Monday, November 14, 2011

ciasteczka słoneczka




zakradałam się do spiżarki, do spiżarki w której stała wielka drewniana beczka z kiszoną kapustą, setki sloików z powidłami, marmoladami i kompotami, trochę zardzewiała waga szalkowa i maleńkie ceramiczne odważniki, dwie olbrzymie beczki na nie-wiadomo-co, a w nich stare butelki z przeróżnych napojów, w wiekszości puste, pewnie czekające na wykorzystanie, czekające na kiedyś które nigdy nie nadeszło.

Zakradałam sie do spizarki, by z niemałej makutry stojącej nieopodal beki z kiszoną kapustą ukraść jeszcze nieprzełożone rózaną konfiturą słoneczka. Zapomniałam o tym na bardzo długie lata, zakradałam się bowiem potajemnie i sama ten fakt skrzętnie z pamięci wyparłam, ponieważ wielką zbrodnią było wykradać słoneczka ze spiżarki, a do tego takie jeszcze "niedokonczone", bez konfitury! 

Babcia Helka piekła słoneczka kruche niezwykle, delikatne i maślane, wiem ze zachodziła w glowę, iż słoneczka powinny się "listkować", a te jej nie zawsze chciały. Słoneczek Babci Rózi nigdy nie jadłam, piekła je dużo rzadziej niż swe słynne rożki, ale w jej zeszycie wygrzebalam przepis na wspaniałe, "listkujace" sie słoneczka. Teraz mam bzdurny dylemat - piec takie kruche a równe (zdjecie powyżej), czy listkujace się, o nieco odstającym lukrze (zdjecie poniżej)? 

Ciasteczka słoneczka, bo tak nazywają sie one zarówno w zeszycie Babci Heli jak i Babci Rózi, to kruche ciasteczka pieczone razem z lukrem, następnie przekładane konfiturą różana, a w wersji de luxe maślana masą, a bokami obtaczane w grubo mielonych orzechach. O tych samych ciasteczkach wspomniała kiedyś w Bezludnej Wyspie Ewa Wachowicz, o tych samych, bo zdaje się że nigdzie poza Ziemią Gorlicką ciasteczek słoneczek się nie piecze... A warto! 


Przepis na ciasteczka słoneczka (z zeszytu Babci Helki, zdjecie powyzej):

30 dag mąki krupczatki
20 dag zimnego masła
3 żółtka


Lukier: 2 białka i 20dag cukru pudru 

Zimne maslo siekac z mąką, dodac zoltka, dokladnie wymieszac i zagniesc gladkie ciasto. Odstawic do lodowki na godzine. Nastepnie ciasto walkowac (porcjami), na grubosc ciasta na pierogi, wykrawac literatka kolka, smarowac z jednej strony lukrem (ukreconym z wyzej podanych proporcji). Piec na zloto w temperaturze 175st. C (okolo 12-15 minut, po prawdzie zeszyt babci mowi, ze w temp. 200st.C). Po upieczeniu słoneczka przekladac konfitura rozana lub roza wymieszana z konfitura z czarnej porzeczki. 


Przepis na ciasteczka słoneczka (z zeszytu Babci Rózi, zdjecie ponizej): 

50dag mąki krupczatki
25dag masła
3 żółtka
8 łyżek śmietany


Lukier: 3 białka i 30dag cukru pudru


Zimne maslo siekac z mąką, dodac zoltka, smietane, dokladnie wymieszac i zagniesc gladkie ciasto. Odstawic do lodowki na godzine. Nastepnie ciasto walkowac (porcjami), na grubosc ciasta na pierogi, wykrawac literatka kolka, smarowac z jednej strony lukrem (ukreconym z wyzej podanych proporcji). Piec na zloto w temperaturze 175st. C (okolo 12-15 minut, ciastka troche "wybula" w czasie pieczenia, to normalne, nalezy delikatnie przycisnac lukier po upieczeniu). Upieczone słoneczka przekladac konfitura rozana lub roza wymieszana z konfitura z czarnej porzeczki.




PS. Udalo mi sie ustalic, przynajmniej wsrod moich przyjaciol, ze juz kilkadziesiat kilometrow od Gorlic słoneczka sa nieznane, piecze sie nieco podobne tzw. klawisze, kruche ciasteczka pieczone z polewa z lukru, ale to juz nie moja historia ;-)

55 comments:

agea said...

smakowite kąski:)

An-na said...

