Sunday, August 09, 2009

z młodymi buraczkami


od polowy lat 80-tych kilka dni zarowno wakacji letnich jak i zimowych ferii spedzalam w Radocynie w Beskidzie Niskim, dojezdzalismy tam tzw. droga przez 7 potokow, czyli przez Nieznajowa. Prawda jest taka, ze potok jest naprawde jeden i jest to Wisloka, ale miedzy Czarnem a Swiatkowa mocno meandruje i kilkakrotnie przecina droge. Kilka lat temu Wisloka podmyla, a potem zabrala spory kawalek drogi, wiec pozostal urwisty brzeg i juz potokowej drogi Swiatkowa-Czarne samochodem pokonac sie nie dalo...

W polowie lat 90-tych
kilka dni zarowno wakacji letnich jak i zimowych ferii spedzalam w Radocynie, tam poznalam smak pierogow ruskich z mieta, znalazlam neolityczny piesciak i pierwszy raz widzialam swietliki. Radocyna byla nasza baza wypadowa - lazilismy po calym srodkowym Beskidzie Niskim, raz na kilka dni szlismy 7 albo 9 kilometrow do sklepu, a po drodze na poziomki. No i osiemnastki, tak w Radocynie odbywaly sie najlepsze osiemnastki jakie mozna sobie wymarzyc!

Na poczatku XXI wieku zaczelam odwiedzac Radocyne i bliskie jej okolice znacznie rzadziej, raz do roku, najdluzej na dzien. Moi Rodzice miaszkaja na obrzezach Beskidu Niskiego, dla mnie jednak wlasciwy Beskid Niski zaczyna sie na poludnie od Sekowej, jedzie sie tam, bo ciagnie cos co ciezko nazwac... W tym roku poczatkiem lipca wyciagnelam Age i Jasia, Demona nie trzeba bylo wyciagac - sam pchal sie do samochodu, i pojechalismy z Lukaszem w strone Radocyny. Zrobilismy pieszo krotki odcinek Czarne - Niezajowa, przechodzac przez te kilka potokow, cieszac sie kartuzkami, rumiankami i bujna zielona trawa. Oczywiscie kupilismy w bacowce u Klimowskich kilo jeszcze cieplego owczego bundzu i trzy dobrze uwedzone oscypki.

Lukasz zwykl podsumowywac moje gusta tak:
- Basia zawsze chce to, czego nie ma (ale zdaje sie ze i An-na i ja wiemy, jak to ma wygladac :)
- Basia lubi sery, ktore nie maja smaku
Bundz to ponoc ser z serii tych bez smaku, choc porządnie smierdzi owcą. Pisze to na pocieszenie tym, ktorzy mogliby miec problem z jego zakupem. Ale jak juz sie ma bundz, a wlasciewie resztki jakie z niego zostana, to trzeba je dobrze wykorzystac!

Letnia salatka z mlodych buraczkow z bundzem (2 porcje):
2 spore garscie mlodych buraczkow
1 garsc mlodych buraczanych listkow
kilka rzodkiewek
kilka galazek natki pietruszki
sok z cytryny
oliwa z oliwek, najlepsza z mozliwych
garsc badz dwie pokrojonego w male kawalki bundzu
szara sol

Oczyszczone buraczki pokroilam na bardzo cienkie talarki, ulozylam na talerzu, dorzucilam buraczane listki, rzodkwiewki pokrojone na cwiartki, listki pietruszki. Calosc hojnie polalam oliwa, sokiem z cytryny. Posypalam kawalkami bundzu i poproszylam wielicka szara sola. Dla mnie bomba :)

PS.1. Saltka powyzsza powstala dzieki
temu pomyslowi Magdy Gessler z ubieglorocznych grudniowych WO, tak juz mam ze od kilku lat WO czytuje z blisko polrocznym opoznieniem...
PS.2. W warunkach angielskich przygotowalam salteke z rukola zamiast mlodych buraczanych listkow i serem wensleydale zamiast bundzu, dodam jednak ze mozzarella sprawdzilaby sie tutaj zacznieee lepiej!


