Monday, September 23, 2013

śliwówka, czyli nalewka na śliwkach



od dawna fascynuje mnie śliwowica, a dokładnie przygotowywanie śliwowicy domowym sposobem, wypalanie inaczej, pod osłoną nocy, nielegalnie znaczy się. Tradycyjnie, od wieków. A więc i bimber. Tak, bimber też mnie fascynuje, a dokładnie bimbru pędzenie, jako część tradycji rzecz jasna. Fascynuje mnie ze łzą w oku, bo mój Dziadek Czesiek pędził bimber, tylko że ja tego nie pamiętam... Ale gdy pytać skąd moja milość do przygotowywania nalewek nie mam wątpliwości - znad Wisły.

Babcia Cela twierdzi, że nie dało się mnie upilnować i właziłam wszędzie (i w tych twierdzeniach się nie myli:) i że na pewno widziałam Dziadka aparaturę... więc jeśli nawet widziałam, to na pewno nie wiedziałam do czego aparatura służy, bo i po co dziecku to wiedziec, niepotrzebnie by się mogło wygadać, więc zapamiętałam tylko widok koszyków z wikliny w tej piwnicy. A domek, zwany polową kuchnią, w podziemiach  którego Dziadek miał swoje bimbrowe królestwo, stoi, chociaż dom do naszej rodziny już niestety nie należy i do tego całkowicie został przebudowany. Wszystko mija. Wszystko mija za szybko. A tam latem stawał stół pod rozlożystym orzechem, pod papierówka koło studni siadaliśmy na ławeczce. Jesienią Dziadek wędził śliwki wegierki, gruszki, a rok cały Babcia piekła chleb. Tam uciekam w snach. Nad Wisłą. Budziska 132.

Znalazłam kiedyś, kiedy jeszcze nalewek robiłam mało, przepis na śliwówkę w Chemii praktycznej, 1 kg cukru i 1 kg śliwek - otrzymalam wtedy likier, więc postawiłam na śliwówce krzyżyk na długie lata. Lecz mam w sobie widać duszę bimbrownika, lubię zabawy nalewkowe i gdy tylko dostałam flaszkę prawdziwej domowej śliwowicy produkcji Iva, przypomniały mi się śliwki w połączeniu z alkoholem, powtórzyłm eksepryment ze śliwówką. Łyk śliwowicy do śliwówki pasuje jak ulał, a do tego wędzone śliwki - warto! Choć i śliwówka bez dodatku wędzonych śliwek i śliwowicy jest niczego sobie.


Przepis na śliwówkę, czyli nalewkę na śliwkach węgierkach (radosna twórczość własna):

1kg dojrzałych śliwek węgierek
1/2 litra wódki
1/2 litra spirytusu
1/2 kg cukru (można i 1/3kg)
3 wędzone węgierki
3 łyżki śliwowicy

Śliwki wypestkować, zalać wódka wymieszaną ze spirytusem, odstawić na 2 tygodnie. Potrząsnąć słojem raz na pare dni. Następnie zlać znad śliwek płyn, a śliwki zasypać cukrem, potrząsnąć co pare dni, po tygodniu cukier powinien sie rozpuściś. Po tym czasie zlać znad owoców syrop i połączyć z wczesniej zlanym alkoholem. Dorzucić wędzone węgierki i dolać łyk sliwowicy, odstawić na pół roku. Po tym czasie zlać znad osodu i próbować. Prawie jak wegierkowy bimber ;)


PS. Dochodzenie w sprawie śliwek węgierek prowadzę w Pradze, w Czechach od kilku lat. Z mizernym skutkiem. Za to śliwowica w Czechach, a szczególnie na Morawach, ma się dobrze! Każdy tutaj o śliwowicy coś wie i nawet niejeden słyszał, że robi się ją ze specjalnych małych śliwek, zapewne takich które w Polsce, a napewno w Małopolsce, zwą się węgierki górskie :-)

Wednesday, September 11, 2013

czeskie knedle ze śliwkami, z piernikiem



dochodzenie w sprawie śliwek węgierek prowadzę w Pradze, w Czechach od kilku lat. To chyba przypadlość emigrantów. Próbuje nie tęsknić, ale brakuje mi tutaj kilku smaków, to między innymi wędzone węgierki, o wędzeniu których pięknie opowiada moja Mama, a także węgierki na powidła, o charakterystycznym smaku, słodkie, dojrzałe, pomarszczone wokół ogonka, po które w końcu września chodziłam na krakowski Stary Kleparz albo Plac na Stawach. Węgierki zwykłe, w Małopolsce zwane często węgierką górską.

