Monday, August 08, 2011

lody, daktylowe


przedwczoraj w archeologicznym przewodniku* Jerome Murphy-O'Connor'a, moim ulubionym przewodniku zreszta, znalazlam bilet z palestynskiego autobusu. Nie powinno mnie to wcale dziwic, bowiem zakladki w moich ksiazkach to wykorzystane bilety komunikacji naziemnej czy lotniczej, bilety wstepu do muzeow, parkow narodowych, wizytowki z kawiarni, z rzadka suszone liscie choc i takie sie znajda, jak te oliwne na powyzszym zdjeciu.

Pamietam dobrze jak spedzilismy pierwszy nasz piatek w Jerozolimie. W samo poludnie, po leniwyym sniadaniu (w Palestynie i Izraelu weekend przypada na piatek i sobote) pierwszy raz jechalismy wspomnianym arabskim busem i wybralismy sie na spacer po Starym Miescie. Nie wiedzielismy, ze wtedy konczy sie poludniowa modlitwa na Wzgorzu Swiatynnym, ktora w czasie Ramadanu gromadzi rzesze wiernych, nie wiedzielismy ze bardzo waskie uliczki Starej Jerozolimy zalewa morze ludzi. Tak, nie tlum ludzi, ale morze! Na dobre 30 minut utnkelismy przyparci do sciany, a ludzka rzeka plynela w kierunku przeciwnym do kierunku naszego ruchu. Po przeciwnej stronie uliczki stali przerazeni amerykanscy turysci krzyczac do nas z zapytaniem jak dlugo to potrwa? nie mielismy wowczas pojecia, ale rok pozniej w trakcie trwania Ramadanu celowo chodzilismy do jerozolimskiego Strego Miasta
by czuc, widziec i slyszec radosc swietowania.


We Wschodniej Jerozolimie koniec calodziennego ramadanowego postu obwieszczaja wystrzaly armat, naprawde armat, huk to nieprzecietny (te same armaty zreszta oglaszaja bladym switem postu poczatek)! Zaraz po zachodzie slonca nalezy "przerwac post", tradycja glosi by uczynic to spozywajac daktyle.

Daktyle stanowia zreszta nadzienie popularnych ramadanowych ciastek makroud (na zdjeciu po lewej) oraz nadzienie ciateczek ma'amoul. Na przerwanie postu jednak zjada sie suszone daktyle
, mozna by skusic sie tez na daktyle nadziewane orzechami, choc raczej nie robi sie tego czesto. Jesli Ramadan przypada na letnie miesiace, to mozna by zaryzykowac daktylowe lody, jesli ktos Ramadanu nie obchodzi, to na owe zimne, slodkie i sycace lody moze skusic sie w samo upalne poludnie!

Przepis na lody daktylowe (inspiracja Uri Buri):
2 szkl mleka
200g daktyli
2 lyzki jasnego miodu (opcjonalnie)
2 duze zoltka
2 lyzki cukru
1 szkl slodkiej smietanki 30%
garsc prazonych orzechow badz sezamu (opcjonalnie)

Daktyle pozbawic pestek jesli takowe zawieraja, zmiksowac na gladka mase (mozna dolac odrobine mleka w trakcie miksowania). Zoltka utrzec z cukrem. Zmiksowane daktyle wymieszac z mlekiem, miodem i zagotowac, nastepnie wlac do zoltek z cukrem, mase ubijac 1-2 minuty, gdy dosc dobrze przestygnie wlac smietanke i znow ubijac przez 1-2 minuty. Mase lodowa schlodzic w lodowce, a nastepnie zamrozic przy pomocy maszynki do lodow, badz w zamrazarniku (wtedy przez pierwsze 4 godziny mrozenia nalezy lody co godzine bardzo dokladnie wymieszac, zamrazac kilkanascie godzin). Przed podaniem mozna lody posypac prazonymi orzechami lub sezamem. Dobre na ochlode lub na oslode ;-)

PS. Od Tili dostalam wyroznienie, ogromnie dziekuje!

