Monday, December 07, 2009

basler brunsli


Na kirschwasser polowalam od dluzszego czasu, w Izraelu oczywiscie nie ma szans go nabyc, mozna nabyc jakies inne tzw. wisniowe brandy, ale to nie to samo. Jak ostatnio to dosadnie ujela An-na, tez nie uznaje kompromisow - jesli przepis stanowi, ze nalezy dodac kirsch, to ma byc
kirsch. Niewazne, ze prawie nie-do-zdobycia, ze niemal snil mi sie po nocach. Po dosc dlugim czasie staran, po proszeniu kilku osob o przywiezienie go, uparlam sie i przy okazji lotu na drugi kraniec swiata wreszczie zdobylam ow kirsch, dokladnie kirschwasser firmy Schwarzwälder. Moglabym powiedziec, ze szwajcarski bylby lepszy, ale ten niemiecki ma piekna butelke w zwierzatka, wiec mowie sobie stop ;-)

Kirsch bowiem jest sekretnym skladnikiem szwajcarskich bozonarodzeniowych ciasteczek basler brunsli (brązowe ciasteczka z Bazylei w wolnym tlumaczeniu). Przepisow na owe ciasteczka jest conajmniej kilka, na pewno powinny zawierac mielone migdaly, czekolade i ow kirsch, ktory jest po prostu wisniowa wodka i sam w sobie nie jest dla mnie jakims cudem nieziemskim, ale dodany do ciasteczek znacznie zyskuje na smaku.

Basler brunsli odkrylam dzieki Kuidaore, zauroczyly mnie swa cisteczkowa forma, krysztalkami cukru, ktore je oblepialy. Od poczatku mialam wrazenie, ze basler brunsli najpiekniej prezentuja sie w wersji krzyzyk i serduszko, czy ksztalt ma smak - wydaje mi sie ze tak ;-)
Gdy znalazlam przepis, a w nim kirsch, wiedzialam ze nie musza byc nawet dobre, a upieke je na 100%. Upieklam kilka razy - sa wysmienite, przynajmniej w moim mniemaniu, no dobrze i tych ktorzy je zezarli tez!

Przepis na basler brunsli (luzno na podstawie przepisu z about.ch):
125g cukru
200g migdalow
1/3 lyzeczki cynamonu
9 utluczonych gozdzikow
2 lyzki "z kopka" ciemnego kakao
1 lyzka maki
1 bialko sredniej wielkosci
100g czarnej gorzkiej czekolady
3-4 lyzki prawdziwego kirschu

Cukier wymieszalam z migdalami, cynamonem, gozdzikami, kakao, maka. Dodalam bialko i stopiona w kapieli wodnej czekolade, kirsch, dobrze wymieszalam, na gladka, malo lepiaca sie mase. Jesli masa nie chce sie lepic badz kruszy sie za bardzo, nalezy dodac dodatkowa lyzke kirschu (ewentualnie miodu). Nastepnie ciasto walkowalam na grubosc 7-10mm, wykrawalam cisteczka, ktorych brzegi obtaczalam w cukrze krysztale. Ukladalam na blasze wylozonej papierem do pieczenia i tak pozostawilam na kilka godzin. Nastepnie pieklam ciasteczka 4-6 minut w T=220st.

Przygotowywalam basler brunsli na kilka sposobow, z wersja dwu-bialkowa, wersja kompletnie weganska (czyli bez bialek, za to z odrobina miodu). Ostatecznie wersja ktora zamieszczam powyzej, ulubiona, nie kruszy sie, a kirschowej nuty jest w ciasteczkach w sam raz.

PS. Dziekuje Antoniemu za urocze, chlewikowe polecenie :-)

Monday, November 30, 2009

z rumem


pewna ciocia, o imieniu ktore nijak nie odzwierciedlalo jej prawdziwego imienia, o imieniu ktore nijak nie pasowalo do jej posady, biegla do pobliskiej lodziarni, jednej z trzech w 30-sto tysiecznym miescie poludniowo-wschodniej Polski. Biegla, gdy odwiedzlal ja w wakacje ktos z bliskich. Byly to czasy gdy lodzianie otwierano z nadejsciem wiosennego ciepla, a zamykano gdzies na wysokosci wrzesnia. Ciocia biegla po waniliowe lody - po dwie galki dla kazdego z dzieci i po trzy galki dla kazdego z doroslych. Doroslym podawala lody posypane rodzynkami i polane rumem, a dzieciom, tutaj nastepowal prawdziwy dramat, lody jedynie posypane rodzynkami.

