Monday, May 09, 2011

nalewka sosnowa


 
z grubsza rzecz ujmujac istnieja dwie podstawowe szkoly robienia nalewek:

1. alkohol – cukier (czyli maceracja w alkoholu):
owoce (czy pędy, klącza, kwiaty, liscie) zalewa sie na kilka tygodni alkoholem, nastepnie nalew alkoholowy zlewa sie, a owoce zasypuje sie cukrem, gdy cukier sie rozpusci laczy sie nalew alkoholowy i nalew slodki.

2. cukier alkohol (czyli metoda syropu):
owoce zasypuje sie cukrem, nastepnie gdy cukier sie rozpusci zlewa sie powstaly syrop, a owoce zalewa sie alkoholem. Po kilku tygodniach syrop i nalew zlany znad owocow laczy sie.

Jestem ogromnym zwolennikiem metody maceracji w alkoholu (wlasciwe to moznaby ją nazwac ekstrakcja z uzyciem etanolu) - nalewki, ktore przygotowuje ta metoda, maja gleboki kolor, silny i zdecydowanay smak i aromat (np. dereniowka, porzeczkowka). Metoda ta zapewnia bowiem wydajniejsza ekstrakcje substancji z owocow do nalewki. Metoda maceracjii w alkoholu ma znaczna przewage nad metoda syropu: otrzymany nalew alkoholowy jest calkowicie wytrawny, jest sam w sobie nalewka, poprzez dodanie cukru rozpuszczonego w owocach z nalewu mozna nastepnie dowolnie nalewke dosladzac, tej mozliwosci nie daje metoda syropu.

O ile nie polecam przygotowywac nalewek owocowych poprzez zasypanie owocow miekkich cukrem, to w przypadku nalewki na zielonych orzechach i nalewki sosnowej z pelnym powodzeniem moge powiedziec, ze metoda syropu przynosi calkiem niezle rezultaty. Sporzadzony syrop orzechowy czy sosnowy mozna pozostawic dla osob, ktore alkoholu nie spozywaja, a z czesci syropu sporzadzic nalewka, ot tyle widze plusow metody syopu :-)


Przepis na nalewkę sosnową (moja radosna tworczosc, inspiracja Bareya):

wersja 1 (ekstrakcja alkoholem):
1/2 kg pędow sosny
2 szkl wodki
1 szkl spirytusu 95%
kilka zielonych (jednorocznych) sosnowych szyszek
okolo 2 szkl cukru


Pędy i szyszki sosny zalewam mieszanka spirytusu i wodki (sloj czy butla powinien byc wypelniony maksymalnie do 3/4 wysokosci). Po 14 dniach zlewam cala ciecz (filtrujac przez poczwornie zlozona gaze), a sosnowe pędy zasypuje cukrem, codziennie potrzasam butla by cukier szybciej sie rozpuscil. Po kolejnych kilkunastu dniach zlewam syrop i lacze z uzyskanym wczesniej nalewem alkoholowym, filturuje przez gaze. Nalewke odstawiam w ciemne miejsce na pol roku, a moze nawet rok.

wersja 2 (na bazie syropu, slodsza):
2 szkl syropu z pędów sosny
1/2 szkl spirytusu 95%
1 1/2 szkl wódki
garstka sosnowych igiel
Wszystkie skladniki mieszam, dorzucam sosnowe igly, korek butli szczelnie zamykam i odstwaiam na kilka miesiecy, jesienia bedzie jak ulal, w miedzyczasie nalewke nalezy zlac znad osadu ktory utworzy sie na dnie butli. Pędy sosnowe z ktorych przygotowalam syrop tez zalewam alkoholem, slabszym max. 40%. Zywiczno-drzewna nalewka, charakterystyczna, moze nawet specyficzna. Na smak.


PS. W poprzednim wpisie o syropie z pedow sosny przestrzegalam przed zrywaniem pedow z zywych drzew - gdyby ktos pytal, gdzie nalezy szukac scietych drzew sosny, to odpowiadam ze za kazdym razem, gdy zupelnie przypadkiem jestem w lesie, to trafiam na jakas wycinke, jak wczoraj w okolicy Kounova, czasem wystarczy sie rozejrzec.

26 comments:

delikatessen said...

Przeczytałam z wielkim zainteresowaniem, jak zawsze Twoje posty zresztą:) Bardzo chętnie spróbuję kiedyś takiej nalewki (wydaje mi się nawet, że piłam już chyba jakąś węgierską jej odmianę, i była świetna), choć pewnie bęe musiała się przełamać, zanim zdobędę się na stworzenie czegoś, co łączy alkohol i szyszki;)

ewelajna said...

Basiu, prawdziwa Twórczyni
Ciebie:) . Piękne zdjęcia:) i zdecydowany wpis.
Zawsze robiłam nalewkę syropową, bo ilekroć próbowałam tych wytrawnych -jak mówisz to wydawały mi się wódką po prostu, stąd wolę te pierwsze, ale - masz rację - przecież można dosładzać później. Wezmę sobie to do serca i następnym razem pokombinuję odwrotnie:).
Dobrych snów!

peggykombinera said...

ejjj, a gdzie reklama/informacja/odnośnik naszej/waszej gorzelni po godzinach?
Pan Tata będzie zawiedziony!

a nalewka?
pierwsza klasa.
nigdy takiej nie piłam.
o!

jadalnepijalne said...

Bardzo ciekawy, inspirujący post!

buruuberii said...

