
wrocilismy z Lupawy, ze splywu kajakowego Lupawa, rzeka zwawa, miejscami plynaca jednym wielkim bystrzem, odludna i bardzo urozmaicona. Padalo oczywiscie niemal bez przerwy przez 5 dni z rzedu, przez kolejnych 5 czasem pokropilo, a nasza meteorologiczna brygada KiM przepowiadala "bedzie lalo, albo bedzie slonce" :) Przygoda byla wspaniala, glownie dzieki paczce przyjaciol i znajomych, ktorym tym samym dziekuje za obecnosc i fantastyczna zabawe!
Bedac wiec w kajakowym jeszcze nastroju wspomne przepis ubiegloroczny, choc przeze mnie wykorzystany w tym roku dopiero. Mam na mysli przepis na niesamowita galaretke z czarnych porzeczek na zimno wedlug KasiM, zapalonej kajakarki, choc w tym roku tzw. kajakarki duchem. A wpis dedykuje innej Kasi, tej z tegorocznej meteorologiczno-kajakarskiej grupy :)
Przepis na galaretke z czarnej porzeczki KasiM:
1 litr miazszu przetartego z czarnych porzeczek
1 litr cukru krysztalu
Zgodnie z zaleceniami KasiM na samym poczatku przygotowalam sloiczki, gdyz galeretka zeluje sie bardzo szybko. Nastepnie przebralam i wybralam szypulki z 2 kopiatych litrow czarnych porzeczek. Potem porzeczki oplukalam, dobrze odsaczylam, odczekalam z godzine by dobrze obeschly na durszlaku. Zgodnie z zaleceniem zmiksowalam je na gladka niemal pulpe, po czym przecieralam partiami przez sitko (przecieralam dosyc dlugo, do miazszu dostaja sie wtedy drobniejsze pestki i przeciera sie bardziej skorki, co galaretce dodaje uroku i ciemniejszego koloru). Z owych 2 litrow calych porzeczek powstalo po przetarciu prawie 4 szklanki miazszu do ktorych dodalam prawie 4 szklanki cukru (z czego otrzymalam 8 200ml sloiczkow galaretki) i mieszalam cukier az sie rozpusci, okolo 5-7 minut. Galaretke nalozylam do malych sloiczkow, na wierzch galaretki nalalam zgodnie z zaleceniem KasiM okolo 1/2 lyzeczki spirytusu, podpalilam i natychmiast, jeszcze gdy spirytus plonal, zakrecilam sloiczek. Galaretka jest gotowa i przede wszystkim jest przedobra!
PS. Tak widowiskowych eksperymentow jak podpalanie spirytusu nalanego na wierzch galaretki nie robilam od lat i niemal zapomnialam, ze ponoc cale to moje "papranie" sie w kuchni to moja zylka eksperymentalisty...
Bedac wiec w kajakowym jeszcze nastroju wspomne przepis ubiegloroczny, choc przeze mnie wykorzystany w tym roku dopiero. Mam na mysli przepis na niesamowita galaretke z czarnych porzeczek na zimno wedlug KasiM, zapalonej kajakarki, choc w tym roku tzw. kajakarki duchem. A wpis dedykuje innej Kasi, tej z tegorocznej meteorologiczno-kajakarskiej grupy :)
Przepis na galaretke z czarnej porzeczki KasiM:
1 litr miazszu przetartego z czarnych porzeczek
1 litr cukru krysztalu
Zgodnie z zaleceniami KasiM na samym poczatku przygotowalam sloiczki, gdyz galeretka zeluje sie bardzo szybko. Nastepnie przebralam i wybralam szypulki z 2 kopiatych litrow czarnych porzeczek. Potem porzeczki oplukalam, dobrze odsaczylam, odczekalam z godzine by dobrze obeschly na durszlaku. Zgodnie z zaleceniem zmiksowalam je na gladka niemal pulpe, po czym przecieralam partiami przez sitko (przecieralam dosyc dlugo, do miazszu dostaja sie wtedy drobniejsze pestki i przeciera sie bardziej skorki, co galaretce dodaje uroku i ciemniejszego koloru). Z owych 2 litrow calych porzeczek powstalo po przetarciu prawie 4 szklanki miazszu do ktorych dodalam prawie 4 szklanki cukru (z czego otrzymalam 8 200ml sloiczkow galaretki) i mieszalam cukier az sie rozpusci, okolo 5-7 minut. Galaretke nalozylam do malych sloiczkow, na wierzch galaretki nalalam zgodnie z zaleceniem KasiM okolo 1/2 lyzeczki spirytusu, podpalilam i natychmiast, jeszcze gdy spirytus plonal, zakrecilam sloiczek. Galaretka jest gotowa i przede wszystkim jest przedobra!