Kolejna rodzinna historia i kolejny rodzinny przepis? Takie są najciekawsze. Mnie ostatnio uratowała Twoja konfitura z róży, bo mogłam gościom podać oprócz gęsi jeszcze rogaliki z różą!

Tyna said...

Urocze:) I na pewno przepyszne, bo babcine:)

margot said...

aaaaa Basiu , to ta margaryna lub jej brak na te listki ma wpływ?
Twoje bacie maja super przepisy , ja to już wiem , moja Basia ma super przepisy , zdjęcia i opowieści to tez wiem
a wiesz ,że mam przepis na te Wachowicz ciasteczka ,ale nie piekłam( choć inne ciasta z tej książki jej tak , mniam) jeszcze , może kiedyś opiekę ,ale najpierw Basine :)))

viridianka said...

Ojej Basiu to może słoneczka są naszym dobrem gorlickim? :)))
Jeeej a ja nie dalej jak 3 dni temu zastanawiałam się co jest z Gorlic i tylko Gorlic! To moje najulubieńsze ciasteczka, w obu wersjach. Robię w ten weekend - postanowione!

Pozdrowienia ciepłe!

Majana said...

Basieńko cudowne te ciasteczka i jak pięknie o nich piszesz!
Ta spiżarka z Twojego dzieciństwa to taka magiczna musiała być, wyobrażam sobie to wszystko co opisujesz.

Ja tych słoneczek nie znam, chętnie bym skosztowała obu wersji:)

Ściskam:*

ewelajna said...

Burasku, to Twoje Babcie były siostrami...??? ;)
Ja o słoneczkach nie słyszałam, ale do ziemi gorlickiej mam całe kilometry... Mnie bardziej urzekły te ze zdjęcia dolnego - listkujące:). I podobało mi się Twoje zakradanie i spiżarka Babci... I ta kiszona kapusta... Ech..., Buru fajnie miałaś z Tymi Babciami:)

zemfiroczka said...

Listkowane, czyli takie jakby szplitrowane jak francuskie? I pieczone razem z lukrem? Ależ to ciekawe! Pokażę Panu R.
Basia, skarbnico ciekawostek. Lubię poniedziałki!

buziak

wiedźma_florentyna said...

mnie bardziej podobają się te równe, a w smaku są takie same ?

Jswm said...

to ja wybieram te na maśle :)

buruuberii said...

agea :)

An-na, w sumie rodzinny, ale zdjae sie byc gorlicki i nigdzie dalej... Ania, ciesz sie, ze roza Ci sie przydala! W sprawie nalewek sie jeszcze odeze blizej swiat :)

Tyna :)

margot, wlasnie jak patrze na te Ewy wahowicz, to one chyba beda takie pomiedzy, chyba mnei na nie Alciu namowisz :))

viridianka, ciekawa jestem jaki masz przepis - ciut inny moze? Wiesz Asia ja sie dosc dlugo zastanawialam nad gorlickimi specjalami, doszlam doniad, az nagle odgrzebalysmy słoneczka, ktorch chyba z 20 lat z kladem nei bylo... Oj wysmaze Ci jutro e-mial, a co tam :D

Majana, no ja czasem slodze w tych opisach, ta spzarnia to byla fajna, ale babcia przeganiala mnei zdrowo :)) no coz, nei kzady chce miec wnusie "zywe srebro" :DD

ewelajna, babcie sie nigdy nei spotkaly ;) jej, a kiszenie kapusty to bylo przezycie, pamietam jak przez mgle jak przez pola nioslo sie od cioci-wujenki szatkownice :))

zemfiroczka, tak tak Oczku "listkujace sie" to takie prawie francuskie, takie kruche jak na dobra karpatke czy napoleonke... :*

wiedźma_florentyna, wiesz na wyglad tez biore te rowne, ale cos smakiem mnie bira te drugie... powazny dylemat :)

Jswm, o zdecydowanie jestem za maslem, jak dobrze pomysle to babcia chyba tez czasem piekla na masle...

Ania Włodarczyk (aka vespertine) said...