U tej pani zwanej ciocia, bywlam srednio raz na rok, wlasnie w okresie gdy podawala doroslym lody z rodzynkami i rumem, rumem Havana Club, prosto z Pewexu zapewne. Potem podobna butelka przesladowala mnie w domu rodzicow, nie pamietam teraz czy marzylam by go sprobowac, niewatpliwie jednak wzbudzal wielka ciekawosc. Co tu duzo mowic, z powodu tamtych lodow butelka rumu Havana Club kojarzy mi sie z mega-swietem.

Rodzynki macerowane w rumie, w dobrym rumie podkreslam, to niezastapiony dodatek do wielkanocnej baby, zaraz obok wanilii i startej skorki z cytryny. Teraz gdy na praskim rynku stanelo bozonarodzeniowe drzewko, czas zabrac sie za wypiekanie ciasteczek, ciasteczek z korzennymi przyprawami, wanilia, skorka cytrynowa, miodem, orzechami; dobrej jakosci dodatkow nalezy nie szczedzic, nie mozna szczedzic po prostu.

Na polce pewnej wielkiej ksiegarni stala dumnie ksiazka Martha Stewart's Cookies
. Slodkosci Marth'y uwielbiam, nie oparlam sie ksiazce, pomyslalam ze lepsza pamiatka jest owa ksiazka niz pekata walizka Dunkin' Donuts. Gdy tylko wzielam ja do reki, na tylnej okladce przykluly moja uwage pewne jakby omaczone ciasteczka, potem je odnalazlam w przepisach, to ciasteczka z rumem - marzenie!

Przepis na rozplywajace sie w ustach rumowe ciasteczka maslane, na podstawie buttered rum meltaways Marthy Stewart:

1 3/4 szkl maki
2 lyzki skrobi kukurydzianej
1 lyzeczka cynamonu
1 lyzeczka swiezo startej galki muszkatolowej
1/4 lyzeczki utluczonych gozdzikow
1/4 lyzeczki soli
100-150g masla
1/2 szkl jasnobrazowego
cukru trzcinowego
1/4 szklanki ciemnego rumu (
uzylam Havana Club Añejo Reserva)
1 lyzeczka cukru pudru z prawdziwa wanilia
1/2 szkl cukru pudru (do obtoczenia ciasteczek)

Make wymieszac ze skrobia, przyprawami, sola (w amarykanskich przepisach ciasteczkowych za duzo dla mnie soli, zwykle dodaje szczypte w miejsce polowy lyzeczki). Maslo utrzec z cukrem trzcinowym, nastepnie partiami wcierac w owa mase rum, na koncu dodac cukier z wanilia.
Z ciasta uformowac za pomoca rak wlasnych i papieru do pieczenia ciastkowy walec ktory nastepnie bedziemy w stanie wepchnac w katronowy rulon jakis (uzywam rulonu ktory pozostaje z papierowych recznikow). Zrolowane ciasto umieszczone w kartonowej formie schlodzic w lodowce przez dobre kilka godzin. Nastepnie ciasto wyjac z rulonu, pokroic w 5mm plasterki, ulorzyc na blasze i piec 12-15 minut w 175st.
Podczas pieczenia ciasteczek wokol piekarnika, i wogole w calej kuchni, unosi sie przyjemny zapach rumu, niestety niewiele pozostaje go w ciasteczkach, ale przynajmniej ta swiadomosc... A gdy upieczone na zloto ciasteczka nieco przestygna nalezy obtoczyc je w cukrze pudrze, niestety moje Swiat nie doczekaja :-)

PS. Wcale nie-najmniej-wazne: Arkowi ogromnie dziekuje za, jak to sam pieknie ujal, medal - kontynuujac wyroznienia dziekuje niezmiernie wszystkim Wam za odwiedziny!

Monday, November 23, 2009

pasternak, z miodem



to wszystko przez Gosie!

Po pierwsze zarazila mnie kremowym miodem z Tasmanii, zarazila mnie do tego stopnia, ze mam go pod reka od 4 lat, odkad go tylko poznalam, a biedna Gosia musi dowozic go co jakis czas z Wyspy... Sistars zna go bodajze dzieki Helen, ktora zawsze miala w domu obowiazkowo sloik ciemnego i sloik jasnego miodu. Ow jasny miod Leatherwood jest ziolowo-kwiatowy, bogaty, umiarkowanie slodki, duzo by mowic, amatorzy miodow po prostu niech sprobuja!

