Monday, March 15, 2010

knedlík kynutý houskový


z krecikiem?
Z rohlikiem?
Z knedlikiem?
A moze z piwem, Wojakiem Szwejkiem i Zlota Uliczka?
Z czym kojarza sie Wam Czechy?

Kuchni czeskiej poswiecilam na makagigi wiele miejsca, o klasycznym drozdzowym knedliku jeszcze jednak nie pisalam. Wspominalam juz tutaj, ze dla Czechow knedel (cz. knedlík) jest czescia kultury i wielu naszych znajomych dziwi sie, ze istnieja kraje w ktorych knedli sie nie je. Czesto padaja pytania: a w Polsce macie knedliki? Naprawde knedli nie macie, to z czym jecie pieczen wolowa? Te pytania sa tak powazne jak pytania naszych izraelskich znajomych: a co robicie gdy temperatura spada ponizej zera, zostajecie przez cala zime w domu?

W Czeskiej Republicie spedzilam cale 2.5 roku (z dwuletnia przerwa), kazdy nowy dzien przynosi odwieczna prawde, ktora powtorze za Wikipedia: českou specialitou jsou knedlíky. Pokrotce napisze, ze rodzajow knedli jest kilkanascie: sa wiec knedle z maki pszennej, knedle z ziemniaczanego ciasta, knedle z bulki tartej, knedle z dodatkiem drozdzy, z dodatkiem twarogu, knedle z dodatkiem watrobki i dlugo by wymieniac dalej. Wazny jest tez fakt, ze knedle moga byc zarowno w wersji slodkiej podawane na deser jak i slone, podawane jako dodatek drugiego dania. Te drugie sa zdecydowanie wazniejsze.

Pozwole sobie nie dyskutowac dzisiaj poszczegolnych rodzaji knedli, skoncentruje sie jednak na najbardziej klasycznym przykladzie knedla i bedzie to knedlík kynutý houskový. Odnosze wrazenie, ze ow drozdzowy bulczany knedel jest knedlem numer jeden w Czeskiej Republice. Przyzadzany jest z drozdzowego ciasta z tzw. polgrubej lub grubej maki zwykle przez babcie, bo przeciez babiččiny knedlíčky jsou nejlepší! Knedle na codzien malo kto gotuje, mozna je kupic w sklepie, w sklepiku, wszedzie po prostu.

Wiedziec nalezy ze nie kazda potrawa moze byc serwowana z knedlikiem bulczanym, oczywiscie mozemy sprobowac poprosic o "
smazony ser z knedlikiem" ale czesto spotka nas dziwne spojrzenie kelnera, tak samo jak z wielkim zdziwieniem mozemy spotkac sie gdy poprosimy o pieczen wolowa w smietanie z ryzem. Slyszelismy kilkukrotnie z ust kelnerow slowa: gulaszu z ryzem nie podajemy, wtedy nawet tlumaczenia naszej australijskiej kolezanki, iz uczulona jest na gluten, brzmialy malo wiarygodnie. Gulasz je sie z knedlem i juz!
Knedlík kynutý houskový towarzyszy narodowej czeskiej potrawie, czyli svíčkové na smetaně, gulaszowi z Segedu, czasem wespol z ziemniaczanym gulaszowi.

Tym ktorzy klasycznych czeskich drozdzowych knedli nigdy nie poznali objasniam, ze wygladaja jak podluzna drozdzowa buła bez skorki, kroi sie je na plastry, ktore w przekroju sa owalne, o dluzszej srednicy mniej wiecej 10-12 centymetrow (moje sa nieco mniejsze, ale nie uzywam w kuchni 20-sto litrowych garow). Typowa porcja knedli wynosi 5 sztuk (do tego oczywiscie mieso z sosem, czasem odrobina kapusty), obsluga w hospodach zawsze pyta czy knedle nam nie smakuja jesli zjemy, powiedzmy, tylko trzy z owych pieciu sztuk :-)

Knedel to powazna sprawa, jeden wpis to zdecydowanie za malo. O knedlach pisze sie w Czechach ksiazki, knedle wystepuja w filmach i spiewa sie o nich piosenki. Muzeum w Chebie poswiecilo knedlom specjalna wystawe zatutuowana Knedlík - Kloss - Knödel aneb knedlíkové nebe, zreszta wystawa, wspolfinansowana ze srodkow Unii Europejskiej, przybyla wlasnie do Pragi. No i wpis mial byc krotki, a tu jeszcze tyle do napisania...