BOŻEEEEEE, Basiaaaaaaaa!!!! Słoneczka to moje najukochańsze ciatseczka, babcia je zawsze... kupowała w szkole gastronomicznej! Nie piekła, a kupowała. One są IDENTYCZNE jak Twoje, ytsiąc razy zastanawiałam się, jak je się robi, ale nie miałam tyle energii, by je rozszyfrować. Szok! I nazwa ta sama! Ale babci mej bliżej do Twojej, bo z Jury Krakowsko-Częstochowskiej jest, to moze i sloneczka są dobrem powszechnym na południu Polski (albo: na większym południu niż Gdańsk;).

Jestem normalnie zszokowana tą notką - stokrotne dzieki :)))

monika said...

Są i słynne słoneczka! Basia, masz jak w banku że upiekę niebawem, może nawet w weekend, nie mogłam się doczekać tej notki! :) I tak fajnie piszesz o tej spiżarni, Basia-łobuziara, no pasuje to do Ciebie :)))
U nas zawsze była piwnica, zakurzone słoiki z nie-wiadomo-czym i z nie-wiadomo-kiedy no i beczka z kapuchą obowiązkowo, nadal jest! :) A waga taka przedziwna, której nigdy nie potrafiłam obsługiwać, bez ceramicznych odważników niestety, zawsze marzyłam o wadze z odważnikami :)

Ściskam Basia, strasznie lubię te Twoje historie, takie ciepłe, ze wzruszeniem i z humorem zarazem :)
:**

PS. Głosuję na te mniej równe wyjątkowo :)

Wiewióra said...

Wspaniałe! nigdy o nich nie słyszałam i chyba przyszła pora na wypróbowanie. Zapisuję w przepiśniku :)

majka said...

Basiu, jak widac babcine przepisy sa bezcenne. Kiedy czytam Twoje historie strasznie zaluje, ze zadna z moich babc nie prowadzila zeszytu z przepisami. A moze prowadzila ale ja o tym nie wiem? Koniecznie musze spytac. Ciasteczka piekne. Mnie bardziej przypadly do gustu te drugie :)

Usciski.

P.S. Zapraszam do mnie na kolejne pyszne crumble. Moze i to Ci posmakuje? :))

Kamila said...

Nie znam tych ciasteczek, ale już wiem, ze je lubię. Przepis do wypróbowania i to na 100%. Pozdrawiam

grazyna said...

Oj, po takie słoneczka też bym się zakradała...
Zapisuje do wspólnego upieczenia z córcią ! Jak ją znam, to zaszaleje z foremkami :)

anna said...

Basiu, moja Basiu :-)
jakze Ci jestem wdzieczna, za ten przepis...Takie ciasteczka piekla od zawsze moja ukochana Babcia, uwielbialismy je wszyscy, moj brat nawet takie nieprzekladane... Babcia piekla je tylko raz do roku, zawsze na Boze Narodzenie. Zanim ja o nie zapytalam, odeszla, w swieta, ktore tak bardzo, dzieki niej wlasnie, kochalismy. Teraz moge przynajmniej sprobowac odtworzyc tamte chwile. Dziekuje Ci. Choc mojej wdziecznosci w slowa ubrac sie po prostu nie da...
Anna

Ciasteczka mojej Babci sie nie listkowaly...

Serdecznosci pelne wdziecznosci

buruuberii said...

Ania Włodarczyk, ze powtorze Anai za Toba: BOZE, to jest radosny komentarze :D Widzisz, ja nigdy tych ciasteczek w Krk nie znalazlam, ale trzeba przyznac ze po cukiernicha nigdy za duzo nei chodzilam... Lubei odgrzebywac te stare przepisy, najlepsze jest to ze nie jestem w stanei przewidziec ktory sprawi radosc czytelnikom :*

monika, lobuziara - ja Ci dam :D ta spizarka to bylo miejsce chyba troche zakazane, ale w ramach przynies-wynies-pozamiataj udawalo sie tam czasem dostac ;) W sumei o neiktorych rzeczach nei jest latwo pisac cieplo, ale jak juz mi sie udalo nazwac wszystko po imieniu, to jestem w stanei wykrzesac cos cieplego i duze "B":-)) PS. Wyjatkowo zgadzam sie, ze koślawce lepsze ;)))

Wiewióra, no czeskei piekarki i piekarze juz za 2 tygodnei zaczna piec ciasteczka na Bozenardozenie :)

majka, spytaj koniecznie, bo nawet gdy nei wysztkie historie kojarza mis ie super-pozytywnie, to ten zeszyt ma jakas wartosc ;-) Ek, kusisz crumble, a neich Cie!