Po drugie zarazila mnie pasternakiem, przemycam w walizkach, namawiam do jego uprawiania, planuje wydzierzawic grzadke by posadzic i pasternak i prawdziwa pietruszke w Pradze (chociaz z pietruszka to calkiem inna bajka). Z kolei w Beskidzie Niskim pasternak ma sie swietnie, zreszta popatrzcie na zdjecia ponizej, Mami wyhodowala w tym roku prawdziwe giganty, niektore okazy wazyly chyba z pol kilograma, smakowaly wysmienicie.

Po trzecie Gosia przygotowuje karmelizowany miodem pasternak.

Nim zaczne wypiekac tony piernikow, nastal czas na wpis sentymentalny, po zlocie rodzinnym tydzien temu. Tak szybko minal, dzisiaj
znow wszyscy daleko od siebie... Ale wszyscy mozemy otworzyc sloik tego samego aromatycznego miodu i juz jest jakos blizej :-)


Przepis na pasternak z miodem wg Gosi i Jona (parsnips with honey go nazywaja):

6 srednich korzeni pasternaku
2-3 lyzki oleju
2 lyzki dobrego jasnego miodu
sol, pieprz czarny swiezo mielony

Pasternak obieram, jesli przypadkiem srodek jest trwardy i lykowaty, nalezy go odrzucic, nastepnie kroje w paseczki (prostopadlosciany :) wielkosci frytek, moga tez spokojnie byc nieco ciensze. Na patelni rozgrzewam olej i na malym ogniu smaze pasternak do miekkosci, Gosia przysmaza go na brazowo (jesli komus sie bardzo spieszy, to moze przez kilka minut podgrzac "frytki" kuchence mikrofalowej). Gdy pasternakowe frytki sa niemal miekkie obie polewamy je miodem i karmelizujemy. Na koniec tylko pieprz i odrobina soli. Takie pasternkakowe chipsy mozna zajadac jako przekaske badz dodatek do pieczonych mies.

Jeszcze duzymi literami chcialam zdementowac pogloski, iz pasternak duza pietruszka jest. Nie jest, nie smakuje i nawet nie do konca wyglada jak pietruszka, jest zdecydowanie kremowy, gladszy, jesli juz z czyms go porownywac to smakiem z selerem, slodycza z marchewka, cos z ziemniaka tez ma, ale pietruchy naprawde malo! Oj wyobraznia...









PS. Klaniam sie nisko i dziekuje pieknie Peggy i wegetariance za wyroznienia, rumienimy sie i ja i makagigi!

Monday, November 16, 2009

z masłem orzechowym


maslo orzechowe, lekko slone, lekko slodkie...

Syrop klonowy, bardzo slodki. Gdy o nim mysle, przypomina mi sie wypowiedz Bobika Maklowicza sprzed kilku lat. Zapytany podczas internetowego czatu na gazeta.pl: "co przyrzadza z pysznym syropem klonowym?" odrzekl: "syrop klonowy wcale nie jest pyszny", bardzo slodka to wypowiedz :-)

W epoce malo blogowej, dobre piec lat temu, wertowalam flickr.com i wyszukiwalam zdjecia ciasteczek z przepisami, dawalo mi to pewnosc ze ciasteczka zostaly wykonane na podstawie zamieszczonego receptu. Znalazlam wtedy przepis na ciasteczka z "kratka" odcisnieta przy pomocy widelca, a
z maslem orzechowym w skladzie - spodobaly mi sie bardzo, kilka lat dojrzewalam do tego by wyprobowac przepis...

Tamtego przepisu jednak teraz nie odnalazlam, przegladalam wiec ostatnio
flickr.com chyba z pare godzin, az znalazlam niemal pozadane ciasteczka, nie znalazlam jednak odpowiedniego widelca. Ciasteczka sa i tak swietne, lekko slone, lekko slodkie... Lukasz, uczulony na wszelkie niemal orzechy stwierdzil: gdybym jadl orzechy, to bardzo by mi te ciasteczka smakowaly!