Przepis na knedlík kynutý houskový czyli drożdżowy bułczany knedel (4 srednie porcje):
250g maki (krupczatka, badz semolina pol na pol z maka biala)
1 zoltko
125ml mleka
szczypta soli
szczypta cukru
10g drozdzy
1 kajzerka

Z cukru, drozdzy, 2 lyzek mleka i lyzki maki zrobic zaczyn. Kajzerke pokroic na polcentymetrowe kosteczki, zalac reszta mleka wymieszana z zoltkiem, posolic. Do maki wymieszanej z sola dodac zaczyn, bulke namoczana w mleku z zoltkiem. Zarobic i wyrobic gladkie ciasto (okolo 5 minut wyrabiania, jesli ciasto bardzo sie lepi, dodac 1-2 lyzki maki) i pozostawic do wyrosniecia. Nastepnie z ciasta formuje 2 (male) podluzne knedle, polecam filmik. Pozostawiam na 10 minut do podrosniecia. Podrosniete knedle wrzucamy do wrzacej osolonej wody, gotowac 7 minut z kazdej strony. Trzeba uwazac by knedli przy obracaniu nie przedziurwaic. Gdy ugotowane, wyjac z wrzatku, ciac na plasterki przy pomocy nitki. Jesli knedli nie kroimy od razu lepiej nalezy je przebic pare razy wykalaczka. Knedle odgrzewa sie na parze.
Raz w tygodniu absolutnie obawiazkowe
:-)

PS.1. Jesli juz tak dzisiaj tylko o czeskiej kuchni, to ja sobie wpis ow pisze zajadajac sie domowym marynowanym hermelinem...
PS.2. Jeszcze chcialam napisac o chlebie ktory ostatnio pieklam, mam wrazenie ze wpis bylby okropnie dlugi, wiec o chlebie innym razem.

60 comments:

Ivo Serentha and Friends said...
This comment has been removed by a blog administrator.
peggykombinera said...

Czechy?
kojarzą mi się z dzieciństwem, jarmirkami, lentylkami, zaręczynami [!!!!] i oczywiście z Basią :)

cium cium

Magdalena said...

Hej!
Ale fajny post! Podoba mi sie, jak
piszesz.
Oczywiscie, ze knedle kojarza mi sie, z Czechami, tak jak Czechy z knedlami. Za kazdym razem, gdy jestem w Czechach - najczesciej w Pradze (niestety bywamy dosc rzadko), knedle stanowia nieodzowna czesc naszego menu. Smakuja one rowniez memu m., ktoremu pierogowo - knedlowy swiat byl jeszcze kilka lat temu totalnie nieznany. kiedys wypadaloby porwac sie na czeskiego knedla i wykonac.
no i bardzo apetyczne zdjecie, jak zwykle zreszta.

Magdalena said...

Hej!
Ale fajny post! Podoba mi sie, jak
piszesz.
Oczywiscie, ze knedle kojarza mi sie, z Czechami, tak jak Czechy z knedlami. Za kazdym razem, gdy jestem w Czechach - najczesciej w Pradze (niestety bywamy dosc rzadko), knedle stanowia nieodzowna czesc naszego menu. Smakuja one rowniez memu m., ktoremu pierogowo - knedlowy swiat byl jeszcze kilka lat temu totalnie nieznany. kiedys wypadaloby porwac sie na czeskiego knedla i wykonac.
no i bardzo apetyczne zdjecie, jak zwykle zreszta.

Gosia said...

zapisuje od razu w ulubionych,bo nie tak dawno wlasnie myslalam,o takich czeskich knedlikach,a nie znalazlam przepisu,a tu prosze...jak na zamowienie ;) :) pysznie to danie wyglada,jak tylko w Czechach bylam,to obowiazkowo tego typu danie bylo zamawiane w knajpce....pycha!!!!
Pozdrawiam Basiu cieplutko :)

monika said...

