Monday, September 19, 2011

izrael, migawki nieco targowe

lubie kazdy targ, nie ma za bardzo znaczenia czy jest to krakowski Stary Kleparz (ktory uwielbiam), gorlicki malenki maslany rynek ostatnio odnowiony i nad podziw urokliwy, czy uporzadkowane i zadbane targi w Helskinchach badz Sttudgarcie lub obłędny swiateczny targ w Norymberdze. Prawdziwe warzywa i owoce, lokalne slodycze, miody, nabial nie maja sobie rownych.

Targi o ktorych znow wspomne dzis: suk w Starej Jerozolimie i zydowski shuk Mahane Yehuda, tez w Jerozolimie maja zupelnei inny charkter niz polskie targi czy te bardziej zachodnioeuropejskie. Nigdzie w Europie chyba nie spotkamy tak licznie siedzacych na samym bruku staruszek sprzedajacych ziola niemal na kilogramy, a w sezonie suszone winogrona czy figi, sprzedawcow nawolujacych, wrecz wrzeszczacych co sil, sprzedawcow w szczerozlotej koronie zachecajacych do zakupu halvah :-)

W miejsce przepisu polecam dzisiaj kilkanascie jerozolimskich targowych migawek, zapewne zdjecia nie oddadza calego charakteru opisywanych miejsc, ale sa namiastka wrazen, wrazen ktorych nie moze sobie odmowic w Jerozolimie ani jej mieszkaniec, ani turysta, tym bardziej ktos kto lubi wrzawe, owoce i slodycze!

Na izraelskim targu nie moze zabraknac granatow (ktore swietnie nadadza sie na zydowski Nowy Rok Rosh Hashanah, juz za 10 dni), jak widac nie moze zabraknac tez soku ze swiezych granatow i okuć z motywem granatow na bramie w dzielnicy armenskiej Starego Miasta:





Nie moze zabraknac tez daktyli, suszone dostepne sa caly rok, te jeszcze nie do konca dojrzale wisza na daktylowych palmach wokol Starej Jerozolimy chociazby, swieze juz pojawily sie w sprzedazy 3-4 tygodnie temu:



Halva w stoisku "King of Halvah" kusi niesamowicie, tegoroczny hit to chlwa z owocami passiflory, hit ponadczasowy to chalwa makowa (zdjecie ponizej):




Aromatyczne herbaty, suszone czy swieze owoce zawsze dobre:





Kontunuujac "slodki" wątek - kusza ogromne blachy z domowa baklava, a zaraz obok foremki drewnianie (rzadziej te plastikowe) na ciastka ma'amoul:



I beduinskie czy arabskie handlarki, ich tez nie moze zabraknac na palestynskim z kolei targu, z ogromnymi torbami wypelnionymi ziolami, baklazanami, liscmi winogron, winogronami, figami:







PS. Bacha wyroznila mnie niedawno, za co ogromnie dziekuje!

27 comments:

atina said...

Cudowne migawki! Uwielbiam oglądać takie zdjęcia:) A ile foremek do maamoulów !!!!! Chyba normalnie tam pojadę;) Pozdrawiam!

ewelajna said...

Basiu, dziękuję z wycieczkę z Tobą:) Cudne te granaty... Cudny ten targ - ja też uwielbiam targi:)Te foremki, te babuszki..., chałwa z makiem i daktyle - sam smak:). Trzeba jechać...:), ale wciąż do E. mi bliżej... Buziak , Basiu:)

viridianka said...

Wszystko mi się Basia podoba!
Najbardziej jestem w szoku widokiem tych chałwowych brył! no i passiflora... owoc który strasznie chciałabym spróbować :)

Idę jutro na maślany ;) Po czernice.. chyba ostatnie już w tym roku. Zagapiłam się trochę i nie zrobiłam dżemu borówkowego więc choć jeżynowego sobie bym zrobiła. No i dynię na zupę muszę kupić :)

Basia a podoba Ci się teraz Tereska? ;) Poniekąd odnowiona? czyt. zezłocona.. Bo mi wcale :P Ale czekam z niecierpliwością na fontannę na rynku :D choć patrząc na obecna tam rozróbę nie wiem czy się końca remontu doczekamy..