Przepis na ciasteczka z maslem orzechowym za The Kitchen Sink Recipes, a wlasciwie z 101cookbooks, na okolo 35 sztuk:

1 szklana maki
1/2 lyzeczki sody oczyszczonej
duza szczypta soli
1/2 szklanki masla orzechowego
1/2 szklanki syropu klonowego
pol lyzeczki cukru z wanilia
lyzka szarej soli gruboziarnistej do posypania ciasteczek

Wymieszalam make z soda, sola, w drugim naczyniu utarlam maslo orzechowe z syropem klonowym i cukrem z wanilia, do orzechowyej masy dodawalam stopniowo maczna mieszanke. Z masy nabieralam lyzeczka porcje ciasta, ukladalam na blasze wylozonej papierem, odcisnelam "kratke" przy pomocy widecla, posypalam sola gruboziarnista, kilka ciasteczek na probe posyplama cukrem krysztalem. Pieklam w T=175st przez 7-8 minut. Z piekarnika wyjechala bradzo ciekawa kombinacja smakowa.

PS.1. Co prawda wpis publikuje dzien po terminie, ale ciastka pieklam tydzien temu, wiec osmielam sie jednak zamiescic przepis w ramach Orzechowego Tygodnia Eli, prowadzonego przez Pole :-)
PS.2. Na koniec jeszcze dodam, ze wlasnie przecedzam nalewki w ramch dorocznego zjazdu rodzinnego w Beskidzie Niskim. Pozdrawiam cieplo!

Monday, November 09, 2009

ukraiński kożuszek


wyprawe na Sniezke podjelismy juz po raz trzeci, raz zakonczylismy ja wizyta w polskiej restauracji pod Obserwatorium (w ktorej Polacy mowiac po polsku nie moga placic czeskimi koronami), raz siedzac po zawietrznej pod kaplica sw. Wawrzynca. W 2005 owego biegu na Sniezke nie zakonczylismy na szczycie, bo po wizycie w chacie Jelenka, kilka kilometrow od szczytu, zajadajac tvarohové knedlíky s meruňkami postanowilismy nie udowadniac naszym kolegom, ze jednak lubimy biegac na biegowkach i po prostu sobie wrocilismy...

Tak od tamtego czasu wzbudzamy istna sensacje! Otwarcie potrafimy powiedziec, ze nie lubimy czegos co lubia wszyscy, nielada wyczyn, nieprawdaz? W tym roku, ku naszej wielkiej radosci nie bylo wystrczajaca duzo sniegu, by na biegowki sie wybierac, ale i tak nie ustawaly pytania dlaczego nas to nie bawi, a w zasadzie pytania o to, jak nas moze nie bawic cos, co bawi wszystkich, czyli dlaczego nie miescimy sie w normie? Bo tak to w Czechach zazwyczaj jest - nie nalezy odbiegac od sredniej, najlepiej byc takim jak inni i nie zwracac na siebie za bardzo uwagi.

Przezylam miniony weekend, doroczny weekend w Karkonoszach, z gwozdziem programu: wyprawa na Sniezke. Na koniec owej wyprawy, zjadlwszy kynuté borůvkové knedlíky w chacie Růžohorky, zabladzilismy w lesie, w nocy, we mgle, bez latarek, po kostki w mokrym sniegu... Nauczlo mnie to bladzenie, ze nalezy mowic glosno iz idziemy zla droga, niewazne ze 7 osob wie lepiej, a moja postawa odbiega od sredniej...

Przepis na slatake z buraczkami absolutnie zwraca na siebie uwage, ponoc to jest przepis o ukrainskich korzeniach, wiec jemu wolno :-) Przepis wygrzebala Ivka, milosniczka czerwonych buraczkow, ktore srednio sa w Czeachach popularne. Ivka wyprobowuje kazdy przepis na buraczki, jedynie do barszczu nie moge Jej przekonac...

Przepis na salatke "ukrainski kozuszek" (oryg. šuba neboli ukrajincův kožíšek, z ksiazeczki Chytrá kuchařka, Kájina Šponarová, 6-8 porcji):
30dag matjasow, odsaczonych z oleju
1 cebula
3 ugotwowane marchewki
3 duze ugotowane ziemniaki
3 srednie ugotowane buraczki
150ml majonezu
150ml gestego jogurtu naturalnego
sol, pieprz czarny swiezo mielony


Ugotowane w mundurkach warzywa (buraczki nalezy ugotowac osobno) studze, a nastepnie obieram. Na dnie salateki ukladam pokrojone w 7mm paseczki matjasy (1 warstwa), posypuje drobniutko posiekana cebulka, nan scieram na tarce (na grubych oczkach) marchewki, sole, pieprze, rozsmarowuje polowe majonezu wymieszna z polowa jagurtu, posypuje startymi ziemniakiami, znow sole, pieprze, nastepnie tre buraczki. Calosc na koniec przykrywam warstwa majonezu wymieszanego z jogurtem. Pakuje do lodowki na dobre 24 godziny. Wyjmuje z lodowki 2 godziny przed podaniem. Absolutny hit, wszyscy mysla ze to ciasto z wisniami :-)