O prawdziwe małe węgierki zaczełam rozpytywać już na początku naszego pobytu w Pradze. Uzyskałam wtedy od Iva tajemniczą informację mniej więcej takiej treści: "malé švestky budou/byly kolem velké hrušky". Potem pytałam dziesiątki razy, znajomych z Pragi, z Moraw, z Ostrawy - węgierek nie znają, albo przynajmniej za bardzo nie odróżniają ich od innych śliwek. Śliwki węgierki w Czechch nie mają żadnej specjalnej nazwy, czasem mówi się "pravé švestky", ale na takowe trafiam w warzywniakach czy targach średnio dwa razy na rok. Przez lata koło żadnej wielkiej gruszy węgierek nie widzieliśmy, ale zbierając dereń namierzylismy w tym roku w Krasie węgierkowe drzewa, minus mały - zaraz koło drogi.

I chociaż w Czechach o prawdziwe węgierki trudno, to ciekawostek kulinarnych z nimi związanych jest nie tak mało, na przykład perník na strouhání, czyli piernik do tarcia (cz. strouchat = trzeć, trzeć na tarce). Perník na strouhání to piernik, dość twardy, często wysuszony, którego używa sie zazwyczaj jako "posypki" do słodkich knedli, bądz jako bazy do sosów albo składnika do knedli podawanych do dziczyzny. Czesto kupuje się go w sklepie, ale można upiec samemu lub z powodzeniem wykorzystać suche pierniczki. Piernik idealnie pasuje do knedli ze śliwkami, choć niektórzy mówią, że na pierwszym miejscu do knedli ze śliwkami stawiają mak.

A z kolei wsród czeskich knedli prym wiodą knedle z białego sera z truskawkami, morelami, czy też drożdżowe z borówkami. Knedle ze śliwkami nie sa tak popularne, choć dobrze znane, np. dzisiaj rano, gdy wybieralam w moim ulubiobnym warzywniaku pod podcieniami pomarszczone śliwki (prawie wegierki), starsza pani zagadnęła "už jsou moc měkké, chci dát do mrazáku, budou v zimě do knedlíků", a potem druga prażanka na to "no jo, ty pravý české švestky", a pan przy kasie dodał "ty jdou od pecky, dobré na  pálenice", ale śliwowica to już inna bajka :) Polecam wiec znaleźć kawałek piernika, pierniczka i spróbowac!


Przepis na švestkové tvarohové knedlíky czyli śliwkowe tarogowe knedle posypane piernikiem (na podstawie przepisow Radki i mamy Honzy):

250g białego sera
150g drobnej kaszy manny*
1 łyżka masła
1 jajko
szczypta soli
25 śliwek węgierek


do podania: roztopione masło, cukier, kawałek startego na tarce suchego piernika (lub kilku pierniczków

Twaróg (tlusty, zwarty) zmielic, z masłem, solą, jajkiem. Wsypać mąkę, dokładnie wymieszać, zarobić w kule i odstawic do lodówki na 20 minut. Śliwki wypestkować. Ciasto podzielić na porcje, rozpłaszczyć ręką. Śliwki zawijać w ciasto, dokładnie skleić brzegi i uformować zgrabne kulki. Knedle gotować w osolonej wodzie przez 5-7 minut (lub dopóki nie wypłyną). Podawać polane masłem i posypane tartym piernikiem oraz cukrem. Ba!


* zazwyczaj do tych knedli używa się w Czechach tzw.
hrubé mouky (wg. mnie jest bardzo podobna do kaszy manny) - rozpisywałam się o tym tutaj parę lat temu. Robiłam jednak twarogowe knedle z kaądą pszenną maką i z każdą są bardzo dobre, choć przyznaję że z kaszą manną (czy 'grubą maką') są wbrez pozorom znacznie delikatniejsze.

Monday, September 02, 2013

sos trzy pomidory i Cafe Paradiso



najdziwniejszym podaniem przy jakiego pisaniu kiedykowliek w zyciu pomagalam, bylo niewatpliwie podanie w formie faksu do pewnego Konsulatu Francuskiego. Ow konsulat znajdowal sie we wschodniojerozolimskiej dzielnicy Sheikh Jarrah, a my z Michalem pisalismy podanie z prosba o zgode na otwarcie bramy i udostepnienie do zwiedzania czworce polskich zapalencow grobowca krolowej Heleny z Adiabeny (nazywanego grobowcem krolow), grobowca z pierwszego wieku, ktory choc lezy w Jerozolimie, to na terytorium francuskim. Znajac bliskowschodnie realia, zadne z nas chyba nie wierzylo, ze ktokolwiek to podanie przeczyta, a na pewno nie dowierzalismy, ze ktos udzieli nam zgody na otwarcie bramy! A jadnak w pewien sobotni poranek, tuz przed wyprawieniem sie na telawiwska plaze, wyposazeni w pochodnie w postaci latarek, do grobowca Heleny z Adiabeny weszlismy.