PS. Tak widowiskowych eksperymentow jak podpalanie spirytusu nalanego na wierzch galaretki nie robilam od lat i niemal zapomnialam, ze ponoc cale to moje "papranie" sie w kuchni to moja zylka eksperymentalisty...

16 comments:
Basiu wroclas!! :*
Po opisie widze, ze bawilas sie przednio :)) Kochana czy Ty porzeczki przywiozlas sobie ze soba? Czy Ty jeszcze w PL? No i pomysl nad obgadaniem szczegolow cosmy ich obgadac ostatnio nie zdazyly :P
Basiu,
Ta galaretka jest niewiarygodna. A Ty dzielna taka, nie bałaś się podpalania tego spirytusu;)
Bardzo mi się ten przepis podoba, szkoda tylko, że na Wyspie porzeczek (szczególnie czarnych) ze świecą szukać.
A wiesz, że moja Babcia nas karmiła również galaretką z ogrodowych czarnych porzeczek;)? Mówiła, ze to najlepsza witamina C...
Uściski!
P.
Super pomysł, na pewno zrobię jak tylko porzeczka dojrzeje. Pozdrawiam serdecznie - muffingirl
wielkie dzięki Basiu za dedykacje i porzeczki (Twoja mama się przy tym musiała napracować)!!!
wygląda na to ze sprawnie mi pójdzie z ta galaretką bo Mati strasznie rwie się do pomocy ;)
oczywiście damy znać jak nam poszło!
pozdrawiamy i życzymy wyżowej pogody na wyspie!!! ;)
kasia i mati
czyli "pogodynki' ;)
odważna jesteś! ja od kajaków trzymam się z daleka ;)
no i ta zabawa ze spirytusem ;)
Kajaki- nigdy nie byłam na spływie, tak sobie tylko na kilkugodzinne kajakowe wycieczki wypływałam tu i ówdzie...Chyba trochę zazdroszczę ;)
A galaretka z porzeczek warta przypomnienia. Dawno nie jadłam :)
No i co? Tęsknicie do gorącej Jerozolimy...?
uwielbiam kajaki i uwielbiam takie galaretki! szczegolnie te babcine;)
Spływu zazdroszczę...
Galaretka z czarnej porzeczki to wspaniała rzecz, ja mam w planie zrobi.
Pozdrawiam.
Basiu ,takie wspomnienia są bezcenne, a taka galaretka to wiadomo niebo w gębie
A zdjęcie ,och ,och jakie piękne
Basiu, galaretkę z czarnych porzeczek pamiętam z dzieciństwa. Moja Babcia miała w ogródku cały rządek porzeczek i robiła galaretki. Pyszne były!