PS. Nie zeby znowu w Czeskiej Republice bylo tak zle, jest po prostu inaczej, na tyle inaczej ze czasem daje sie to zauwazyc :-)

Monday, November 02, 2009

jibneh



 

nigdy nie bedzie takiego lata
nigdy nie bedzie takiego lata
nigdy policja nie bedzie taka uprzejna, nigdy
(...)
nigdy nie bedzie tak pysznych ciastek...

Finlandia, Swietliki i Linda, Las putas melancólicas 

W sobote ciemno, w niedziele ciemno, w poniedzialek jeszcze dolaczyl deszcz. Ponoc w Skandynawii pocieszaja sie alkoholem? A tu jeszcze nie srodek zimy, to dopiero jesien, chociaz to ponoc ona najbardziej przygnebiajaca pora roku jest? Gdy decydowalam sie na dwuletni pobyt w Izraelu, to nie zdawalam sobie sprawy, ze pierwsza jesien po powrocie bedzie taka... taka ciemna :-) nigdy nie bedzie takiego lata... slonce nie bedzie nigdy juz tak cudnie wschodzic, zachodzic...

Wiec gdy juz wspominam Izrael, a w zasadzie Wschodnia Jerozolime, to jako seroholik uswiadamiam sobie, ze powinnam poswiecic byla niemaly wpis tamtejszym serom. Ach, ale jak to u mnie z planowaniem jest to sami dobrze wiecie.



W miejsce przepisu:
Pierwsze miejsce wsrod bliskowschodnich serow zajmuje bez watpienia labneh, za nim suszony jogurt (o ktorym za kilka tygodni, niech polezy sobie w lodowce), a zaraz za nimi jibneh (czyt. dżibni).
Jibneh, to bialy, zwarty solony twarog, ma wiele wspolnego z dobra, twarda feta i wg. mnie jest conajmniej tak slony jak feta. Jibneh z owczego mleka ma przyjemna "skrzypiaca" strukture. Najwieksza ciekawostka sa ziarenka czarnuszki, ktorymi zazwyczaj jest posypany. W Srodkowej Europie zapewne z lekka niedostepny, ale wszystkim (sobie rowniez) polecam na pocieszenie kupic dobry kawalek fety i:
1. posypac ziarnami czarnuszki
2. pokroic w kostke, panierowac (maka, jajko, bulka tarta) i usmazyc
nastepnie zajadac ze smakiem!
Alez dzisiaj sie wysililam :-)


PS. W zasadzie to przy kazdym moim wpisie moglabym dodawac de gustibus non est disputandum; uwielbiam Bogusia Linde, zwlaszcza tego z Przypadku Kieslowskiego... I co, znow chce powiedziec nigdy?

Monday, October 26, 2009

z dynia i cytryna


wlasnie mialam okazje sprawdzic, w stanach Ilinois i Indiana dynie juz sa wszedzie! W hotelach, w ksiegarniach, na uniwersytetach... O przystrojonych domach, sklepach nie ma co wspominac, tylko na polach kukurydza. Nawet w Pradze w naszej ulubionej kawiarni Café Louvre specjalne dyniowe menu.

Jak tu sie oprzec dyniowemu Festiwalowi ktory proponuje Bea - ani mysle sie wzdrydac, z przyjemnoscia sprobuje dolaczyc! Oczywiscie pomyslalam o pieczonej dyni z jogurtem i mieta, mialam jednak ochote napisac o czyms co jeszcze tutaj nie zagoscilo, o zupie-kremie z dyni aka cytryny nie zalowac. Nazwa zupy sama sie komentuje, cytryna to sekretny skladnik, az niezrecznie przyznac ze chyba wazniejszy od dynii...

