Monday, October 10, 2011

z bukowymi orzeszkami


buczyna obrodzila w tym roku wyjatkowo, taki urodzaj zdarza sie raz na kilka lat, moze nawet raz na kilkanascie. Zagadnelam czlowieka lasu, Rodzica, przyznal iz tak obficie buki obrodzily 15 lat temu, przynajmniej w Małopolsce, szczegolnie w Beskidzie Niskim. Zreszta w Czeskim Krasie tez buczyny pelno, pozwolilam wiec chwilowo sobie darowac wpisy o wielce ciekawych bliskowschodnich nasionach i napisze dzisiaj o zwyczajnych polskich ziarenkach, ale takich ktorych nie da sie kupic w sklepie czy na targu.

Nie wiem czy to tylko mi sie zdaje, czy ostatnio rzeczywiscie bardzo popularne staje sie wykorzystanie w kuchni roslin dzikorosnacych, ze przytocze René Redzepi i jego restauracje Noma, badz Łukasza Łuczaja i jego
zupy z dziekiego zielska. Szalenie mi sie podoba mysl przewodnia i to, co robia Redzepi i Łuczaj. Nawet troche zaczelam zalowac, ze ja juz od najmlodszych lat wiem o tym, iz znakomita wiekszosc roslin znalezionych na łące czy w lesie mozna jesc (chocby pędy sosny zwyczajnej, owoce dzikiej rozy, liscie pokrzywy, łodygi rzeżuchy łąkowej, orzechy leszczynowe, czy owoce derenia jadalnego, ze wymienie tylko nieliczne i zarazem te najbardziej znane). A wiec dla mnie nici z odkrywania jadalnych osobliwosci.

Nazwy roslin stanowily kiedys dla mnie istna torture, a to swierk, a to jodla, zywiec cebulkowy albo jakis głóg dwuszyjkowy. Gdy padala jednak nazwa badz jakas ciekawa i niespodziewana uwaga, jak np. wawrzynek wilczełyko - trujacy, szczawik zajęczy - kwaskowate liscie, orzeszki bukowe - dla dzików, to las zaczynal bawic... ale milosc przyszla dobre dwadziescia lat pozniej, mowia: lepiej pozno niz wcale :D

Orzeszki bukowe znane byly i spozywane juz w Starozytnej Grecji. We Francji z buczyny tloczny byl olej w XIX wieku jeszcze, prazona buczyna byla tez substytutem kawy. W Stanach Zjednoczonych orzeszkow bukowych uzywa sie jako bakalii, nie sa szczegolnie popularne, chyba z powodow czysto praktycznych - nie wyobrazam sobie by ktos w skonczonym czasie byl w stanie obrac wiecej niz garsc owych orzeszkow. W Srodkowej Europie buczyną karmi sie dziki, a podobno przed wojna w Beskidzie Niskim buczyną dokarmiano świnie. Świnie chyba wiedza co dobre, w koncu swinie szukaja trufli, tyle ze to juz nie w Beskidzie Niskim :-)

Buczyna (inaczej bukiew, badz bukowe orzeszki) to nic innego jak nasiona buka, buka zwyczajnego, bo taki rosnie w Europie. Orzeszki sa jasnobrązowe, maja okolo 1.2-1.5cm dlugosci, wyjatkowy ksztalt (pierwsze zdjecie), dojrzewaja koncem wrzesnia, opadaja do listopada. Smak buczyny jest czysto orzechowy, oleisty, nieco podobny do orzechow laskowych, troche do orzechow wloskich. Pachnie lasem.

Jesli ktos jest fanem wypraw do lasu, zbierania czegobądź w czasie spaceru po lesie, to mysle, ze najwieksza przyjemnosc sprawi wtedy buczyny zbieranie, wydlubanie kilku bukowych orzeszkow i spalaszowanie ich tak ot, jeszcze w lesie, gdy wokolo spadaja brązowiejące bukowe liscie. Gdybym jednak miala wykazac sie wyobraznia i inwencja tworcza, to prosze: salatka z buczyna tez niczego sobie!