Weszlismy w Jerozolimie do tamtego grobowca, jak i do wielu innych, niektorych nawet nie znalismy z nazwy, na przyklad niewielkie grobowce w Parku Rozanym, czy przy punkcie widokowym na wzgorzu Mont Scopus. Zaskoczeni odkrylismy grobowce z pierwszego wieku w ogrodzie botanicznym Uniwersytetu Hebrajskiego. Zmeczeni wrzawa Starej Jerozolimy chodzilismy schronic sie w ciszy drzew Grobu w Ogrodzie.  A Grobowiec Rodziny Heroda w jerozolimskim parku Bloomfield w dzielnicy Yemin Moshe odwiedzalismy przy okazji kulinarnych wycieczek do pobliskiej urokliwej kawiarnio-restauracji o rajskiej nazwie.

Jest bowiem w Jerozolimie na ulicy Keren Hayesod, zaraz obok parku Bloomfield (i jednego z dwoch jerozolimskich wiatrakow), malenka i niepozorna restauracja Cafe Paradiso. Jest to restauracja prawie wloska, choc prawie robi roznice, bo w menu mozna trafic na kebab czy salatke izraelska, do tego tez obledne ogrome bezy z bita smietana i najlepszy makaron swiata jaki znamy - makaron w sosie trzy pomidory. Sos niepozorny, wydawaloby sie ze tylko pomidorowy, a jednak niesamowicie zniewalajacy, szczegolnie gdy dojrzalych pomidorow nie brakuje!


Przepis sos trzy pomidory czyli wspomnienie Cafe Paradiso:

500g dojrzalych pomidorow
200g pomidorkow koktajlowych
50g suszonych pomidorow 
3 lyzki oliwy
1 duza cebula
2 liscie laurowe
1/2 szklanki slodkiej smietanki
swiezo mielony pieprz, sol
 
do podania: 4 porcje makaronu i swiezo tarty parmezan

Cebule obrac i bardzo drobno posiekac. Na patelni rozgrzac oliwe, smazyc cebule na rumiano, pod koniec dorzucic liscie laurowe i drobno pokrojone w paseczki suszone pomidory. W miedzyczasie pomidory sparzyc, obrac ze skorki i bardzo drobno posiekac, dorzucic do przysmazonej cebuli. Sos gotowac na srednim ogniu przez okolo 5 minut, az mniej wiecej jedna trzecia odparuje. Nastepnie dolac smietanke, popieprzyc, posolic i znow gotowac przez pare minut (sos powinien byc dosc gesty, ma "oblepic makaron"). Tuz przed podaniem dorzucic do sosu pokrojone pomidorki koktajlowe. Podawac z makaronem i swiezo tartym parmezanem. Jak z raju, jak z Paradiso!


* a pisalam w zyciu rozne dziwne podania, ze wspomne jako przyklad podanie do jednostki wojskowej w Drawsku Pomorskim z prosba o zgode na przeplynice kajakami poligonowego odcinka Drawy ;)

Wednesday, August 21, 2013

sernik owocowy, morelowy




pare tygodni temu w moim ulubionym praskim warzywniaku panstwa Čekal na Dejvicach, jedynym jaki znam prowadzonym w Pradze przez rodowityh Czechów*, kupilam sobie na planowany poobiedni deser 7 pieknych, dojrzalych i slodkich morawskich moreli. Pan sprzedawca, akurat ten ktory rzadziej tam sprzedaje, usmiechnal sie szeroko i podsumowal moje zakupy pytajac: bude sedm knedlíků?

Nic bowiem bardziej jedzeniowo-czeskiego od knedlíků není, nie ma tez bardziej tradycyjnych i powazanych w Czechach owocow niz morele (twarogowe knedle morelowe cenione sa naprawde wysoko!), bardziej czeskich orzechow niz migdaly, bardziej czeskiego sera od twarogu, choc wszyscy moi czescy znajomi z uporem maniaka mi probuja tluc do glowy, ze tvaroh není sýr!

Pojechaliśmy kiedys do Slavonic. Tam pierwszy raz spałam w ewangelickiej kaplicy, nic bardziej czeskiego :) Malowalysmy wlasnorecznie talerzyki i kubki porcelanowe, a potem zebralysmy z Ivka kosz grzybow i pol wiadra jerzyn, gdy druga czesc druzyny po zjedzeniu porannej zupy (ktora akurat byla swiniobiciowa prdelačka) splywala rzeka Dije po ausriackiej stronie granicy. Zrobilysmy ciasto serowe z owocami (w oryginale nazywa sie ovocný táč i moze zawierac dowolne owoce, najlepiej kwasne np. porzeczki, jerzyny, wisnie). Z wyprawy, procz wrazen, przywiezlismy malowany w kropki talerzyk z Maříže i przepis na pyszne ciasto z serem, choc sernik wogole nie jest znanym w Czechach ciastem!


