Monday, May 14, 2012

kebab, z kolendrą



kiedys organizowalismy pikniki na kawalku trawnika pod naszym oknem, na kawalku trawnika z widokiem przez przeswit w drzewach piniowych na zlota znana kazdemu wizytowke Jerozolimy, na Kopule Skaly. Gdy pomysle o slowach: trawnik, trawa, miekka-pachnaca-bujna-zielen i odniose je do izraelskiej rzeczywistosci, to co tu duzo mowic - cos takiego jak trawa znana nam ze Srodkowej Europy w Izraelu nie istnieje (moze z wyjatkiem paru tygodni wiosny w Galileii). W Izraelu parki, zagajniki, zielone nawadniane przestrzenie porasta pewnego rodzaju murawa, ostra roslina, z odleglosci kilku metrow przypomina trawe, ale z bliska, a w szczegonosci w dotyku, to suche, ostre jak kaktus swinstwo. No i na takiej trawie, urzadzalismy pikniki.

A warto wiedziec, ze w Izraelu instytucja pikniku jest niezmiernie wazna, zwyczajowo Dzien Niepodleglosci zwany jest Dniem Pikniku; kazdy szuka jakiegos lasu, parku, kawalka zieleni, najlepiej zacienionego, a cien to glowna pozycja w ofercie parkow, ktore zapraszaja piknikowiczow. Flagi w oknach domow i mieszkan wisza w Izraelu na co dzien, wiec na niepodleglosciowe swieto nalezy nie tyle wywiesic flage, co udac sie na piknik, a juz w ogole najlepiej rozpalic w ten dzien mangal. Mangal czyli grill, to sport narodowy, bez grilla zaden piknik sie nie uda! Wiec i na naszych piknikach pojawial sie metalowy mangal.

Basia, bierzesz mieso, duzo, duuuzo kusbary*, mieszasz, formujesz kulki i siup na rozgrzany grill! Tymi slowami, w wolnym tlumaczeniu rzecz jasna, uczyl mnie Erez (mistrz mies koszernych i osoba uzalezniona od miesa zarazem) robic kebaby. Przepis bez zbednych ozdobnikow, za to z ogromna porcja ekspresji i emocji. Jasne, jak slonce ;-)

Nie moge przy tej okazji nie wspoomniec o oszolomieniu, jakiego doznal Erez na wiesc, ze nie wszyscy sprobuja jego kebabow, bo Agata nie je miesa. Wykrzyknal na to, ze szczera troska: "jak to nie je mięsa? To ja ją nauczę!" :D Wtedy doratlo do mnie, ze dla pewnych ludzi pojecia wegetarianizm czy weganizm sa pojeciami z innej planety.

Kebab w Izraelu, i na calym Bliskim Wschodzie zreszta, to kulki z mielonego wolowego (rzadziej jagniecego) miesa, najczesciej doprawione czarnym pieprzem, cynamonem, pietruszka, kolendra, nierzadko orzeszkami piniowymi, smazone na goracej plycie lub grillu. Mieso na kebab musi byc bardzo dobrej jakosci, z niewielka zawartoscia tluszczu (zazwyczaj max. 15%). Im lepsza wolowina, tym lepszy efekt! Kebab piecze sie w bardzo wysokiej temperaturze, powinien byc dobrze przypieczony, ale zarazem delikatny i nie wysuszony. Najczesciej podawany z sosem z tahini, hummusem i pita. Jak bez mangala nie ma pikniku, tak bez kebabu nie ma mangala!

Przepis na kebab ze swieżą kolendrą (wedlug Ereza):
500g dobrej chudej mielonej wolowiny
garsc swiezej kolendry
swiezo mielony czarny pieprz
piniowe orzeszki (opcjonalnie)


Wolowine wyjac z lodowki, gdy chwile sie ogrzeje (15min powiedzmy) dodac do niej drobno posiekana kolendre, posypac czarnym swiezo mielonym pieprzem, ewentualnie dorzucic garstke orzeszkow piniowych, mase wymieszac i formowac kulki wielkosci duzego orzecha wloskiego. Kulki nastepnie splaszczyc, badz nadac im delikatnie wydluzony ksztalt. Piec na goracej plycie ustawionej nad ogniem, patelni grilowej, badz na grillu, 2-3 minuty z kazdej strony. I juz.

*
kusbara (hebr. כוסברה) kolendra.

PS. Waldkowi dziekuje niezmiernie, ze o owym przepisie mi przypomnial!

14 comments:

Jo said...