* Jesli jeszcze nie powiedzialam tego tutaj o sobie, to nadmienie, ze nie znosze urzadzen GPS, a moja wielka miloscia sa przewodniki i mapy; mapy i przewodniki potrafia mi zastapic wszelaka rozrywke, wiele planow miast umiem na pamiec, bede butna i powiem, ze nigdy sie nie gubie, chociaz moze nie zawsze do celu ide/jade najkrotsza droga :-)

27 comments:

Beata said...

Bardzo lubię daktyle , chociaż w takiej formie jeszcze nie jadłam. Zachęcające :)
pozdrawiam

Majana said...

Basiu, ciekawe te lody! Z pewnością by mi posmakowały :).
A do tego ciekawostki piszesz, a ja lubię je czytać:)

Uściski :**
Majana

hania-kasia said...

Ciekawy pomysł na lody - chętnie wykorzystam.

mamurda said...

Takie lody na pewno bym zjadła:D

Karmel-itka. said...

och, piękne zdjęcie.
i te lody... och, dziewczyno. kobieto!
czarujesz. jak tylko się da! jestem wprost oszołomiona ;]

ewelajna said...

Basiu, pięknie piszesz o czasie świętowania ramadanu:). Ten Wasz Czas w Jerozolimie musiał być wyjątkowy... A wiesz, że bilety to tez moje zakładki? Miło niekiedy za jakiś czas tak wyciągnąć i powspominać... Choć celowo nie chomikuje takich "pamiątek".
Daktyle były kiedyś moim ulubionym słodyczem:)

lo said...

W takim razie mamy wspólne zakładki. Lubię te karteluszki przywołujące wspomnienia. Lubię też Twoje przepisy związane z miejscami, historiami...

monika said...

Basiu, ale miały być kardamonowe! :D
No się śmieję teraz, a jak zobaczyłam w blogrollu "lody" u Ciebie to zrobiłam taaakie wielkie oczy, naprawdę mi się te kardamonowe rankiem zamarzyły :)))

Też uwielbiam mapy i też się z mapą nie gubię w mieście/na drodze (bez mapy to inna bajka..), za to w budynku zgubię się każdym który ma więcej niż dwa korytarze :D

To chyba trochę daktylowy będzie przyszły tydzień, co? :)))
Ściskam :):*

małgo. said...

zdecydowanie lody dla mnie!

Gosia said...

wlasnie jest Ramadan i choc muzulmanka nie jestem, to takie lody bym wciagnela z wielka ochota :)tym bardziej, ze daktyle nie dalej jak przedwczoraj "smialy" sie do mnie z polki tureckiego marketu :)....

Usciski Basiu :)

margot said...

lody bananowe i ,,moje" najukochańsze ciasteczka , ach Basiu nie chcesz adoptować malutkiej Alci?

Squidy said...

Basiu, dawno mnie u Ciebie nie było. Ostatnio komentowałam chyba orzechówkę, o ile dobrze pamietam. A dziś widzę wpis z mojej ulubionej, bliskowschodniej serii :) Takimi wpisami Twój blog przywiązał mnie do siebie... Piszesz niesamowicie plastycznie, dźwięcznie. Dosłownie czuć i słychać Jerozolimę.

Lody daktylowe. Pyszne na pewno. Szkoda, że nie mam maszynki Ale...wszystko przede mną ;)

Do zobaczenia w następnym wpisie.

buruuberii said...

Beata, no bo lody daktylowe nawet na Bloskim Wschodzie sa rzadkoscia...

Majana dzieuje :) :*

hania-kasia :)

mamurda i ja tez :)

Karmel-itka, staram sie jak moge :D

Ewelajna, w IL bylo tak niesamowicie ze nei porawie sobei wyobrazic wyjazdu tam co rok, wlasnie pakuje walizki :)

lo, chyba podroznikow laczy to samo :)

monika, ale z kardamonowymi niejasna sprawa, wiec sie wstrzymam :D Ja to nei wiem jak to jest, ale jak "zapamietam" plan maista to nawet nei musze go miec w rece... No bedzie mocno daktylowy :*

małgo. prosze!