Przepis na lekki sernik owocowy, sernik z morelami (według Ivki przepisu na ovocný táč, na dużą blachę):

1 kg mielonego białego sera
4 jajka
1 szklanka drobnego cukru
1 niepełna szklanka grysiku
1/2kg dorodnych moreli (lub dowolnych kwasnych owocow)
garsc migdalowych platkow

kruszonka: utrzec 75g masla, 75g cukru i 100g maki

Jajka utrzec z cukrem, wymieszac z grysikiem (kasza manna;), a nastepnie z twarogiem. Morele wypestkowac i powtykac w ciasto, posypac migdalami, na wierzch pokruszyc kruszonke. Piec 45 minut w 175st.C. Ciasto, jak prawie kazdy sernik, w trakcie pieczenia dosc znacznie wyrasta, a nastepnie opada, lecz walory smakowe ciasta sa víborné!


* większość warzywniaków i małych sklepików samoobsługowych w Pradze prowadzą od 90-tych lat Wietnamczycy.

PS. Na smierc zapomnialam dodac, ze morelowe pieklam z morelowa banda, czyli Alcia, Anitka, Majanka i Monika :* dziewczyny, na akcje Karoliny Morelkowo, Brzoskwiniowo 5.

Monday, August 12, 2013

śliwkowy, sos barbecue



mowila nam Viki, ze najlepsze w Jerozolimie steki z poledwicy podaja w wschodniojerozolimskiej restauracji Askadinya na ulicy Shimon HaTzadik. A do owych stekow, pieczonych nad aromatycznym drewnem, podaja trzy sosy, jeden z nich z dlugo gotowanym granatowym sokiem i ziarenkami granatu - bajka! W kwestii jedzenia Viki sie nigdy nie mylila.

W Pradze najlepsze kebaby podaja w restauracyjce Kabul na ulicy Karolíny Světlé, a do nich sos ciemno-czerwony, intensywny i kwasny. Od lat Pavel pyta wlasciciela restauracji, z czego sos ten sie sklada, ale jak dotad nie uzyskal odpowiedzi, ani chocby najmniejszego potwierdzenia czy dobrze okreslil skladniki sosu. Obstawiam, ze glownym skladnikiem owego tajemnego i pysznego sosu sa granaty, choc czasem mam wrazenie, ze sliwki wegierki, ale moge sie mylic.

Lubie marynaty owocowe. Marynuje mieso w porzeczkach, borowkach, pomaranczach. Lubie sosy owocowe, kwasne, pikantne, slodkawe. Do mies pieczonych nad ogniem, w ostatecznosci na grilu czy grilowej patelni. Do wolowych stekow, karkowki, dziczyzny, ale i pieczonych batatow. Wedzony-sliwkowy to moj najnowszy wakacyjny pomysl.


Przepis na śliwkowy sos barbecue (radosna twórczość własna):

1/2 kg dojrzalych sliwek
100g trzcinowego cukru 
5 wedzonych sliwek
2-3 łyzki aceto balsamico
kilka kropel tabasco
duza  szczypta swiezo mielonego kardamonu (opcjonalnie)
czarny mielony pieprz i sól do smaku

Wedzone wegierki zalac 1/4 szklanki wrzacej wody i odstawic. Sliwki pozbawic pestek, pokroic na cwiartki, wrzucic do rondelka, zasypac cukrem i gotowac okolo 5-7 minut. Nastepnie do "dzemu" dodac ocet balsamiczny, tabasco, kardamon (mozna posolic i popieprzyc), gotowac minute na malym ogniu. W miedzyczasie bardzo drobno pokroic wedzone sliwki i dodac do sosu, gotowac dalsza minute, dwie. Sos jest gotowy (mozna go zmiksowac). Podawac do ciemnych mies, choc jako pikantny dzem tez zly nie jest!


PS. jeszcze dla Agi przepis na podstawowy sos barbecue (inspirowany pomyslem Agnieszki Kreglickiej):

1/2 kg passaty pomidorowej
1 duza cebula
2 lyzki oliwy
125g trzcinowego cukru
2-3 lyzki aceto balsamico
1/3 lyzeczki sosu tabasco
2 lyzki zbozowej kawy instant

Cebule obrac i pokroic jak najdrobniej, a nastepnie usmazyc na lekko zloto na oliwie.  Dodac passate, zagotowac. Do sosu dodac cukier, balsamico, tabasco, wymieszac, gotowac na malym ogniu 3-5 minut, na koncu dodac kawe, wymieszac. Mozna dodac 1/2 lyzeczki kawy mielonej. Z karkowka i zeberkami z grila wspanialy.
Myslalam zawsze, ze to taki zwykly sos, a ostatnio 7 osob zjadlo cala porcje w kilkanascie minut, a wsrod nich nawet ci, ktorzy sosu barbecue nie znosza ;-)