A ja Ci niezmiennie dziękuję za kęsy Jerozolimy, za piknik z widokiem na złote kopuły i zapach Izraela:)

Majana said...

Piękne zdjęcie Basiu. :)
Nigdy nie jadłam kebabu,brzmi naprawdę smakowicie.
Lubię Twoje izraelskie opowieści Kochana :*.

Pozdrówki:*

Mich said...

Bardzo przyjemna opowieść Basiu, jak zawsze.
Śmieję się, kiedy w mojej obecności ktoś pyta wegetariana/-ankę: "a ryby jesz?";
"-nie, bo to mięso, nie jem mięsa";
i po raz kolejny w życiu słyszę: "-nawet ryb?... dziwny/-a jesteś"

Gosia said...

cudownie i egzotycznie sie czyta te Twoje jerozolimskie wspominki...uwielbiam je.....za to kolendry nijak nie pokocham,wiec akurat nie skorzystam.....
Usciski Basiu :)

walduus said...

Nie ma za co Basiu! Wiesz ze nie dalej jak tydzien Amit przygotowal prawie 2kg (na 7osob!!!) takiego miesa kebabowego z okazji Dnia Pikniku (w tym samym miejscu i z tym samym niesamowitym widokiem!). Od tego czasu jestem praktycznie od nich uzalezniony :P Pozdrowienia z Jerozolimy

Kamila said...

Lubie czytać te Twoje wspominki i smakować potraw tak przyprawionych. Pozdrawiam

buruuberii said...
This comment has been removed by the author.
buruuberii said...

Jo, prosze! Ja nei wiem jak to jest,a le czasem wystarczy zamknac oczy, a jestem w Beskidzie Niskim, czy Jerozolimie...

Majana, dzieki, to sobie bede pozwalala na wiecej :) Pozdrowien moc!

Mich, jak zawsze klaniam sie nisko!
O popatrz, mnie najbardziej zaskakuje owe "dziwny/-a jesteś" - a co to za wielka sprawa, ja nei jem pieczrek i jakos zyje, a dla niektorych one takei przepyszne :D ale zarty, zartami jednak brak wyrozumialosci mnei potrafi zaskoczyc, choc u Ereza to akurat bylo malo inwazyjne...

Gosia, czy Ty sobei wyobrazisz ze kilka lat temu gdy pierwszy raz jadlam guacamole, to powiedzialam ze przenigdy nei dodam do niego tej "dziwnej" kolendry!
I minelo kilka lat, a ja dodaje garsci kolendry do kebabow i sosu curry :D tak wiec uwazaj, mowie Ci :))

walduus - o tak, teraz Amit zostanie kolejnym guru kebabwowym, rety i nie mow ze zjedliscie 2kg wolowiny w 7 osob, nie pytam :D
Pozdrowienia z Pragi (zima:).

Kamila, a ja lubie dla Ciebei pisac, bardzo :)

polypop said...

Czyli to takie kebabiki od specjalisty :D
Co Dziś Zjem Na Śniadanie?

pasjonatka said...

domowy kebab- o niebo lepszy od budkowcyh pasi ktorych bym sie nie chwycila ;D

monika said...

Basia, nie uwierzysz, wczoraj robiłam kebaby (a właściwie ćevapy bo serbian version) :) I nawet mam zdjecie na blog, recept podobny, dodatki inne (cebula) ;)

Ech, ale taki piknik "z widokiem", nawet na kłującym świństwie to jest coś, na razie można pomarzyć, tu zima :D

Uściski :)))

grazyna said...

Basiu, pyszne danie , smakowicie opowiedziane i pięknie sfotografowane :)

Evitaa said...

Robiłam taki przyprawiony kebab w wersji indyjskiej, z dipem jogurtowym.
Twój wygląda przepysznie i jak zwykle można coś ciekawego poczytać na jego temat :).

Gosia said...

Basiulka...ja juz kilkakrotnie w przeciagu ladnych paru lat tutaj spedzonych robilam do kolendry podejscia....i nijak nie idzie z jej polubieniem :/ raz mi smakowalo,jak do marynaty miesa do kurczakowego sate dodalam kolendre i sie z tym 12 godzin marynowalo,to jakos zlagodniala i taka mydlana przestala byc.....moze kiedys sie jeszcze skusze...
Usciski***

P.S dopiero zajrzalam do kompa i przeczytalam Twoja propozycje pieczenia,troche mi za pozno juz na ten weekend,ale nastepny???? cos z ta nieszczesna kruszonka????