Monday, January 16, 2012

drobionka



We wsi stał kiosk (...). No więc te stare kobiety i dzieciarnia stoją przed mapą nowego świata, którego kontynenty uporządkowano wedlug pragnień poszczególnych części ciała, zachcianek i smaków. Królują tu jednoznaczne barwy. Nie ma miejsca na wyobraźnię. Ani czas, ani zmienne swiatło, ani kaprys natury nie nadgryzą tego. Niewykluczone, ze nowe Jeruzalem jest już w drodze (...).
To dzieło Władka. Gdy ksi
ądz w kościele mówił, że jest ciężko, ale że trzeba, bo taka jest cena wolności i Polski, i że rolnik zawsze itd., Władek pochwycił jakiś boczny wiatr, który nidy przez te doliny nie wiał. Sprzedał co miał, kupił syrenkę, wydzierżawił kiosk i wszystkie te blaski i cuda zaczął przywozić (...).
Bo już nie jedna wieś, ale cała okolica miała poznać smak batonów Mars.
strony 13-15, Andrzej Stasiuk, "Opowiesci galicyjskie", wyd. Znak 1995

Smak batonow Mars. I czekolad w fioletowym papierku. A potem kebab, pizza czy bagietki. Chleb na zakwasie sie w miedzyczasie zagubil i umiejetnosc jego wypieku chyba tez, w sklepach pytac mozna bylo o niego bez konca. Wreszcie powrocil, ale jakis inny, wszyscy mowia, ze to juz nie jest smak jak z prawdziwego pieca. No bo nie jest. Pojawil sie z wolna slow food, rewelacyjnie. Napuszone, trocinowe biale bulki znajdziemy jednak bez problemu, na galicyjskiej wsi rowniez.

A co z ukropkiem*? Co z paciarką i drobionką? A galas, ryż na mleku czy lane ciasto? Dla mnie te potrawy naleza do zbioru potraw zaginionych (na poczatek wybralam zupy, galicyjskie zupy sniadaniowe czy poranne, wiem ze inne regiony Polski maja chocby zalewajki, brejki, zacierki, czesc z nich tez powoli zapominana). Zywo wspominali o nich nasi dziadkowie, pamietaja jeszcze dobrze rodzice, ale moje pokolenie najczesciej juz tylko o nich slyszalo. Moze jeszcze, jak przez mgle, pamieta ryz na mleku czy bulke zalewana cieplym mlekiem (drobionka), ale taki galas - pozostaje powiedziec gornolotnie: historia.

Nie tylko lupa, ale nawet i elektronowy mikroskop skaningowy nie pomoglby mi znalezc w babcinych zapiskach receptu na ryz na mleku czy smazona smietane. To potrawy podstawowe, jedno, dwuskladnikowe, przepisu nie trzeba zapisywac. Czesto slysze, ze potrawy ktore pojawialy sie na polskich stolach kilkadziesiat lat temu zatracily sie, "bo to byla taka prosta/biedna kuchnia" lecz wbrew pozorom nie byly to wcale potrawy tanie. Dobry chleb, swieze mleko, przednia smietana - jakosc i klasa tych produktow byla naprawde niezla, a na pewno o niebo wyzasza, niz dzisiejsza nafaszerowana woda wedlina, ktora mozemy kupic w przecietnym sklepie.

Potrafimy rozprawiac o polencie, ktora jest najzwyklejsza maka gotowna z woda, dlaczego zapominamy o paciarce? A fascynacja kalifornijskimi sliwkami suszonymi, ktore bardzo kiepsko zastepuja nasze wedzone wegierki? Zamieniamy stare na nowe, czesto nowe niekoniecznie lepsze, moze inne. A swiadomosc tradycji, korzeni? Poczucie ciaglosci? Miejsce na wobraznie? Pamiec? Jak to co byc moze proste, ale za to nasze, ocalic od zapomniania?

Przepis na drobionkę czyli słodką bułkę z mlekiem (ze wspomnień):
nieco czerstwa dobra bulka drożdzowa
cieple mleko
Bułkę podrobiona w mniej wiecej dwucentymetrowe kosteczki zalac cieplym mlekiem. Na zime bez sniegu idealna! Zeby przepis nie byl taki krotki, polecam dodatkowo bulke drozdzowa jeszcze lepsza :-)

* ukropek -
chleb zalany wrzatkiem, z lyzka skwarkow
paciarka - rodzaj kaszki na mleku, z zytniej grubo zmielonej maki
galas - rozgotowane wedzone wegierki, czesto podawane jako dodatek do gotowanych ziemniakow

38 comments:

Czyprak Antoni said...

