Monday, October 24, 2011

hab kurish


a wszytsko zaczelo sie tak niewinnie: podczas, zapewne, sobotniego spaceru ulicami Starej Jerozolimy kupilam płat palestynskiego przysmaku zwanego malban. W malban zatopione byly czarne ziarenka wielkosci pestek jablek, ksztaltu nieco kanciastej łzy, grafitowego badz niemal czarnego koloru, w smaku wyraznie oleiste, slodkawe, moze delikatnie gorzkie. Ziarenka w palestynskim arabskim nazywaja sie hab kurish (lub hab urish
, hab krish zalezy kto mowi i kto slucha), gdzie hab znaczy ziarno.

P
otem juz bylo trudniej: nikt z palestynskich (ani zydowskich) znajomych nie potrafil mi powiedziec coz to tak naprawde sa za ziarenka. Jesli juz ktos juz wiedzial jak sie nazywaja, mowil ze dodaje sie ich do malbanu, a malban jest typowym przysmakiem z Hebronu i ze w Hebronie wiedza... Nikt, choc prawda jest, ze zagadnelam jedynie kilka osob, nie mial pojecia jaka roslina rodzi owe ziarenka, tak jakby poddawali w watpliwosc, ze wogole sa roslinnego pochodzenia :) To przypomina mi moja niedawna historie z nasionami buka, wiekszosc moich (calkiem oczytanych i elokwentnych) znajomych nie wie, ze buk w ogole ma nasiona, a jesli juz wiedza, nie mysla ze mozna je jesc. Pozniej bylo juz tylko gorzej: hab kurish podobno czasem mozna na jerozolimskim suku kupic, "podobno", bo mnie sie nigdy nie udalo, zreszta gdybym je nawet kupila w duzej ilosci i tak nie wiedzialbym jakiej rosliny sa nasionami. Znajomosc arabskiego pewnie znacznie ulatwilaby mi sprawe... Slepy zaulek.

W akcie desperacji napisalam do pewnego pana przez Flickr (ktory zamiescil malban z hab kurish na jednym ze swych zdjec) z pytaniem-prosba, by napisal mi arabska nazwe rosliny ktora daje hab kurish - ow pan odpowiedzial jednym zdaniem: to drzewo w Autonomii Palestynskiej nazywa sie "wild pine". "Dzika sosna" to zabrzmialo jak dobry zart. Kilka tygodni pozniej w trakcie internetowych poszukiwan znow trafilam na kolejna informacje, ze hab kurish to nasiona sosny, tyle, ze wnioskujac ze zdjecia owe nasiona sosny wygladaly, przy odrobinie bujnej wyobrazni, jak orzeszki piniowe, nasiona Pinus pinea i znow wrocilam niemal do punktu wyjscia.

Niewiele wiec myslac wydlubalam kilka ziarenek z malbanu i zawiozlam rodzicom (wczesniej bylam pewna, ze to nasiona jakiegos bliskowschodziego chwastu i rodzicom niewiele to powie, jakze sie mylilam!). Rodzice poddani niezaleznej probie odrzekli: "smak oleisty, slodkawy, wyraznie zywiczny, czy to jest nasiono sosny?" Tata jeszcze dodal: "a czemu to nasionko nie ma piórka?" Odpowiedzialam bez namyslu: "przeciez ja wydlubalam to nasionko z deseru do cholery, a nie z szyszki" :D Od tej pory nie mialam watpliwosci, hab kurish to nasiona jakiejs sosny, tylko jakiej?

Z pomoca przyszedl mi doskonaly internetowy klucz do oznaczania roslin Uniwrestetu Hebrajskiego (klucz znalam juz duzo wczesniej, zawiera setki roslin, braklo mi determinacji by przewertowac caly). Okazalo sie szybko, ze w Izraelu dziko rosna tylko trzy gatunki z rodziny sosnowatych: Pinus pinea, Pinus halepensis, Pinus brutia. Sosne pinie (Pinus pinea) wykluczylam w przedbiegach, ta bowiem ma dobrze wszystkim znane nasiona - orzeszki piniowe. Pozostala
sosna kalabryjska (Pinus brutia Ten.) i sosna alepska (Pinus halepensis Mill.), zeby bylo trudniej sosna alepska w Palestynie zwie sie ponoc sosna jerozolimska nie zas dziką. Kluczy przegrzebalam od tamtej pory kilka, zadnen nie pozwalal na odroznienie nasion tych obu sosen. Na marginesie jedynie dodam, ze w Grecji kory Pinus halepensis uzywa sie do w produkcji retsiny.