"Zupa-krem z dynii czyli cytryny nie zalowac":
pierwowzorem byl przepis na zupe-krem z batatow z niebieskim serem wg.
Midgelet

1kg dyni, pozbawionej nasion i skorki
1 cebula
1 marchewka
bulion, wywar warzywny...
sok z 1/2 cytryny (gdybym gotowala tylko dla siebie dalabym dwa razy wiecej!)
sol, czarny pieprz

Cebule drobno kroje i podsmazam na lekko zloto na oliwie, pod koniec smazenia dorzucam starta na tarce marchewke i podsmazam razem z minute. Nastepnie zalewam warzywa 4-ma szklankami bulionu badz wody (wtedy wrzucam jakas kostke rosolowa), dodaje pokrojona w kostke dynie. Gotuje 20 minut, po czym zupe miksuje, dodaje sok z cytryny, swiezo mielony pieprz i sol. Zupe podaje w jednym z dwu wariantow:

wersja 1 (amerykanska?)
kwasna smietana
pokrojony w kosteczke niebieski ser plesniowy
prazone orzechy wloskie

wersja 2 (bliskowschodnia)
gesty jogurt naturalny
drobno posiekana mieta
drobno posiekana papryczka chili

PS. Na koniec dodam jedynie, ze w ramach niefotografowanego Festiwalu Dynii do chleba dalam prawie podwojna porcje ziaren dynii :-)

http://www.beawkuchni.com/wp-content/festivaldynibanner09.jpg

Monday, October 19, 2009

podpłomyk


czyli skradziona opowiesc. Tak, ten wpis powinien byc zatytuowany skradziona opowiesc... Lukasz opowiada/opowiadal zawsze tak samo: wiesz, najlepszy z chlebow jest podplomyk, Babcia (Rozia, ta od rożków) piecze go ze dwa razy do roku, no moze czasem trzy, chyba z tego samego ciasta co chleb. Ciasto przygotowyje wieczorem, potem wyrabia nad ranem, a w tym czasie Dziadziu rozpala w piecu, i chodzi dagladac czy od tej wysokiej temperatury nic dookola sie nie zapalilo... Potem jako pierwszy pieka podplomyk, potem chleb... Podplomyk jest najlepszy na swiecie!

I rzeczywiscie jeszcze nie tak dawno na granicy Beskidzu Niskiego i Pogorza podplomyki z ciasta chlebowego pieklo sie (moze i jeszcze gdzies piecze?) w piecu przed wlasciwym chlebem, podobno by sprawdzic czy piec jest dobrze nagrzany... Lukasza Dziadkowie piekli podplomyk dla wnukow i gosci, raz
dostalam jeszcze cieply kawaleczek, pamietam smak jak przez mgle, ale wiem jak ma smakowac :-)

Przepis na podplomyk Babci Rózi (1/4 porcji):
1/2kg maki przennej chlebowej (najlepiej od Bembna z Moszczenicy:)
szklanka wody
12.5g drozdzy
lyzeczka soli

Wieczorem rozczynic 250g maki z drozdzami i woda, zostawic na dobre 12-scie godzin. Nastepnego dnia rano dodac do zaczynu reszte maki i sol. Dobrze wyrobic, tak z 10 minut powiedzmy. Ciasto podzielic na dwie czesci i zostawic na chwilke do podrosniecia. Uformowac kule i nastepnie rozciagnac lub rozwalkowac na placki jednocentymetrowej grubosci, okolo 20-sto centymetrowej srednicy. Piec w 220st. przez 15minut (w oryginale w chlebowym piecu, tuz przed wlozeniem don chleba). Ten ze zdjecia pieklam na lisciu chrzanu, ktory ma po upieczeniu lekko kapusciany smak.
Podplomyk zajadac cieply, najlepiej tylko z maslem.

Podplomyk pieczony z powyzszego przepisu nie ma idealnego smaku podplomyka z opowisci i wspomnien Lukasza, moze dlatego ze piekarnik to jednak nie piec opalany drewnem... Znacznie blizszy oryginalowi podplomyk osiagnelam z przepisu Jima Laheya z New York Times'a (u mnie tutaj); podplomyk z ciasta Jima Lahey'a polecam w ciemno, to smak wspomnien, brakuje tylko odrobiny popiolu na skorce!

