Monday, June 06, 2011

czekolada, z różanym nadzieniem



Bracia Syjamczyki? Kobieciarze...
Ale ktoż bez wad!?
5:46, Gangsterzy i filantropi Jerzego Hoffmana

Pan roszował! Także roszowalem, to był największy błąd - Gangsterzy i filantropi to jeden z ulubionch polskich filmow Lukasza. Lukasza ktory wydaje mi sie byc czlowiekiem dosyc ostraznym, bardzo poukladanym, wszystko ma zaplanowane co do nanometra. A jednak zastanawiam sie jak On taki roztropny zdecydowal sie na bycie ze mna, z osoba z deka niepowazna, ktora przemyca krzaki rozy z kawalkiem ziemi, mimo ze zalecenia fitosanitarne mowia, ze nie mozna; osoba ktora przemyca samolotem konfiture z rozy, w wyraznie nieoznakowanym sloiczku, mimo ze nie mozna; osoba, ktora wysyla poczta na drugi koniec swiata brownies z platkami rozy, mimo ze... Oczywiscie, ze za kazdym razem slysze ze jestem najwiekszym przykladem lekkomyslnego czlowieka jaki istnieje, ze nie trzymam sie zasad (mimo ze ponoc jestem legalistka:), oczywiscie ze za kazdym razem gdy chce zlamac jakies przepisy z powodu Rosa rugosa slysze, ze ktos z tego powodu bedzie mial problemy i ze wogole kiedys mnie zlapia i beda jaja!

Cieniutkie czekoladki After Eight byly dla mnie przez dlugie lata synonimem Zachodu. Kazdy z bliskich ktory wyjezdzal za granice, obowiazkowo przywozil wlasnie te mietowe czekoladki, a ze nikt co dzien wtedy nie wyjezdzal, to nie mialam okazji sie przejesc. Choc nadal cienkie mietowki bardzo lubie, to ostatnimi laty az takim luksusem After Eight nie sa, siegnelam wiec po rozane nadzienie. Mam bowiem slabosc do konfitury z platkow rozy, nie ukrywam tego. Gdy znalazlam w papierowym kwietniowym Delicious Magazin (ktory znam dzieki Poli i nie moge tego faktu tutaj nie odnotowac) przepis na wielka domowa czekolade a la After Eight, wiedzialam co zrobie: czekolade z nadzieniem rozanym, w koncu roza pomarszczona kwitnie chyba wszedzie, choc w ČR tylko na pasach zieleni na autostradzie...

Przepis na czekolade (aka cieniusz) z rożanym nadzieniem:
150g cukru pudru
20g bialka (lub lyzka jasnego miodu i 2 lyzki wody)
lyzka konfitury z platkow rozy
lyzka suszonych platkow rozy
kilka kropel soku z cytryny*
150g dobrej ciemnej czekolady**

75g czekolady roztopilam w kapieli wodnej (w zasadzie to utemperowalam, odsylam do Asi) i wylalam na wylozona fola spozywcza blaszke o wymiarach 10x30cm, czekolade rozprowadzilam rowno po calym dnie blaszki, tworzac rant 3mm wysokosci z kazdej strony. W czasie gdy czekolada zastygala, bialko (lub wode z miodem) wymieszalam z konfitura z platkow rozy, z suszonymi platkami, odrobinka soku z cytryny, mase wyrabialam przez okolo pol minuty (nie powinna sie lepic). Nastepnie mase wylozylam na czekoladowy spod, wyrowanalm i pozostawilam na kilka minut do obeschniecia, znow roztopilam 75g czekolady i oblalam nia wierzch fondant (czyli owej cukrowej masy). Czekolada byla wyborna, mam na to swiadkow :)

* dodaje sok z cytryny jedynie ze wzgledow praktycznych. Bialko jaja kurzego ma odczyn zasadowy i zmieszane z nim platki rozy przybieraja kolor niebieski, aby zachowac rozowy kolor platkow nalezy zachowac odczyn lekko kwasowy, wystarczy owe kilka krople soku z cytryny
** uzywam czekolady bez emulgatorow. Z moich doswiadczem mniej czy bardziej udanych wynika, ze czekolada nawet doskonalej jakosci ale zawierajaca emulgatory (m.in lecytyne) nie chce sie ladnie temperowac (lub to ja z czekolada z emulgatorami nie potrafie pracowac), ciekawa jestem czy ktos ma podobne doswiadczenia?