Delikatessen, dziekuje! Wiesz, z sosna to ja mam jeszcze z 5 wpisow (lacznie z koszami z sosnowych korzeni), az boje sie czy sie kiedykowliek wyrobie, znajac moje tempo wyrobie :)

Ewelajna :)) Bo one smakuja wodka, no... tle ze ja jednka zawsze dodaje cukru troche i daje im dojrzewac, dojrzewanie lagodzi smak alkoholu... Wiesz, z domu wynioslam metode syropowa, ale jak odkrylam alkoholowa, to juz nie cofne sie :) Dobrych :*

Peggy-Karol, wiedzialam ze o czyms zapomne, dopisze o Gorzelni jutro, ehh. Nalewke polecam, ze tak powiem "egzotyczna" :** PS. A powiem Ci ze o dla mnei to jest stosunkowo wielka nowosc...

jadalnepijalne, witam i klaniam sie :)

monika said...

Basia, tymi igiełkami w butelce przeszłaś sama siebie - absolutnie cudne! :-)

Sosnową nalewkę w przeciwieństwie do syropu znam dobrze, robiła ją moja ciocia, doskonała na przeziębienia i raczej tylko jak lek ją kojarzę, ale to wyjątkowo smaczny lek, zawsze dostaję buteleczkę :-)
A wiesz że tej metody syropu nigdy nie wypróbowałam? Owoce/cokolwiek zalewane alkoholem + syrop i długie leżakowanie - efekty wydają mi się na tyle doskonałe że jakoś nie mam nawet chęci próbować.. :)

Uściski serdeczne na dobranoc :-)))

Majana said...

O kurcze, ale fajna ta nalewka! Nigdy takiej nie próbowałam .
Ciekawe rzeczy Pani piszesz:)
Pozdrowienia slę:*

Karmel-itka. said...

intrygująca...
sosnowa? jako, że uwielbiam domowe nalewki, muszę ją zrobic!

Polka said...

Basiu Twoje wpisy nalewkowe wpinam w oddzielny segregator :)
W tym roku będę warzyć, tylko nie wiem jeszcze jaką :))))
Po porzeczkówce pozostało tylko londysnkie wspomnienie...
:D

:*

Gospodarna narzeczona said...

No czekałam na to. W sobote zalawam druga porcje pędów. U mnie w domu jest mnóstwo sosen, niestety nie mozna miec sosny w salonie, więc do wycinki pójdą iglaste maluchy.

just-great-food.blogspot.com said...

Dzięki za opisanie plusów maceracji w alkoholu, przyda się :)

grazyna said...

Prawdziwy wykład Basiu ! Latem przyda mi się jak znalazł :)

Aurora said...

Bardzo interesujące!

margot said...

nie zaskoczy się Alci?
Siedzę i kwiczę do zdjęcia( bo jest nie tylko piękne jak to u Basi ,ale jakieś zaczarowane , hipnotyzujące )i do przepisu bo takiej nalewki pić nie piłam i co gorsze nie robiłam ,bu bu

Zielenina said...

bardzo interesująca, a sosen w ogrodzie trochę mam, może podskubię ;-)

desperate said...

Ładne zdjęcie.
Ja o alkoholach jeszcze nie mogę się wypowiadać. ; D

arek said...

Przez ostatnich kilka tygodni omijalem komputery szerokim lukiem i nie potrzebnie! bo to przydatne zrodlo wiedzy jest ;) szkoda ze Praga tak daleko od Olsztyna ....i Londyn(a) bo moze tych rarytasow moglbym sprobowac hehe
Pozdrowienia gorace!

Magda said...

Mistrzyni :) I bardzo ciekawie przekazujesz taką 'procentową' wiedzę... myślę, że procentowałaby ona wydana na papierze :))

Joanna D.C. said...

Oh, basienko, Ty i te Twoje nalewki! Cudo! Nigdy nie wiedzialam ze sa 2 sposoby...

Zaytoon said...

Och, Basiu... Ta nalewka wygląda po prostu REWELACYJNIE!

zemfiroczka said...

Przylazłam na pajdkę z tym siemieniem, ale nalewka też być może ;)))
Zwłaszcza taka. Ciekawe czy Grażka nazbierała pędów ;) Bo ja to z pędami ostatnio mam tyle wspólnego, że zwykle pędzę, ale na trajtka ;)

buziaki

katie said...

Jeszcze niedawno widziałam nalewkę z mlecza, a tu sosna :) Mam nadzieję, że nie smakuje jak Amol :)

buruuberii said...

dziekuje Wam wszystkim za komentarze!

Nalewka sosnowa rzeczywiscie jest dosc specyficzna, delikatnie zywiczna, jakby drzewna, nie ma nic wspolnego z amolem, jak sie dobrze przegryzie to naprawde jest ciekawa, tak na smak :)

Tilianara said...

Basiu, czy Ty wiesz, że jesteś moim nalewkowym guru? Zachwyca nie tylko Twoja wiedza, ale i piękne zdjęcia i ten zapowiedziany przez receptury smak ... aż ślinka leci :)

Dana M. said...

Pozwoliłam sobie skopiować przepis na nalewkę sosnową (mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu) i niebawem wyruszam do lasu w poszukiwaniu głównego składnika do jej produkcji.

Pozdrawiam
Dana M

buruuberii said...

Dana M, witaj! Alez prosze, przepis 'upublicznilam' i goraco zachecam do korzystania ;-) Dziekuje, ze mi uswiadomilas ze w przyszly weekend juz moglabym sie wstepnie rozejrzec za 'Gemmae Pini'. Pozdrawiam Cie serdecznie, B.