Monday, October 04, 2010

tabbouleh



trzy z czterech ksiazek o izraelskiej kuchni, ktore sa w moim posiadaniu maja na okladce zdjecie owocu granatu (czwarta z nich daktyle, jakby ktos byl ciekaw:). Czy znaczy to, ze granaty sa istotnym skladnikiem w izraelskiej kuchni? Pisalam o tym rok temu, dwa lata temu i trzy lata temu tez. Granaty sa wazne nie tylko w izraelskiej kuchni, w zydowskiej tradycji granat symbolizuje pomyslnosc, dobrobyt, prawosc. Dla wielu 613 ziarenek granatu symbolizuje 613 mitzvot, choc juz dawno zakonczyly sie spory i powszechnie dzis wiadomo, ze granaty niekoniecznie maja tyle to wlasnie ziarenek. 

"A wiec od jakich meze chca panstwo dzisiaj zaczac?" kelner oswiadcza raczej niz sugeruje, a czesem nawet w ogole serwuje meze bez ostrzezenia pisze Janna Gur w ksiazce The Book of New Israeli Food: A Culinary Journey. Zaden inny opis nie bedzie lepszy, meze czyli smakolyki (w czeskim funkcjonuje piekne okreslenie: dobroty) sa popularne i niemal obowiazkowe jako starter (a czasem moga stanowiec glowne danie) w Izraelu, na Bliskim Wschodzie i w wielu krajach basenu Morza Srodziemnego. Wsrod izraelskich meze pierwsze miejsce bez watpienia zajmuje hummus, ale zaczne od tabbouleh z ziarenkami granatu, gdyz konczy sie sezon na natke pietruszki, a zaczyna na granaty :) 

Tabbouleh to jak najbardziej meze, tabbouleh to arabska salatka z natki pietruszki i kaszy bulgur, czesto z dodatkiem listkow swiezej miety, pomidorow, cebuli, czasem ogorka. Saletke dobrawia sie sokiem z cytryny, czasem czarnym mielonym pieprzem i sumakiem. Wersja palestynska zazwyczaj zawiera wiecej natki pietruszki niz kaszy blugur i jest bardzo, bardzo kwasna. Wersja zydowska tabbouleh moze byc wzbogacona ziarenkami granatu, wtedy na pewno bedzie miala wyrazisty i uroczysty charakter. A wiec od jakich meze chca panstwo dzisiaj zaczac? 


Przepis na tabbouleh z ziarenkami granatu (inspiracja: Janna Gur i restauracja w Ambassador Hotel w Jerozolimie):

1/2 szkl kaszy bulgur
2 szkl natki pietruszki
garsc miety
3 mlode cebulki (opcjonalnie)
maly pomidor (opcjonalnie)
1/2 szkl ziaren granatu
sok z jednej cytryny (ale lepiej z dwoch)
2 lyzki oliwy
sol


Kasze bulgur zalac przegotowana zimna woda i odstawic na 30 minut by napeczniala. Natke pietruszki i miete drobno posiekac. Pomidor sparzyc, obrac ze skorki i droniutko pokroic, cebulke pokroic wraz z cybuchami. Wymieszac kasze, posiekana natkie, miete oraz pokrojone warzywa. Nastepnie wymieszac z oliwa i sokiem z cytryny, posolic do smaku. Przed podaniem posypac ziarenkami granatu. Wykwintna. 

PS. Jako ze wpis na granatowe tabbouleh jest spoznionym wpisem z okazji Rosh HaShana, to nie moge sobie darowac i nie wspomniec miodowego ciasta lekah ktore na Nowy Zydowski Rok sie piecze, polecam!

35 comments:

margot said...

Basiu ,ale zdjęcia ,a aż mnie boli ,że takich nie potrafię :P
kochana co to jest na dole takie jak granat ,ale chyba z porcelany?
A ta wersja "tabbouleh" zapowiada się znakomicie
Basiu ja kuchnię izraelską z daktylami bardzo kojarzę i z pistacjami , nie wiem czy słusznie ,ale mam takie pierwsze skojarzenia , teraz wiem ,że granaty to jednak są dla tej kuchni wyjątkowe

Amber said...

Basiu, czy Wiesz,jak lubię granaty? Jak lubię tabbouleh?
Pysznie mnie połaskotałaś.
Serdeczności!

Zaytoon said...

Gdyby tylko nie ta pietruszka - niejadalna dla mnie w wersji na surowo... A tu wygląda na to, że bardzo istotny składnik sałatki. To źle! Bardzo źle! Bo sałatka przepiękna jest.