Jest knedlik :-)))Wzorowy po prostu :-))) Ten czeski bzik i uwielbienie dla knedla mi się jednak całkiem podoba, mam wrażenie że my jednak nie potrafimy docenić i jakoś promować naszej kuchni a szkoda..
Z czym kojarzą mi się Czechy? Ze spokojem(nie wiem czy to dobre słowo, ale chodzi mi o to że jakoś wszystko tam sobie powoli funkcjonuje i nie nawala aż tak często jak u nas-takie mam wrażenie), dystansem czasem aż absurdalnym, fenomenalnymi schodami w praskim metrze, fantastycznymi hospudkami i chyba jednak paskudną kawą (ale to może źle trafiłam ;-))
A ten hermelin, wiesz co Basia.. Tak się nie robi :D Zwłaszcza o tej porze :D
:**

grazyna said...

Czechy mi się kojarzą ze Szwejkiem przede wszystkim, z Krecikiem i Rumcajsem a ostatnio z Nachodem, gdzie zwiedzałam zamek, jeździłam na piwo i na basen, jak byłam się kurować w Kudowie... No i z knedliczkami oczywiście, które jadłam i na Słowacji. Uwielbiam je i dziękuję za przepis :)

Agata said...

Świetnie czyta mi się o knedlikach, może dlatego, że je wprost wielbię miłością wielką i nieobiektywną!?
I zjadłabym ich porcję, och jak chętnie bym zjadła...

margot said...

Knedlik - knedliki? bardzo działają na moją wyobraźnie Pamiętam jak po powrocie z Wiednia moja Siostrzenica poprosiła o zrobienie knedli i jakoś je tam opisała i ja je zrobiłam i chyba wyszły bardzo podobne do tych co tu Basiu wpisałaś ( skład miały podobny składników) moja Siostrzenica je zjadła mrucząc ,ze smakiem ja zadowolona ,a ona ,,Ciocia pyszne były ale te Wiedniu Pani inne robiła":DDDDD
No tak jeśli w Czechach jest ich tyle rodzajów to pewnie Austriackie są też inne
Wiesz muszę sobie zrobić i knedle i ten ser ( wygląda pysznie)

p.s nalewka się ślicznie klaruje

ptasia said...

Czechy kojarzą mi się z piwem, kupą śmiechu i, tak, knedlikami. I "orziszkami" :) (Basiu, btw, czy "orzeszek" po czesku oznacza jakieś brzydkie słowo?).
A knedle jadłam i do mięsa, i z owocami i bitą śmietaną. A na Słowacji jedliśmy z sosem tatarskim :)

Gospodarna narzeczona said...

Barbaro to się dużo dowiedziałam. Nie była fanką knedlików, ale po takim artykule...

Muscat said...

Czechom co ósme polskie słowo dziwnie się kojarzy. Oni chyba stale myślą o "tych sprawach" :D
Pewnie, że Czechy kojarzą się z piwem - najlepszym na świecie!
Tak fajnie piszesz o tej potrawie, a się jakoś boję :( Raz jadłam i to było całkowicie bez smaku, chociaż domowe, specjalnie dla gości przygotowane. W ogóle kuchnia czeska jest bardzo "delikatna" jeśli chodzi o sól i przyprawy. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie.

asiejka said...

gdy myślę o Czechach.. to zawsze z takim oczekiwaniem. bo w marzeniach od dawna już, jest jedno o podróży do Pragi. i wiem, że ono się kiedyś spełni.
i wtedy na pewno spróbuję knedlików. takich najprawdziwszych.

buruuberii said...

Karolciu, rany lentilky - to masz punkt :-) a wiesz ze my w tej Pradze jestesmy umowione? :-)

Magda, no bo wiesz, tutaj knedli nie da sie ominac szerokim lukiem :D Ciesze sie, ze wpis Ci sie podoba, bylam bardziej dumna z tekstu niz ze zdjecia, bo fotografi miesa to dla mnie sprawa dziwna... :)

Gosia, to Ty widze w pelni rozumiesz knedlowe uwielbienie :) pozdrawiam rownie cieplo!

Monika, wzorowyy mowisz, wow! Wyjelas mi z ust dodecnienie kuchni, mialo byc o tym we wpisie, ale i tak dlugi wiec innym razem. CZesi potrafia byc dumni ze swej kuchni, szkoda ze my niezbyt... Oj wsztsko co napisalas widze tak samo, podejscie prawie niemieckie do organizacji w polaczeniu z dystansem daje fantastyczny efekt! Tak, kawa to nie jest czeska domena, Mariusz Szczygiel mila podobne przemyslenia... Buziak :*

Grazynka, no to prosze! A wiesz wlasnie o Rumcajsie to moj L. zawsze wspomina, a ja nie mailam cale dziecinstwo pojecia ze on z Czech :D

Agata, wiec dedykuje Ci przepis, a jakze!