Buuuziak Basia!

zemfiroczka said...

Lubię poniedziałki z Basią! :)

Jej! jak ja bym chciała się przejechać kiedyś na taki targ. Pięknie to wygląda. I te blachy z baklavą, mmm!

buziaki!

arek said...

Kurcze Basiu taki jestem padajacy na twarz, ze jak zobaczylem tytul to myslalem, ze to jakies video Izraela (I2RA3L) :))
Dzieki za fajna wycieczke :))
pozdrowionka !

monika said...

Zostawiłam sobie dziś na deser Twoje izraelskie migawki i będzie mi się teraz baaardzo słodko spało, te bloki chałwy będą się śnić jak nic :)))

A targi to wiesz że też lubię, choć "lubie" to mało powiedziane!

Basiu, pamiętam Twoje zdjęcie z granatem i lekach - pieczesz w tym roku? :)

Buziak na dobranoc :*

Majana said...

Przecudne zdjęcia Basiu! Ach, wspaniale sie ogląda i sobie można pomarzyć ,że się tam jest. :)

A te foremki! Ach ileż ich tam i jakie cudowne!
Chałwa z makiem mnie zachwyciła :)
Pozdrowienia:*

Gospodarna narzeczona said...

O nie znowu te foremki, i wtedy zaraz mi się włącza to głupie chcę je mieć. Kojarzy mi się z targiem w Damaszku.
Brakuje mi tylko mango, moja koleżanka zawsze mawiała, że najlepsze mango są z Izraela. A nie przyjrzałam się są!

Viri: passiflorę można kupić, choć pewnie nie jest tak dobra jak tam.

I też mam tak z tymi poniedziałkami.

margot said...

ojej jaki targ , Basia , ja bym stamtąd nie dała się wygonić

Jswm said...

wspaniałe! dziękuję.

Lula Lu said...

uwielbiam targi! Takimi migawkami mogłabym sycić oczy codziennie :)

nat. said...

Piękne fotografie - naprawdę fajnie uchwyciłas klimat:)
Obejrzałam z prawdziwą przyjemnością - dziękuję :)

Tyna said...

Świetne zdjęcia:) Też byłam w Izraelu i dzięki Tobie przypominają mi się te wszystkie wspaniałe miejsca:)

eMajdak (Polka) said...

O kurka Basik miała Cię poprosić o foremkę! :(
Poniedziałkowe, Basine migawki to jst to czego POTRZEBUJĘ!
Ale zaraz zaraz czy dzisiaj nie wtorek? :)))

Całusy :*

Daria & Jarek said...

Nie chce jeszcze wracac!!! moge tu jeszcze zostac? :)

grazyna said...

Nic, tylko westchnąć z podziwu :)

Bareya said...

Ja chcieć tam być. Ja tej makowej chałwy bardzo bardzo chcieć.
Passiflora czy marakuja - do chałwy? Może być ciekawie.
pozdro

Sabik said...

Ogromne dzięki za migawki!! Ja niewiele podróżowałam- dzięki Tobie można poznać nowe zakątki...te foremki ogromnie mi się podobają...

buruuberii said...

Dzeiuje Wam wszystkim za komentarze, uwagi i pozdrowienia :-)

atina, och ta te foremki maja urok, tylko jedz w czasie Ramadanu, wtedy foremek jest najwiekszy wybor!

ewelajna, dziekuje! Polecam wycieczke, jak najbardziej :)

viridianka, jak slusznie napisal ponizej Bereya - passiflora to po polsku marakuja, w Czechach pojawia sie jesienia w warzywniakach (nie za czesto), moze jest i w PL? Jest naprawde pyszna, kwasna, orzezwiajaca.
A maslany jest swietny, ale Tereske zdecydowanie wolalam pokryta patyna, a nie ten zlotawy kicz :D Buziaki!

zemfiroczka :) :*

arek, a bardzo prosze!

monika, te chalwy to mnei zawsze "pokonaja":)) Hmm, lekach - no chyba bedzie na Rosh Hashanah :)

Majana, foremka realniejsza niz myslisz, tylko teraz czekam na wanilie by skompletowac przesylke :) PS. Chalwa makowa - no tak dobra jak tylko dobra moze byc chalwa!