PS. W ramach wiesci z Beskidu Niskiego, trzy dni temu Mama napisala mi tak: uffffffffff, to roza sie nie skonczy!

34 comments:

margot said...

niesamowita historia z tymi różami, ale wiesz co Basieńka ,ja też nie ma oporów z przemytami róży , może nie na taka skale jak ty ,ale badylki szły do mnie z Chełma z bezbelkowej kopercie :D
I tak jak ty kocham jej ten smak nad życie , nad ryzyko jakiegoż obciachu czy wpadki
a te czekoladki będą mi się śnić , a ja nie mam termometru do temperowania czekolady i wyjdzie mi w plamy , matowa , co ja mam z tą moją Basią , jak taka opowieść wstawi ,że człowiek się wzruszy(te róże takie są :D), roznieci w duszy chęć produkowania czekoladek (choć sprzętu u roznieconej brakuje)i jeszcze da po oczach takim zdjęciem *

margot said...

ta koperta to bąbelkowa była , ups

burczymiwbrzuchu said...

Uwielbiam różę ( a w szczególności w postaci torciku różanego z przepisu mojej prababci), a ta czekolada musi byc po prostu fantastyczna!

Trzcinowisko said...

Jezuniu...zakochałam się w tej czekoladzie!

Bazylia said...

jak to pysznie wygląda! :) mniammmmm!

małgo. said...

wow, robi wrażenie... jeszcze różana - mniam!

agata said...

toż to czyste cudeńko, after eight się przy tym chowa! boję się nawet myśleć, jakie to może być dobre :)

Karmel-itka. said...

wspaniała historia.
czytałam ją z zapratym tchem.

a ta czekolada..
zakochałam się. po prostu mnie zatkało, jak ja tylko zobaczyłam.

Majana said...

Ojej, Basiu, jakie to muszą być pyszności! After Eight także kocham, a takze lody miętowo-czekoladowe. Pyszności!:))
Lubię Cię czytać Baś.
Pozdrowienia:)

monika said...

Basia, ostatnio co jedna notka to ładniejsza, strasznie fajnie się Ciebie czyta - mówiłam to już ze sto razy ale powiem po raz kolejny :-)

Wiesz, z tą różą, uświadomiłam sobie właśnie że absolutnie nigdy przenigdy nie przeszłoby mi przez myśl że wożenie krzaka róży, słoiczka z różą itd może być niezgodne z prawem, serio :) A swoją droga przepisy są tak głupie że np miód scukrzony pozwalają przewieźć w bagażu podręcznym natomiast miodu płynnego już nie, ech..

Basia - do meritum :D Czekolada - bomba i w związku z tą klęską urodzaju nie omieszkam zrobić, cudo!

Uściski serdeczne :)

PS. Dziękuję za rozjaśnienie o co chodzi z niebieską różą! :*

monika said...

A jeszcze a propos emulgatorów - zerknęłam właśnie że Gorzka krakowska którą akurat mam w domu i o której wiem że absolutnie nie daje się temperować zawiera lecytynę - w życiu bym nie wpadła że to może być powód.. Ki diabeł ta lecytyna?

:*:)

just-great-food.blogspot.com said...

Wygląda pysznie! Też uwielbiamy konfiturę z płatków róży! Pozdrawiamy i przy okazji zapraszamy również do nas :)

Maggie said...

