Monday, September 20, 2010

loomi


loomi to przyprawa bardzo popularna w krajach Zatoki Perskiej. Loomi to suszona limonka, czesto nazywana suszona cytryna. Szczegolnie popularna w Iranie, ale obecna jako przyprawa na calym Bliskim Wschodzie. Dlugo myslalam, ze loomi to wlasnie suszone cytryny o cienkiej skorce, w tym przekonianiu utrzymywalo mnie kilku znajomych, m.in znajomy Iranczyk imieniem Babak, ktory piec lat temu woreczek loomi mi wreczyl i parukrotnie pytany o nie odpowiadal ze loomi to nic innego jak dried lemons.

Polecam w tym miejscu jedna z lepszych stron o przyprawach jaka znam, od kilku lat Gernot Katzer prowadzi na stronie Uniwersytetu w Grazu podstrone dotyczaca swego najwiekszego hobby: przypraw! Przyprawowa strona Gernot jest rzeczowa i rzetelna.
Gernot podaje, ze loomi to suszone limonki, wiec niech tak zostanie, czy loomi to jednak suszone Citrus latifolia czy Citrus aurantifolia? Raczej zadne z nich, loomi powstaja z suszenia malych limonek o bardzo cienkiej skorce, tutaj reportaz jak limonki zbiera sie i suszy w iranskim Roudan.

Loomi sa malenkie, zazwyczaj maja 2-3 (maksymalnie 4) centymetry srednicy. Na izraelskich targach owe male limonki pojawialy sie czasem jako juz dojrzale blado-zolte malenkie cytrusy. Wiele zrodel podaje, iz limonki przed suszeniem moczy sie krotko w solance lecz loomi na pewno nie sa slone! Wystepuja dwa podstwowe rodzaje loomi: czarne i zolte. Czarne sa znacznie bardziej kwasne, zolte sa raczej lagodne z wyrazna nuta suszonej skorki cytrusowej. Wg. Babaka loomi wzbogaca wszelkich dania duszone, sam dodaje ich do zupy o wdziecznej nazwie "mieso na wodzie" czy duszonych potraw z warzywami. Czarnych i zoltych loomi mozna uzywac zamiennie, ale do herbaty dodaje sie raczej zoltych. Loomi nadaja potrawie delkiatny kwaskowo-suszony posmak, herbata z loomi to herbata o tajemniczym cytrusowym aromacie.

Dawno temu Mama mowila mi: Basiu musisz napisac o
lecsó. Rzeczywiscie powinnam, lecsó jest bowiem pierwsza zagraniczna potrawa jaka poznalam. Przepis na lecsó moja Mama znalazla w latach 70-tych w czasopismie Kontynenty w pasjonujacej rubryce dotyczacej zagranicznej/egzotycznej kuchni. Klasyczne lecsó to pomidory, cebula, papryka i olej slonecznikowy. Tylko jak mam pisac o lecsó kiedy to lecsó przybiera u mnie forme duszonych warzyw z loomi? Uwielbiam loomi :)

Przepis na warzywa duszone z loomi:
0.5kg cebuli
0.5kg pomidorow
0.5kg cukini
1/2 szkl. oliwy
5 czarnych loomi
3 listki laurowe
5 ziarenek ziela nagielskiego
5 ziarenek czarnego pieprzu
1 straczek kardamonu
lyzeczka soli
Na rozgrzanej olwie rumienie grubo pokrojona cebule, po paru minutach smazenia dodaje przebite nozem, ale nie calkowicie przekrojone loomi, wrzucam pozostale przyprawy i smaze az cebula bedzie lekko zlota. Nastepnei wrzucam pokrojone pomidory bez skorki (moga byc z pestkami) i dusze razem okolo 15 minut. Na koncu dodaje cukinie pokrojona w cienkie plasterki i sol, dalej dusze nie dluzej niz 10 minut. Podaje z chlebem, najlepiej na drugi dzien po ugotowaniu.


PS. Jesli ktos marzy o loomi prosze pisac :) Dobre przyprawy sa wiele warte, ale smutne i wyblakle loomi ktore widzialam ostatnio na Piotrkowskiej w Lodzi nie wartaja nawet zlamanego szekla!