Masz rację jak jasna cholera. Gubimy dobre, a zastępujemy podróbkami, bo światowe. Fuj. Oj, pamiętam świeżą kajzerkę, taką chrupiącą, w misce zupy mlecznej albo po prostu w lekko osłodzonym mleku. Pycha.
Hehe, opublikowałem wpis, patrzę, Buruusia mi z boku wyskoczyła. Blogger mówi, że kliknęliśmy "opublikuj" w tej samej minucie. Może i niezamierzone, ale daj trochę bułki ;)

Gospodarna narzeczona said...

To jest koszmar mojego dzieciństwa.Oj opowiem ci ja kiedyś opowiem, ale najpierw przeczytam, żeby nie było.

An-na said...

Galas - pierwsze słyszę! Ale za bułkę namoczoną w mleku mój Teść dałby się pokroić...
U mnie we wspomnieniach królują kwaśne zupy, babcina omasta do pierogów i lemieszka :)

Majana said...

Basiu kochana, jaki wspaniały wpis!
:)
Przypomina mi moją babcię Rózię, która robiła sobie taką "zupę" właśnie na śniadanie :).Nam też :) Wspomnienie z dzieciństwa.
Wieki nie jadłam bułki w mleku.
Babcia nazywała drobionkę (nie znałam tej nazwy do dziś) - bułka w mleku.
Po prostu. Pysznie i babciowo:)

Pozdrowienia :*

margot said...

to tez i moje dzieciństwo, moja babcia serwowała mi i taka bułkę z mlekiem i zacierki na mleku w niedziele , ja to uwielbiałam/uwielbiam
Hm , pewnie to mało jest modne,ale ja do dziś gotuje zupę baniowa czyli taka z mlekiem i zacierka , choć takie modne zupy kremy z dyni tez robię :D

Majana said...

Alcia wspomniała o zacierce...jejku, to także moj smak z dzieciństwa! :)
I jeszcze ryz na mleku taki na gęsto z cynamonem i kaszka z sokiem malinowym. Bosz... to są rarytasy!:)

margot said...

a i mam wielki sukces na swoim koncie bo ,,zaraziłam," uwielbieniem dla baniowej zupy moich siostrzeńców:D

ewelajna said...

Basia, prawisz... prawdę samą. U mnie była bułeczka z mlekiem w dzieciństwie i wspominam ją bardzo dobrze:) To tez historia od babci helenki. Zacierki znam i lubię, a wędzone węgierki o niebo dla mnie lepsze niż kalifornijskie, bo jakieś takie rozmemłane. W zeszłym roku ktoś podarował mi dwulitrowy słój węgierek z Zakopanego, ale już się skończyły...:(. Sam smak...:)
Z tego wszystkiego to ja ryz zawsze i wszędzie:)
Uściski!!

buruuberii said...

Czyprak Antoni, pewnei ze si epodziele bulka, pewnie! Tak mnei widzisz naszlo na rozwazania nad miska zupy :D klaniam sie nisko!

Gospodarna narzeczona, o tak o traumie przypalonego melka to sie nasluchalam juz w zyciu, niestey to nei moja broszka i cyba troche brakuje mi w tym wzgledzie empatii...

An-na, o widzisz, a ja lemieszke znam ze slysznia tylko. Owego galasu nigdy nei jadlam, ale Lukasza Mama opowiada o nim pieknie :)

Majana, dziekuje :) Nas to mam wrazenei to babcie czesm chcialy chronic przed tymi "prostymi" zupami, ze takie przypominajace ciazkie czasy, ale inne kuchnie wyniosly te proste dania na piedestal, my chybba nie umiemy... Sciskam Cie mocno :)

margot, Alucia do raporu - mow mi tu szybko co to jest "baniowa zupa" :))) Jakbys potrzebowala do pary kogos malo modnego to ja czekam!! :*

Majana, oj sama slodycz na moje uszy, lubie to czytac :))

Ewelajna, rany tak napisalas o tych wegierkach, ze az sie rozmarzylam, ale mam troche, zasypane cukrem, jak Babci Rozia zasypywala :) Rany i lubisz zupy na mleku, to nei zapomnimy!!

margot said...

Basia , zupa baniowa to zupa dyniowa na mleku krowim jakby nie było z zacierkami domowymi , to taka jaką chciał ,,Dżon" czyli Jasiek Pawlak
Oj bardzo nie modna zupa , słowo honoru:D
A wiesz umie zupy mleczne nie są bleee,a nawet bardzo mniam , byle nie na słodko:D

monika said...