Wspominałam już, że uwielbiam Twój zdjęciowy minimalizm i Twoje kulinarno-życiowe gawędy? ;)

Uściski!

Bareya said...

Kasze bulgur mam, gorzej z "granatem". A zastanawiałem się kilka dni temu kiedy dostałem ją od znajomej z Anglii - co z tym zrobić...
I ta duża ilość pietruszki to coś dla mnie.
Chyba mało jest dań gdzie pietruszka gra tak istotną rolę jak "tu".
pozdrawiam

Paulina J. said...

Aż policzę ile mój granat ma ziarenek. Tabbouleh zrobię za chwilę, po Twoich zdjęciach nie mogłabym nie zrobić. Pozdrawiam!

majana said...

Jakie ładne foteczki Basiu, a potrawy tej nigdy nie jadłam. Chętnie bym skosztowała z granatem:)
Pozdrowienia:)

wegetarinka said...

wow, z granatem jeszcze nie jadłam, trzeba nadrobić

An-na said...

A ja Rosz ha-Szana świętowałam ostatnio w Centrum Społeczności Żydowskiej w Krakowie - z rabinem, polskimi Żydami i Izraelczykami...
Granaty były kwaśne, a miodownik całkiem niezły. Wrażenia za to - bezcenne!

Sisters4cooking said...

Bardzo lubię owoc granatu, a z kaszą nigdy nie próbowałam. Czas skosztować :)

majka said...

Uwielbiam tabbouleh :) Robie czasami sama, czasami kupuje gotowa mieszanke kaszy z mieta i przyprawami i dodaje tylko swieze warzywa i natke. Ostatnio na spotkaniu , na ktore chodze z moim Malym jedna Turczynka przyniosla wlasnie tabbouleh. Byl przepyszny. I pokazala nam jak oni te salatke jedza: nakladaja ja na kawalki lisci salaty lodowej, skrapiaja sokiem z cytryny i hop, do buzi :) Koniecznie musze sprobowac Twojej wersji z granatem (od Nigelli nauczylam sie zamrazac ziarenka granatu i tym sposobem przez caly rok mam kilka pudeleczek w zamrazarce, ktore moge uzyc kiedy tylko dusza zapragnie :))

Usciski Basiu :)

monika said...

To ja zacznę od zdjęć :) Bo cudne są - czyżby znów dywan? :) A ten granat ceramiczny, Basia, toż to gigant chyba?

A tabboule kiedyś robiłam wg jakiegoś libańskiego przepisu, średnio mi podeszło, ale było w nim strasznie dużo kaszy a pietruszki ciut ciut a ja średnio kaszowa jestem.. - ta wersja co pokazujesz, coś czuję, że może radykalnie zmienić moje zdanie o tej "dobrocie" :-) Mam granata, jutro idę po pietruchę i robię!

Buziaki Basiu :)

KUCHARNIA, Anna-Maria said...

Basiu! Cóż za post! Chyba po latach polubię poniedziałki, ale tylko ze względu na Twoje "wejścia":)
Pierwsze tabbouleh w życiu jadłam podczas pierwszych wakacji w Prowansji, o których u siebie dziś trochę wspominam! Twoja wersja jest genialna!
Pozdrowienia!

dziqa said...

Zapraszam do zabawy w ''Lubię''

amarantka said...

Dobroty :) bardzo lubię czeski język...!

Granaty uwielbiam, do pietruszki już na szczęście się przekonałam czas jakiś temu (Oliwko - warto, warto! nie taka pietruszka straszna), poszerzać horyzonty też lubię... więc pewnie tabbouleh też polubię :)

i te zdjęcia... to pierwsze zwłaszcza... poezja!

buruuberii said...

Alu jak czytam Twoje komentarze to moja buzia sie smieje tak szeroko, ze ciezko to az opisac, dziekuje :)) Tak, na drugim zdjeciu to ceramika chyba, taka lsniaca, lazilam kolo tych granatow z rok, bo ciezko przewiezc ceramike, az wreszcie sioe poddalam i kupilam :D

Amber, o popatrz, jest na s milosnikow granatow wiecej! Buziak :)

Zay, dzieki - chce sie pisac jak tak dobrze Ci sie czyta :) Wyobraz sobie ze jeszcze kilka (moze kilkanascie:) lat temu nie cierpialam pietruszki, wierze ze i na Ciebie przyjdzie pora - w tabuleh jest tak duzo sokuz cytryny, ze pietrucha az tak bardzo nie domiunuje, zreszta Amarantka tez widze Cie namawia, usciski!

