Saturday, April 11, 2009

babka drożdżowa


jak stwierdzila wczoraj Mama: "nie ma Swiat bez drozdzowego", sama jestem starsznie drozdzowa i jak wiele razy juz pisalam dom dla mnie to dom pachnacy drozdzowym ciastem. Moj ideal drozdzowego to dosc ciezkie, wilgotne i nie za bardzo slodkie ciasto, tylko jak to osiagnac?
Po pierwszysch naszych kajakach na Czarnej Hanczy zapadly mi w pamiec drozdzowki z borowkami/jagodami - to bylo to! Owe jagodzianki kupilismy od dzieci siedzacych na pomoscie gdzies pomiedzy Czerwonym Folwarkiem a Frackami, wiec szanse na przepis marne, poplynelismy szuwarami dosc spiesznie zostawiajac w tyle dzieci z pustym koszykiem, bo kupilismy wszystkie
drozdzowki jakie tylko mialy! Ciagle mysle, ze gdy przyjdzie czas wrocic na Hancze, to miejsce gdzie siedzialy dzieci z owymi bulkami poznam w sekundzie. Kajkakowe marzenia zostaja, ale po niemal 8 latach prob (z wiekszymi badz mniejszymi przerwami oczywiscie) pieczone przeze mnie drozdzowe buły osiagnely ow ideal.

Moj przepis na babki bazuje na przepisie Maryji Disslowej z ksiazki "Jak gotowac - praktyczny podręcznik kucharstwa" z 1930. Proporcje maki, drozdzy i mleka pozostawiam takimi jakimi sa w oryginale, jednak by ciasto bylo w pelni uroczyste dodaje 2 zoltka wiecej, dodatkowe 2 lyzki cukru z wanilia i 2 lyzki masla. Wersja tegoroczna to dodatek smazonej skorki cytrynowej i malych czarnych rodzynek moczonych tydzien w rumie
a nastepnie dobrze odsaczonych (uzylam bursztynowego rumu Saint James z Martyniki). Tak, zdecydowanie warto kupic butelke dobrego rumu, chocby dla smaku tej babki.

Drozdzowa babka swiateczna:
2 szklanki mąki
1.5dag drozdzy
1/2 szkl. mleka
6 lyzek cukru
3 zoltka
6 lyzek masla
otarta skorka z cytryny
3 lyzki kandyzowanej skorki cytrynowej
5-10dag rodzynek macerowanych w rumie

Z drozdzy, lyzki mąki i lyzki mleka zrobic rozczyn i czekac az drozdze podrosna. Z zoltek i cukru utrzec kogel-mogel i dodac do mąki wraz z rozczynem. Dodac zmiekczone maslo, skorke cytrynowa i zagniesc, w trakcie zagniatania dodac pozostale mleko. Jesli ciasto za nadto sie klei dosypac lyzke, dwie maki. Do dobrze wyrobionego ciasta (15 minut) dodac osuszone rodzynki. Postanowilam upiec male babki, wiec podzielilam ciasto na 6 czesci, uformowalam buleczki i wlozylam do foremek, zostawilam do wyrosniecia (w tym roku, z powodu zimnej wiosny zabralo to jakies 5 godzin). Pomalowalam roztrzepanym zoltkiem i pieklam do bardziej niz zlota w 175 stopniach (17 minut). Sa pyszne!

Dobrych Swiat Wiekiej Nocy zycze wszystkim odwiedzajacym MakaGigi :-)

10 comments:

margot said...

Piękna baba

An-na said...

Basiu, tak, piękna baba! Życzę Ci radosnych, pełnych nowych wrażeń Świąt, z zapachem baby drożdżowej, naturalnie! Bo nie ma jak drożdżowe! Moja mama nie piekła tego ciasta nigdy, a babcia wypiekała raczej pyszne bułki - chały i kulebiaki. Ale smak sobie za mną chodził. I mam. Odkryłam go - jak Ty - w dorosłym życiu :)

Pozdrawiam już świątecznie :)

zemfiroczka said...

