Monday, August 12, 2013

śliwkowy, sos barbecue



mowila nam Viki, ze najlepsze w Jerozolimie steki z poledwicy podaja w wschodniojerozolimskiej restauracji Askadinya na ulicy Shimon HaTzadik. A do owych stekow, pieczonych nad aromatycznym drewnem, podaja trzy sosy, jeden z nich z dlugo gotowanym granatowym sokiem i ziarenkami granatu - bajka! W kwestii jedzenia Viki sie nigdy nie mylila.

W Pradze najlepsze kebaby podaja w restauracyjce Kabul na ulicy Karolíny Světlé, a do nich sos ciemno-czerwony, intensywny i kwasny. Od lat Pavel pyta wlasciciela restauracji, z czego sos ten sie sklada, ale jak dotad nie uzyskal odpowiedzi, ani chocby najmniejszego potwierdzenia czy dobrze okreslil skladniki sosu. Obstawiam, ze glownym skladnikiem owego tajemnego i pysznego sosu sa granaty, choc czasem mam wrazenie, ze sliwki wegierki, ale moge sie mylic.

Lubie marynaty owocowe. Marynuje mieso w porzeczkach, borowkach, pomaranczach. Lubie sosy owocowe, kwasne, pikantne, slodkawe. Do mies pieczonych nad ogniem, w ostatecznosci na grilu czy grilowej patelni. Do wolowych stekow, karkowki, dziczyzny, ale i pieczonych batatow. Wedzony-sliwkowy to moj najnowszy wakacyjny pomysl.


Przepis na śliwkowy sos barbecue (radosna twórczość własna):

1/2 kg dojrzalych sliwek
100g trzcinowego cukru 
5 wedzonych sliwek
2-3 łyzki aceto balsamico
kilka kropel tabasco
duza  szczypta swiezo mielonego kardamonu (opcjonalnie)
czarny mielony pieprz i sól do smaku

Wedzone wegierki zalac 1/4 szklanki wrzacej wody i odstawic. Sliwki pozbawic pestek, pokroic na cwiartki, wrzucic do rondelka, zasypac cukrem i gotowac okolo 5-7 minut. Nastepnie do "dzemu" dodac ocet balsamiczny, tabasco, kardamon (mozna posolic i popieprzyc), gotowac minute na malym ogniu. W miedzyczasie bardzo drobno pokroic wedzone sliwki i dodac do sosu, gotowac dalsza minute, dwie. Sos jest gotowy (mozna go zmiksowac). Podawac do ciemnych mies, choc jako pikantny dzem tez zly nie jest!


PS. jeszcze dla Agi przepis na podstawowy sos barbecue (inspirowany pomyslem Agnieszki Kreglickiej):

1/2 kg passaty pomidorowej
1 duza cebula
2 lyzki oliwy
125g trzcinowego cukru
2-3 lyzki aceto balsamico
1/3 lyzeczki sosu tabasco
2 lyzki zbozowej kawy instant

Cebule obrac i pokroic jak najdrobniej, a nastepnie usmazyc na lekko zloto na oliwie.  Dodac passate, zagotowac. Do sosu dodac cukier, balsamico, tabasco, wymieszac, gotowac na malym ogniu 3-5 minut, na koncu dodac kawe, wymieszac. Mozna dodac 1/2 lyzeczki kawy mielonej. Z karkowka i zeberkami z grila wspanialy.
Myslalam zawsze, ze to taki zwykly sos, a ostatnio 7 osob zjadlo cala porcje w kilkanascie minut, a wsrod nich nawet ci, ktorzy sosu barbecue nie znosza ;-)

8 comments:

Amber said...

Basiu,
zawsze po Twoich wzmiankach o Jerozilimie,chciałabym się tam natychmiast znaleźć!
Uwiebiam sosy owocowe.
Twój śliwkowy na pewno zrobię po powrocie.
Do steków z polędwicy widzę go w pysznej koalicji.
Uściski!

dariozka91 said...

mm pysznie, bardzo pasuje do kawałka mięcha :D

Evitaa said...

Pyszny początek śliwkowego sezonu, jak zwykle okraszony ciekawą opowieścią :)

Kamila said...

Śliwki do garnka, bo zrobię na pewno :) Pozdrawiam

cozerka said...

Hmm...pyszne :)

zastanawiam się czy wrzucenie do słoiczka, pasteryzowanie i przetrzymanie na zimowe dni będzie mu służyło?

buruuberii said...

Amber, milych wojazy Aniu! A wiesz, ze ja tymi opowiastkami sama sie tam przenosze, jak cialo nei moze to choc wyobraznia ;)

dariozka91, nawet mi pasuje, choc najchetniej siegam po kawalek sera ;))

Evitaa, hi hi, nawet sie nei spodzialam, ze tym samym zapoczatkowalam sliwkowy sezon, a tu na wegierki nam przyjdzie jeszcze chwile poczekac... :)

Kamila, oo to nizele, wole chyba sliwki po obrobce termicznej niz przed :) i ja sciskam mocno!

cozerka, jak najbardziej takie sliwki mozna "zasloikowac", ten sos to w sumie nic innego jak "lejacy"dzem z przyprawami :))

lisiczka_bez_kitki said...

Ciekawe to i oczywiste, że coś nam smakuje najbardziej gdzieś, z konkretnego miejsca. Łapię się jednak, że to nie tylko miejsce, ale ludzie, którzy to jedzenie przygotowują. Wystarczy, że oni się zmienią i nie zawsze wszystko pozostaje takie samo. To też jakby oczywiste...

A śliwki uwielbiam, do mięsa szczególnie.

Around the kitchen table said...

Basiu zaraziłaś mnie miłością do pieprzu i wieloma innymi rzeczami, które mogłabym wypisywać bez końca. Kurczę zawsze piszesz tak, że mam ochotę wrócić do tych najprostszych składników, nie udziwnionych, najlepszych. Mam nadzieję, że uda nam się wspólnie pojechać do Jerozolimy.
Całusy :*