Bareya, iwdzisz a wpis czeka od 2 tygodni, bo jais korek publikacyjny mi si ezrobil - obiecuje od teraz byc o krok przed Toba :) Widzisz i mysle teraz gdzie pietruszka jeszcze tak dominuje i masz racje, trudno wymyslic jakas inna potrawe... Pozdrawiam!

Paulina J. dzieki za odwiedziny - policz policz - wiesz kiedys to chcialam zrobic i policzylam do 50ciu i stwierdzilam, ze tamten mial ze 400 :) Smacznego!

Majana dziekuje :** i czestuj sie, granat dodaje charakteru!

Wegetarinka, powodzenia :)

An-na, no tak nie dowoza do nas tych granatow ktore tryskaja slodycza. Pieknie swietowalas, my zrobilismy sobie tylko kolacje w domu i te wszystkie meze ktorych bedzie chyba na z 7 wpisow :)

Sisters4cooking, dzieki za odwiedziny, wiec smacznego kiedys :)

Majka, dzieki za info o tureckim tabule, chyba gdzies to widzialam, ale moze tylko we snie :) Ale mnei zaintrygowalas tymi mozonymi ziarenkami granata, jakos nei lubei sie z mrozeniem ostatnio, ale chyba sprobuje... Pozdrowiania!

Monika, dzieki! Ttak, teraz ten beduinski, moj ulubiony, meze wygladaja na nim tak jak maja wygladac :) Wyobraz sobie, ze ja kiedysss zrobilam taka z przewaga kuskusu i mnie nie poderwala tamta salatka, dobrze ze ktos ze znajomych zamowil ja pierwszy, drugi raz w Izraelu, bo tak to pewnie bym sie nie dowiadziala, ze pietruszki moze byc wiecej i ze tabbouleh moze byc pyszna :)

Anna-Maria, to bede sie trzymamc poniedzilkow, obiecuje :D usciski.

Dziqa, bardzo dziekuje i klaniam sie nisko! :)

Amarantka, nie ze slowa "dobroty" dobroty zdecydowanie nam w polskim brakuje? :) Zdjecia do uslug!

ewelajna said...

Basieńko, lubię tu "wpadać":). Zawsze takie ciekawostki u Cibie - aż chciałoby się razem świętować i robić sałatką i ciasto...
Granata jadłam tylko jako... granata:).
Pietruszkę uwielbiam i bardzo lubię taka "potrawę" jak kanapka z pietruszką i solą - pietruszkę trzeba pokroić, posolić i pozwolić jej zmięknąć(no, i z masłem). Dla mnie pycha. Zatem sałatka jak dla mnie:)
Ten pomysł Majki z zamrażaniem granatu też mi przypadł do gustu.
:*

Kuchareczka said...

Ja tez nigdy nie jadłam i jestem ogromnie ciekawa, czy by mi posmakował.

karoLina said...

Podoba mi się ten dodatek granatu do tabbouleh – bo nawet w Polsce (ok, tak naprawdę mam na myśli: w moim supermarkecie, ale tam wybór nie jest znowu zbyt wielki) granaty są dostępne po cenach (prawie) przystępnych. Bardzo lubię tabbouleh, ale, wstyd przyznać, nigdy mi dobrze nie wychodzi, chociaż to niby taka prosta sprawa. Skoro jednak granat jest tu odpowiednim symbolem, to może taka wersja będzie miała więcej szczęścia?

monika said...

No to zrobiłam i potwierdzam - pyszna :) Przepyszna! Ach, ta natka! A może - ach, ten granat? hmm.. :D

Przy okazji przewertowałam moją Kuchnię arabską, w której tabbouleh ukryła się pod nazwą 'sałatka z pietruszki' i tam jest 6 szkl. pietruszki/1/2 szkl. kaszy :)

:):*

P.S.613 ziarenek granatu dało mi do myślenia - jaki to musi być granat! W moim myślę nie było nawet 200 :D

margot said...

Basia, ja tez bym się nie oparła granatom w formie porcelanowej :)
Basiu , nawet nie wiesz jak mi jest miło ,że tak uważasz ***
Czuje się tak ,że chyba dałabym radę nawet latać tak sama z siebie :)))

arek said...

Basiu jestem u Ciebie czesto i regularnie, ale poniewaz duzo mowisz o dobrotach z bliskiego wschodu nie pozostaje mi nic innego jak sluchac/czytac i chlonac wiedze... ten tabbouleh niszczy wszystkie inne jakie widzialem!

viridianka said...

z granatem - raz!! jak na stołówce :P
lekah piekłam rok temu, boski to był smak, w tym też zrobię bo i zapach był fantastycznie korzenny. Dodam mahlabu tym razem ((:

cmoki

Ania vel Vespertine said...