I tutaj nastepuje dygresja: do Aleppo mam ogromny sentyment, calkowicie irracjonalny, ale bardzo duzy. Nigdy tam nie bylam, ale Zydzi mizrahi maja cos w sobie i czesto kojarza mi sie z Syria. Z Aleppo pochodzi Codex Aleppensis (najstarszy "kanoniczny" tekst Biblii Hebrajskiej). Jest tez wyjatkowa papryczka z Aleppo i to wystarczy by Aleppo mnie ujelo. Zapewne dziwnie to zabrzmi, ale przyznam szczerze, ze chcialam by "moje tajemnicze ziarenka" mialy cos wspolnego nie z Kalabria, a z Aleppo wlasnie.

W miejsce przepisu:
Pewnego sierpniowego ranka roku 2011 (gdy z Pragi przywiezlismy do Jerozolimy tumany chmur, co znacznie ulatwilo sytuacje, bo w 37st.C upale, nie wytrzymalabym na otwartym sloncu trzech godzin) odwiedzilam Ogrod Botaniczny na Givat Ram. Lukasz ostrzegal mnie: tylko nie zbieraj tam zadnych orzechow, owocow ani szyszek! Gdy jednak zobaczylam mlodziez biegajaca po trawie, doroslych wyrzucajacych gdzie popadnie smieci i dzieci oddajace sie na trawniku potrzebom fizjologicznym pomyslalam: a co tam, jedna skradziona z ogrodu botanicznego szyszka to zadne przestepstwo, ot Izrael :-) Znalazlam nasiona zarowno Pinus halepensis, jak i Pinus brutia, ale z tych dwoch tylko sosna alepska ma nasiona w miekkiej oslonce, wielkosci pestek jablek, ksztaltu nieco kanciastej łzy, grafitowego badz niemal czarnego koloru, w smaku wyraznie oleiste, slodkawe, moze delikatnie gorzkie.

Nasion sosny alepskiej, zwanych w Palestynie hab kurish
uzywa sie jako przyprawy do jednego tylko przysmaku bliskowschodniego, do palestynskiego malbanu. Taka puenta.

PS. Ostatnie, lecz nie najmniej wazne: Waldkowi ogromnie dziekuje za wytrwalosc i zdobycie pokaznej wielkosci woreczka hab kurish!

21 comments:

An-na said...

Niezłe śledztwo, Buru, jestem pod wrażeniem! A Rodzice to smakosze czy... botanicy?

Pozdrawiam :)

eMajdak (Polka) said...

Basiu a jak napiszesz kiedyś książkę to dostanę egzemplarz z autografem? Bardzo proszę!
Uściski :*

buruuberii said...

Aniu, sama sie sobei dziwie jak to cztam, jaka dluga historia z tego wyszla :) a rodziciele to lesnicy, z zawodu i zamilowania. Usciski!

Polu, dostaniesz, ale ja ksiazki nie napisze niestety. Oczko za to Ci pszcze ;)

Lula Lu said...

Wiedziałam, ze wszystkiego się dowiesz zanim ja się nauczę arabskiego :)

ewelajna said...

Basiu, jestem pod wrażeniem Twojej dociekliwości i pozytywnej ciekawości... Czytałam z wielkim zainteresowaniem:)

monika said...

Basiu, poza tym że jestem naprawdę pod wrażeniem całej historii i Twojej dociekliwości to siedzę teraz i zwijam się ze śmiechu - nasionko bez piórka, "jedna szyszka to nie przestępstwo" - boskie :D
Poza tym na serio przez dłuższą chwilę zastanawiałam się czy w ogóle istnieją rośliny które NIE mają nasion (a propos tego buka) :D

Prze-fantastyczna notka - nie przesadzam nic a nic :)))

Buziak na dobranoc Basia :):*

PS. A gdzie w końcu Waldek dorwał nasionka?

Majana said...

Basiu, niesamowita jesteś! Co za wytrwałość!:)
Fajna historia z poszukiwaniem i świetnie napisana.
Buziaki:*

Gosia said...

o rany!!!!!!!!!! alez skomplikowana ta historia....podziwiam za wytrwalosc i w sumie determinacje w tych poszukiwaniach "prawdy".....
Niesamowita jestes Basiula,a na szyszke nigdy bym nie wpadla.....do kolezanki,ktora by wiedziala tez nie zadzwonilam,ot co...czekalam na nispodziewane rozwiazanie i sie doczekalam.....
Usciski :)

Amber said...

Ach jaki wspaniały wykład o hab kurish!
Nigdy nie jadłam tego przysmaku z nasionami sosny.Za krótko byłam w Jerozolimie.Wrócić tam teraz chcę...

malina said...

Fantastyczna historia, brawo za dociekliwość, choć ja wiem o co chodzi, te nasionka NIGDY nie dałyby Ci spokoju, mam tak samo, obawiam się, że mój mąż mnie kiedyś za to zamorduje, Pozdrawiam.

margot said...