Kamila ;-)

grazyna, o wspolne pieczenie, to jest cos Grazka! :*

anna, Aniu piszesz tak ze lza sie zbiera w oku, a jednoczesnie kaciki ust ida lekko do gory. Ciesze sie przeogromnie, ze wreszcie mialam odwage zmierzyc sie z przeszloscia i o tych ciasteczkach napisac, raz na pare lat, bylo wokol nich wiele szumu, dlugo szukalam tych dobrych emocji... Naprawde mi Ania milo, ze sie przyda ten przepis (tez tak mysle, ze przepis z maka krupczatka moznaby zrobic ze zwykla, lub zwykla i krupczatka pol na pol...). Sciskam Cie mocno, bardzo!
PS. Wiesz ja kradlam wlasnei takie neiprzekladane i do dzisiaj jestem zdanai ze lepsze, ale wiekszosc w rodzinei mowi, ze tylko przelozone ;-)

malina said...

Zdecydowanie te nierówne! Nigdy nie jadłam słoneczek, ale chętnie bym spróbowała! Moja babcia niestety też nie prowadziła zeszytu z przepisami...

Małgosia said...

Basiu, moja Babcia (urodzona w Gorlicach właśnie) nigdy nie wspominała o słoneczkach... Zastanawia mnie, czy w jej rodzinie słoneczka znane nie były, czy może za krótko przyszło jej tam żyć i poznawać tamtejszą kuchnię. Niestety wojna Babcię z rodzinnych stron na zawsze przegoniła. Może gdyby nie to, to i ja miałabym rodzinny przepis na te radosne ciasteczka...? ;-)
Pozdrowienia Basiu! :)

atina said...

Basiu ciasteczka wyglądają rewelacyjnie! A rożki babciu Rózi, to ja już po rodzinie rozprowadziłam, bo tak wszystkim smakują:) No to teraz czas na te ciasteczka:) Oj muszę je upiec, tylko kiedy jak tu pierniczkowe szaleństwo sie kroi;) Ale czas na nie znajdę na pewno :) Cudne fotki !

viridianka said...

Rany zjadło mi komentarz no ... :/

To już tak na szybko, bo uciekam na zajęcia.. Mój przepis to mąka, masło/tłuszcz roślinny i śmietana.. ale żal mi tych żółtek, i chyba je dorzucę do ciasta, bo co ja z nimi zrobię? Basiu a ile ciasteczek wychodzi z jednego takiego przepisu? My z Mamą tak dawno ich nie piekłyśmy, że nie pamiętamy kompletnie ;)
A próbowałaś słoneczek od Państwa Mucha-Słomskich z ich cukierni? Bardzo smaczne! Ja zrobię dla znajomych 3 rodzaje: różane, orzechowe i krówkowe.
Niach, niach :D

Czekam więc na meila, buźka!

małgo. said...

w spiżarkach jest coś magicznego... ;))

Yummy & Tasty

buruuberii said...

malina, wlasnie jedna moja babcia tez nei, zdecydowanie jestem za tym ze babcie (nawet dziadkowie:) powinni prowadzic zeszyty z przepisami, nawet takimi prostymi :)

Małgosia, mozliwe ze przed wojna te ciasteczka nei byly tak popularne, tego juz sie pewnei nie dowiemy... Ale warte zachodu, nawet na wspomneinei o korzeniach :-)

atina, dzieki! Te ciasteczka to przeboj w zasadzie bardziej babci Heli, ale sloneczka z zeszytu Rózi chyba lepsze... Napewno bym powiedziala, ze to takie 2 okologrlicie perelki, wiele wiecej nei mam ;-)

viridianka, tych słoneczek z 1/2kg jest pod 200 (nieprzelozonych), zalezy troche jak grubo walkowac ciasto, ale naprawde z calej porcji jest duzo, duzo w moim mniemaniu :) Mail poszedl, uff :*

małgo. i niespodzianek tez troche, czasem lapka na myszy ;-)

Przemo said...

mmmmm - tylko to mi teraz przychodzi na myśl

monika said...

No łobuziara, a nie? :)
Basia, mi się bardzo podoba jak piszesz, tak bez lukrowania ale ciepło, wiadomo że na blogu nie o wszystkim się pisze, ale czuje się że to jest szczere u Ciebie :)

Ściskam mocno :):*

krzysiek86 said...

Te ciasteczka wyglądają świetnie. Muszą być bardzo smaczne :-)

fonik said...