Właśnie! Ja dopiero niedawno dowiedziałam się, że tabbouleh to często mocno zielona sałatka z niewielką ilością kuskusu! Myslę, że to danie dla wybranych, przynajmniej w moim otoczeniu niewielu jest miłosników pietruszki, więc tak duża ilosć byłaby powalająca ;)

Kurczę, lekah wygląda cudnie!

Usciski...:)

buruuberii said...

Ewelajna, kanapka z pietruszka i sola - no bankowo robie jak kupie natke! A wiesz, ze kiedys zajadalysmy sie z siostra wielce wymyslna salatka z konserwowego ogorka, ogromnej ilosci natki i keczupu z majonezem - obled nie? :D

Kuchareczka, a ja polecam )

KaroLina, ale wazne zeby byly slodkie, ponoc sie pojawiaja, moj byl kapke blady ale dobrze ze byl :)
Granat musi pomoc!

Monika, wow! Pychota, co? :) Patrze, te co do nas dowoza ta sa takie pyrdki, widac ze rabini musieli tore interpretowac w Il :)
pietruszki/1/2 szkl. kaszy :)

Margot, Alciu bo my sie lubimy i nie da sie tego zmienic, co? :)))

Arek, obrastam w piorka, dziekujeee! :)

Viridianka, tabouleh wydana! :) z mahlabem, o rety to bedzie przeboj!! :*

Ania, wyobraz sobie ze tabbouleh probuja i ci ktorzy deklaruja sie jako niecierpiacy pietruchy - wiesz fajnie zrobic kilka meze i wsrod nich troszke tej, niewiele zostaje :)) To Ciebie ostatnio namawialam na lekach, co :)

margot said...

ha , ha tak , tak i ja bym nie chciała tego zmieniać:)

wielgasia said...

Witam, zajrzałam tu po raz pierwszy ściągnięta komentarzem z blogu White Plate. Od razu zapisuję Twojego, Basiu bloga do moich inspiracji. Jest tabbouleh, wspominasz hummusa no i miodownik, spodobało mi się. Zaraz pogrzebię w pieczywku i coś mi się zdaje, że znajdę u Ciebie dużo ciekawych rzeczy... Pozdrawiam

Gospodarna narzeczona said...

Ja to kiedyś myślałam że tabbouleh jest z kuskusu, ale jak mi podali miskę natki w Palmirze to zapamiętałam na zawsze. I powiem że takiej natki jak syryjska nigdy już nigdzie nie jadła.

Olciaky vel Olcik said...

Zdjęcia Twoje kojarzą mi się z Martą Gessler.
Minimalizm, pyszne, proste dania.
Lubię tu być, dlatego..
http://waniliowachmurka.blogspot.com/2010/10/doceniona.html

Pozdrawiam Cię serdecznie Basiu

Olciaky vel Olcik said...

Zdjęcia Twoje kojarzą mi się z Martą Gessler.
Minimalizm, pyszne, proste dania.
Lubię tu być, dlatego..
http://waniliowachmurka.blogspot.com/2010/10/doceniona.html

Pozdrawiam Cię serdecznie Basiu

buruuberii said...

Margot, wiec tak trzymamy :))

Wielgasia, ciesze sie z Twych odwiedzin! Pozdrawiam Cie serdecznie :)

Gospodarna narzeczona, mam wrazenie ze klika lat temu mowilo sie tylko u nas o tabbouleh z przewaga kuskusu, ale nastaly lepsze czasy :))

Olciaky vel Olcik, ogromnie Ci dziekuje, rumienie sie oczywiscie na takie slowa!! I serdecznie pozdrawiam :))

aga-aa said...

o w końcu coś co jadłam i znam ;)

Magdalena said...

uwielbiam granaty i dania z ich dodatkiem. swietny pomysl z dodaniem ich do tabouleh, ktore tez bardzo lubie. zdjecia jak zwykle super !

lo said...

Tabbouleh to dla mnie obowiązkowa sałatka letnią porą i musi mieć w sobie duuużo cytryny. Podoba mi się ta wersja z granatem, a mam cztery wielkie granaty z Czarnogóry. Zastanawiałam się co z nimi zrobić. Na jednego już znam przeznaczenie.

viridianka said...

myślisz? no to super, już się na lekah cieszę (:

buruuberii said...

aga-aa, no to sie mi udalo:))

Magdalena, dzieki i polecam granaty w takim wydaniu!

Lo, ciekawa jestem czy tabbouleh popelnilas? :)

Viri, naprawde mysle ze mahlab lekach udoskonali :)