Monday, January 17, 2011

z oliwą i suszonymi owocami


pewnego styczniowego popoludnia, 3 lata temu, w miescie zwanym Yerushalayim, wpada na popoldniowa herbate Ewa, wyjmuje z torebki pachnace zawiniatko i pyta: macie ochote na koszerne ciasto od Racheli? (pozniej okaze sie, ze tak wogole to ciasto bylo nawet parve) Odpowiadamy zgodnie: pewnie!

Jesli mialabym wybrac swieto, ktore naprawde lubie, to odpowiedz bedzie prosta: zydowskie swieto Tu Bishvat, czyli Nowy Rok dla Drzew lub Swieto Drzew po prostu (pisalam o nim krotko 2 lata temu i 3 lata temu tez). Nie jest to swieto jakiejs wielkiej rangi, moze wiec dlatego szczegolnie je cenie? Dla mnie sama idea Swieta Drzew jest piekna. Sadzi sie wtedy mlode drzewa, a wokol Jerozolimy zazwyczaj kwitna migdalowce. Jezeli ktos jednak drzew na Tu Bishvat nie sadzi, to zapewne zje kilka suszonych owocow badz orzechow, moze ciasto z suszonymi owocami? Suszone owoce sa bowiem symbolem Tu Bishvat.

A wiec ciasto na Tu Bishvat musi zawierac pokazna ilosc suszonych owocow i orzechow. To wlasnie takie ciasto pamietnego popoludnia przyniosla od Racheli Ewa (choc Rachela twierdzi, ze piekla to ciasto na Rosh Hashanah, a owoce w ciescie byly bardzo drobno pokrojone:). Dlugo meczylam Ewe, by wydusila od Racheli przepis, dziekuje Ewa ogromnie!

Gdy juz dorwalam przepis i zobaczylam, ze jest w nim maka pszenna i oliwa z oliwek, czyli dwa z Shiv'at HaMinim (siedem płodów rolnych Ziemi Obiecanej), a ponadto nalezy dodac suszone owoce, to pomyslalam ze nadarza sie doskonala okazja by w jednym ciescie pomiescic wszyskie 7 płodów Izraela... Wiec pieklam ciasto z maki pszennej z odrobina jeczmiennej, z oliwa z oliwek, suszonymi pestkami granatu, suszonymi winogronami, daktylami, figami. Dodatkowo z migdalami, bo kwitnace migdalowce nierozerwalnie kojarza mi sie z Tu Bishvat. To ciasto z suszonymi owocami, ale nie-byle-jakie, nie czakalabym blisko 3 lata na byle-jaki przepis :-)

Przepis na cytrusowe ciasto z suszonymi owocami na Tu Bishvat
(na podstawie przepisu Racheli, choc znalazlam, ze ow przepis na ciasto na Tu Bishvat pochodzi z popularnej w IL ksiazki
עוגות לכל עת Niry Scheuer):

1 i 1/2 szkl cukru
4 jajka
szczypta soli

1 szkl oliwy (lagodnej)
4 szkl maki
2 lyzeczki proszku do pieczenia

1 plaska lyzeczka sody

2 szkl suszonych owocow
1 szkl orzechow
1 lyzka skorki otartej z cytryny

1 szkl soku z pomaranczy i cytryn

Jajka ubic ze szczypta soli, dodac cukier i ponownie ubic. Nastepnie do piany wlewac bardzo malym strumieniem oliwe i delikatnie ubijac. W oddzielnym naczyniu wymieszac suche skladniki: make, sode, proszek do pieczenia, posiekane suszone owoce, posiekane orzechy i skorke cytrynowa. Do jajecznej masy wsypywac porcjami sucha mieszanke, dolewajac jednoczesnie po odrobinie soku, wymieszac dokladnie. Mase przelozyc do dwoch 25x10cm blaszek (posypuje wierzch ciasta cukrem krysztalem i suszonymi ziarenkami granatu), piec okolo godzine w 175st.C do suchego patyczka. Ciasto jest lekkie, nieco cytrusowe, z delikatnym aromatem oliwy.

PS. Tu Bishvat to doskonala okazja by zjesc pare ogromych daktyli madjool, gdy teskni sie za kwitnacymi migdalowcami...



23 comments:

Patrycja said...

Przepiękne są te kwitnące migdałowce, obłędne po prostu.
A ciasto wygląda bardzo zachęcająco:-) Basiu, czy ono jest może podobne do keksu troszkę?

buruuberii said...

Tak, podobne do keksu Partycja, ale chcialam uniknac tego porowniania :) Nawet napisalam, ze to "prawie keks" ale wycielam... A to jest prawie keks, tylko taki oliwowy, cytrusowy...

Mihrunnisa said...

Basiu mowę mi odjęło nie dość że ciasto bardzo interesujące (nawet nie wiedziałam że granaty się suszy-mango i kiwi u siebie ostatnio nawet widziałam w sklepie) to do tego zdjęcia migdałowców przywołujących uśmiech na twarzy, wiosnę i Wielkanoc :-) pozdrawiam ciepło :)

buruuberii said...

Mihrunnisa :-)) Widzisz Gosiu, bo granatowe ziarenka to sobie ususzylam sama (znalazlam kiedys taki indyjski proszek z suszonych granatow, ale pomyslalam, ze cale suszone ziarenka beda klasa:). Migdalowce kwitna zwykle koncem stycznia, jeszcze kilka dni mysle, zdjecia z zasobow zdjeciowych z 2009 :) usciski!

ewelajna said...