Basia, Stasiuk i bułka w mleku (u nas się też stosowało jako likarstwo, to już trochę brr :D), no gdzie tego szukać jak nie u Ciebie? I o zacierce piszesz, rety, Basia, ja się dam za zacierkę pokroić, i za kluski lane! A Alucha jeszcze o baniowej zupie pisze, toż to jest moja zupa-marzenie.. A muszę jeszcze brejkę dziadkową wypróbować i pieprzną wodę.. :)

Z tymi dziadkowymi przepisami to wiemy że mamy podobnie, no ale czasem się coś tam od Dziadków uda wyciągnąć, jaka to radość, co? :)))

Basiu, a wywiedz Ty się dobrze o co z tym galasem chodzi, po Twoich pierogach to już bym wrzucała węgierki do gara :)))

Buziak duży Basia na dobranoc i drugi za tą cudną notkę :*

Tapas said...

Przypomniałas mi zupę z suszonych sliwek naszych, nie kaliformijskich, ktorą robiła moja babcia. To się u nas nazywało "garus". A do tego prażuchy, czyli ugotowane ziemniaki zaparzane z mąką, obowiązkowo ze skwarkami z wędzonki....BOSKI SMAK!!! Babcia pochodziła spod Pińczowa...Rozmarzyłam się...
- K.

Tapas said...

Przypomniałas mi zupę z suszonych sliwek naszych, nie kaliformijskich, ktorą robiła moja babcia. To się u nas nazywało "garus". A do tego prażuchy, czyli ugotowane ziemniaki zaparzane z mąką, obowiązkowo ze skwarkami z wędzonki....BOSKI SMAK!!! Babcia pochodziła spod Pińczowa...Rozmarzyłam się...
- K.

Tapas said...

Przypomniałas mi zupę z suszonych sliwek naszych, nie kaliformijskich, ktorą robiła moja babcia. To się u nas nazywało "garus". A do tego prażuchy, czyli ugotowane ziemniaki zaparzane z mąką, obowiązkowo ze skwarkami z wędzonki....BOSKI SMAK!!! Babcia pochodziła spod Pińczowa...Rozmarzyłam się...
- K.

majka said...

Wesz co Basiu, Ty niemozliwa jestes :)) Przywolac takie wspomnienia... Ciesze sie strasznie, ze przypomnialas mi o bulce w mleku. Jadlam ja zawsze u mojej babci na wsi. Tylko nie wiedzialam, ze ona sie tak nazywa :) I zacierki na mleku tez lubie. Smaki dziecinstwa (z tego, co widze nie tylko mojego:)

A moi rodzice do dzis na dynie mowia "bania" :)

Usciski.

Kamila said...

Basiu cała prawda i tylko prawda, u mnie taka bułka z mlekiem i cukrem to moczki, zresztą bardzo je lubiłam. Przypomniałaś mi smak cudownego dzieciństwa! Pozdrawiam

malina said...

A u mnie w domu "drobionka" nazywa się "Papu" i może być z dodatkiem kakao, lub bez i z chleba, albo z czerstwej drożdżówki. Ile razy piekę drożdżówkę, zostawiam sobie ostatni kawałek na papu:) U mnie ryż na mleku, lane kluski, kluski kładzione, kaszka manna, owsianka czy płatki jęczmienne goszczą często:)A zupę dyniową z zacierkami robiła jedna z moich babć, jeszcze parę lat temu zapraszaliśmy ją żeby przyszła nam zrobić i było parę dni wcinania zupy, a potem zajadania pestek z dyni wysuszonych na kaloryferze:)

Tapas said...

Widzę, że trzy razy się wyświetliło.. wspomnienie warte aż tylu (i więcej!) powtórek... pozdrowienia dla sympatycznej Blogowiczki

wykrywacz smaku said...

proste zawsze się sprawdza, jest najsmaczniejsze i najzdrowsze :)

Danuszna said...

Skoro jestem jeszcze młoda, to na obronę powiem, że takie rzeczy się teraz też jada. Często na śniadanie w garnczku czeka na mnie zimna owsianka ze starym chlebem w środku. Może to dziwne, ale ja takie rzeczy lubię. Tak samo jak drożdżówki w mleku, albo w budyniu! O, w Czechach jadłam takie dobre, kawałki buły chyba drożdżowej w czymś w rodzaju budyniu waniliowego - pycha.

magda k. said...

ależ tu u Ciebie cudnie :) będę wpadać częściej :)

buruuberii said...

margot, Alcia Ciebie to bym nawet lubial ajakbys nei lubila zup mlecznych, ale tak to podwojnie :D

monika, bo jakze mam pisac o Beskidzie Niskim baz Stasiuka, no jak? ;-) Do krojenia za lane ciasto ustawiam sie z Toba w kolejce :)))
Monis, z galasem Ci wszystko wytlumacze: gotuje sie sliwki, dlugo jesli sie chce miec gladsza zupe, przeciera przez sitko badz rozmaca matewka i popija takimi ziemniak, ot taka takjemnica!