No nie! muszę to powiedzieć, bo inaczej się uduszę ;) - zachwycają mnie Twoje zdjęcia :)

pozdr!

Joanna said...

Wow, ale zgrabniutka ta babka, pozyczylam Twoj przepis Basienko i bede piec.... Buziaczki

buruuberii said...

Ach jak milo sie czyta takie komentarze :-) rumienie sie...

Ania said...

Witam cieplutko po świątecznej przerwie! Tę notkę czytałam już wczesniej, ale dopiero dzis mogę skomentować, co też czynię :)

O kurczę, mam takie same wspomnienia z drożdżowkami przy trasach kajakowych ;) z resztą gdy pisałaś o tym wcześniej (czytałam w archiwum), uśmiechała się w myślach... Też miałam jagodzianki idealne, sprzedawane na pomoscie przez jakiegoś chłopaczka.

Lubię, gdy zamieszczasz przepisy Disslowej, zachęca mnie to do próbowania. Niedawno stałam się dumną posiadaczką egzemplarza "Jak gotować...".

A już całkiem na koniec dodam, ze w pełni zgadzam się z opiniami, które sprawiają, ze się rumienisz :)

Ania said...

Basiu, włąśnie odpisałam CI u mnie na komentarz, ale wysyłąjąc odpowiedź miałąm wrażenie, ze o czymś zapomniałam. Pisałam o kajakach, a ani słówka nie wpsomniałam o Disslowej! Zapisuję się do jej fanklubu :) Jestem na etapie czytania tego pięknego tomiska, ale mam zamiar wprowadzać je w zycie, przynajmniej niektóre tam prezentowane rzeczy.

Pozdrawiam Cię ciepło i udaję się w kierunku kuchni, w celu sporządzenia niedzielnej jajecznicy ze szczypiorkiem :)

buruuberii said...

Aniu, to mysle ze mamy juz zaczatek fanklubu :-) tak wlasnie przy tej okazji zaczelam sie zastanawiac jak na nia trafilam? Chyba szukalam jakiejs ksiazki w stylu "kuchnia polska" ale nie chcialam by byla to jakas wspolczesna ksiega z kredowymi kartkami, a babcia ktora lubie raczej nie miala "kuchni polskiej", a od drugiej babci nie chcialam... Wiec Diesslowa to jest to (troche jak babcia:)! Jest jeszcze Monatowa w podobnym stylu ale nie mialam jej w rece...
A jak Ty na nia trafilas?

Ania said...

U mnie to baaaardzo świeża sprawa - czytałam o nich wcześniej (o Monatowej, Disslowej), ale nie miałam dostepu. Babcie nie miały na stanie żadnego egzemplarza, niestety... Więc zaczęłam szkać w antykwariatach - tu też nie znalazłam, nie miałam szczęscia. Na koniec przerzuciłam się na Allegro i po raz kolejny okazało się, że jest tu wszystko, czego dusza zapragnie :) Niestety, ceny ksiażek były zawrotne (200, czasem 300 zł!)... Ale cudem trafiłam na egzemplarz ponizej 100 zł i udało mi się wygrac tę aukcję. Ale sporo nerwów przy tym zjadłam, nie lubię tego całego licytowania... Ale ksiazka jest, moja, 'nowa', cudna! :) Na MOnatową tez bedę polować.

Papaty! :)

buruuberii said...

Ania, ale doswiadzczenie mamy dokladnie takie samo - kupilam Disslowa na Allegro :) tyle, ze wtedy byly tylko reprinty - ale za to nowiusienka. A propos Allegro to moj Lukasz zwykl mowic, ze jesli czegos nie ma na Allegro, to sie po prostu nie da tego w Polce kupic. Jej i widze, ze obie tak samo reagujemy na owo Allegro - chcialam uzyc tych samych slow ktrych Ty uzylac by to opisac... Oj dawno tego nei robilam :-) ale Allegro odwiedzam regularnie.
papa!