Alcia, ciesze sie naprawde z tej nalewki Twej, oj ze tyle nam czekac? A knedle, wiedenskie chyba sa raczej z bulki tartej, ale wiele jest podobnych. Choc zdecydowanie (i po cichu) powiem, ze marynowany hermelin-camembert naprawde wspanialy jest!

Ptasia, o tak Slowacja to tez knedliki! A wiesz "orziszek" (oříšek) to maly orzech, z "v" na poczatku to kundel (jaby sie uprzec to moze by go urzyc w sensie "cos niewiadomego pochodzenia" ale to naprawde wyjatkowo). Slodkie knedle to poezja, przynajmniej dla mnie :)

Gospodarna Kasia, bo wiesz swiat dzieli sie na 2 czesci: tych co lubia i tych co zdecydowanie nie :)

Muskat, Czechom polski brzmi dziecinnie czasem i vice versa :) A ze skojarzeniami to ja tam nie wiem, Czesi czesto sa bardziej otwarci, niej pruderyjni. Tak jak pisalam Narzeczonej, knedle sie albo lubi, albo nie, nie kazdy knedel smakuje tak samo tez...

Asiejka, to Ty wpadaj tu na te ndele, trzymam kciuki by marzenie szybko sie spelnilo!

Tombo said...
This comment has been removed by the author.
Czyprak Antoni said...

Co mi się kojarzy z Czechami? Najlepsze piwo na świecie. Szwejk, wiadomo. Praga (słyszałem, że najpiękniejsze miasto w Europie). "A je to", czyli po naszemu "Sąsiedzi" - serial, który nie ma sobie równych. Język, wobec którego trudno zachować powagę. Knedlik, oczywiście. Knedlik jest wkładem Czechów w kulinarne dziedzictwo ludzkości. Nigdy nie byłem u naszych południowych sąsiadów, nie piłem ich samogonki, ale knedliki uwielbiam miłością, i to odwzajemnioną, bo zawsze wychodzą ;) Robię zawsze z tego samego przepisu (podobnie, jak tu piszesz, tylko bułkę dodaję w formie grzanki, a nie maczanki ;)), ale w końcu przybiorę się i podkradnę od Ciebie to i owo, więc lepiej sprawdź skoble i zamykaj kredens z przepisami na klucz :) Te knedliki to one są pyszne i odsmażane, i prosto z gara, i na słono, i na słodko. Wspaniała struktura, jakby chlebowa, smak rozanielająco lekki, taki smak-łata, przymilak, co chodzi za tobą, głaszcze po polikach i jeszcze pomrukuje. Robię je tylko od wielkiego dzwonu żeby się nie przejadły. Tylko czy takie coś może się przejeść? Ooo, zdecydowanie się rozmarzyłem się! Aha, fota znów przepiękna.

ptasia said...

Knedle austriackie, które wspomniano, są inne - a jestem świeżo po degustacji różnych ;) - takie bardziej śmieciowe, z większym dodatkiem bułki/chleba.
A co do orziszka czy też vorziszka, to już chyba rozumiem :) Czechy, czy też Praga, to dla mnie kupa śmiechu, bo byłam na dwóch wyjazdach: 1 w LO, drugi na studiach, i zwłaszcza na tym ostatnim mieliśmy stałą głupawkę. M.in. uparcie z koleżankami w wszystkich knajpach prosiłyśmy o "orziszki" (chodziło o "orzeszki") i bardzo dziwnie się na nas patrzono...

nobleva said...

Mieszkałam w Polsce kilkanaście km od czeskiej granicy, tam w najbliższym od granicy miasteczku była i dalej jest najlepsza restauracja w okolicy, tam też zawsze jeździliśmy dobrze i tanio zjeść. Przy lokalnym czernym Guiness się chowa pod stół ze wstydu. Kiedyś byłam na 3 tygodniowej kolonii w Czekim Raju, tam się knedli najadłam i kminku. Ale to wszystko tak dawno było, że o knelićkach całkiem zapomniałam, a dobre to one są.

Komarka said...