38 comments:

majana said...

Jakie to ciekawe Basiu! Nigdy wcześniej nie słyszałam o loomi. Ciekawa jestem smaku.
Pozdrawiam:)

Ania vel Vespertine said...

Basiu, strasznie dziękuję Ci za wpis o loomi :) Nawet nie wiedziałam, ze tak się nazywają! Za loomi z resztą TEŻ strasznie dziękuję...:)

Usciski wielkie!!!

Bea said...

Basiu, wspaniala ciekawostka! Zaraz sie zaczne za loomi rozgladac :)
A Twoje zdjecia jak zwykle wielce urokliwe! Chetnie bym przygarnela miseczke Twoich warzyw z przyprawami teraz na kolacje... :)

Usciski Basiu!

viridianka said...

widziałam, widziałam w Łodzi loomi! ale nie miałam bladego, ani zielonego pojęcia co to takiego jest, Basia otwierasz nam oczy na tyle smakołyków. Tylko szkoda że te ućiowe (łodziowe) nie warte są kupienia...
nie działa mi link do reportażu :(

buzia wieczorna!

An-na said...

A widzisz, ja to kupowałam w arabskim sklepiku jako suszone cytryny. Dobre z tajine. Ale i z warzywami, jak Twoje. Mniam . Wracam do życia po chorobie i jedzeniu rosołu "dla zdrowotności" i zjadłabym czegoś wyraźnego w charakterze...

Uściski, Basiu :)

Bareya said...

Aromatyczne to Twoje loomi. Szkoda, że tak zmarnowałem dziś cukinnię robiąc coś podobnego. Ale przepis zapisuje bo podoba mi się to danie bardzo. I strony o przyprawach zaprawdę kopalnią wiedzy są i się dziwuje, że na nie wcześniej nie dotarłem. Dzięki wielkie.
pozdrawiam

KUCHARNIA, Anna-Maria said...

Już zaczęłam marzyć o loomi! Cudownie je Basiu opisałaś - będę szukać, jak tylko kontuzja nogi minie:(
Pozdrawiam serdecznie:)

Zaytoon said...

No proszę, jak to Twój blog pozwala człowiekowi poszerzyć horyzonty, Basiu! O loomi, to ja nie słyszałam nigdy. Tym bardziej nie widziałam. A tu taka smakowita ciekawostka!

Szkoda, że loomi nie mam, bo danie z nim przygotowane zapowiada się znakomicie. Ale... może odrobina mirtu cytrynowego choć troszkę przybliżyła by ów egzotyczny aromat?...

Uściski! :)

Polka said...

Się zagadka rozwiązała bo mi Dawid próbował wmówić że dostaliśmy od Was suszoną pigwę :D
IGNORANT :)
Jak wróci z pracy to Mu to powiem :))))
Basiu a wiesz ja nie wiedziałam do czego wykorzystać ten mały podarunek ale teraz już mi kilka przepisów chodzi po głowie :D

Fajnie - jest poniedziałek i jest wpis Basi :)

Olciaky said...

Mm.. loomi i fajnie wygląda i fajnie brzmi i pewnie równie fajnie smakuje.
Ja się ostatnio w cytrynach rozsmakowuje ;)

lo said...

I znowu Basiu namieszałaś mi w głowie. Kolejna rzecz, o której nie miałam pojęcia i kolejna, której pragnę spróbować. Znowu muszę wyruszyć na poszukiwania. Ten cytrusowy aromat kusi, oj kusi...

monika said...

Basia, ale mnie ucieszyłaś tym wpisem! Ryż z loomi wedle przepisu od Ciebie robiłam już parę razy - pychota, a herbata z loomi to prawdziwe cudo, czasem dodaje jeszcze suszone cytryny do tej czadowej herbaty z suszoną szałwią - to to już w ogóle hit :)
Tak sobie myślę, że te warzywa to będzie idealne danie na zakończenie pomidorowego sezonu, o :)
I jeszcze raz pięknie dziękuję za same loomi :))):*

Ściskam mocno :)

P.S. Zdjęcie z kawałkiem dywanu - idealne :)
P.S.2. Też jestem fanką strony Gernota!