! Dapisane 10 pazdziernika 2010: podplomyk z przepisu Babci udaje sie idealnie jesli dodac 1 1/2 szklanki wody i dobra make chlebowa! Odwoluje oficjanie co powiedzlalm powyzej :-)



PS. Troszke niesmialo, bo to pierwszy makagigowy wystep w Swiatowym Dniu Chleba. Wpis co prawda publikuje sie sam w pozniejszym terminie, ale pieklam i pisalam 16-go pazdziernika. Wszytko dzieki Eli, ktora piekla do 3-ciej w nocy, pomyslalam: nie ma mowy, musze, a co! Rozczynilam ciasto z samego rana, poszlam do pracy, a po powrocie w przerwie miedzy pakowaniem i wkladaniem czekoladowego powidla do sloikow pieklam ow podplomyku, pychota, ale na sniadanie smakuje lepiej :-)

[dzień+chleba.jpg]

Monday, October 12, 2009

jabłka w fartuszkach


jabłek w fartuszkach, czyli jablek z konfitura otoczonych maslanym ciastem i zapieczonch, nie jadlam chyba wieki, wieki czyli dobre kilkanascie lat. Nie jadlam, bo sa to slodkosci z serii slodkosci idealnych - troche pracochlonne, ale cudnie wygladaja i
znakomicie smakuja. Prawda jest, ze nigdy wczesniej ich nie pieklam. Zamarzyly mi sie jednak ostatnio - dzisiaj wcale sie nie dziwie, ze jedlismy je raz na 100 lat, upieczenie 8-miu takich jabkluszek sprawia przyjemnosc, ale pieczenie tuzinow juz niekoniecznie.

Zagadnelam Mame jak to z tymi jablkami w fatruszkach bylo? Stwierdziala, ze
byl to jakis stary galicyjski przepis i ze jablka w kruchym ciescie piekla jeszcze wtedy gdy ja jablek nie jadlam, a byla to syzyfowa praca, ciasto pekalo, rozlewalo sie i wogole same tragedie.

Pewnego razu jednak w jakims
czasopismie jakos na poczatku lat 80-tych, wybor jest niewielki, pewnie byla to Przyjaciolka, znalazla Mami inny przepis zatytulowany jablka w fatruszkach, przepis idealny, niewazne ze na 5 szklanek maki nalezalo dodac 0.5kg masla... Wszystko co niezdrowe smakuje najlepiej. A w koncu jablka to owoce, kto by tam patrzyl na ciasto :D nie ma znaczenia co w tym ciescie bylo, zdaniem nas dzieci, Mama piekla jablka w fatruszkach zdecydowanie za rzadko!

Przepis na jablka w fartuszkach mojej Mamy (polowa porcji):
2,5 szkl. maki
25dag chlodnego masla
1 jajko
2 zoltka
1 lyzka kwasniej smietany
1 lyzeczka cukru
szczypta soli

16 malych jablek, maksymalnie 120g kazde (obrac, przekroic w 1/3 wysokosci, pozbawic gniazd nasiennych, podstawe jabkla napelnic plaska
lyzecza konfitury rozanej, kto woli wisniowej lub rodzynkami)

Schlodzone maslo posiekac z maka (potwarzajac za Nela: "siekac tak dlugo, az oba skladniki nabiora konsystencji grubego ryzu"), nastepnie zarobic z jajkiem, zoltkami, smietana, cukrem i sola. Ciasto schlodzic w lodowce - przez dobre 24 godziny. Podzielic na dwie czesci, cienko rozwalkowac (nieco grubiej niz ciasto na pierogi) i oblepic jabkla ciastem - technika dowolna, ja robie to nastepujaco:
ciasto kroje na kwadraty, na kazdy kwadrat klade uprzednio przygotowane jablko, rogi ciasta zakladam w strone ogonka, brzegi zlepiam, ciasto 'przyklejam' do jablka, wystajace brzegi ciasta obcinam, formuje gladka skorke. Tak postepuje do wykorzystania calego ciasta, oczywiscie listki wycinam nim ciasto sie skonczy!
Jablka piec "na zloto" w nagrzanym do 220st.C piekarniku, po 2-3 minutache temperature zmniejszyc do 200 stopni (pieczenie zajmuje 20 minut). Lekko przestudzone posypac cukrem pudrem i zajadac.

Lukasz podsumowal: na szczescie jablka sa caly rok!

PS. Mam tez kilka, jak nie nawet kilkanascie, zaleglych przepisow z Weekendowych Piekarni, ale po minionym weekendzie jest ich o cale dwa mniej. Zrobilam wreszcie rustykalny chleb z gruszkami Ali (przepraszam za zdjecie "przed" ale "po" bylo ciemno, planowalam zrobic wiec zdjecie rano, ale rano nie bylo juz czego forografowac :D):


i bajgle Tatter, z polowy porcji zniknely w pare godzin, z braku maku i sezamu uzylam za'atar i szara kamienna sol z Wieliczki - te z sola byly obledne (tak sie przejelema faktem by zrobic wielkie dziurki, ze zrobilam dziurki giganty, to nauczka na nastepny raz):


oba przepisy doskonale, nic dodac tylko piec!