Oj tak, knedlik, Praga i Alfons Mucha (plus oczywiście czeskie filmy ;)) kojarzą mi się z Czechami najbardziej :) Przywołałaś mi Basiu tym postem wspomnienia mojej tamtegorocznej, praskiej majówki :)

Malta said...

Czechy to oczywiście knedle, najlepsze piwo i utopence :)

aga-aa said...

Czechy to wiesz z czym mi się kojarzą? kurczę, aż się zaczerwieniłam ;) z moją pierwszą miłością :)

buruuberii said...

Antoni, rany julek, to Ty wiecej napisales ode mnie! "A je to" - nie mialam pojecia ze taki jest czeski tytul, dopiero przypadkiem mnie tutaj oswiecili :) Z Ciebie prawdziwy milosnik Czech duchem, muszisz przyjechac w odwiedziny, wiesz to moze jak te nalewki troszke sie przegryza, zebym klucza nie musiala niepotrzebnie kupowac :D
A grzanki i knedle: to swietny pomysl, ale tutaj czasciej jest ta namoczona bula, albo przynajmniej w Pradze, ale zbadam temat, choc popytam jak to jest. Pozdrowienia sle!

Ptasia, my tu w Czechch tez knedle z serwety ze speckiem mamy :-) Knedle to po prostu beda austriacko-bawarsko-czeskie, ciezko powiedziec ktore sa klasyczne, ktore najbardziej czeskie... Przeciez z ta granica to roznie tu bywalo :-)
Chyba wiem o co chodzi z "orzyszkiem" - "ř" to nie to samo co "rz" wymowa jest inna, moze to tak ich smieszylo?

Nobleva, a witam :) no tak! W Czechch sa restauracje i na wsiach i w miasteczkach, czeskie restauracje a nie tylko cos alla pizza...

Komarka, oj zapomnialam... Mucha do tego, a koniecznie!

Malta, witam :-) a jakze, bez utopenci nejde!

Aga-aa aka Princess, to sie wydalo :-))

ptasia said...

Basiu, ich to nie śmieszyło, oni patrzyli jakbyśmy upadły na głowę, czasem z niesmakiem/oburzeniem. Dlatego myślałyśmy, że to jakieś przekleństwo, i stąd ten kundel tak mi pasował jako wytłumaczenie :)

zemfiroczka said...

W poniedziałek przysnęłam, dlatego mam wtorek z Burusią ;))

Czechy to Krecik i Sąsiedzi :))) I już! ;) Potem cała reszta ;) I współczesne kino: "Vratné lahve" (Butelki zwrotne), "Bobule" (Młode wino),"Příběhy obyčejného šílenství (Opowieści o zwyczajnym szaleństwie), "Roman pro zeny" (Mężczyzna idealny) i...Miloš Forman

Tak mnie zafrapowało, co też Szczygieł pisał o tej kawie. Dopóki nie przeczytałam jego książki ("Gottland" - fantastyczna swoją drogą), to nie wiedziałam, że on taki w Czechach obeznany.

A propos Szwejka, mój ulubiony koci cytat: "Posłusznie melduję, panie oberlejtnant, że wszystko jest w porządku, tylko kot jest gałgan i zeżarł kanarka. "

ciumkam słodko, Boróweczko ;)

Anoushka said...

jadłam jeden jedyny raz w życiu, ale nie pamiętam smaku, bo mnie wtedy ząb bolał i chyba całkowicie skupiłam się na tym bólu...

no to kiedy zapraszasz, żeby naprawić ten błąd ?
;D

Ania vel Vespertine said...

Piękna opowieść, Basiula :)


NO właśnie, mi Czechy się też kojarzą z lentilkami :))) A potem to już upalny dzień i dosyć męczące zwiedzanie Pragi jeszcze z Ł. i marzenie o tym, by zasiąść w kawiarni i obserwowac czeskie życie (podczs gdy moi owcześni kompani nastawieni byli na 'zaliczenie' jak największej liczby zabytków i ani im się sniło wylegiwać w kawiarni...).

BUziaki wieczorne! Dziś był miły, miły dzień :)))

Czyprak Antoni said...

Te grzanki to ukradłem od niejakiego Bobka ;) Po przekrojeniu fajnie wyglądają te brązowawe oka.
Narobiłaś mi smaka i zrobiłem dziś knedliki. Użyłem krupczatki zmieszanej z wrocławską. Wyszły przyciężkawe, ale - jak to knedliki - wyborne. Zrobiłem też na słodko, ale bez szukania przepisu, tylko na chłopski rozum: dodałem brązowego cukru, cynamonu i wanilii. Fajne, z syropem klonowym to hoho! Dziękuję pięknie za inspirację. Ty to potrafisz! :)

monika said...