Przepis na salatkę z bukowymi orzeszkami (inspiracja klasycznym polaczeniem: zielone+owoce+ser+orzechy):

4 garsci listkow roszponki
50g owczego sera (np. mlodego pecorino)
2 lyzki konfitury z brusznic
2 lyzki bukowych orzeszkow
1 lyzka jasnego miodu
2 lyzki owocowego octu
2 lyzki lagodnego tloczonego na zimno oleju

Do misy wrzucic roszponke, posypac pokruszonym serem, brusznicamii, bukowymi orzeszkami. Z miodu, oleju i octu przygotowac sos, polac nim slalate. Wszystko wymieszac i wcinac z kromka domowego chleba. A liscie niech spadaja z drzew.


PS. W najwiekszej internetowej encyklopedii mozna znalezc informacje, ze buczyna zawiera kwas szczawiowy i trimetyloamine. To normalne zwiazki chemiczne, zjedzenie worka ziemniakow tez moze zaszkodzic. Od siebie dodam, ze kwas szczawiowy znajdziemy tez w i rabarbarze i szczawiu polnym, a trimetyloamine w wiekszosci produktow rybnych. Zdrowy razsadek górą!

36 comments:

eMajdak (Polka) said...

Zdrowy rozsądek górą w każdej dziedzinie!
Jak czytam Twoje wpisy Basia to czuję się bardzo niewyedukowana :)
Ty wiesz tyyyyle mądrości!
Liście pokrzywy znam i to wsio :) No może jeszcze coś malutkiego by się znalazło :)
Szkoda że do lata taaaaak daleko :(

Całus :* Śpijcie dobrze.

ewelajna said...

Basieńko, nieźle wymyśliłaś tę sałatkę, bo.. dlaczego nie? A buczynę znam i kocham i zbieram nawet. Pamiętam tę buczynę piętnaście lat temu:). Zbierałyśmy z przyjaciółka do torebek:), Zresztą co roku sobie podjadam, choć w zeszłym nie było...:( A tym już jadłam nad jeziorem u nas:)
A wiesz, że jak kiedyś najadłam się ZA DUŻO takiej świeżej to miałam zawroty głowy, jak po używkach...;)
Snów najlepszych -
P.S dla Pani Poli też:)

eMajdak (Polka) said...

I wzajemnie!! :))))

monika said...

Jest wpis o buczynie, Basia, cudnie! To pierwsze zdjęcie wygląda jak obraz (taki malarski) :)

Wiesz, na Mazurach to raczej ta sosna, buki rosną ale nie w takiej obfitości jak w Małopolsce, przypomniałam sobie smak buczyny tej jesieni :)))
I o szczawiku wspomniałaś, uwielbiam szczawik odkąd pamiętam! :)
Sałatka, oczywiście klasa - i owczy ser, i orzeszki, i brusznice (a niech Ci będzie że brusznice a nie borówki:D) - oj Ty wiesz co ja lubię :D

Ściskam mocno, dobrej nocy Basia :)

PS. A słyszałaś

arek said...

Madrego to i warto psluchac :) swietny wpis i piekne zdjecia. A salatka -cutting edge gastronomy ;))

Majana said...

O,jest i buczynka ! Mniam, znamy i lubimy:) Zjadać taką zbieraną z trawy:)
Basiu, Ty zawsze cos mądrego napiszesz a ja chętnie przeczytam.
Uściski:*

margot said...

oooo znamy i zdajmy jak upolujemy to cudo ,ale sałatki nie robiłam , ba ciasta tez nie bo zawsze jest jej za mało ,a po drugie te obieranie to dla kopciuszka praca i jak pomyśle ,że tak się narobię, a mi w 5 minut to pożrą ,to wszystkie orzeszki w moim gardle lądują , wiem to nie ludzkie , no wiem, ale one takie pyszne(orzeszki :D)

Amber said...

Bukowe orzeszki to ja szybko zjadam zanim wymyślę z czym by je można połączyć.
Twoja sałatka Basiu trendy bardzo.
I piękne zdjęcia.

Bareya said...