Basieńko, tak zachęcająco napisałaś o swoim lubieniu tego święta, że aż nabrałam ochoty na to święto i na ciasto - lubię takie wypełnione bakaliami:) A Twoje migdałowce przywołują kwitnące jabłonie...
Pozdrawiam radośnie w oczekiwaniu na... wiosnę ( a wszystko przez te kwiaty...)

kass said...

Basiu ciasto rzeczywiście ma coś z keksa...i na pewno pyszne, a migdałowce przypominają kwitnące czereśnie lub brzoskwinie, jak pięknie jest wtedy:)

Bea said...

Uwielbiam klimat Twoich opowiesci Basiu! Zamykam oczy i przenosze sie daleko, pod kwitnace migdalowce... A Swieto Drzew to istotnie wspaniala tradycja. No i ciasto wyjatkowe :)

Pozdrawiam serdecznie!

Amber said...

Nigdy nie widziałam kwitnących migdałowców Basiu.Ach, jakie cudne!To musi być niezwykły widok...
Ciasto wspaniałe, pełne oliwy, suszonych owoców.Takie stamtąd.
Wszystkiego dobrego na tu bishvat!

nobleva said...

Pięknie kwitnie migdałowiec! Ciasto mi się też bardzo podoba :)

monika said...

No patrz, nie miałam pojęcia o święcie drzew a od tygodnia mniej więcej robię co dzień sałatkę z suszonych owoców a wczoraj na deser miałam kilka wielkich daktyli z orzechami :)

Ciasto fantastyczne Basia, niesamowity pomysł miałaś z tymi 7 uprawami z. obiecanej i opowieść jaka piękna.. :)
No i te migdałowce (czy oby gorzkie migdały z nich będą? :D)

Buziaki ślę :-)

Zaytoon said...

Ależ ono jest piękne! A te kwitnące migdałowce (bo mniemam, że to migdałowce właśnie) - prawdziwy cud. Nigdy nie przypuszczałabym, że tak pięknie wyglądają...

Ściskam Cię mocno, Basiu!

Majana said...

Fajan historia, fajne ciasto. Jesli prawie jak keks to juz mi smakuje:) Z chęcią bym spróbowała.
Nie miałam pojęcia o Święcie Drzew, chętnie wyłapuję takie ciekawostki, super:)
Pozdrowienia Basiu:*

arek said...

fajne swieto, fajne migdalowce i fajne ciasto. Zjadlbym nawet gdyby nie bylo od Racheli;)

An-na said...

1. Wydaje mi się, że jadłam podobne ciasto w Tel Awiwie, w jakiejś eleganckiej i modnej knajpie - trochę jak keks, a trochę jak sprężysty miodownik... Mniam!

2. Święto Drzew to chyba i moje ulubione święto, bo już sama idea jest przepiękna. A migdałowce znam tylko z Polski, bo w grudniu kwitły wszędzie bugenwilie ;)

3. A - i jeszcze daktyle wielkie, surowe i pyszne sobie wspominam!

4. Wiesz, Buru, w ogóle mi się ten Izrael nie może ułożyć w postach, bo tyle było wrażeń i tyle do zrobienia po powrocie, że jakoś milczę sobie o tym. Na razie. Dobrze, że napisałaś, to mi wróciły wspomnienia...

5. Jerozolima przywitała nas nie kwiatami, lecz zimnem, wiatrem i piaskiem. Na tę okazję wystąpiłam w zimowej kurtce i rękawiczkach ;)

Anoushka said...

Nie keksow nie lubie. Prawie keksow tez nie. Chyba ;)
Ale tak sobie mysle, ze moze jednak sie skusze, bo i cytran i sok z pomaranczy... Jaki tam keks ;)))
Buzka

Gospodarna narzeczona said...

Ogromnych daktyli...pomarzyć dobra rzecz. Ciekawe ciekawe, tylko ja jak chce upiec ciasto z bakaliami musze je schować albo wyraźnie zaznaczyć że nie są od tak do zjedzenia. Pan Rura zjada wszystkie bakalie.

margot said...

takie święto jest piękne , takie ciasto wygląda pysznie ,takie zdjęcia to mercedesy są , taka Złota Basia co tyle fajnych wiadomości wie i się dzieli to Skarb
i tyle na dziś miałam do powiedzenia tzn napisania
buźka

Liska said...

Chciałabym, by u nas więcej było takich świąt. Na przykład zamiast walentynek. I za wiosną też bardzo tęsknię, szkoda, że u nas migdałowce nie kwitną pod koniec stycznia. Nawet jeszcze na przebiśniegi zbyt wcześnie.
Serdeczności, Basiu!

Pinos said...

Ciasto z historią... lubi takie. Może kiedyś zjem je pod kwitnącym migdałowcem. Dziękuję za kolejne małe marzenie do kolekcji :)

lo said...

Piękna idea to święto drzew. Kwitnące migdałowce to moja wielka miłość. Czy jeswt miód z kwiatów migdałowych? Ciasto cudowne, oprócz składników ma piękną historię. Tak lubie.

KUCHARNIA, Anna-Maria said...

Basiu! I ja chcę takie święto, i takie migdałowce! Piękne!
Cudny post, wiesz?
Całusy!

Olciaky vel Olcik said...

Chciałabym kiedyś móc ujrzeć na żywca kwitnącego migdałowca.
W ogóle niedawno po raz pierwszy w życiu "w realu" dotknęłam takie migdały w łupince, piękny widok, inny.

Ania vel Vespertine said...

Nie jestem wielką fanką ciast okołokeksowych, choć w przypadku Twojego wstyd byłoby to uprosić i nazwać je keksem... To jest o wiele szlachetniejsze. No i cała historia dokoła megasmakowita!

O, właśnie czytam Twój komentarz o uniknięciu porównań do keksu :)