Monday, March 01, 2010

z czerwonymi pomarańczami


pewnego dnia, w czasie zapewne ważnych dysput, Żydzi zapytali rabina: a dlaczego makaron nazywa się makaron? Rabin się zasępił, po czym rzekł: - A czyż makaron nie wyglada jak makaron? Wygląda. Czyż makaronu nie gotuje się jak makaronu? Gotuje. Czyż makaron smakuje jak makaron? Smakuje. To dlaczego makaron miałby nie nazywać się makaron?
anegdota zydowska

Dzisiaj rano widzialam okragle, czerwone, aromatyczne slonce, jak latem! Wygladalo jak slonce, pachnialo jak slonce. Tylko czy slonce wyjmuje sie z piekarnika? Ja wyjelam, rozkroilam, sprobowalam i nie mialam watpliwosci - slonce mozne chowac sie na zime w piekarniku.

Pare tygodni temu znalazlam u Deb na Smitten Kitchen przepis na tarte z czerwonymi pomaranczami. Nie wiedzialam nigdzie w tym roku czerwonych pomaranczy, ale przeciez czasem sie pojawiaja? Zastosowalam jednak zasade: absolutnie nie potrzebuje zadnych pomaranczy, moze przypadkiem na nie trafie. Tak sie tez stalo, calkowitym przypadkiem kupilam czerwone pomarancze, nie mialam wyjscia, upieklam slonce.

Przepis na
galette z czerwonymi pomaranczami (za Deb, ciasto na tarte w mojej wersji), 4-6 porcji:

ciasto:
140g maki
70g zimnego masla
35g cukru
3-4 lyzki lodowatej wody
ponadto:
6 czerwonych pomaranczy
lyzka masla
zoltko
brazowy cukier

Make wymieszac z cukrem, dodac zimne maslo, lodowata wode i szybko zagniesc. Wlozyc na pol godziny do lodowki. Pomarancze obrac, 4 z nich dokladnie wyfiletowac, osuszyc na papierowym reczniku, 2 pomarancze pokroic na plasterki. Ciasto rozwalkowac na 4-5mm grubosci, delikatnie rozprowadzic na nim lyzke masla, na srodku ulozyc wyfiletowane pomarncze (powinno byc ich okolo szklanki), boki ciasta zawinac, tak by przykryly pomarancze (polecam pogladowe zdjecia Deb). Na wierzchu ulozyc plasterki pomaranczy, boki ciasta posmarowac zoltkiem, posypac cukrem. Deb poleca chlodzic ciasto przez noc, co tez zrobilam. Nastepnie pieklam 30 minut w 175st. C. Slonce!

PS. W tym miejscu chcialabym goraco zaprosic wszystkich do Moniki ze Stoliczka na nasze Nalewkowe Warsztaty aka Gorzelnia po Godzinach, wlasnie startuja. Tak, uleglysmy pewnym prosbom :) W tym miejscu poprosze Karole aka Peggy by dolaczyla do nas i zostala nalewkowym sedzia, przeciez bez instytucji nadzorcy sie nie da. Kolejny odcinek Nalewkowych Warsztatow zapewnie niebawem. Pozdrawiam cieplo.

43 comments:

An-na said...

Ładne to czerwone słońce! Czysta energia :)

Polka said...

Basiu warto było czekać na ten wpis!
Królestwo i pół córki oddam za kawałek!
A czemu Ty się nic nie chwalisz i jakieś blogi potajemnie zakładasz co?? :))))))

Uściski ślę :*

Tilianara said...

Basiu, ja się u Ciebie zawsze uśmieję :DDD No ten makaron i to słońce z piekarnika, no nic, tylko śmiać się, ale i oblizywać, bo zjadłabym kawałek tej tarty :)))

Buźka i lecę nalewki podpatrzyć :***

margot said...

absolutnie nie potrzebuje czerwonych pomarańczy , absolutnie.....
Jakie zdjęcie ****
Lecę czytać o warsztatach

Anoushka said...

Basiu, tarta wyglada zabojczo!
Mam na skladzie jeszcze kilka kilo pomaranczy. Czerwonych... no prawie ;)

asiejka said...

z tym szukaniem to chyba zawsze tak jest
gdy miałam ochotę na granat, to nigdzie go nie było
a gdy już przestałam szukac, to sam wpadł mi w ręce..

cudowne te pomarańcze
naprewdę słoneczne

ściskam mocno!

Patrycja said...

No i zagadka rozwiązana, już wiadomo, gdzie się chowa słońce na zimę:)Tarta jak obraz, pewnie równie pyszna co piękna:)
Dziękuję za wyjaśnienie etymologii słowa makaron, bardzo dobra metoda, będę z niej korzystać;)

Uściski!

zemfiroczka said...

"sprobowalam i nie mialam watpliwosci - slonce mozne chowac sie na zime w piekarniku" - no i własnie! gdyby ktoś marudził, że mu brakuje słońca niech się zwraca po prośbie do Basi ;)))


Lubię z Tobą poniedziałki, chociaż już jest wtorek. A teraz idę do gorzelni. :)


cmokam.... słonecznie ;)

monika said...