Te ciasteczka sa rewelacyjne , zrobić zrobilem tylko muszę robić jeszcze raz ponieważ zanim domownicy ściągnęli do domu i chcieli skosztować , to już nie bylo co?
http://niebowustach.blogspot.com

buruuberii said...

Przemo ;-)

monika, no nie wiem Moni czy czasem jednak "nieprzekolorowane" :) a co tam, mysle ze mozemy widziec swiat na swoj sposob, a i tak nikt przez to nie musi cierpiec...

krzysiek86, i sa pyszne :-)

fonik, witaj i dzieki za komplementa :D te ciasteczka maja wlasnei jeden minus, szybciej sie je je niz robi...

Gospodarna narzeczona said...

Toż to nasze aspirynki! Tylko że masa była orzechowa. Ciocia Teresa i Mania piekly zawsze z jakiejś podwójnej, czy potrójnej porcji. Podkarpacie się kłania. Tylko ja mam alergie na margarynę (psychiczną)

buruuberii said...

Kasiku, zacytuje siebie "daje maslo" - nie uzywam margaryny, nigdy nie uzywalam, bo cholera wie co tam w srodku jest za swinstwo - olej palmowy ktory jakos trzeba sprzedac? Ja nei znosze erzacy!:-D

Gospodarna narzeczona said...

Ja tak po łebkach czytam, wydało się. Ale czasem przysiadam i czytam ze zrozumieniem.

buruuberii said...

a ja sie wdam Kasia w dyskusje (sie oburzylam;), bo wydaje mi sie ze przeslanie mojego bloga jest dosc jasne, u mnie nie ma substytutow, polsrodkow, jako zwolennik slow food nie zgadzam sie z milionami.*

*"let's eat shit... millions of flies can't be wrong." ;D

Ania Włodarczyk (aka vespertine) said...

To był radosny i wielce entuzjastyczny komentarz, Basiula ;)))

anna said...

Basienka,
trzymaj kciuki, zabieram sie do pracy nad ciasteczkami. Czas zmierzc sie ze wspomnieniami, Tobie sie udalo, przynajmniej w tym jednym, konkretnie ujawnionym przypadku :-)
Serdecznosci
ANna

buruuberii said...

Ania W, :*

Anna: Aniu, trzymam bardzo mocno, najmocniej by byly takie jak ze wspomnien, by Babcia "byla" blisko! :*

anna said...

Basiu,
upieklam je z premedytacja wedlug przepisu Babci Helki, chociaz wiedzialam, ze nasze nie byly pieczone z lukrem tylko suche. Ale chcialam pojsc naprzod, wiem, ze Ty pewnie wiesz o co mi chodzi... Wyszly cudowne, kruche, delikatne i pierwszy kes przypomnial mi smak tamtych. Problem polega na tym, ze mialam tylko 100 g krupczatki i upieklam z malej porcji... po czym zjadlam sama prawie wszystkie bez przekladania. Ale corce pierwszej smakowaly a to, wierz mi, najwiekszy mozliwy komplement... Teraz sprobuje z semolina pol na pol z tortowa bo wiem, ze to TEN przepis, a krupczatki w polskim sklepie dzis nie mieli... Tym razem zrobie wiecej, by zdolac zrobic zdjecia. Dziekuje... Niewymownie ...
Anna

Evitaa said...

Magicznie i ciepło się zrobiło po tym wpisie... Ja wykradałam ze spiżarki owsiane ciasteczka z dżemem, moje ulubione :)
Pozdrawiam serdecznie!

buruuberii said...

Aniu, wow komplement od corci, to jest cos! Semolina+maka gladka podobno dobrze zastepuje krupczatke, wiem od czeskich przyjaciol, ale oni glownie uzywaja takiej do knedli :D :*
PS. Ania, naprawde Twa Babcia piekla bez lukru? Czyli lukrowala upieczone, cieple?

Evitaa, ciesze sie ze czasem mi sie udahje tak napisac :) sciskam rownei mocno!

Olciaky vel Olcik said...

kurczę, co za ciasteczka..
aż ślinka cieknie.
równiuteńkie, cudne wprost

zemfiroczka said...

Basia, upiekłam. Wyszły pyszne.

Gospodarna narzeczona said...

Jeju, znaczy że znowu coś nabroiłam? Najlepszego w Nowym Roku.
I najgorsze że teraz czeka mnie czas czytanie wszystkiego po łebkach ( oprócz mam nadzieję jednej dziedziny ;-)

atina said...