Basia - Mariusz Szczygieł - to o Gottland, którą Oczko wspomniała mówisz? kurcze, kurzy się już ze dwa lata na półce, zawsze coś pilniejszego, muszę sie w końcu zabrać za nią.. A jeszcze dziś z koleżanką gadałyśmy i do skojarzeń czeskich dorzucam instytucję kelnera :D nigdzie więcej takich kelnerów jak czescy chyba nie da się spotkać.. ;-)
Idę przeczytać jeszcze raz o tym knedlu, bo fajnie się Ciebie czyta :-)))

Zaytoon said...

Straszną mam ochotę na te knedle.
Miałam okazję jeść je raz jeden (i nie mam pojęcia, jakim były "typem"), ale w czasie wycieczki, kiedy wszyscy narzekali... więc i ja nie zjadłam, niestety. Ale nadrobię, na pewno. Szczególnie, że chciałabym po raz drugi odwiedzić Pragę.

Ciekawy wpis!

Pozdrawiam! :)

Polka said...

Basia Basia jest knedlik! Dziękuję dobra kobieto :)
Będę robić :) Basia a powiedz mi, bo tutaj nie krupczatki jaką inną mąkę mogę dodać?
A wiesz mnie się kojarz ze smazonym syrem w Dziekanacie :)
Jezu jaki on był dobry!
Ej ale ja nie łapię zupełnie o co chodzi z cium cium :D
to coś takiego jak LOL ? :D

buruuberii said...

Ptasia, no ale z tym kundlem to zle sie nie moglo kjarzyc, i wtedy to y sie wymawialo ewidentnie z praska, przez "v" na poczatku, ciekawe co ich dziwilo, pewnie sie nie dowiemy...

Oczko, Lukasz mi tu podpowiada ze nie Ty przysnelas, tylko ze ja napisalam pozno :) "Vratne lahve", oj tak i Jirí Machácek, ktorego An-na nazwla mlodym Stasiukiem sa swietne! A wiesz, Szczygiel mieszkal kilka lat z przerwami w Pradze, IMO bardzo fajnie o nich pisze, np. Jego artykul w DF o Davidzie Cernym jest bombowy... :* w prawe Oczko

Anoushka, to mnie uspokajasz, myslalam ze smakowaly tak fatalnie, ze nie sprobujesz wiecej :-) Obiecuje, ze jak sie zapowiesz tylko, to zadbam o najlepsze!

Ania, oj lentilky, to dowioze je w nadmarze nastepnym razem! CZekam niecierpliwie na jakies 2 slowa nt. tego dnia :-)

Antoni, no to obrosne w piorka, ze tak mi sie udalo Cie zachecic, alez mi milo, tak dodatkowo na koniec dnia! Wiesz, one maja byc ciezkie, na 100% ciezkie znacza domowe, nieoszukane :) Z brazowym cukrem i wanilia, toz to musialo byc cos wspanialego!

Monika, rany alez Ciebie dobrze czytac :-) Wiesz Gotland polecam goraco, wydaje mi sie ze to fajne spojrzenie, nie daj mu sie wiecej kurzyc!

Zay, dziekuje :) No wlasnie jest tak, ze niektorzy sie nie tkna (napisze jeszcze kiedys pol wpisu) i tacy ktorzy swiata poza knedlem nie widza...

arek said...

Oj Basiu! dzieki za przeniesienie mnie do knedlikowego nieba :) Uwielbiam knedliki! Mnie Czechy kojarza sie jeszcze z Alfonsem Mucha...tak jakos mam ze jak zamkne oczy i mysle o Czechach to widze knedliki i 'Muchy' :))))

An-na said...

Pożarło mi wczorajszego posta!
A knedliki z ciężkim brązowym sosem lubię sobie w Czechach zjeść...
W ogóle taką mają ciężką, ale bezpretensjonalną kuchnię, wyjąwszy zupy, oczywiście, bo to koszmar jakiś - rzadkie, bure i z grysikiem, fuj!

Malta said...

Witaj, ja podglądam Cię od dawna tylko się nie odzywam :)

zemfiroczka said...