Ja rowniez mam slabosc do rozy. Czekolada wyglada bosko! A odrobina lekkomyslnosci jeszcze nikogo nie zabila :)

kabka said...

czekolada palce lizać :) uwielbiam smak róży, i zapach... wspaniała

Joanna D.C. said...

Basienko, jestes niesamowita! Ta Twoja czekolada z roza pobija wszelkie rekordy. Nawet sobie nie wyobrazam jaka musi byc wspaniala. Ja mam malenki sekrecik jezeli chodzi o temperowanie czekolady... Jak czekolada sie juz roztopi dodaj troszje oleju z warzyw (vegetable oil).. nie wiecej jak 1 lyzeczke... To powoduje ze czekolada po zastygnieciu sie blyszczy i ma "jedwabny" smak. Przeserdecznie Was pozdrawiam i zamawiam kilka platkow suszonej rozy, zeby utrzymac tradycje przemycania :)

desperate said...

Ale fantastyczny pomysł.
Twoja historia na początku mnie rozbawiła. ; D

Anoushka said...

Zapomniałaś o pasterniaku... kradzionym w dodatku moimy rencami :))

Donoszę, że tutaj róża nie doszła. Czyżbyś pomyliła adres? ;-P

Baśku, przepis cudowyn. Zapisuę. Zrobią. Sam zjem :)

wiedźma_florentyna said...

już się przeraziłam, że chcesz zjadać płatki róży z pobliża autostrady.
Ale na szczęście nie.
A że lubię i konfiturę z płatków i przepadam za After Eight'ami to koniecznie kiedyś spróbuję sił z tym przepisem

Delie said...

ta czekolada wygląda obłędnie!

Squidy said...

Basiu, zakręciłaś mi w głowie tym wpisem. Mam za sobą fondant, pralinki, trufle - dużo czekolady przewija się przez moją kuchnię. A tu jeszcze róża! Toż to na ościerz otwarta niebiańska brama ;) Zadam proste, pozytywistyczne pytanie - JAKIEJ czekolady użyłaś? Chodzi mi o ten kluczowy brak emulgatorów. Chcę, muszę, pragnę - zrobić taką czekoladę z różą :) I zrobię.
...
Pod ostatnim postem zapytałaś czego brakuje mi z Jerozolimy. Ludzi, których nie spotka się chyba nigdzie. Lubiłam patrzeć na rodziny ortodoksyjnych Żydów. Szczęśliwi ludzie, tak dziwni estetycznie, ale tak spokojni, godni. Roześmiane dzieci, spełnione kobiety, spokojni mężczyźni - RAZEM, w rodzinie spędzający czas, jakże trudno o takie obrazki na warszawskich ulicach.
...
Pozdrawiam serdecznie.

słodkosłona. said...

Pięknie się prezentuje ta czekolada, naprawdę, ma się wrażenie, że nadzienie jest takie... puchowe.

Fantastyczna.

Pozdrawiam. ;)

buruuberii said...

Margot moja rozana, wlasnie kilka lat temu zdalam sobie sprawe ze o ta roze (krzak mam na mysli) nei jest tak latwo, nie dziwie Ci sie ze sprowadzalas... A czekolada: ja planuje udowodnic, ze da sie temperowac bez termometra, w sensie ze da sie te temperatury osoagnac jakby "na czas i konsystencje", jak sie za to zabiore to dam Ci znac! :)

burczymiwbrzuchu, torcik prababci zabrzmial pieknie! Sciskam :)

Trzcinowisko, usmiechow moc :)

Bazylia witaj :)

małgo. dziekuje!

agata, to ja juz Cie nei kusze :))

Karmel-itka. dziekuje!