Gospodarna narzeczona said...

Jej ja to chyba mam. Co? Ale to jest jednak dziwne. Ale kurcze co mi szkodzi, poeksperymentuje może. A ja myślałam, że cytryna jakaś zeschła.

karoLina said...

Cudnie, postanowiłam do Ciebie jeszcze na koniec zajrzeć i taka niespodzianka, bo strasznie się głowiłam, do czego przesłane przez Ciebie loomi (a 10 minut temu suszone cytryny ;) należy użyć, ale teraz już będzie łatwo :) Nie mogę się doczekać. I wydaje mi się całkiem prawdopodobne, że leczo jest i moją pierwszą zagraniczną potrawą.

poswix said...

Często jest tak, że rzeczy niepozorne, a nawet całkiem nieładne, mają w sobie coś magicznego i jedynego w swoim rodzaju. Gdy widzę loomi zastanawiam się jaką tajemnicę w sobie kryją... Może kiedyś się przekonam, najchętniej w kraju ich pochodzenia. :-)

Pozdrowienia, Basiu! :-)

Tilianara said...

Basieńko, uwielbiam do Ciebie zaglądać! Zawsze się czegoś ciekawego dowiem. A wiesz, że mi się loomi kojarzą z tą książką "Zupa z granatów". Nie mam jej teraz pod ręką, ale i tam był przepis na potrawkę z loomi - mięsną wprawdzie jeśli się nie mylę. Basieńko, zacznę się rozglądać za tym cudem, bo może w Samirze będzie, ale jak nie znajdę, to się pewnie uśmiechnę do Ciebie :)
A teraz idę czytać stronę o przyprawach :)
Buziak ciepły :***

aga-aa said...

zaintrygowałaś mnie tymi loomi, z chęcią bym spróbowała z makaronem ;)

amarantka said...

Basiu, mój Ty poszerzaczu horyzontów!
Cieszę się bardzo, że od dziś już wiem, co to loomi i że wiem to dzięki Tobie...
Będę ich teraz szukać i mam nadzieję, że kiedyś trafię na takie idealne :)

majka said...

Ja tez nie mialam pojecia Basiu, ze cos takiego w ogole istnieje :) Dzieki Tobie juz wiem :) Fajnie, ze zawsze mozna zajrzec do Ciebie i cos nowego przeczytac. A dania z loomi musza bosko smakowac :)

Pozdrawiam cieplo.

Amber said...

Bassiu,loomi widziałam wiosną na jerozolimskich straganach.Sięgałam do literatury,żeby więcej się dowiedzieć...A Ty wszystko wyłożyłaś znakomicie!
I jeszcze w towarzystwie warzyw.
Dzięki Kochana!

ewelajna said...

Ciekawe czy w Egipcie można dostać... Zapytam siostrę...
Też mi się kojarzyło z "Zupą z granatów", jak Tili, gdyby wspomniane dziewczę nabyło mi ten rarytas, zrobię Twoją propozycję:) A teraz już dobrze śpij - i ja zmierzam..
Przecież musiałam zajrzeć jeszcze dziś...:)

ptasia said...

Basiu, u Ciebie jak zawsze coś nowego ;) Ja się zastanawiam, czy nie dałoby się jednak samemu ususzyć... No i czy to występuje w Tunezji, bo rodzina będzie niedługo ;)

margot said...

Basiu loomi? to te suszone stwory tak ?Pierwszy raz słyszę widzę i podziwiam
Ty jesteś skarb ,prawdziwy skarb i jeszcze się z innymi dzielisz skarbami największymi

buruuberii said...

Majana, juz cos wymysle zeby ten smak Ci przyblizyc :)

Ania, alez prosze!

Bea, mysle ze u Ciebie to na 100% beda :) Miseczka warzyw sie dziele rzecz jasna!

Viridianka, one byly tak brzydkie na tej Piotkowskiej, i na jedzenie wydam kazde pieniadze, ale wiem ze jest granica za brzydka jedna sztuke loomi 2 zeta nigdy :)
Link poprawiony!