Basiu dzisiaj są u mnie:) Pyszne te ciasteczka i tak jak pisałam zrobiły prawdziwą furorę :) Dzięki za przepis :* Teraz jeszcze muszę wypróbować wersję babci Rózi ;) Buziaki:*

buruuberii said...

Wow, po pol roku: Oczku ciesze sie, ze Ci powsmakowaly, ale chyba bylam u Ciebei podziwiac ;)

Anitka, wow! To taka radosc jak kogos naowie i napisze, ze hit! Ciesze sie naprawde bardzo :*

zemfiroczka said...

Lepiej późno niż wcale ;)

Buziak

abbra said...

Pyszne ciasteczka !
Po upieczeniu przełożyłam je domowymi powidłami śliwkowymi.

Wypróbowałam przepis Babci Helki, teraz czas na przepis Babci Rózi :)

buruuberii said...

Abbar, bardzo sie ciesze ze sprostaly Twoim oczekiwaniom!! I ja planowalam je upiec w weekend, ale tym razem wygraly siekanki :))

Chihuahua said...

Mam pytanie, bo bardzo zaciekawiły mnie te ciasteczka i bardzo chcę je upiec. Niestety nie mam mąki krupczatki i tu moje pytanie: czy może być mąka tortowa ? Za odpowiedź dziękuję i pozdrawiam.

Chihuahua said...

Mam pytanie, bo bardzo zaciekawiły mnie te ciasteczka i bardzo chcę je upiec. Niestety nie mam mąki krupczatki i tu moje pytanie: czy może być mąka tortowa ? Za odpowiedź dziękuję i pozdrawiam.

buruuberii said...

Chihuahua, moze byc tortowa czy poznanska, sa z krupczatka mzoe bardziej kruche, ale wydaje mi sie za chyba nawet wazniejsze od maki jest to zimne maslo i pozniej w trakcie pieczenie dobra temperatura piekarnika.
Prosze i mam nadzieje, ze Ci posmakuja :-)

ewaj said...

Muszę cię rozczarować. Słoneczka nie są dobrem wyłącznie gorlickim. Piekę je od kilkudziesięciu lat, pewnie tak długo jak babcie Basi, a z Gorlicami mam niewiele wspólnego.

buruuberii said...

Droga Ewoj, juz chcialabym napisac z wielkim sarkazmem, ze czuje sie potwornie rozczarowana, bo "moje" ciastka uciekly z Gorlic!!

Gdybym moze w tych moich wpisach pisala bardziej scisle i nie pozwalala sobie na wolne mysli i wolne zarty, to latwiej byloby zrozumiec moje intencje, ale o swoim hobby pisze po godzinach kiedy nie musze byc naukowcem :)))

PS. Wpis stanowi "bo zdaje się..." wiec dopuszczam malenka mozliwosc, ze sloneczka przedyfundowaly w jakies inne zakatki globu. Chcialam podkreslic "historie" tych ciasteczek i skale zjawiska - w okolicach Gorlic zna je kazdy.

martish said...

Wczoraj piekłam je na święta :) Pierwszy raz od bardzo dawna, ale u nas, na podkarpaciu, jeszcze za czasów komuny był to obowiązkowy wypiek na każde wesele. Przełożone masą z orzechów włoskich są moimi najukochańszymi ciastkami. Listkują się, są kruche i delikatne. Niestety pojawił mi się z nimi wczoraj problem - beza odchodzi mi od ciastek, trzyma się tylko na środku odrobinę, z niektórych opłatek bezy zjechał na boki. Co może być przyczyną?

buruuberii said...

Droga Martish :) Dziekuje za komentarz i cenne informacje - z Gorlic na Podkarpacie nie tak daleko!
Chcialabym Ci jakos poradzic odnosnie "odstawania" bezy, ale sama nie znam dokladnej przyczyny. Zdarzylo mi sie kilka razy, ze jesli ciasto ladnei sie lustkuje, to tez sie "podnosi" i wtedy w trakcie pieczenia odstaje beza. Probowalam obnizyc temperature pieczenia o 5-10st i wydaje mi sie ze to nieco pomaga. Czesto tuz po wyjeciu ciasteczek z piekarnika belikatnie dociskam beze do caista przy pomocy recznika paierowego... Pozdrawiam swiatecznie,B.