nieco popyrtana, szczera i serce na dłoni. Atmosfera w Jej i Wujka Mietka domu panowała zawsze wyśmienita.

Widzę siebie z oddali. Idę przez pola, wracam od Cioci Czesi i zajadam paszteciki. Zapamiętałam to jako konktetny obraz, który mam wyraźnie przed oczami, w jednej trzeciej dystansu między domem cioci a naszym, stoję na nie istniejącej dziś polnej ścieżce, stoję i wcinam obłędnie pyszny pasztecik! Zamykam oczy i widzę tę małą dziewczynkę pośród łąk...


Przepis na paszteciki drożdżowe (za przepisem mojej Mamy, prawie jak ze wspomnień):

FARSZ
1-1,25kg wieprzowej łopatki (lub szynki)
2 liście laurowe
7 kulek ziela angielskiego
7 kulek czarnego pieprzu
3 marchewki
1 pietruszka
średni kawałek selera
2 jajka
czarny pieprz swieżo mielony
gałka muszkatołowa 
sól
CIASTO
dokładnie takie samo jak na paluszki z kminkiem

Łopatkę ugotować z przyprawami i warzywami w małej ilości wody, do miękkości (około godziny). Wszystko wystudzić. Następnie mięso i warzywa zmielić na dość drobno w maszynce. Doprawić czarnym pieprzem (około 1 płaska łyżeczka), gałką muszkatołową (około 1/2 kulki), solą (około 2 łyżeczek).
Przygotować ciasto według przepisu na paluszki z kminkiem. Ciasto podzielić na 4 porcje. Rozwałkować na grubość około 3-4mm, pociąć na kwadraty 10x10cm, na każdym ułożyć porcję farszu (około 2-3 łyżki). Ciasto zawinąć wokół farszu jak roladę. Paszteciki układać na blasze, posmarować białkiem, posypać kminkiem. Piec na złoto-rumiano w temperaturze 180st.C, około 12 minut (zazwyczaj przygotowuję paszteciki z 250g mąki, powstaje około 25 pasztecików). Podawać ciepłe, najlepiej z barszczem Niusi, w grudniu smakują najlepiej!


PS. Odwiedziliśmy Ciocię Czesię na tych wakacjach. Wstydziłam się, że nie byłam u Niej chyba z dziesiec lat, choć planowałam co roku. Oczywiście Ciocia nic a nic się nie zmieniła. Żartowała z tego, że podrapał ją w rekę indyk (choć rana wyglądała fatalnie). Oczywiście wpadliśmy znienacka, wiec żałowała, że wiele nie może nam zaproponować, co nie przeszkodziło, by kilka razy nie namawiała nas na zupę pomidorową, czemu wtórowali jej synowie plus wnuczka, wszyscy w tak samo doborowych humorach!
.

2 comments:

monika said...

Jej, to są te obłędne paszteciki z obłędnym barszczem z cytryną, tak? :))) A ja wczoraj wreszcie dorwałam na Mazurach piękne (tzn. brzydkie, ale pięknie pachnące :)), porządnie wędzone węgierki i chyba nie pozostaje nic innego jak ugotować zupę :)))

:**

PS. Ciocie Czesie to już chyba mają to do siebie, że są fajne :)))

Evi said...

Pyszne!