Monday, July 15, 2013

wiśniowe, powidło




całe lata zajęło nam prawidłowe opisanie, czym jest spływ kajakowy. Są to dla nas i paczki naszych przyjaciół chwile, na które czekamy już od dnia, gdy spływ w danym roku się skończy. Czekamy na czas w kajaku, przy ognisku, grę w mafię, rozmowy, żarty, śmiech do rozpuku, wspólne śniadania i obiady. Na spływie Hańcza2010 Endrju po całodziennych przemyśleniach leżąc na trawie (i drapiąc sie w bolącym uchu) w Frąckach podsumował nasze wspólne Kajaki następująco "po latach zrozumiałem, że taki spływ, to jest jak ciąg Sylwestrów!" 

Od dawna mamy też kajakowe powiedzenie, że "na spływie musi chociaż jeden dzień padać, bo w innym razie spływ należy uznać za nieważny i należałoby go powtórzyć". I tak po dwóch spływach Narew20003 i Hańcza2010, kiedy to towarzyszyła nam najpiękniejsza pogoda i upał świata, w ostatni dzień spływu byliśmy uratowani sążnistym deszczem, radość nasza była ogromna, przecież powtórzyc takie 7 czy 10 Sylwestrów byłoby niemożliwym odpoczynkiem dla organizmu!

Na całe szczęście antyoksydanty na każde Kajaki przywozi Alina. Kwaśnawe, lekko słodkie, ciemnobordowe, bardzo intensywne, wyjątkowo esencjonalne powidło wiśniowe. Boskie powidło wiśniowe Aliny pierwszy raz spróbowaliśmy na spływie Krutynia2007 i od razu zrobiliśmy kajakowy katamaran i wymyśliliśmy hasło kajakowe "kajakom na Krutyni mówimy NIE". W tym roku Alina na pewno weźmie ze sobą nad Pilicę wielki słoik i jak zwykle bedziemy sie o nie bić!


Przepis na powidło wiśniowe (według przepisu Aliny):

2.5kg wydrylowanych wiśni
1/2kg cukru

Wydrylowane wisnie zasypac cukrem, najlepiej w garnku o grubym i szerokim dnie, odstawic na 15 minut, wymieszac, nastepnie powoli zagotowac. Gdy wisnie "puszcza sok" i doprowadzimy je do wrzenia, polowe plynu mozna odlac (okolo 1 i 1/2 szklanki) dzieki czemu powidlo bedzie smazylo sie krocej (sok mozna wykorzystac jako syrop do deserow). Powidlo po pierwszym zagotowaniu i zlaniu soku studze. Nastepnie zagotowuje, i czasem mieszajac gotuje okolo 10 minut, studze calkowicie, stygnace powidlo parukrotnie przemieszam. Czynnosc gotowania i studzenia powidla powtarzam okolo 5-7 razy, az caly sok z wisni odparuje, a masa wisniowa zaczyna przypominac gesta marmloade. Gdy powidlo ma konsystencje "ze lyzka staje", nadaje sie do przelozenia do sloikow. Moja Mama mowi "to powidło to wiśniowa esencja"!


* o Kajakach mogę mówić i pisać godzinami. Zresztą niewykluczone, ze teraz siedząc przy ognisku nad brzegiem Pilicy czekamy na piękną pogodę i wspominamy np. gdy to "płynęli dzień cały w burzy i deszczu, woda otaczała ich dosłownie z każdej strony, przy czym woda w rzece była zdecydowanie cieplejsza od powietrza" na Drawie2002 ;-)

Monday, July 08, 2013

dżem borówkowo-malinowy, królewski



hasło "jedziemy na Mereszkę" oznaczało w moim rodzinnym domu nie mniej ni węcej, tylko "jedziemy na borówki" (poza Małopolską zwane jagodami, bot. borówka czarna - Vaccinium myrtillus). Mereszka to góra w Beskidzie Niskim, między Bartnem a Wołowcem, my jeździlismy co roku od strony Banicy, żółtym dużym fiatem, wyposażeni w drewniane stołeczki do siedzenia i we wszystkie emaliowane wiadra, jakie tylko babcia miała w domu. Borówek było mnóstwo i były ogromne. Wracalismy więc z wiadrami przynajmniej do połowy wypełnionymi borówkami, babcia robiła z nich potem "borówki zasypywane cukrem", w wielkich trzylitorwych słojach*. Po dziś dzień pozostaje jednak tajemnicą, kto owe borówki z cukrem zjadał, bo nikt w rodzinie nie potrafi sobie przypomnieć, co sie z nimi działo; były na wszelki wypadek, na tzw. przypadłosci żołądkowe, których nikt w rodzinie nie miał.