Gospodarna narzeczona, sa mango, sa w duzych ilosciach :) Ze tez nei wiedzialam z ta foremka, nastapnym razem przywioze kilejne 10 i porozsylam :))

margot, Alusiu mnie tez nie mozna wygoniz z tych targow :D

Jswm, prosze!

buruuberii said...

Lula Lu - dziekuje!

nat. ja rowniez dzieuje, wtedy chce sie pisac nawet gdy sie nei chce :)

Tyna, bardzo mi milo!

eMajdak, w poniedzielk byl Polu, w poniedzialek! Foremke mowisz... no to troche pozno...

Daria & Jarek alez oczywiscie ze mozesz, bedzie mi milo :)

grazyna :)

Bareya, pamietac i przyslac nastepnym razem :) Marakuja, Ty masz racje, ciagle zapominam ze po polskiemyu passiflora to marakuja...

Sabik, bardzo prosze, tak jak pisalam nastepnym razem przemyce foremek wiecej, a moze poprosze kogos ze znajomych o podeslanie, och ci znajomi mnei znienawidza :D

ptasia said...

Kazałam rodzicom biegać za foremkami do ma'amoul po Tunisie, oczywiście nie znaleźli (a przynajmniej tak twierdzili; w zamian dostałam szaliczek :D). Cóż, teraz już wiem, gdzie ich szukać :) Chałwa nawet na zdjęciu wygląda bardzo, bardzo słodko.

Zanim-Stąd-Zniknę said...

Tak ciekawie przedstawiłaś klimat targu, że aż czuję smak i zapach tego całego, targowego "asortymentu". Będę tu częściej zaglądał licząc na równie ciekawe wycieczki. Pozdrawiam.

pozytywnie zakręcone! said...

super ! świetny blog ,odwiedz też nasz !
www.Just-ourgeneration.blogspot.com

Nina said...

uwielbiam takie egzotyczne targowiska, pełne rzeczy, które u nas wciąż są rzadkością - i obiektem pożądanym

wspaniałe migawki z podróży, pzdr

Agata said...

I przywiało mnie spowrotem ;)

Uwielbiam targi i bazary - ostatnio stanowią głóną atrakcję moich wyjazdów. Tzn na ogół nie szukam ich z premedytacją, ale jak już się znajdą to wspominam je najmilej (nawet Wielki Bazar w Istambule, gdzie przy każdym stoisku musiałam pić herbatę, a nigdzie nie było toalety;). Ostatnio zakochałam się w Neapolu, gdzie bazar może powstać zawsze i wszędzie, w nie do końca jasnych dla Nie-włocha warunkach. A tak pod ręką mam tylko okolice Hali Banacha w Warszawie ;) Często mnie to gubi, bo zamiast wrócić normalnie do domu kończę z kilogramami warzyw, owoców i chlebów w siatach. A czasem wracam bez niczego, ale później, bo tak fajnie się chodziło.

Co do kandyzowanych śliwek - za rok z pewnością przetestuję wersję bardziej korzenną, a póki co dla równowagi planuję zabrać się za produkcję kandyzowanego imbiru.

Dziękuję bardzo za ciepłe życzenia :)
Miłej niedzieli!
a

Łukasz Remesz said...

O Matko, jaki fajny blog! O Matko jakie chałwy!! Zaraz zemdleje! W życiu czegoś takiego nie widziałam. Ślina cieknie mi po brodzie:)

buruuberii said...

Łukasz Remesz: O rany, ale fajny komentarz, bardzo dziekuje!
W kazdej chwili bym mogla wyjsc na shuk-targ po ta chalwe, troszke mam tylko teraz dalej niz kilka lat temu ;)