Jeśli jest jakiś "trend" na dzikie rośliny jadalne to bardzo dobrze. Żarcia dookoła jest dość dużo, szkoda tylko, że niewtajemniczonym trudno je znaleźć bo brak kompetentnych atlasów roślin i informacji: kiedy i gdzie zbierać etc. Bo ilu wie gdzie i kiedy zbierać berberys, nasiona jesionu, kalinę albo kłokoczkę południową?
Świetny wpis, kapitalne proste danie. pozdrawiam i się kłaniam

buruuberii said...

eMajdak, Pola oj nei pisz tak o tym niewyedukowaniu, bo czuje ze sie strasznei chwale, a ja sie lubei chwalic tylko troche :D A jesienia w lesie naprawde duzo mozna znalezc! :**

ewelajna, no widzisz Mama jeszcze chyba dodawala zawsze, ze w buczyneis a alkaloidy, ale alkaloidy w nei jednej sa roslinie (mak niech bedzie koronnym przykladem), podziwiam, ktos przeciez Ci te orzeszki musial obrac :)))

monika, dziekuje - wiesz, to pierwsze zdjecie tez mi sie strasznei podoba (wyjatokow chyba), tak neisopkromnei sie przyznam ;) Widzisz,zawsze tym ktorzy na polnoc od Malopolski zazdroscilam tej sosny, ale z sosny jeszcze cos bedzie, nei martw sie :D :*
PS. "Brusznic" - cholera ja nei wiem jak sie mowi, ale po czsku sa brusinky, wiec chyba dlatego walnelam "brusznice" :-)

arek, no dzieki ogromne Panu :-) Usciskow moc!

Majana, uff ciesze sie, ze ktos to czyta :-) A powaznie, to dzieki Madzia!

margot, jej Ala Ty to dobrze nazwalas - praca dla kopciuszka ;) No jest to zmudne, ale jednak nei tak jak wydlubywanei wloskow z dzikiej rozy, prawda? :DD

Amber, wiesz ja tez tylko zjadam, dlatego napisalam, ze najbardziej smakuja te w lesie, zjadane pod drzewem! Ale jak sie mam popisac, za przeproszeniem "kreatywnoscia", to walnenlam salatka :)))

Bareya, to mnie pan zagial na calej linii ta klokoczka!! Klokoczka to milosc mojej Mamy, jako berbec latalam z nia w jedno jakies unikalne i wyjatkowe stanowisko klokoczki w Beskidzie Niskim... I klokoczka rosnie rodzicom pod oknem, to co Ty bys z nai zrobil, slac? Berberysu dzikorosnacego tez bym chciala, tez zmartwilo to naszego znajomoego Iranczyka, ktory mowi ze w Iranie berberys i mieso to podstawa :) Rzeczywscie z atlasami to kiepsko, ale da sie znalezc, wydawnictwa z 80tych lat sa chyba naj, zdjecia moze nei najpiekneijsze, ale solidnej wiedzy tam jest troche! Sciskam :)

margot said...

no to prawda , te włoski są okropne , bo i woniej się robi i potem 3 dni ręce swędzą , bo one gdzieś tak na włażą że nie można ich się pozbyć myjąc łapki
to ja chyba jednak przemogę obżarstwo i jak będę mieć te cuda to się z rodziną podzielę :D

margot said...

p.s o tak zdjęcie cudo , ale u Pani Pani Złota Basiu to standard , ja bym chyba z stołka spadła jakbym tu wlazła a zdjęcie nie było takie mercedesowe , ot co *

ewelajna said...

Ja sama, Basiu, własnoręcznie... tak sie urządziłam:)

monika said...

Basiu, na Kleparzu piszą brusznice, u mnie mówi się borówki :)
Obejrzałam właśnie film który zalinkowałaś - jak widzę że Łuczaj dodaje kurdybanek do zupy to już Cię w ogóle uwielbiam za ten wpis :D

Dobrego dnia :*

PS. Basia, jakbyś miała zapotrzebowanie na sosnę to służę wiosną - blisko Sz. mam dobre miejsce z którego nie żal zrywać (szkółka choinek :)) :)

Jswm said...

piękne i pouczające :)

Małgosia said...