Weekendowej Piekarni, obchodzacej wlasnie pierwsze urodziny, zycze 100 lat i z okazji tej 'przesylam' jej jablka w fartuszkach :*

i PS. Makagigi bardzo dziekuje Olasz za wyroznienia w 20-stej Foodelkowej edycji!
foodelek: przepisy tygodnia


Monday, October 05, 2009

ziemniaki z ogniska


wydaje mi sie ze wpis ten odpowiedniejszy bylby na poczatek wrzesnia, gdy na czasie ziemniakow kopanie, a temperatury wieczorem nadal na tyle wysokie by sobie z przyjemnoscia usiasc na polu/dworze. Ale co tam, na ostatniego Sylwestra Agnieszka Kreglicka polecala piknik zimowy (PS.1), wiec moze popoludniowe ognisko poczatkiem pazdziernika to nie taki durny pomysl?

Zaproponuje wiec ogniska jesienne - nadszedl czas by wygrabic liscie w ogrodzie/ogrodku, na dzialce/podworku, a po zakonczonej pracy polowej rozpalic chocby male ognisko. Jestem bowiem milosnikiem ognisk! Nie, nie zadowala mnie dym z butelki o zapachu ogniska, nie zadowalaja mnie spalone wczesniej wegle, ogien ma byc zywy i musi plonac.
Od zawsze zreszta slyszalam ze dzieci ktore bawia sie ogniem beda sikac w nocy i zupelnie nie wiem dlaczego nadal to slysze? :-)

A ziemniaki z ogniska? Jeszcze kilkanascie lat temu w Beskidzie Niskim powszechne i niemal obawiazkowe bylo pieczenie ziemniakow na zakonczenie wykopkow czyli ziemniakow kopania, sama wykopki pamietam z dziecinstwa spedzonego na beskidziej wsi. Ziemniaki pieklo sie wprost w zarze, tak by ich skorka lekko sie zwęgliła (skorke taka mozna zjadac bez obaw, to wegiel w czystej postaci - carbo medicinalis).

I znow w tym roku nie moglam odmowic sobie przyjemosci parukrotnego zrobienia
ziemniakow z ogniska, a bliskim watpliwej przyjemnosci smierdzenia dymem. Sprawdzilam jednak: istnieja muzea i gospodarstwa agroturystyczne ktore organizuja odplatne pieczenie ziemniakow, wiec moi drodzy narzekacze pieczenie ziemniakow to nie taka byle jaka atrakcja!

Przepis na pieczone ziemniaki z ogniska:
sredniej wielkosci ziemniaki (okolo 150g jeden)
Dodatki: maslo, sol szara kamienna

Rozpalam ognisko, od jednej zapalki, z kora brzozowa (ostatecznie jakies suche liscie, igliwie), niech plonie z godzine drewno ktore zostawia duzo zaru. Gdy zaru juz jest spora kupka rozgrzebuje go i w sam srodek wrzucam dokladnie umyte ziemniaki i dokladnie przysypuje popiolem, na wierzch dorzucam swiezego drewna, niech jeszcze chwile plonie. Gdy zar jest "dobry" (czyli jest go po prostu duzo) to ziemniaki sa upieczone po okolo 25-30 minutach.
Wygrzebuje z zaru ziemniaki, rozkrawam wzdluz na pol, posypuje sola i rozsmarowuje na nich po odrobinie masla - oj zawsze sie ktos oparzy...

PS.1. Od kilku lat Wysokie Obcasy czytuje z opoznieniem kilkumiesiecznym, stad jestem na czasie z potrawami z minionego grudnia.

PS.2. Przez ostatnie dni kompletnie odmowily mi wspolpracy zmysly wechu i smaku, nie potrafilam poczuc czy zakaws fermentuje, czy gruszki sa slodkie, a czy wegierki to naprawde wegierki. Kulinarne plany sie rozsypaly, ale dzieki temu moge dolaczyc do Ziemniaczanego Sezonu u Olgi! Mowia, ze co sie odwlecze... Mam nadzieje tylko, ze nie podziele na dobre losow pana Duchemin :-)

i PS.3. Makagigi sie bardzo cieszy z wyroznienia w 20-stej Foodelkowej edycji!
foodelek: przepisy tygodnia