Basiu, cudo wyjęłaś z tego piekarnika! Ja tu wiosny dopiero wypatruję a u Ciebie lato w pełni, i to jakie :) Cudnie się to słoneczko prezentuje na takim szarym tle (kamień? serwetka?)- to będzie chyba moje ulubione zdjęcie na Twoim blogu :)))
Nie pozostaje teraz chyba nic innego jak.. nie szukać czerwonych pomarańczy :D
Ściskam słonecznie :)))

agatek said...

nooo, podoba mi się
:)

buruuberii said...

Anna, a wiedze zudalo mi sie owa energi eprzeslac - ciesze sie ogromnie :-)

Pola, biore pol corki! Zadne blogi potajemnie,a ktoz to chcial sie Polciu za nalewki zabierac? :D

Tili, to fajnie i tym smiechem to byl troszke moj cel :) I co bedzie nalewka?

Margot, mowie Ci jak ni epotrzebujesz, to zaobaczysz w kazdym warzywniaku, jak ja dzisiaj!

Anoushka, widzisz to pomoge Ci zutylizowac ten kilogram pomaranczy moze? :)

Asiejka, tez sciskam, wierz mi tak z tymi pomaranczami moze byc...

Patrycja, wiesz balam sie z tym sloncem ze to znany fakt, ale czuje ze to najwieksze moje odkrycie zycia :) bo gdziez ono moze byc w zimie?

Oczko, to ja otwieram ten piekarniki i wypuszczam slonce uwiezione, niech nam troche poswieci! I co nalewkujesz? :*

Monika, wyobraz sobie ze na dzisiaj to tez jedno z moich ulubionych zdjec :) a tlem Cie zaskocze - nie spodziewlaam sie ze papier do pieczenia na czarnej blaszce da taki fajny "kamienny" efekt - polecam!

Agatek, a to milo :-)

zemfiroczka said...

Łaskocze mnie ta wizja ;)

Ania vel Vespertine said...

Basiuuuu, ale mi się podoba :) WIesz, jak zobaczyłam ją u CIebie, to czuję się podwójnie skuszona... NIe wiem, czy zdążę w tym sezonie, ale strrrasznie mi się podoba!

No i w końcu coś ruszyło z nalewkami! koniecznie musisz wciągnąć do tego Karolę, wszakże to jedna z Naczelnych Gorzelniczek :)

Buziaki!

Zaytoon said...

Chętnie schowałabym w swoim piekarniku to słońce. Energetycznie pozytywne. Tylko te czerwone pomarańcze... Chyba rzeczywiście muszę powziąć postanowienie, że wcale a wcale mi ich nie potrzeba...

Pozdrawiam! :)

kass said...

Basiu to nie wiosna, to lato! pełnia lata! cudnie grzeje i pieknie wyglada tarta, zachwycił mnie ten kolor!!!!
Pozdrawiam.

peggykombinera said...

noooo, w podziemiu działałaś, nie pisnęłaś ani jednym słowem! no!
wchodzę w to:)
z miłości do Ciebie i nalewek :)

co mam zrobić?
jakieś wytyczne?
:***

buruuberii said...

Oczko, laskocze - mam nadzieje ze tak mocno, ze nastwilas :-))

Ania, Karola sie zgodzila, wiec uwazaj bo zadamy Wam prace domowa i nie bedzie wymowek :D
Ladna, nie? Upiecz kiedy!

Zay, obok slonca jest w piekarniku miejsce jeszcze - wpadaj :)

Kass, :-)

Paggy, tak wyszlo z podziemiem, bo zacmilo mnie na maksa... Ale kochana Karora wchodzi w to, bedziemy miec kontrorera :D
@ poslalam.

zemfiroczka said...

Się muszę wpierw obkupić w toitamto, co by móc nastawić.

monika said...

Papier do pieczenia - ale numer! Masz oko Basia :)

majka said...

Ale cudo Basiu :) Zachwycajace jest to Twoje sloneczko :))

Pozdrawiam cieplutko.

Małgosia.dz said...

Basiu, toż to prawdziwy pomarańczowy zachód słońca! :) I to w najlepszym wydaniu! :) Jestem pod wrażeniem prostoty wypieku i efektu końcowego jaki ze sobą niesie... :)

aga-aa said...

śliczny kolor tych owocków :)

Polka said...

Ja chciałam ale mi głupio bo się nie znam :P
I alku nie mam Kochana...
zresztą ponoć kobiety samotne zostają alkoholiczkami, a ja w tygodniu jestem jak najbardziej samotna :P

buruuberii said...

Oczko, Ty lec smyku po to-i-tamto, bo my chcemy Wam zadanie domowe zadac, a wszyscy widze chca do oslej lawki :D

Monika, no nie zgadlabys - a taki zaskakujacy...

Majka, i ja rowniez!

Malgosia, Ty wiesz jak prawdziwy zachod slonca nad tafla wody powinien wygladac, wiec biore to jako wielgachny komplement!

