Monday, February 03, 2014

maamoul, ciasteczka daktylowe, orzechowe

 


arabski targ (suk) stanowi niemal pół Starej Jerozolimy. Ów jerozolimski suk można wyraźnie podzielić na dwie części: część dla turystystów - idąc od Bramy Yaffo w dół w stronę drogi krzyżowej, Bazyliki Grobu czy Ściany Płaczu; oraz część dla mieszkańców - idąc na wschód od bramy Damasceńskiej.

Na targu "dla turystów" można wytargować, często wątpliwej urody, pamiątki: plastikowe figurki, sznury barwionych korali, chusty i szale (często tylko w nazwie wełniane), nieliczne drobiazgi z drewna oliwnego (dwa lata zajelo mi znalezienie ładnego talerzyka), ceramiczne i szklane drobiazgi. Znajdą się i antyczne pamiątki, jedno stoisko z przyprawami i suszonymi owocami. Wszystko wyjatkowe - "come my friend, I will give you special price", "you must be from Sweden, no? So Lufthansa?", "were are you from - Boland? nice country, come to visit my shop!"* 

Warto jednak zboczyć z utartego szlaku, targ dla "lokalsów" to bowiem zupełnie inna jakość. Na targu tym można zaopatrzyć się w produkty podstawowe: świeże owoce (sprzedawane wprost z podłogi), swieże i marynowane warzywa, zioła, kawę, słodycze jak halvah czy baklava, suszone daktyle i rodzynki (nie zapomnę nigdy, gdy na migi kupowałam u stareńkiej Beduinki wielkie i czarne suszone winogrona, były to bodaj najlepsze rodzynki jakie kiedykolwiek jadłam), w sezone - swieże oliwki, okrągły rok - całę jagnię, pół barana, chemię domową, drobne sprzęty gospodarcze, a wśród nich - piękne drewniane foremki na ciasteczka ma'amoul :)

Ma'amoul to bliskowschodnie małe kruche ciasteczka nadziewane zazwyczaj daktylową masą, a czasem mielonymi orzechami. W kwesti ciasteczek ma'amoul napisałam już chyba tutaj i tutaj wszystko. Dziś nadmienię tylko, że są to ciasteczka na Ramadan, ale też na Wielkanoc oraz na Purim. Jedno ciasteczko - trzy wyznania, jakże to izraelskie, palestyńskie. Odkurzyłam wspomnienia i foremki.


Przepis na ma'amoule, bloskowschodnie ciasteczka z daktylowym lub orzechowym nadzieniem (za Poopą, około 40 sztuk):

1 szklanka pszennej mąki
1 szklanka semoliny lub kaszy mannej
100g masła
2 łyżki oliwy
1/3 szklanki ciepłej wody
szyczyta soli
po 1/4 łyżeczki machlabu i mastyksu (opcjonalnie)

nadzienie 1: 350g mielonych daktyli
nadzienie 2: 300g orzechów + 3 łyżki cukru i 3 łyżki miodu

Mąkę wymieszałam z semoliną (i drobno utłuczonym mahlab'em z mastyksem), dodałam masło i oliwę, sól, przemieszałam i dodałam wodę, po czym wymieszałam dokladnie i wyrobiłam, aż ciasto osiągnęło gładką konsystencję (jeśli byłoby wyraźnie twarde, należy dodać odrobinę więcej wody). 
Ciasto podzieliłam na 2 części (jedną z nich przykryłam), odrywałam od niego kawałki wielkości niewielkiego włoskiego orzecha i rozpłaszczałam do 4-5mm grubości. Placuszek z ciasta umieszczałam w foremce, układałam na nim kulkę daktylowego lub orzechowego nadzienia i zalepiałam. Ciasteczka można przygotować również bez foremki - wystarczy kulkę nadzienia owinąć cieniutką warstwą ciasta. Ciasteczka piekłam w T=170°C 15 minut, aż delikatnie się zarumieniły. Ostudziłam, posypałam cukrem pudrem. Przenoszą na bliskowschodni targ.