Potem ponoć te borówczyska odkryli też inni zbieracze, borówek było mniej, przestalismy na Mereszkę jeździć (a może tak naprawdę nikomu się już nie chciało), ja się z tego musiałam cieszyć, bo dla dziecka "mam trzy latka, trzy i pół" zbieranie borówek było dość męczącą czynnością. A gdy jeszcze udało się mi potrącić wiadro wypełnione cennymi kuleczkmi, to w ogóle kończyło się to całe zbieranie straszną tragedią! Po dziś dzień mam jednak przed oczami przedzieranie się przez las, zarośla i krzaki, by znaleźć cenne borówczyska, borówczyska po szyję, obsypane granatowymi borówkami, tuż pod samym szczytem Mereszki.

Wczoraj, ćwierć wieku poźniej, w jak dawniej trzypokoleniowym składzie, choć o jedno pokolenie "młodsi", wyposażeni w aparaty fotograficzne i emaliowane kwaterki pojechalismy na Mereszkę. Jak dawniej, na borówczyska prowadził Tata, jak nigdy wcześniej wokoło latał Demo. Mijaliśmy piękne pokrzywione stare buki, a tuż pod Mereszki szczytem znaleźliśmy polany otoczone sosnami, a na nich pozostałości dawnej swietności. Borówczyska w znacznej mierze wygineły, borówek bylo mało, choć były ogromne. Wróciliśmy z dwoma pełnymi kwaterkami. Borówki z Mereszki zasypałam cukrem, jak kiedyś. 


15 borówek - to był bilans porannej wyprawy do rezerwatu "Zakręt" na szlaku kajakowym Krutynii. Chyba wtedy odkryłam, ze borówki w połączeniu z malinami smakują wyśmienicie! Spróbowałam nalewki malborówka, czyli malinowo-borówkowej, co roku robię koktajl barówkowo-malinowy, ale nie oświeciło mnie wczesniej by spróbować borówkowo-malinowego dżemu, nie oświeciło mnie aż do momentu gdy...
Na półce finskiego sklepu dostrzegłam dżem o nazwie kuningatarhillo - czyli dżem królewski. Dżem królewski (szwedz. drottningsylt) to dżem, na który przepis pojawił się po raz pierwszy w szwedzkiej książce Hemmets kokbok w roku 1903. i zapewne dość szybko przedyfundował do Finlandii. W oryginale, pół na pół maliny i borówki. Królewski to adekwatny przymiotnik na opisanie borówkowo-malinowego dżemu.


Przepis na dżęm borówkowo-malinowy, jagodowo-mailinowy (inpiracja finskimi dżemami):

1kg borówek (jagód)
1/2kg malin
3/4kg cukru

Borówki i maliny wymieszać w garnku o szerokim dnie, dodać cukier, ponownie wymieszać i pozostawić na około 15 minut by owoce pusćiły sok. Następnie zagotować do wrzenia i gotowac około 15 minut na średnim ogniu, mieszać od czasu do czasu (można ostudzić dżem, sprawdzić czy konsystencja jest odpowiednia i wtedy podgrzać ponownie). Przełożyć do słoiczkow. Królewski dżem, o smaku borówek złamanym kwaśną nutą malin.  






* te słoje notabene przetrwały po dziś dzień, robie w nich nalewki, gdy jestem w Beskidzie.

Thursday, June 27, 2013

sałatka izraelska



nigdy nie zapomnę widoku szarego kocura na kampusie Uniwerstyetu Hebrajskiego Givat Ram, widoku kota który wcinał na naszych oczach... ogórek. Tak, pospolity bury kot wyraźnie szczęśliwy zajadał to pospolite warzywo, swieży, zielony, gruntowy ogórek. Łukasz podsumowuje po dziś dzień tamto zjawisko następujaco: widać warzywa i owoce muszą być w Izraelu wyjatkowo dobre!

I prawda jest, ze słynie Izrael z cytrusów (kto nie zna cyrtyn czy pomarańczy z zieloną naklejką na której zółtymi literami widnieje napis Jaffa*?). Izrael słynie tez ze swych swieżych ziół, które zimą można kupić w innych zakątkach świata. Izrael to też wspaniałe warzywa. Ale. Ale tak brzydkich pomidorów, jak w Izraeleu, w żadnym innym śródziemnomorskim kraju nie widziałam! W Izraelu cudem było kupić piękne pomidory**, a jeśli już takowe się kupiło, to były one, hmm, włoskie.

