Sunday, April 05, 2009

kremówka


pierwszego kwietenia makagigi obchodzilo 3-cie urodziny.

Nie jest to wielka tajemnica i zapewne nie jestem tez w tym osamotniona: nie bawi mnie pieczenie i gotowanie dla siebie, dopiero przygotowywanie czegos to dla kogos to prawdziwa radosc! Dzis co prawda calkowicie na odleglosc, ale glownie z powodu Zoe i troszke dla makagigi bedzie kremowka.

O kremowce pisalam juz 2 lata temu i tez na przelomie marca i kwietnia, tym razem szerzej o ciescie, ale i nad kremem sie chwilke zatrzymam. Przepis na krem znajduje sie tutaj i dodam jedynie dwa slowa komentarza: maslo+cukier+make+zoltka nalezy utrzec naprawde na gladko i powoli don wlewac wrzace mleko - wtedy udaje sie bez problemu.

Ciasto na kremowke mojej Mamy (w oryginale jest to rowniez ciasto na "jablka w fartuszkach"):
2,5 szkl. maki
25dag masla
1 jajko
2 zoltka
1 lyzka kwasniej smietany
1 lyzeczka cukru
szczypta soli
Schlodzone maslo posikekac z maka (potwarzajac za Nela: "siekac tak dlugo, az oba skladniki nabiora konsystencji grubego ryzu"), nastepnie zarobic z jajkiem, zoltkami, smietana, cukrem i sola. Ciasto ochlodzic w lodowce - nawet i przez 24 godziny. Podzielic na dwie czesci, bardzo cienko rozwalkowac na wielkosc duzej blachy i piec "na zloto" w
(uwaga!) nagrzanym do 220st.C piekarniku, po minucie temperature zmniejszyc do 200 stopni (pieczenie zajmuje chyba 10-12 minut). Tak upieczone placki przelozyc wspomnainym wyzej kremem. Upieczesz Gosia? :-)

7 comments:

asiejka said...

ja na miejscu Gosi bym upiekła :)

An-na said...

Dzięki bardzo za dedykację! Kremówki takiej nie piekłam - zawsze była to napoleonka (podobne ciasto) z kremem waniliowym, a teraz raczej karpatka, z kremem maślano-budyniowym. Pora wypróbować przepis Twojej Mamy :)

Ania said...

Ha, kopiowałam sobie przepis na krem i z niecierpliwością czekałam na ciąg dalszy, czyli przepis na ciasto :)

buruuberii said...

@ asiejka: Upieczesz? :-)
@ An-na: no wlasnie Aniu jak przegladalam ostatnio przepisy to zdalam sobie sprawe, ze malo kto piekl taka wlasnie kremowke (moze to jakas malopolska wersja?), Marta Gessler pisala kiedys o kremwoce z kremem budyniowy - czy Twoj napoleonkowy to cos podobnego, nigdy napoleonek nie pieklam... Dla mojej Siostry i mnie to chyba nastepne po drozdzowym ulubione ciasto dziecinstwa.

@Ania: to Aniu jest wreszcie komplet (krem mial tez wersje z calymi jajkami, ale same zoltka daja znacznie lepsza konsystence).
Papa!

margot said...

kremówka ,hm twoja jest taka przepiękna i chętnie skorzystam wkrótce z twojego przepisu i na ciasto i na krem

An-na said...

W Małopolsce kremówka to zdaje się warszawska napoleonka, czyli ciasto francuskie z kremem budyniowym, bez masła, a kremówka u nas to masa budyniowa, ale zmiksowana z masłem. Uczono mnie, że różnice regionalne tak przebiegają, ale teraz to już nie wiem ;)

Ania said...

Ja też z tych, co napoleonkę za ciasto francuskie z budyniem uwazają :) A kremówka to już b. puszysta rzecz.

Śmiesznie się to wszystko przemieszało...

No dobrze, ale ja nie o tym chciałam. Bo ja z życzeniami :) Później nie będę miała już okazji na ich składanie, dlatego też robię to z uprzedzeniem. Wesołych! I mimo, ze jesteś tak daleko, mam nadzieję ze będzie rodzinnie i ciepło. Na sercu, oczywiście :)