Sunday, August 02, 2009

sabra


we wspolczesnym hebrajskim mianem sabra okresla sie Zyda urodzonego na ziemi Izraela. Sabra to rowniez owoc opuncji figowej (Opuntia ficus-indica), owoc kolczasty i szorstki z zewnatrz, a miekki i slodki w srodku - taki jest zarazem stereotyp Izraelczyka urodzonego w Izraelu. Ron Mainberg w ksiazce Taste of Israel pisze: epitet ten (czyli okreslenie sabra) jest w uzyciu od tak dawna, ze nawet przestalismy czuc sie obrazani i z czasem zaczelismy byc z nawet z niego dumni. W koncu, jak wiele innych narodow bierze swa nazwe od owocu?

Owoc opuncji, rzeczona sabra, pojawia sie na izraelskich targach na poczatku lata, czasem nawet wczesniej. Teraz jednak pojawily sie owoce o fioletowo-zielonej skorce, purpurowe zas w srodku. Jak dla mnie te purpurowe sa smaczniejsze, trudniej trafic na przejrzale owoce, co czesto zdarza sie w przypadku odmiany pomaranczowej... Mimo tego, ze uprawy opuncji figowej rozrosly sie znacznie w ostanich latach owoc opuncji jest nadal rarytasem, a pojawienie sie go na jerozolimsikm targu wzbudza niemala radosc!

Moje przepisy na salatki owocowe sprowadzaja sie do jednej prostej zasady: wez 3 rodzaje owocow i 5 rodzaji dodatkow ktore stworza sos. Po latach prob stworzylam salatke idealna ananas-banan-kokos plus metaxa-cytryna-
miod-cz.porzeczka-pieprz lub metaxa-cytryna-pini-roza-gorzka.pomarancza (koniecznie zarowno ananas jak i orzech kokosowy musza byc swieze, innych sie nie tkne:). Co jednak poczac, gdy w Izraelu swiezy orzech kokosowy pojawia sie na tak tylko dlugo, jak dlugo kwitnie kwiat papoci? Trzeba ratowac sie owocem lokalnym!

Przepis na salatke z ananasow, bananow i owocow opuncji figowej (4 porcje)
sredni ananas
4 duze zielonkawe banany
4 owoce opuncji
100ml metaxy (ew. brendy)
2 lyzki jasnego miodu
2 lyzki soku z cytryny
pol lyzki swiezo i grubo mielonego czarnego pieprzu
pol garstki lisci swiezej miety

Ananas obieram, pozbawiam lykowatego srodka, kroje na cwiartki, kazda cwiartke wzdluz na pol, a potem wpoprzek na 7mm plasterki. To samo z bananami i owocami opuncji, choc te kroje w ciut ciensze, 5mm plasterki. Owoce wrzucam do misy i zalewam mikstura z alkoholu (akurat tym razem uzylam zubrowki, bo zupelnie niewiadomo dlaczego wszystek tzw. mocny alkohol z naszego domu wyparowal), soku z cytryny, miodu rzepakowego, posypuje swiezo mielonym pieprzem, listkami miety, mieszam i chlodze w lodowce przez dobra godzine czy dwie, mieszajec ze dwa razy w miedzyczasie.

Salatka ta smakowala nam wysmienicie nad brzegiem Morza Srodziemnego, na plazy w Rishon_LeZion, jestem pewna ze rownie dobra bedzie na kazdy inny piknik.