Aga-aa, :)

Polcia, no a Ty dzis dzemem :) wiesz, jak to nie masz alku, ej? Takia nalewka to dojrzewa kilka miesiecy, Ty juz nie bedziesz samotna wtedy, a teraz wobec tego tulimy :*

Gosia said...

Oj,Basiu-absolutnie genialnie te slonce wyglada ,duzy usmiech w kierunku tej pasudnej pogody za oknem....
Milego wieczorku Basiu :)

Magdalena said...

witaj...podobna tarte widzialam tez na lottie+doof i juz jakis czas temu mi sie spodobala, jednakze jakos nie udalo mi sie do nie podejsc...niemniej wyglada smakowicie bardzo...a twojego bloga znalazlam przez arka...

Czyprak Antoni said...

Ależ ja mam zaległości w lekturze, wstyd! A tu takie piękne rzeczy, słońce w piekarniku... Muszę luknąć, może mam jakiś księżyc w lodówce? ;) Hehe, chyba księżycówkę.
Ależ piękne! Takie czerwone meduzy. Absolutnie nie potrzebuję czerwonych pomarańczy, absolutnie! Asolutnie nie potrzebuję...

zemfiroczka said...

Ty już Antoni o żadnych "ówkach" na razie nic nie gadaj, boś się jeszcze nam rdestówką nie wykupił ;)P

monika said...

Antonio, Ty tu o jakichś księżycówkach to lepiej nie wspominaj bo zaraz będziesz musiał recepta podawać :D i żadnym calvadosem czy co to tam było już się nie wykupisz :D
Basia, czerwone pomarańcze to te sycylijskie są? Bo widziałam takowe w warzywniaku właśnie? Na @ odpiszę wieczorkiem,
ściskam :)))

buruuberii said...

Gosia, dziekuje, z slnce nadal sie smieje :)

Magda, a przez Arka, to Go dopdane :-)

Antoni, nie potrzebujesz, tak to jest dobra decyzja! :) w lodowce powiadasz? Ladne porownanie.

Oczko, ja za Toba murem!

Monika, wiesz tu sie nazywaly krvavé pomeranče, ale te sycylijskie beda dobre, podobno jest kilka odmian tych czerwonych... Na @ czekam spokojnie :)

Antoni, Oczko, Monika razem wzieci - tylko nie to, tylko nie to! :D

zemfiroczka said...

Wiem, wiem! Jeszcze po wczorajszym podstolicznym się pozbierać nie możesz ;)

kasiac said...

Basiu, takie słońce chciałabym mieć i na talerzu i za oknem! Wspaniały pomysł:)
Idę patrzeć na nalewki:)

monika said...

Haha, bój się Basia, to muze byt masakrrr ;-D
Pomarańcze zakupiłam, jutro rozkroję i zobaczę czy czerwone ;-)

wegetarinka said...

toż to cudo jest! :)

lo said...

Ta zasada jest doskonała, wtedy spełniają się wszystkie marzenia. Co do tarty. Jest piękna i radosna. I intrygująca. Wiem, ze się skuszę.

Anoushka said...

Zrobiona.
Zjedzona.
Pyyyyyszna!

:*

buruuberii said...

Oczko, no ladne macie o mnie zdanie :D

Kasiac, chcialoby...

Monika i to ciesto wczroaj wyjechalo z Twego piekarnika, byl to masakr? :)

wegetarianka, :-)

Lo, alez dziekuje, a zasade nadal bede stosowac :)

Anoushka, wow, ale fajnie!

monika said...

Basia, masakr to Antoni, Oczko itd miał być ;) A ciasto w końcu nie wyjechało, bo pomarańcze zostały zżarte bez ciasta, ech.. ;)

Ania vel Vespertine said...

nigdy nie byłam sumienna w odrabianiu prac domowych, ale myślę, ze to byłby wyjątek ;)

Olciaky said...

Piszesz, że masz słońce w piekarniku?
Łał, Basiu!
W takim razie ja do Ciebie wpadam po pomarańczki:D!

ewelajna said...

Faktycznie słońce...!
Upiekłam. Widok cudny:)

Ciasto zrobiłam z Twojego przepisu, ale...
może to Deb byłoby lepsze...??? Próbowałaś, czy od razu swoje?

Pozdrawiam serdecznie, bo i lubię do Ciebie zaglądać, choć chyba jeszcze nie pisałam.

buruuberii said...

Monika, zzarte, no ladnie :-) A dzis zurawinowka, jej!

Ania, to pamietaj u nas beda dobre oceny i mili nauczyciele ;-)

Olcia, oczywiscie zapraszam, drzwi lece otwierac :)

Ewelajna, alez sie ciesze i tez u Ciebi zaswiecilo rozumiem :-)
Wiesz, chcialam zrobic to Deb, ale wydalo mi sie, ze jest tam potwornie duzo masla (dla mnie zwykle w amerykanskich przepisach za duzo go), wiec wzielam klasyczne tartowy przepis (czyli masla polowe wagowa ilosci maki)...

fellunia said...

Tego słońca też jeszcze nie widziałam! Cudo!