Basiu, ty jesteś detektyw i pasjonat i kurcze nie wiem co:D
A zacięcie masz,takie ,że te największe zagadki kryminalistyki byś w trymiga rozwiązała, ja to jestem pewna
no ja tez bym chciała twoją książkę mieć z autografem ,ale jak nie piszesz to nic , ja zadowolę się Basi uśmiechem :))) i takimi wpisami z takimi zdjęciami(uczta dla oczu, umysłu , duszy i serca)

p.s ja tak jak Monia a te nasionka gdzie ten chłopak dorwał?

mnemonique said...

o rany, ale z Ciebie researcher :)))
fajna historia swoją drogą.

Pozdrawiam
Monika
www.bentopopolsku.blogspot.com

buruuberii said...

Lula Lu, pisalam Ci ze jestem potwornie uparta :-)

ewelajna, ciesze sie ze Cie wciagnelam w historyjke :) :*

monika, mowie Ci dzieci naprawde sikaly w ogrodzie botanicznym, a myslalam ze juz wszystko w Izraelu widzialam :D Dzieki za pochwaly, wiesz jak fajny temat i przemyslany to dobrze mis ie pisze :* PS. A wyobraz sobei, ze Waldek kupil nasiona na straganie za ktory bym nie dalal zlamanego grosza, bo wygladal ze wiele tam nei ma... Mila chlopak ogromna determinacej, odwiedzil wszystkie chyba stoiska z przyprawami w Starej Jerozolimie :D

Majana smieje sie i ciesze sie ze umie ladnei napisac! Buziaki:*

Gosia, wiesz ta ciekawosc jest we mnei i nijak nei potrafie sie jej pozbyc :D Sciskam mocno :)

Amber, oj bede Ci kibicowac w powrocie, a sosny alepskie rosna wszedzie w J-mie, wystarczy tylko wiedziec ze nasiona mozna do czegos fajnego zuzyc, alebo zjesc tak po prostu :-)

malina, witaj! Slicznie to podsumowalas: NIGDY :-) Pozdrawiam Cie cieplo!

margot, ale z tym detektywem powiem CI tak: jakbym sie urodzila w Stanach, to wyslalabym zapytanie o prace w CIA :D I oczywiscie, ze sie szeroko usmiecham do Alusi! PS. A wyobraz sobei, ze Waldek kupil nasiona na straganie za ktory bym nie dalal zlamanego grosza, bo wygladal ze wiele tam nei ma...

mnemonique, wiesz, w koncu wyksztalcenie chociazby mnie zobowiazuje :DD ale prawda jest, ze "ciekawskosc" mam chyba tez we krwi :)

walduus said...

Gdyby ktoś był bardzo zdesperowany ;) i pragnął dotknąć bądź posmakować tych nasion to wystarczy napisać. Nie obiecuję szybkiego sukcesu bo hab kurish można kupić tylko gdy jest na niego sezon (te dla Basi zostały kupione późną wiosną), ale jakby coś to mogę spróbować.
Pozdrawiam,
Waldek

PS: Basiu mimo że ta historia nie jest mi obca to znów się nieźle uśmiałem na wspomnienie o tych poszukiwaniach.

Małgosia said...

O raaany, Basiu! Okazuje się, że masz prawdziwie dociekliwą naturę... :)
Co tu rzec... Chylę czoła, bo ja bym zaniechała już po 5 minutach (co niestety aż tak dobrze o mnie nie świadczy :D).

karoLina said...

A ja byłam przekonana, że to czarne "coś" w malbanie to prozaiczny (w tym kontekście) czarny sezam - usprawiedliwia mnie, że nie próbowałam. To będzie chyba nudne jak powtórzę raz jeszcze, że Twoja dociekliwość robi wrażenie, ale to pewnie dlatego, że ja nawet szukając czegoś w internecie po dwóch niecelnych strzałach się zniechęcam (chociaż często następnym razem, w tym samym wymiarze, próbuję ponownie). Pozdrowienia!

Gospodarna narzeczona said...

No nic nie powiem.
Ale pytałam gdzie mogłam, a moi rodzinni leśnicy już od lat w niebiańskim lesie. Ale się podszkolę i o!

peggykombinera said...

Basiu,
przyznam, że nieco zastanawiałam się nad zagadką...ale spudłowałam straszliwie :)

uwielbiam Twoje posty. Dzięki nim lubię poniedziałkowe wieczory.
całuję!

Ania Włodarczyk (aka vespertine) said...

He he, Basia, ALE imponujące śledztwo! Uwielbiam Twoją duszę naukowca i to, że musisz drążyć do samego końca! Cudne to :)

Dziabka said...

Wspaniała opowieść i rewelacyjne śledztwo! A mnie wyjątkowo ujmują takie historie, bo ja bardzo związana z nasionami jestem :)

buruuberii said...

Ciesze sie, ze wciagnela Was tak jak i mnie "nasienna" przygoda :-) jak siebei znam to pewnei nei byla ona ani pierwsza ani ostatnia...