Gosia, wlasnei ten trwajacy Ramadan mnie do wspominek popchnal... Polecam daktyle, niecheze sie juz Gosiu nei smieja :))

Alci, przeciez Ty jestes moja :)))

Squidy, dziekuje! Wiesz, te wpisy o IL/Palestynie najbardziej lubie (zreszta juz sie pakuje na piatek:), ale robie sobie w nich przerwy, by w nich nei bylo monotonnie i zbyt nostalgicznie... Zapewniam, ze te lody wysmienicie udaja sie bez maszynki, sama proowalam! Sciskam :)

ewelajna said...

Buru, zabierz mnie choć do małej przegródki w walizeczce, dobrze...???

buruuberii said...

Ewelajna, alez oczywiscie ze Cie zabire, juz przegrodka dla Ciebie przygotowana! :*

ewelajna said...

Łał... , jadę...! Basiu, ale prezent:):):):)
:*

Małgosia.dz said...

Basiu, gdy Ty opowiadasz o tym co robiłaś tu i ówdzie, to ja odpływam. Czy to w Jerozolimie, czy Pradze, czy polskich górach... mam odjazd i już. :) Gadaj jak najwięcej. :)

Amber said...

Basiu,mam wiele podobnych zakładek.Czytam wszędzie, a w podróży zwłaszcza.
Daktyle z Jerozolimy.Niewiele mi ich już zostało.Ale te lody.Chyba je z nimi zrobię.
Uściski!

buruuberii said...

ewelajna, to lecimy zaraz razem :**

Małgosia.dz: Malgos dla Ciebie wszystko kochana!

Amber, rany to Ty tez sobei tak wydzielasz te daktyle... A ja zasoby odnowie neibawem, sciskam Cie mocno :)

AleZdjecie.pl said...

chyba dobre ;)

karoLina said...

Jeden jedyny raz jadłam lody daktylowe w zwykłej sieciowej lodziarni (chociaż i tak mojej ulubionej, dopóki nie wywindowali cen tak, że się zbuntowałam, wolę jeść rzadziej, chodzić dalej, ale płacić rozsądne pieniądze), nigdy więcej ten smak się nie powtórzył, ale ja go nie zapomniałam. Kto wie, może Twoje lody okażą się równie pyszne, chociaż ja się trochę zniechęciłam do klasycznych lodów bez maszynki, moje przynajmniej są zawsze zbyt zbite.

A co do zakładek - mam dużą i stale powiększającą się kolekcję, ale w chwili potrzeby też pod ręką znajdują się wyłącznie bilety i rachunki.

Magda said...

Magiczne lody! Ja też zawsze zachowuje wszelkie bilety plus mini ulotki z galerii itp - jest ich całe mnóstwo :) A Twoje lody wsiadły mi na ambicję ;)

wykrywacz smaku said...

no nie to już jest przesada lody DAKTYLOWE?Pakujemy się i jutro jesteśmy :)

grazyna said...

Oj,ja też lubię przewodniki, ale gubię się często, bo mam fatalną orientację przestrzenną...
Daktyle bardzo lubię i wybrażam sobie, jakie pyszne sa te lody - może kiedyś wypróbuje :)

Kuchareczka said...

Daktylowych jeszcze nie znałam :)

Evitaa said...

Wspaniały przepis. Lubię słodycz daktyli, która niewiele potrzebuje dodatków :)

peggykombinera said...

Daktyle kojarzą mi się z Tobą, Basiu :)
i zeszłorocznymi cennymi radami związanymi z egipskimi pamiątkami :)

a smaku Twoich lodów jestem ciekawa:)
zasyłam pozdrowienia!