Tapas aka K., witam Cie i strasznie dziekuje za komentarz! Wlasnei dziewczy mi w uszach nazwa "garus" i nei potafilam jej zokalizowac... Pozdrawiam serdecznie :-)

majka, strasznie mi milo! Czasem sie tak drecze tymi wspomnianiami ;-)

Kamila ;-) i ja sciskam.

buruuberii said...

malina, "papu" alez to brzmi dobrze, uwielbiam taki eopowsieci, osobiste neico ;)

Tapas i ja sle podrowinia i usmiecham sie za te 3 komantarze ;-)

wykrywacz smaku, alez tak :)

Danuszna, dziekuje Ci za spostrzezenia. Mialam na mysli nei tylko fakt czy sie "jada" ale rowniez caloksztalt naszej swiadomosci. Zdaje sobie sprawe ze niektorzy z nas lubia mleczne cuda, ale nieco mnei przeraza ogolny trend w ktorym kiepska wedlina jest lepsza od porzadnej owsianki...
Czechy i bulki, tutaj tradycyjna kuchnia to zupelnie inna bajka, w Czechach tradycja jedzeniowa i swiadomosc owego jest o wiele wieksza niz w PL, ale wiem nei wszyscy mozemy byc tacy sami ;-) a te buly to "buchtičky s vanilkovou omáčkou" :)
PS. Hmm, tez bym sie okreslila jako "mlodą" na swoja obrone :-D

magda k. zapraszam i mobilizuje sie do wycieczek :)

Danuszna said...

Wydaje mi się, że to wina książek, bajek czy czegoś takiego. Np. wśród moich rówieśników (nie mam jeszcze dwudziestu lat nawet) całe życie królowało przekonanie, że szpinak jest wstrętny (a Popeye właśnie dlatego jest bohaterem), dopiero teraz wszyscy zastanawiają się, co stracili, bo w domu nikt nie robił szpinaku. To samo z owsianką, owsianka z definicji jest niedobra lub jest dla sportowców. Jeszcze jest kwestia prostoty: o ile łatwiej zalać płatki śniadaniowe mlekiem niż bawić się z owsianką, kupić lichą szynkę niż upiec własne mięso i tak dalej. Dla większości ostatnio jedzenie to przykry obowiązek, a nie przyjemność czy święto. Oczywiście zakładam, że mogę się mylić, więc jeszcze tylko napiszę, że uwielbiam czytać Stasiuka, a Twój wpis sprawił, że dzisiaj na śniadanie były lane kluchy. :)

eater said...

fajny opis...

monika said...

Oj pięknie się tu Stasiuk wpasował Basia, Ty umiesz znaleźć cytat który trafia w samo sedno!

Basia, to jest to samo o czym mi w mejlu pisałaś (czy ja odpisałam? aż sprawdzę :)) Pogubiłam się, czy to w końcu do picia jest czy do jedzenia, ten galas? Bo brzmi to wszystko obłędnie, ale dla dziewczyny z Mazur to same nowości :) Tak czy siak, "Małą Polskę" za te śliwki wielbie :D (o, ale za to przypomniało mi się o ziemiorach z gruszkami, znasz? :))
:**
PS. O takie kolejki to ja lubię! :-)))

Sabik said...

Dla mnie to była bułka z mlekiem-smak dzieciństwa niezapomniany...nie lubiłam namoczonego miąższu, ale skórkę bułeczki lekko nasiąkniętą mlekiem i obsypaną delikatnie cukrem uwielbiałam..mmmm..ale mi przypomniałaś dzieciństwo:-)
Kluseczki lane robię moim dzieciom-ja bardzo lubię-szczególnie takie z jajek od wiejskich szczęśliwych kur...
A smażona śmietana to przysmak nie lada...pycha- zamiast tartej bułki na masełku- doskonała do wszelkiej maści kluchów:-)
Pozdrawiam!!

MB Vintage said...

o Bożżżżżżżżżżżżeeeeeeeeee drobionka
oszaleje przypomniałaś mi smak dzieciństwa, dzięki

eater said...

ciekawe komentarze...pomysle o tym:)

eMajdak (Polka) said...