No proszę, człowiek ma niemal pod nosem (w sensie, że nie np. na innym kontynencie :D), a nie wie, że takie nasionka buczyny są jadalne...
Basiu, ale jak Ty za rodzica masz "człowieka lasu" to musisz wiedzieć więcej, niż mieszczuch, który w lesie bywa raz do roku. Wiem, masz to w genach! :)
A swoją drogą, ile czasu zajęło Ci wydłubywanie tej garstki orzeszków do sałatki? :) Wyobrażam sobie, że to tak samo żmudna praca jak przy orzeszkach piniowych. Nie dziwi mnie już, że one takie drogie...

eMajdak (Polka) said...

Ze szkółki choinek będzie szyszki podkradać :)
Basiu ale ja naprawdę podziwiam cię całym serduchem za tą wiedzę przeróżną!
Ściski :)

elKomenda said...

Eeee, bukowe orzeszki to podstawa. Zawsze zbieramy. Chleb z orzeszkami jak najbardziej. Al era z sobie palec zakaziłam gmerajac w lisciach oj bardzo.

buruuberii said...

margot, Alus okropnie lubie gdy mnie chwalisz - dziekuje :) A te kogutki to masakra, obralam rok temu 20 i sie poddalam na calego...

ewelajna, rety to Ty sie niezle zalatwilas :D ja to jednak wydajnosc mam mala :)

monika, czyli ja jednak pisze po krakowsku - no wcale sie nei dziwie :)) Z ta sosna Monika to lepiej nei proponuj, wiesz z e ja wykorzystuje takie oferty :D

Jswm dziekuje :)

Małgosia, nawet gorzej ja mam tych ludzi lasu dwoje :-) ale tak ajak napisalam, czasem to byla tortura, albo tak mi sie zdawalo, a nazwy nie chcialy sie latwo zapamietywac... wydlubanie garsci buczyny to jakies 2 godzniny - jednym okiem ogladajac jakis film :D Buziaki MAlgos!

Polcia, sama sie ciesze, ze doroslam do tego ze wiedza nei boli, nawet taka "dziwna" :)))

elKomenda, Kasia - oj, zdrowia paluchowi!

Gospodarna narzeczona said...

Basia teraz już zdrowy, ale wyobraźnia podpowiadała mi amputację tudzież tradycyjne metody lecznicze babuni: gęsie łajno?

Gospodarna narzeczona said...

A propos pini. L wyczytał, że sosna syberyjska ponoć ma orzeszki o podobnym smaku jak pinie i ma szanse wyrosnąć. Za parę lat... własne pinie. W tym roku jednak zdecydowanie jabłonie.

Fantazjana said...

Rozmarzyłam się po tym wpisie... Bardzo. Jak mocno serce mnie rwie do Beskidu Niskiego, w którym orzeczków mnóstwo, a w rdzawiejących powoli buczynowych liściach do woli się można zanurzać! Pozbieramy dziś na spacerze te leśne smakołyki! Dziękuję. Za przywołanie krajobrazów, wspomnień, ale i zapomnianych smaków. Miłego popołudnia!

Karolina said...

Pamiętam raz w szkole poszłam na spacer z całą klasą i znaleźliśmy orzeszki bukowe, bardzo dużo. Nikt nie wiedział, że są jadalne a nauczycielka nawet nam zabroniła jak zobaczyła! A to było tak dawno... strach pomyśleć czego teraz uczą w szkołach. Trzeba nam takich nauczycieli jak Ty Basiu!

buruuberii said...

Gospodarna narzeczona, uff to dobrze ze palec jednak masz ze soba :)) A sosny to potrafia zaskoczyc, oj potrafia!

Fantazjana, witaj :) Dziekuje Ci za komentarz - czasem zastanawiam sie czy te moje wspominki nie męczą, Twe slowa dodaja sil! Pozdrawiam serdecznie :) PS. Za tydzien bede w Beskidzie Niskim - nei moge sie doczekac...