Dla jasności wywodu należy dodać, że tak jak we włoskich Pompejach niemalo jest bezdomnych psów, tak w calym niemal Izraelu roi sie od bezpańskich i często nieoswojonych kotów, szczególnie w parkach i osiedlowych zagajnikach. Koty te dokarmiają okoliczni ludzie, pamiętam starszą panią która codziennie wieczorem przerzucała przez płot uniwersytetu dwie reklamówki jedzenia dla futrzanych stworzeń. Znamy, i to dobrze, pewna Audrey, ktora swoj kazdoroczny przyjazd do Jerozolimy zaczynala od zakupienia kilkunastu kilogramow karmy dla kotów "mieszkajacych" w środkowej częsci kampusu Givat Ram. Sami nie pozostaliśmy obojetni, zazwyczaj podczas naszych obiadów pod cyprysami towarzyszyly nam: starsza kotka Audrey i jej młode Ruda, Bielutki, Kaszalot oraz tłusty kocur Bysiek. Po mniej wiecej roku udało się nam zdobyć ich zaufanie (przy pomocy parówek), wtedy przybiegały z oddali i poza dyskretnym miałczeniem nawet czasem podchodziły sie połasić.

Salat yerakot yisraeli (czyli hebr. סלט ירקות ישראלי) to w bezpośrednim tłumaczeniu izraelska sałatka warzywna, zwana czasem salat aravi, czyli sałatką arabska. A w kuchni palestyńskiej znana jest pod nazwą salatat bandura (czyli sałatka pomidorowa). Podstawowa wersja sałatki to: pomidor, ogórek, cebula, garść ziół i sok z cytryny oraz oliwa. Najczesciej stosunek pomidorow do ogorków wynosi 1:1, ale czasem ogorków jest mniej, za to pojawiają sie dodatkowe składniki jak: papryka, papryczka chili, rzodkiewka, ja dorzucam awokado. Sałatkę izraelskę można polać jogurtem, czy sosem tahini, można dodać labneh, czy czerstwy biały chleb, zresztą dodając chleb zagłebimy się w palestyńskie klimaty jeszcze bardziej, czyli dostaniemy sałatkę fatoush. Salat yerakot podaje się jako meze, jako dodatek do falafeli, kebabów czy dowolnych potraw z grila. Cytryna, mięta i oliwa dodają sałatce swieżą bliskowschodnią nutę. Letnia, swieża.


Przepis na sałatkę izraelską czyli pomidorowo-ogórkowe szaleństwo (z wspomnień):

8 średnich pięknych pomidorów
2-4 małe ogórki gruntowe
4 młode cebulki
kilkanaście rzodkiewek
1 awokado
1 mała papryczka chili
garść pietruszki i mięty
2 łyżki oliwy 
1 łyżka soku z cytryny
sól, pieprz

do padania: kilka łyżek sosu tahini lub gęstego jogurtu

Pomidory pokroić w drobną kostkę, ogórki obrać i pokroić w kostkę nieco drobniejszą. Cebulki i rzodkiewki posiekać w plasterki, awokado w trójkąty, a zioła w drobne paseczki. Wszystko razem wymieszać, polać oliwa, sokiem z cytryny, popieprzyć i odstawić na kilkanaście minut do "przegryzienia".  Następnie sałatkę posolić i podawać z wybranym sosem. Orzeźwiająca!


* choc pare lat temu opinie publiczna zelektryzowala wiadomość, że pomarańcze Jaffa mogą pochodzić również z Hiszpanii
** na dowód polecam choćby zdjęcie sałatki izraelskiej tutaj na Wiki.


PS. Pewnego razu napisala do mnie Kasia (której oczywsicie nie znam;) z pytaniem o tradycyjna izarelska salatke, która można podawac z sosem tahini, przypomniałam sobie wtedy, że o tej bardzo typowej izraelskiej sałatce jeszcze nei pisałam.

Monday, June 17, 2013

twargowe drożdżowe, z truskawkami



nigdy nie byłam miłośnikiem truskawkowych przetworów, ani tym bardziej truskawek w formie pieczonej. Swoje truskawkowe wspomnienia mogłabym opisać wielce trafnymi słowami Ptasi, które ujmę tak: "ktoś te brązowe cukrowe owoce zjeść musi". Zapamietałam z wczesnego dzieciństwa dwa smaki przetworów: konfiturę wiśniową i coś, co babcia śmiała nazywać dżemem truskawkowym - brązowe skarmelizowane owoce, smaku słodkiego, aromatu słodkiego, zapachu słodkiego.*

Potem nadeszła era dżemów z substancjami żelującymi. Ale truskawkowe nadal były tylko słodkie (i już w połowie lata traciły kolor). Aż do czasu gdy, Waldek zaczął zabierać na Kajaki wspaniały dżem truskawkowy swojej mamy. Przekonałam się, że dżemy truskawkowe mogą być dobre. I tak zaczęłam po latach usilnych próśb ze strony Łukasza robić truskawkowe dżemy (wspomniałam o tym tydzień temu w kruszonowym wpisie). Mówią: nigdy nie mów nigdy.