Basiu bo my już (MY - Polacy) tacy jesteśmy. Zachwycamy się wszystkim dookoła, tylko nie tym z czego wyrośliśmy i co nas ukształtowało.
Nie lubię tej cechy w nas. I ubolewam bardzo, że tak niewiele osób ma chęć i ochotę odgrzebywać, szukać i wracać do tego, co zapomniane.
Dlatego Basiu kocham Twój blog i Ciebie całym sercem :)

Dobrej nocy :*

buruuberii said...

Danuszna, oj mysle ze jest duzo racji w tym co piszesz - "łatwiej" to czesto slowo klucz, ale jak pomyslec o minionych czasach to chyba nigdy nei bylo latwo, tylko moze nigdy tak jak dzisiaj nie wydawalo si enam (ludziom) ze mozemy chodzic po Ksiazycu, duzo osiagnac i byc niezniszczalni :D
Pozdrawiam cieplo stasiukowa milosniczke!

eater, diky :)

monika, w Ukasza rodzinie to byla "zupa" do popijania, a u mojej babci zza Wisly to zupa do jedzenia lyzka (pamuła) :)
PS. Ziemniaki z gruszkami, o rety nei znam!

Sabik, rany kazdy lubi cos innego w tej "potrawie" kto by pomyslal ze daje tyle mozliwosci :-) A lane ciasto wielbie skrycie... Pozdrowiania sie i ja!

MB Vintage prosze, strasznie mi milo ;-)

eater :)

eMajdak (Polka) latwiej Polu zapominac, niz szukac, co?
Dziekuje ogromnie Ci za slowa otuchy i pochwaly, czasem watpie i wtedy sie zastanawiam czy sentymenty komus potrzebne... wielkie :**

ptasia said...

Basia, mój dziadek z Galicji, jako żywo (Nowy Sącz, potem Krk) i jadał, a i owszem, ale zawsze mówił (a za nim jego córka, a za nią ja) na to brajka [niem. brei?]! Drobionka - never heard ;)

ptasia said...

Aha, teraz przeczytałam Twoje zdanie "inne regiony Polski maja chocby zalewajki, brejki" - hm, czuję się geograficznie-leksykalnie skonfudowana :D

buruuberii said...

Ha Ptasiu, przyznaje sie, chyba troche nieprzemyslalam z ta "brejka". Prawda jest ze na granicy Beskidu Niskiego i Pogorza, w rodzinei Lukasza mowi sie "drobionka", mam jednak podejrzenia, ze to nazwa mocno lokalna. U mnie babcia mowila na cos brejka, ale nie pamieta nikt na co ;) I zdaje mi sie, ze brejka jednak bedzie nazwa maopolska, tak jak piszesz od slowa "breja" i to pewnie bedzie regionalizm nasz :-)

Monisia said...

oj,święta prawda!wspaniałe tradycje tutaj ukazałaś,dobrze znam bułkę moczoną w mleku,posypaną grubym cukrem,zacierki jeszcze lepiej;)niezapomniane doznanie,smak prostoty,który tak bardzo sobie cenię.
i chyba niedługo sobie przyrządzę coś podobnego;)

anna said...

U nas nie nazywalo sie jej drobionka, ale parzucha. I to byla specjalnosc mojego taty. Kiedy bezradnie zostawal sam z dziecmi i trzeba im bylo przygotowac cos na sniadanie robil nam wlasnie parzuche. Zawsze byly to bulki lekko czerstwe, niekoniecznie slodkie, za to poslodzone suto niewprawna reka dziecka. Wszystko o czym piszesz to pewnie dla wiekszosci z nas taki comfort food i tak dlugo jak te emocje nam towarzysza nie zgina i te cuda jak zacierki i spolka. Czas na nas. Nie martw sie. Robmy swoje, Basienko. Z Twoja pomoca damy rade :-) Buziaki, Anna

studia-od-kuchni said...

u mnie w domu, nie mam pojęcia dlaczego, moja prababcia nazywała taką zupę smelką... Mogłam tego jeść talerze ;)

Teraz jednak od pewnego czasu zaczęłam unikać produktów "pochodzenia mlecznego", więc i mleko, i masło odpada - ale może niedługo zrobię sobie smelkę na mleku sojowym :)

buruuberii said...

Monisia, ciesze sie ze takie pisanie o "starym", prostym, sentymentach i wspomnieniach moze byc uzyteczne! :)

anna, "parzucha" to nowe slowo w moim slowniku, nei mylic z "prazucha":D Ania, dziki ze za mnei trzymasz kciuki!

studia-od-kuchni, witaj! "Smelka" - juz chcialam powiedziec cytatem "trudne slowo", a to nowe slowo:)) Chyba zrobie mape PL z nazwami "drobionki"...
Z mlekiem sojowym - dla kazdego cos dobrego! Pozdrawiam cieplo :)