Sunday, July 26, 2009

fish&chips


...nocka przyszla idz juz spac
spij, spij, slodko sobie snij
niech Ci Pani Noc przyniesie koc...*

"Leonek" Justyny Steczkowskiej, najladniejsza kolysanka jaka ostatnio slyszlam

na dzisiaj akcja "Zojka" zakonczona, przed nami kilka chwil wolnego wieczoru. Od kilku dni bowiem stacjonuje w Woking u czteromiesiecznej Zoe, u Gosi i Jona, czas ucieka nam bardzo szybko, Bobo spi w dzien tyle by zdazyc uprasowac jedna zaslone, a czasem tylko pol zaslony :-)

Zoe jadla dzisiaj swoj pierwszy ryz, jadla to moze duzo powiedziane, probowala i nie wiedziala do konca co z nim zrobic, przed Nia jeszcze dluga droga by przy okazji wycieczek nad morze i spacerow po kamienistej plazy sprobowac fish&chips w Fred's w Littlehampton. My tymczasem pozwolilismy sobie na rybe
haddock (watluszcza srebrzystego ;) z frytkami bez octu. Byla wysmienita, a mam dobre porownianie, bo nie dalej jak 10 dni temu probowalam raczyc sie ryba w Rowach nad Baltykiem. Kazdym razem zreszta przy okazji kajakowania odwiedzamy jakies rybne przybytki i prawie za kazdym razem wychodzimy usatysfakcjonowani jedynie w polowie (czyt. smaczne frytki).

Kilka lat temu zainspirowana jakims programem kulinarnym na BBC (prawdopodobnie Two Fat Ladies) robilam fish&chips wlasnorecznie, smazylismy wielkie frytki, kupowalismy "swieze" dorsze na Nowym Kleparzu, bylo to smaczne ale teraz wiem, ze nie do konca o "to" chodzilo. Pomyslalm, ze dzisiaj wiem dokladnie: sekretem jest prawdziwie swieza ryba prosto z morza, nie dziwie sie ze o taka na krakowskim Kleparzu bylo trudno, nie moge jednak zrozumiec dlaczego o taka rybe ciezko nad polskimi jeziorami, rzekami czy morzem? Czesto pojawiaja sie kwestie dodatkowe jak: odpowiednia temperatura tluszczu, dobra panierka, myslalam ze juz nigdy nie zachwyce sie smazona ryba, a jedna, a jednak nie nad polskim jeziorem.

Zamiast przepisu zapraszam wiec na Wyspy - usmiechnieta Zoe i
fish&chips to jest to!



PS. Wszystkich ktorym nie odpisuje na maile bardzo przepraszam, w takiej sytuacji po prostu sie nie ma szans :-) Pozdrawiam jednak goraco i serdecznie!

Sunday, July 19, 2009

galaretka z czarnej porzeczki



wrocilismy z Lupawy, ze splywu kajakowego Lupawa, rzeka żwawa, miejscami plynaca jednym wielkim bystrzem, odludna i bardzo urozmaicona. Padalo oczywiscie niemal bez przerwy przez 5 dni z rzedu, przez kolejnych 5 czasem pokropilo, a nasza meteorologiczna brygada KiM przepowiadala "bedzie lalo, albo bedzie slonce" :) Przygoda byla wspaniala, glownie dzieki paczce przyjaciol, ktorym tym samym dziekuje za fantastyczna zabawe!

Bedac jeszcze w kajakowym nastroju wspomne ubiegloroczny kajakowy hit - mianowicie przepis na niesamowita galaretke z czarnych porzeczek na zimno wedlug KasiM, zapalonej kajakarki, choc w tym roku tzw. kajakarki duchem. Kajakarzom usciski i milosnikom porzeczkowej galaretki tez :-)


Przepis na galaretke z czarnej porzeczki na zimno (kajakarki KasiM):

1 litr miazszu przetartego z czarnych porzeczek
1 litr cukru krysztalu

Przygotowac czyste wyparzone/wysterylizowane sloiczki i pokrywki, wazne by sloiczki byly stosunkowo nowe, warto tez zainwestowac w nowe pokrywki, galaretki sie nie gotuje, wiec zdarza sie jej "wyplywac" (czyli fermentowac) ze sloikow przy najmniejszym dostepie powietrza.