Racja! Lentiliki jeszcze :)))

A w lewe też dostanę? ;)

karoLina said...

Kto by pomyślał, że tyle (a nawet jeszcze znacznie, znacznie więcej) o tym niepozornym knedliku można napisać. Promocję mu zrobiłaś przednią, bo nawet ja nabrałam ochoty (a zazwyczaj kręcę nosem na tego typu specjały, wliczając to na przykład kluski śląskie, w moim nie do końca śląskim, ale w każdym razie mieszczącym się na Śląsku domu podawane moim zdaniem zbyt często), ale knedliki kojarzą mi się miło, pamiętam je z jakichś czeskich wakacji.

Bareya said...

Na pewno wejdą do mojego repertuaru knedle,których wstyd się przyznać nigdy nie robiłem. Wydają się proste w robocie i do gulaszów wszelkiego rodzaju i pieczeni z sosami będą odpowiednie.
p.s. Ciekawie piszesz i zdjęcia proste również mnie urzekły jeśli się tak banalnie mogę wyrazić. pozdrawiam

wegetarinka said...

Czechy kojarzą mi się z Krecikiem, "Sąsiadami", knedlickami, dobrym tanim piwem, "bramborami", pysznymi serami i rozwiniętą kuchnią wege, Vondrackovą, i białymi tenisówkami z gumką i flagą (jarmiłki?), które przywoził torbami ojciec koleżanki :) Basiu czy to ciasto źle zniesie brak jajka?

buruuberii said...

Arek, alez prosze :) jestem pewna ze Mucha jadl knedliki! Pozdrawiam Cie cieplo, mimo ze malo odwiedzam...

An-na, ciezka jak fiks ta kuchnia, ale mam wrazenie ze dobrze zrobiona ciazy mniej :D i moze byc ciekawa...

Malta, witam wiec i ja :-) uswiadomilas mi, ze powinam czasem wspomniec tych ktorzy nie komentuja, moze w PS.?

Oczko, i prosze w lewe, a jakze :*

KaroLina, bo ja czasem robie z igly widly, a wyobraz sobie ze z tym knedlem to dopiero polowa historii :-)

Bareya, o tak do gulaszu jak znalazl :) Dziekuje za slowa uznania, szczegolnie za "proste zdjecia", jakos lubie minimalizm. Pozdrawiam Cie serdecznie.

Wegetarianka, a wreszcie jest Vondrackova :-) och, tak i kuchnia vege, choc klasyczna czeska jest super-miesna.
Wiesz, nie probowalam nigdy bez jajka, ale chyba zdarzaja sie drozdzowe ciasta weganskie, wiec zaryzyowalabym bez :-)

Dziekuje Wam za komentarze i uwagi, pozdrwaiam serdecznie!

zemfiroczka said...

Buruś, bo czekamy na Cię - kolejny gąsiorek już pękł.Radziulis jeszcze nie dojechał? Ha?

buruuberii said...

Oczko kochane, ale gdzie Wy sie dzis kryjecie, do mnie nic nie przyszlo?? :-) zreszta marnym bede kompanem, padam wlasnie...

zemfiroczka said...

Na knedlach u Jantośka. Czekaj na kasztankę, zaraz Radzulis zajedzie zamaszyście ;))

Czyprak Antoni said...

Buruu, nie padaj weź! My cały wieczór czekamy i czekamy przy knedliku i nie tylko ;) a Ciebie nie ma i nie ma.

monika said...

No mówiłam że trzeba strzałki z gałązek pozostawiać :D

Czyprak Antoni said...

Ale Czesław miał zostawiać, nawet jedliny naciął. :)

zemfiroczka said...

Ale klabing jaki? Burusia tam, a Wy tutaj o jedlinie.

Czyprak Antoni said...

No, pogubimy się i z budvara nici!

buruuberii said...

Cos Wam nie wierze, czekacie? Pusto w garnuszkach? Zatrtowalam :-)

Jej, jedliny nacial, lae dobre chlopisko, ale strzalek nie bylo...

Czyprak Antoni said...

Pijany musi zwyczajowo, zapomnieć mógł. Albo jakiś szałas postawił gdzieś w szczerym polu...

Małgosia.dz said...