Karolina, milo Cie tutaj goscic! Oj nauczyciele sa czasem malo wyrozumiali, tez takich spotkalam, chyba nawet glownei takich :D Do nauczania sie nie nadaje za bardzo, ale uwielbiam pisac opowiastki na blogu :D Pozdrowien moc Karolina :)

monika said...

No toż po to proponuję, mówię jak najbardziej serio :)))

:*

zemfiroczka said...

Basia, Ty i Gospodarna zadziwiacie mnie za każdym razem jak do Was wpadam na blogi :)

buziak i dzięki za maile :)

magda k. said...

rewelacyjna sałatka, nigdy bym nie wpadła na to, żeby bukowe orzeszki wykorzystać do zjedzenia :)

An-na said...

Czyli bukowe orzeszki nie tylko dla wiewiórek i dzików? Fajnie... W końcu piniole to też takie sobie dzikie orzeszki sosny ;)

urtica1 said...

Buruuberii (ja też jestem człowiek lasu ;)i mój małżon podobnie) i u nas też buki bardzo ładnie w tym roku obrodziły, choć zapewne nie tak wiele ich u nas jak u Was :)
Miłą niespodzianką jest dla mnie to że tak wiele osób zna orzeszki bukowe od strony kulinarnej. Ale przyznam że sałatki z buczyną jeszcze nie jadłam, nawet nie pomyślałam o tym :) U nas też zwykle prosto do buzi i żołądka trafiają. Pozdrawiam Was cieplutko ;)

Magda said...

Oj jadłam buczynę w dzieciństwie i to było takie oczywiste zbierać ją spod drzewa. Prawie pod samym domem rosła. A potem ilekroć chciałam znowu spróbować to trafiałam na same puste skorupki

buruuberii said...

zemfiroczka, Oczku a ja na to tylko odpowiem "staram sie jak moge" :))) :*

magda k. naprawde polecam, chc solo chyba lepsze!

An-na, to dzisiaj juz czytalas, ze do tych jadalnych "ziarenek" jeszcze dorzucilam moje ulubione z alepskiej sosny :)

urtica1, milo Cie "poznac" :) tez zwylke wcinam bez dodatkow owe ziarenka, ale pomyslalam przez chwile ze z powodzeniam moga zaistniec jeszcze w jakiejs potrawie... Pozdrawiam Cie/Was cieplo, ludzie lasu!

Magda, dla mnei tez bylo oczywiste, ale pozniej przekonalam sie ze to nei jest wcale wiedza z serii "ogolnej" :-) Pozdrowien moc!

Komarka said...

Basiu, orzeszki bukowe tak bardzo kojarzą mi się z dzieciństwem, że pół życia przeleciało mi przed oczami, jak czytałam Twój wpis :) Jesienne wycieczki do lasu z rodzicami, to zawsze było zbieranie orzechów laskowych, jeżyn i próbowanie (zawsze z niedowierzaniem, że to naprawdę jadalne ;)) orzeszków bukowych :)

Atria C. said...

Ja również znam i lubię orzeszki bukowe ale nie chce mi się nigdy wydłubywać większej ilość.. zastanawiałam sie, czy gdyby je podprażyć na suchej patelni i potem dłubać - może szłoby łatwiej? Zazwyczaj wcinamy na spacerze:)

Pozdrawiam!

Dziabka said...

Ehhh... Takie pyszności, a ja wiewiórki nimi karmiłam... Wcinały, że hej! Na drygi raz sama zjem :P

Krystyna Melita Egretta said...

Natrafiłam na tę stronę dzięki zdjęciu orzeszków buczynowych . Jako dziecko chodziłam na buczynę a do ich smaku tęskniłam latami. Wczoraj natrafiłam przypadkiem na buczynę ale przyszłam sprawdzić na kompa i poszukać coś na ich temat. Świetny blog i fajnie spotkać buczynowych smakoszy.Mela

buruuberii said...

Melu, dziekuje bardzo za dobre slowa i komentarz, milo spotkac buczynowego milosnika - za pare dni bede w Beskidzie Niskim, mam nadzieje, ze buczyna obrodzila w tym roku choc troche :) Pozdrawiam cieplo, B.