Bo tym roku na punkcie truskawek oszlałam. Dżem, dużo dżemu, kruszon, makaron z truskawkami, drożdżowe z truskawkami, truskawki z cukrem, solo, a parę lat temu zarzekałam się, ze truskawki tylko jadam z cukrem i śmietaną. Są jeszcze truskawki i biały ser w postaci twarogowych knedli z truskawkami - moja ulubiona czeska owocowo-knedlowa klasyka. W tym szaleństie pokusiłam się na twarogowe drożdżowe - cięższe, ale puszyste zarazem, pachnące truskawkami!


Przepis na twarogowe drożdżowe ciasto z truskawkami (inspirowane twarogowymi knedlami):

250g mąki
50ml mleka
15g drożdży
250 białego sera (z kostki i twarożek, pół na pół)
75g cukru
25g miekkiego masła 
1 zółtko
szczypta soli

owoce: 1/2 kg truskawek
kruszonka: 50g masła, 50g cukru, 75g mąki


Truskawki oczyścić z ogonków, pokroić na polówki (małych nie trzeba kroić). Z 50g mąki, mleka, drożdży i łyżki cukru zrobić zaczyn, pozostawić do wyrośnięcia, na 10-15 minut. Następnie nasypać do miski mąkę, dodac zaczyn, biały ser (zazwyczaj dodaję pół na pół rozkruszony twaróg z kostki i gładki twarożek), cukier, masło żółtko, sól. Wymieszać i wyrabiać 10 minut. Pozostawić do wyrosnięcia. Blachę 24x36cm wyłożyć papierem do pieczenia, rozciągnać na blasze ciasto, powtykać gęsto truskawki, pozostawic na 15 minut do wyrosniecia. Posypać kruszonką i piec 25 min. w temp. 175st.C. Oszałałam na punkcie serowego drożdżowego, z truskawkami :)


* robiła babcia Hela jeszcze galaretkę porzeczkową na ciepło, powidło śliwkowe, konfiturę z róży na zimno (którą notabene zaliczaliśmy bardziej do przypraw niż przetworów), ale prym wiodły właśnie truskawka i wiśnia.


Monday, June 10, 2013

kruszon truskawkowy


spróbujecie wytłumaczyć?
Ale ja pójdę po kruszon!
00:34:03
Zielono mi, koncert pamięci Agnieszki Osieckiej, Opole 1997.


uwielbiam piosenki Agnieszki Osieckiej. Od nie-wiadomo-kiedy. Jedną z pierwszych, jak nie jedyną, kasetę jaką kupiła sobie moja Mama to ta z piosenkami Edyty Geppert. Własnie się zastanawiam czy nie kupiła jej tylko z powodu piosenki "Nie żałuję" autorstwa Osieckiej? Choć moje ulubione piosenki Osieckiej sa zupełnie inne: od kiedyś ulubionej Na zakręcie przez Żegnaj mi, Krakowie! po Ulicę Japońskiej Wiśni, to obie zapewne słuchamy piosenek Osieckiej by uciszyć serce... czasem w ręce trzymając kruszon.

Kruszon (z fr. cruchon) to napój alkoholowy na bazie wina z dodatkiem owoców i cukru. Bardzo podobny do ponczu czy sangrii, moze nieco słodszy, może trochę mniej alkoholowy, lecz raczej tak samo owocowy. Jest jeszcze podkarpacki kruszon z suszonych owoców i białego wina, wpisany na listę produktów tradycyjnych, niezła pyszna ciekawostka.

Ów mój truskawkowy kruszon to trochę produkt uboczny - przygotowując dżem truskawkowy postanowilam zlać syrop znad truskawek (by truskawek za długo nie gotować), a że nie piję wód z syropem, to dodaję syrop truskawkowy do wina... marnotrastwo, ale słodkie :)


Przepis na kruszon truskawkowy i dżem truskawkowy gratis (inspirowany wyżej wspomnianymi opowieściami o kruszonie):

1/2 kg truskawek
1/3 kg cukru
1 butelka różowego wina
1 szkl. zimnej wody
1 szkl. lodu

Truskawki obrać, pokroić na ćwiartki, zasypać cukrem, odstawić na godzinę, przemieszać dwukrotnie w tym czasie. Następnie zlać znad truskawek syrop*, do syropu wlać wino, dolać wodę, wsypać lód, po kilku minutach podawać. Łukasz mowi: jak soczek :)


* truskawki które poozostają po zlaniu syropu zagotować i następnie gotować 5-7 minut, powstaje wysmienity swieży lekki dżem, średni sloiczek. Jesli ktoś gotować dżemu nie ma ochoty, niech do truskawek dodatkową butelkę wina doleje i lodu dosypie!