* autentyczne cytaty zasłyszane z ust sprzedawców, nie umiem jednak pisac z akcentem,  stylem i pasją z jaką są zazwyczaj wypowiadane, wykrzykiwane, a zdarza się, że i czule szeptane do turystów przechodzących obok stoisk. Boland = Poland w arabskiej wymowie.


PS. Piekłam maamule i za razem przeczyściłam przywiezione z Jerozolimy drewniane foremki za namową Moniki, z Gospodarnej Kasi i Tili, dzieki dziewczyny :-) 

11 comments:

Kulinarne Inspiracje said...

zawsze miałam chrapkę żeby je zrobić ale nie mam takich foremek :(

Kamila said...

Basieńko, uwielbiam te ciasteczka, żałuję bardzo, że taką foremkę mam tylko w jednym kształcie, marzę o innych! Cudowna opowieść, kocham je czytać! Buziaki!

buruuberii said...

Kulinarne Inspiracje, oj no brak foremki to jest problem, ale mowie Ci - mozna go ominac, robilam maamoul otaczajac mase daktylowa cienkim platem ciasta i formowalam kulki ktore lekko splaszczalam - tez niezle wygladaja i smakuja "tak jak ma byc" :)

Kamila, dziekuje Ci za dobre slowa, och to bede pisac! Buziakow moc :)

Majana said...

Piękne, piękne, piękne!
Ja jeszcze pamiętam nasze wspólne maamoule :)
Ściskam :*

Tilianara said...

No i są! Basine maamoule i jest kolejna ciekawostka - mastyks! Basiu, jesteś kopalnią ciekawych przypraw :)

margot said...

No nie moje ulubione ciasteczka, ojej jakie one śliczne
Basia ten mastyks to oprócz do ciasteczek do czego używa się ?Ja tak tylko teoretycznie się pytam , bo nie mam ,ale może można go w Polsce już kupić to wolę wiedzieć:D

An-na said...

1.Buru, dzięki za informacje na temat suku dla miejscowych - teraz rozumiem, dlaczego z taką wzgardą patrzyłam na ten bazar dla turystów i uciekałam stamtąd w popłochu.
2. Za kilka tygodni lecę do Jerozolimy na dwutygodniowe szkolenie i może znajdę czas na to, by poszukać na suku formek i przypraw.
3. Nie mogę się zorientować, jaka tam panuje temperatura w marcu, bo internet podaje duże różnice temperatur. Napisz, czego się należy spodziewać. Pozdrawiam :)

buruuberii said...

Majana, a no wlasnie i one juz byly :)

Tilianara, a o mastyksie juz to pisalam, ale jako ze go uwielbiam, to przemycam i tutaj :)))

margot, Alus ja mastyks daje do deseru malabi, do precelkow ka'ak, do utartego bialego sera i czasem do jakichs bliskowschodnich ciasteczek jak te :)))

An-na, prosze :)
ad.1. szlam tam tylko gdy musialam, ale jak cala Jerozolima i ten "turystyczny" targ przyciaga!
ad.2. Aniu, foremek szukaj w sklepikach w poblizu Jafar Sweets (napisze Ci w mailu w szczegolach). Jeslibys byla w Akkce, to tam foremek tych jest znacznei wiekszy wybor!
ad.3. Ze tak powiem "w marcu jak w garncu" - ale od +15st do 30! 30 marca pamietam prawdziwy 30sto stopniowy upal. Padac juz w marcu nei powinno, ale ponoc tegoroczna zima byla wyjatkow, wiec kto wie... Zycze Ci udanje wycieczki!

Evitaa said...

Za każdym razem, gdy widzę te ciasteczka na jakimś blogu, podziwiam foremki. Są piękne :).

linn_linn said...

Foremki mozna kupic w chinskich sklepach: ja kupilam we Wloszech, ale asortyment maja chyba wszedzie podobny.

buruuberii said...

Evitaa, o przyznaje ze te foremki maja niezwykla forme i czesto sa wykonane z pieknego drewna (orzechowego lub owocowego), naprawde sa sliczne :)

linn_linn, IMO z Wloch to juz rzut beretem do Maroko gdzie te foremki tez sa :)
Chinskie foremki jakie znam, to nei sa jednak arabskie foremki taba, choc tez derwniane... te arabskei i w Srodkowej Europie sa do dostania :)