Basiu, ale smaczny wpis!
Ja jadłam tylko knedle bułczane, raz gdy gościłam w Pradze i kilka razy, podczas górskich wypadów na Słowacji. Co prawda, muszę przyznać, że nie mam zielonego pojęcia, czy Słowacy mają swojego knedlika, czy nie - ale wszystkie, które jadłam - smakowały raczej podobnie jak te "czeskie". :) Ach..., knedlik jest bajkowy. Zwłaszcza z tym ichnim cudnym gulaszem. Raz pokusiłam się o własne wykonanie knedlika, ale nie do końca wyszedł mi tak jak powinien. :D

peggykombinera said...

wiesz co... tak sobie pomyślałam, że w sumie knedliki to też mój regionalny przysmak. zapewne zawdzięczam to dzięki sąsiadom :)
smak knedlików towarzyszył mi od zawsze. od kiedy pamiętam. Później, gdy byłam starsza to nastał taki czas, ze niedzielne obiady jadaliśmy w Czechach. Co tydzień. A po knedlikach zawsze do brzuszkach wpadały lentylki.
:)

i tak sobie ostatnio myślę, że mi tego brakuje.
cóż... uwielbiam Śląsk. Moje rodzinne miasto. Nietypowość. Bliskość Czech.
Moze kiedyś tam wrócę?
ooo :)

całuję.
niedzielnie.
z głową pełną wspomnień niedzielnych obiadów. tych czeskich.
:*

leloop said...

"ukonczyte wystup a nastup, dwerze se zawiraji",parki w rohliku, buczek po selsku, knedliki, bar Koruna, ktorego juz nie ma :(, kminek we wszystkim ;)
wiele lat później: Złota Uliczka po zmroku... PUSTA :), noc świętojańska w ogrodach polskiej ambasady (trafiliśmy przypadkiem, zostaliśmy zgarnięci z ulicy :) ), nocleg w niesamowitej przedwojennej willi (cudowna klatka schodowa), nie wiem do kogo należała :?
od czasu do czasu: wpadamy z mężem, kochamy Pragę, to najwspanialsze miasto Europy
dzień dobry, nie przywitałam się :)
zaglądam tu od dawna, pierwszy raz daje sygnał paszcza, na hasło "knedliki" musiałam ;)
przywołałaś piękne wspomnienia, dzięki :)
pozdrawiam z Bretanii a kminku chorobliwie nie znoszę

lo said...

Tyle razy planowałam samodzielnie zrobić czeskie knedle i tyle samo razy coś mi przeszkodziło. Teraz, za sprawą Twojego posta, to się zmieniło. W garnku "pyrkocze" mięsko, a ja ruszam z produkcją knedla. Pozdrawiam serdecznie.

lo said...

Tyle razy planowałam samodzielnie zrobić czeskie knedle i tyle samo razy coś mi przeszkodziło. Teraz, za sprawą Twojego posta, to się zmieniło. W garnku "pyrkocze" mięsko, a ja ruszam z produkcją knedla. Pozdrawiam serdecznie.

buruuberii said...

Malgosia, powiedzialabym ze bulczany czaski i slowacki to jedno i to samo :) a tak, ten gulasz...

Peggy, wrocisz? Obstawiam, ze tak, na chwile napewno! :*

Leloop, witaj :) ale pieknie to wyliczylas, szczegolnie teks z metra, po dzis dzien chyba moj ulubiony. Jak juz tu wpadniecie, to daj moze znac? :-)

Lo, rany julek, Ty piszesz powaznie? Umieram z ciekawosci czy bedziesz zadowolona... Pozdrawaim knedlikowo :-)

lo said...

Sypiam po parę godzin ostatnio, Basiu, ale ZROBIŁAM. Wcale nie jest to trudne, a zabawne przy robieniu. Co najważniejsze, było pyszne i ...takie prawdziwe.

Olciaky said...

Krecik !
Koniecznie Krecik, Ty i Halina i ta piosenka: "Malowany dzbaku.."
;D
Twój knedlik jest piękny!

Ania vel Vespertine said...

Basiu, czy ja jestem ślep[a, czy nie napisałaś, ile mleka potrzeba do tego knedlika? :)
Spisuję...:)

Paula said...

przepysznie wyglądają!

buruuberii said...

Lo, ale fajnie :)

Olcki, Ty kreciku :D

Ania, nie jeses slepa, to ja gubie podstawowe skladniki ;) Nie mam przepisu pod reka, ale dam glowe ze to 125ml ma byc. Usciski sle!