An-na, czy Ty pamietasz ze poltora roku temu obiecalalm Ci ten wpis? :) O tak, warzywa z loomi maja charakter, wiem ze Ci sie nadadza - usciski na wyzdrowienie!

Bareya, o zdecydowanie polecam ta strone, trafilam na nia chyba szukajac gorzkich migdalow... :) Pewnie nie szukasz takich glupot :D

Anna-Maria, o to oby noga jak najszybciej mogla Cie zaprowadzic na loomi poszukiwanie, bo jak nie to zawsze z pomoca moze przyjsc poczta, slac? :)

Zay, a czasem mi sie uda :D Wiesz, mysle ze mirt cytrynowy, jest jednak za bardzo "ziolowy", chyba najblizsza loomi bedzie wysuszona skorka limonki czy cytryny. A podeslac moge, powaznie!

Pola, Ty patrz Dawid juz wszedzie pigwe weszy :). To bedzie cos duszonego? :*

Olciaky i loomi w pewnym sensie cytrynowa jest :)

Lo, strasznie przepraszam, ale tez wiem zy Ty uwielbiasz takie poszukiwania, co? :)

Bareya said...

Nie rozumiem o co chodzi z szukaniem takich głupot. Dla mnie migdały to również przyprawa i produkt "kulinarny. Do pewnego "pesto" nawet dodaje.
pozdrawiam

buruuberii said...

Monika, prosze! Widzisz a ten ryz sie nie moze doczekac wpisu, straszna sprawa :) No wlasnie poki sa pomidory... Hi, hi zdadlas z dywanem :) :*

Gospodarna narzeczona, to juz ustalilysmy, ze tak :)

KaroLina, wiem ze jestem okropna ze daje cos bez instrukcji obslugi, to wreszcie jest :) Pozdrawiam!

Poswix, super to okreslilas, niepozorne :) Nie wpadla bym, a to idelane tutaj slowo! To polecam Bliski Wschod i sciskam prawie na dobranoc Haniu :)

Tilianara, o tak "zupa z granatow" i loomi, wlasnie jest tam jakas potrawa z nimi, duszona na mur beton. Podesle gdyby cos :)

Aga-aa, tak sobie mysle, ze takie sproszkowane loomi to bylaby dobra (kwasne dosc) posypka, chyba sie nada :)

Amarantka, to trzymam kciuki za poszukiwania i za ladne loomi!

Majka, do uslug :))

Amber, wiosna na jerozolimskich straganach - to brzmi jak sen i czas ktory sie nie wroci... Tak, loomi sa w Jerozolimie, tam na dobre nauczylam sie je wykorzystywac. :*

Ewelajna, ciesze sie ze wpadlas przed noca :) pytaj siostre koniecznie, w Egipcie sa na 100%!

Ptasia, wiesz ja suszylam te malenkie limonki ale w IL, na sloncu, na goracu. Limonki ktore sa u nas sa wieksze i maja grubsza skorke, ale moze sie udac, kto wie :) Obstawiam, ze w Tunezji beda na pewno.

Margot, o tak stwory :) Dobrze, ze mam komu wyylac, bo lubie sie dzielic :) Buziak Alu!

Bareya, nie gniewaj sie prosze, ja sie strasznie sile na zarty :) Z tymi "glupotami" to mialam na mysli tych ktorzy nasze kulinarne hobby traktuja jak takie wielkie nic...

Bareya said...

No to ja szczerze zazdroszczę takiego "hobby" jak Twoje. Jak z niego zrobisz "profesurę może przestana się śmiać choc ja takich "śmiaczy" na Twoim blogu jakoś nie widuje.
Ale ja jestem mało spostrzegawczy więc widzę "tu" tylko zawodowstwo pod każdym względem.

monika said...

Ryż na wpis zasługuje Basia, bez dwóch zdań :))) I dywan na zdjęia też zresztą bo fotogeniczny jak widać wielce :)

:*

Monika. L said...

Aaaaaaaaale fajne.
Lubię ciekawe ciekawostki.

Basiu bardzo apetyczne to danko.

serdeczności
M.

bo_na said...