Majana, moc serdecznosci :)

monika, oj dziekuje, no staram sie :D Moni, tez nei pomyslalam ze to prawie przemyt, ale od czego sie ma aniola stroza? :D
Tak, ja po kilku nieudanych probach (z 2 roznymi rodzajami czekolady) domyslilam sie, ze Krakowska Gorzka ma owe istotne emulgatory i inne czekolady tez (jak Villars czy Cote D'or), przejzalam nalepki co zdaje sie byc jakims obledem dla mnei ostatnio i ow emulgato wydal mi sie dziwny, z czekolada bez emulgatorow temperowanie nei przysporzylo mi problemow. Ponizej w odpowiedzi Squidy napisze jakie 2 napewno nei maja :) :*

food.blogspot.com dziekuje za zaproszenie, ja z lekka nei nadarzam z lekturami, ale nei mowie nei :))

Maggie "odrobina lekkomyslnosci jeszcze nikogo nie zabila :)" cenne slowa, staram sie stosowac ta zasade, Lukasz nawet tez, ale czesto mowi ze moze jednak rozwaze za i przeciw... Pozdrawiam!

buruuberii said...

kabka, o tak zgadazm sie ze zdaniem Twym o rozy w 200% :)

Joanna D.C. widzisz Joasiu a ja chcialam tak bez oleju, ale srobuje i Twojej metody! :* PS. Roze masz jak w banku w imie tradycji!

desperate, ciesze sie bardzo!

Anoushka, ej Ty kochana bylas swiadkiem kradzierzy, eh :D Wsytd mi z adresem, az boje sie pomyslec do kogo mogla dojsc taka niechciana przesylka, ale naprawie wszelkie bledy :D

wiedźma_florentyna, nie nie tych autostradowych roz sie nei tkne, pamietam opowieci o tonach olowiu etc. :)

Delie :)

Squidy, probowalam "utemperowac" Gorzka Krakowaska i Villars, ale nici z tego. Wiec przejrzalam nalepki i skadniki i kupilam taka ktora sie od nich roznila w skladzie (okazalo sie ze rozni je brakiem lecytyny) i kupilam Ritter Sport i Lindt - nie wiem jak z Ritter, ale z Lindt z temperowaniem nei mialam najmniejszych problemow. Chwilowo zarzucilam dalsze eksperymenty :D
...
Wiesz, piszesz o ortodoksyjnych Zydach - to byl/jest dla mnei fenomen, do pewnego stopnia bolesny. Tak jak Mea Shearim (mniej np. Har Nof) wyobrazalam sobie zawsze Bobowa, Lezajsk, Stary Sacz - miejsca ktore nigdy nei beda takie jak kiedys, ale to "kiedys" jest dzisiaj w Jerozolimie, to jest niesamowite. Slicznie to napisalas o "spokoju" (oni za niczym nie gonia, nieprawdaz?), na mnie niesamowite wrazenie robili faceci pchajacy wozek z dwojka dzieci wokol ktorego biegalo kolejne piecioro... I kazdy akceptowal te zozbrykane maluchy, to widok i zachowanie jakiego mi tutaj czesto brak. Pozdrawiam Cie cieplo!

słodkosłona. witaj! Rzeczywiscie nadzieje jest dosyc "lekkie", ale nei tak jak beza np, jest inne niz w After Eight. Rowniez pozdrawiam ;)

atina said...

Cudowna ta czekolada!

grazyna said...

Nie dość, że pyszne, to jeszcze cudnie wygląda :)

poswix said...

Basiu, jak Ty pięknie potrafisz czarować... :-) Faktycznie, miętowe czekoaldki nie mają szans. Zupełnie... Choć je tak lubię... :-)

Pozdrawiam ciepło. :-)

Katarzyna said...