A podpalanie spirytusu - musze kiedyś spróbować:)
Cieszę się, że wyprawa kajakowa sie udała:)
@ zawszepolka: Poleczko, prawda jest taka ze porzeczki zrobilam jeszcze przed wyjazdem na kajaki. A wyobraz sobie ze w 4 godziny po powrocie z kajakow wsiadlam do samolotu i polecialam odwiedzic mala Zoe i jestem wlasnie u Ciebie po sasiedzku na Wyspie :-) Buzka :*
@ Patrycja: Oj jest wspaniala! A wiesz, ze troche mialam obaw przed tym podpalaniem, ale naprawde fajnie sie zakreca taki zywy plomien... Szkoda strasznie, ze mimo tego iz na Wyspie lubia porzeczkowe dzemy, to swiezych sie kupic nie da... No i wlasnie ta witamina :*
@ muffingirl: to widze, ze nie spoznilam sie bardzo z wpisem, ciesze sie ze choc komus sie uda :-)
@ Kasia: trzymam kciuki, choc juz wiem ze troche Wam to zajelo :-) Dziekuje za zyczenia pogodowe, juz jutro ponoc slonko. Usciski!
@ aga-aa: Agata, kajaki wciagaja i to czesto nawet tych ktorzy nie umieja plywac, kajaki polecam goraco, szczegolnie gdy plyna fajni ludzie :D
BAsiu, cieszę się, ze jesteś. Przez kilka dni nie miałam dostępu do internetu i nurtowała mnie myśl, czy już wróciłaś...:)No i jaką pogodę tam miałaś... Teraz już wszystko wiem!
Uwielbiam galaretki porzeczkowe, zawsze dostajemy kilka słoików od dziadkó (a i mamcia często robi).MOim faworytem jest lekko kwaskowata galaretka z czerwonej porzeczki, ale czarna tez przepyszna. Kiedyś będę mieć w ogrodzie krzaki porzeczek. I na pewno dostaniesz słoiczek jakiejś galaretki ;)
Przesyłam Ci buziaki. Bardzo się cieszę, ze już jesteś.
@ Anna: Kajaki tylko moge polecic, wlasnie taka dluzsza wyprawa to idealna zabawa, ale tak jak mowie z fajnymi ludzmi musi byc :) Do jerozolimskiego ciepla tesknie, zwlaszcza gdy wokolo 17 stopni...
@ viridianka: to rozumiemy sie idealnie!
@ kass: napisz jak zrobisz, ciekawa jestem w jakiej wersji, czytez na zimno?
@ margot: no wlasnie Alu potem sie caly rok upajam tymi wspomnieniami i powtarzam: byle do nastepnego lata :-) Dziekuje za pochwaly!
@ kasiac: a wiesz ze tez pamietam ta galaretke z dziecinstwa (choc w wersji z czerwonej porzeczki). U tej mniej lubianej babci robilo sie ja ogromnych ilosciach, czlowiek padal z nog, a potem sie rarytas wydzielalo szczesliwcom... Z checia zapomnailam tamten fakt ;)
@ Ania: Aniu, a ja ciagle staram sie nadrobic zaleglosci blogowe i kiepsko mi idzie... Wiesz, galaretka czerwona kojarzy mi sie ze strasznym ulepkiem i z wydzielaniem dzieciom, wiec z checia sobie zrobilam z czarnych i moge sie najesc do bolu :-))
Wiesz, to Ty Ania posadz czerwone, ja czarne i wtedy bedziemy dokonywac wymian, co? Usciski :*
Taka czarna galaretka kojarzy mi sie z oszałamiającym, lekko cierpkim zapachem. W domu rodziców to była najpiekniejsza pora roku - robienie przetworów. Ale w moim drewnianym domu nie podpaliłabym galaretki za żadne skarby;-)
Pozdrawiam Podróżniczkę i Przypominaczkę Miłych Chwil (obie z Anną Waniliową macie takie właściwości)
Ori, strasznie milo czytac taki komentarz - dziekuje! Nie mam odwagi namawiac Cie do podpalania spirytusu w drewnienje chciae (ktorej zazdroszcze:) ale wiesz, zawsze mozna to zrobic przed domem :-)
Efektowna ta galaretka! Ja też taką chcę! ;)))
Post a Comment