Przypadek sprawil,ze znalazlam si na Twoim blogu.Jako,ze mieszkam na Bliskim Wschodzie przeczytalam niektore wpisy bardzo rzetelne zreszta.Od Ciebie dowiedzialam sie ,ze mozna loomi dodac do herbaty co chetnie uczynie bo jestem chora.Dawnymi czasy w sklepach,w Jordanii widzialam tylko ciemne loomi z limonek.Od niedawna sa tez jasne.Mnie calkiem przypadkowo udalo sie domowym sposobem ususzyc male cytrynki.Kiedys kupilam skrzynke cytryn-dorodne ,duze byly na wierzchu,a na dnie male i niedojrzale.Wlasnie te male zostawione same sobie i ladnie sie ususzyly.

buruuberii said...

Bareya , dziekuje - jak bym myslala o profesurze, to tylko z bliskowschodniej kuchni :))
Monika, oj napisze o tym ryzu, tylko musze jeszcze kiedy ugotowac :D

Monika. L, a prosze i za serdecznosci sie odwdzieczam :)

bo_na, dziekuje Ci za komentarz! Twe slowa sa dla mnie bardzo cenne, nie trudno podbic serce polskiego czytelnika, ale dostac pochwale od mieszkanki Bliskiego Wschodu to jest cos!
Tez kiedys suszylam loomi na bliskowschodnim sloncu, a teraz slonce juz nie to :) Pozdrawiam Cie serdecznie :)

Agnieszka said...

Basiu, ja zawsze jakoś znajduję u Ciebie moje najnowsze fascynacje.;) Niedawno ususzyłam w portugalskim słońcu limonki. Nie wiem jak one się mają w smaku do oryginału, ale kolor mi wyszedł jasnobrązowy. Tak się zastanawiam nad tymi czarnymi loomi - czy to jakaś specjalna odmiana limonek, czy może też z nimi coś robią oprócz suszenia, żeby wyszedł taki czarny kolor?

buruuberii said...

Agnieszka, popatrz znow sie jakby zgralysmy, chociaz jak przypomne sobie o foremkach to Ty mnie dopiero na nie nakrecilas :)

Probowalam znalezc jakakolwiek informacje dlaczego to owe limonki sa czarne i nie udalo mi sie. Suszylam zolte limonki, ale nie probowalam z ciemno zielonymi - Twoje byly ciemno-zielone? Na stronie ktora podaje we wpisie jest notka o moczeniu limonek w solance, ale nigdzie nie potwierdzilam tej informacji, a znajomy Iranczyk mowil mi, ze oni te limonki tylko susza na sloncu,a le dopytam - moze cos wiecej zdradzi :) Sciskam!

Agnieszka said...

Basiu, moje limonki były ciemnozielone wstępnie, a wyszły jasnobrązowe. Jeszcze śmieszniej, że przypadkowo ususzyła mi się jedna limonka w koszyku na owoce, prawie bez dostępu światła i ta wyszła ciemna. ;)No i u mnie oczywiście suszenie bez solanki, bo nawet o niej nie wiedziałam.

Urszula Skowrońska said...

Gdzie można kupić loomi? Poza Twoim blogiem nie za wiele umiem znaleźć o nich w sieci po polsku... a tym bardziej znaleźć i kupić :( Dostaliśmy ostatnio jedną od znajomej, zrobiliśmy pyszny napój - chciałabym więcej!

buruuberii said...

Urszula, wiem gdzie kupic w Pradze (choc w chwili obecnej tylko czarne), ale gdzie w PL nie mam pjecia. Widzialam raz w Lodzi, w Krk mimo poszukiwan nigdy. Ze lubie pomagac w takich "sytuacjach" to moge Ci zaproponowac przeslanie kilku, to w sumie zaden dla mnei problem :)

Lidia Pasternak said...

W Krakowie przy Starym Kleparzu jest sklep z arabskimi produktami. Dziś kupiłam czarne loomi w cenie 5 zł za 50 g.

buruuberii said...

Lidia, dziekuje za informacje. Wpis ma ponad 6 lat, wiec zdaje sobie sprawde ze realia w Polsce w kwestii arabskich sklepow sie neico zmienily :) W Pradze niezmiennie 1kg loomi za 50zl :) Pozdrawiam serdecznie, B.