U mnie została namiętność do czekoladków Ritter Sport - choć przecież też już nie są takim wydarzeniem, jak w dzieciństwie. Ale wtedy tyle więcej smaków było wytęsknionymi wydarzeniami. Konfitura różana - to też moje wspomnienie. Ogrodu babci z różanymi krzewami, choć obryw tych płatków to kopciuszkowa robota była. Teraz się tylko zatęsknić zdarzy, jak za talerzem mocno słodkiego mleka z pokruszoną suchą bułką. Trafiłam do Ciebie przypadkiem, za to od razu na różaną czekoladę - ach - zostawiam należyty podziw: to raj dla oczu i niebo w gębie, niebo być musi:) Smakowicie i ładnie u Ciebie bardzo, pozdrawiam:)

Bea said...

Basiu, wspanialy pomysl z tym rozanym nadzieniem! Ja niestety za mietowymi czekoladkami nie przapadam, za to po taka rozana bardzo chetnie bym mogla siegnac ;)
(tym bardziej, ze Twoja konfitura jest absolutnie n-i-e-s-a-m-o-w-i-t-a! raz jeszcze serdezcnie dziekuje! :*).

Pozdrawiam!
I milego tygodnia zycze :)

Polka said...

A ja w tym roku nie chcę Twojej mam swoją :)
Basiu chyba wyślę CI trochę konopi :D Jak już Cię mają łapać to na amen :)
Lola mi siedzi na brzuchu i gapi się w ekran :)
Przepis mi się bardzo podoba oj bardzo!
A ja mam w takiej mądrej książce napisane co i jak robić z czeko :) hihhii
może się podzielę wiedzą :)

karoLina said...

Ta czekolada to jest (jak dotychczas) rzecz która zrobiła na mnie u Ciebie największe wrażenie. To jest cudowne! Chyba nie potrafię tego racjonalnie umotywować, ale po prostu BARDZO mi się podoba. Chyba muszę wypróbować, ale w bardziej oklepanej postaci czekoladek, bo sobie właśnie kupiłam śliczne małe foremki. Łamanie przepisów moim zdaniem się chwali - nie wszystkich, oczywiście, bo stoję na stanowisku, że odrobina dyscypliny dla zachowania porządku społecznego jest konieczna, ale przemyt róż przecież nikomu w niczym nie szkodzi ;)

buruuberii said...

atina :-)

grazyna, bo ona wlasnie ma kusic wygladem!

poswix, wiesz Haniu i jedne i drugei maja to cos :) sciskam!

Katarzyna, witaj :) roze i rozana konfiture darze wielkim sentymentem, pisze o niej od 5 lat, a robie od nastu, bedzie dla mnei zawsze domowa historia i szlagierem. Pozdrawiam Cie cieplo!

Bea :-) i nawzajem!

Polka, ale masz gotowania ptysiu, he he :DD Za konopie to podziekuje wiesz, mam jesli bym chciala tu i nawet legalnie, ale moze spirytus podeslesz? :DD usciski dla E+D+L :)

karoLina, stara sie czlowiek robic wrazenei i czasemsie uda :)) Ale bez zartow: ogromnei sie ciesze ze Ci si espodobala - moze ta roza robi ta czekolade tak niesamoita, bo wiesz pomyslalm ze z mieta to jednak nei takie wielkie "wow"? Z tym przemytem to bywa roznie, ponoc nei powinno sie przewozic ziemi, ale coz, najgorsze ejst to ze ta przemycona 5 lat temu roze sasiad wycial naszej przyjaciolce :(( Usciski Karolina!

Ania vel Vespertine said...

Basiu, no tutaj to jestem pewna,ze dawałam komentarz :( Przepadł... No szkoda, bo już go nie powtórzę, ale wyrażę zachwyt nad Twą inwencją :)

Kura w Rosole said...

Dzięki za odwiedziny u mnie na blogu - dzięki temu mogłam zobaczyć także Twoje cuda! Ta czekolada - to coś rewelacyjnego. Musze spróbować ją zrobić! A zdjęcia - przepiękne!

liwia said...

przypomnialo mi to jak lubie rożę, chyba wprowadze jakis rozany tort do listy smakow... :)
www.kreatywnycukier.pl