Dorodne czarne porzeczki przebrac dokladnie, a nastepnie oplukac i dobrze odsaczyc, pozostawic by obeschly. Nastepnie porzeczki zmiksowac
na gladka niemal pulpe. Porzeczkowa mase przecierac partiami przez sito (przecieram dosyc dlugo, do miazszu dostaja sie wtedy drobniejsze pestki i przecieraja sie rowniez skorki, co galaretce dodaje uroku i ciemniejszego koloru). Do przetartego miazszu dodac cukier i mieszac tak dlugo az cukier sie rozpusci, okolo 5-7 minut. Gotowa galaretke nalozyc do malych sloiczkow. Na wierzch galaretki w kazdym sloiczku nalac okolo 1/2 lyzeczki spirytusu, podpalic i natychmiast, jeszcze gdy spirytus plonie, zakrecilc sloiczek. Galaretka zastyga po mniej wiecej godzinie, jest przedobra!

Z 2 litrow calych porzeczek powstaje po przetarciu prawie 4 szklanki miazszu do ktorych nalezy dodac prawie 4 szklanki cukru (z czego powstaje 8 200ml sloiczkow galaretki).


PS. Tak widowiskowych eksperymentow jak podpalanie spirytusu nalanego na wierzch galaretki nie robilam od lat i niemal zapomnialam, ze ponoc cale to moje "papranie" sie w kuchni to moja zylka eksperymentalisty...

Sunday, July 12, 2009

jagodzianki


od kilku lat jezdze na Kajaki, na kilkudniowe splywy kajakowe dokladnie. Szczerze mowiac Kajaki i mnie polaczyla przygoda od pierwszego poplyniecia i na chwile obecna nie wyobrazam sobie wakacji bez nich, bez planowania, rezerwowania, dzwonienia do "panow od wypozyczania kajakow" i bez przyjaciol, bez chinskiej zupki z dodatkiem zoltego sera, bez wody z z gory, boku i od dolu i tej niepewnosci czy znow bedzie ladnie, a ladnie na kajakach przestalo byc w 2004 roku...

Z Kajakow przywozem zawsze jakos mniejsza badz wieksza kulinarna ciekawostke, zaczelo sie wszystko 8 lat temu na najbardziej znanym chyba kajakowo szlaku. Dzisiaj moje kajakowo-kulinarne wspomnienia przedstawiaja sie nastepujaco:

2001, Czarna Hancza: jagodzianki, sekacze i orzechowka Gosienko
2002, Drawa: domowy twarog sprzedawany wprost z bagaznika trabanta
2003, Narew: kwas chlebowy i kwaszone ogorki narwianskie
2004, Krutynia i Mirka zupa z dodatkiem zoltego sera

2005, Rospuda i Blizna:
babka ziemniaczana
2006, Pilawa i Rurzyca plus miod malinowy Moniki
2007, Krutynia i kurki w smietanie, powidlo wisniowe Ali i
miod rzepakowy
2008, Wda z galretka porzeczkowa Kasi
2009, Łupawa i wielka niewiadoma...

W tej chwili plyniemy Łupawą, powinnismy dzisiaj byc mniej wiecej w polowie trasy, nie wiem co nas czeka, moze ktos z nas znow przywola Czarna Hancze i smak jagodzianek
(o czym wspomnialam juz tutaj)? Pozdrawiam kajakowo :-)

Przepis na jagodzianki z kajakowych wspomnien (ciasto na bulki jeszcze lepsze, 12 srednich buleczek):
12.5g drozdzy
2 szklanki maki
1/2 szklanki mleka
8 lyzek cukru (w tym jedna cukru z prawdziwa wanilia)
2 zoltka
4 lyzki masla
otarta skorka z cytryny
1/4 kilograma borowek (czyli jagod)
+ kruszonka z 25g masla wedlug przepisu tutaj


Z drozdzy, lyzki maki i lyzki mleka zrobic rozczyn i czekac az drozdze podrosna. Z zoltek i cukru utrzec kogel-mogel, poczym dodac do mąki wraz z rozczynem. Dodac roztopione maslo, skorke i zagniesc ciasto, w trakcie zagniatania dodac pozostale mleko. Ciasto dobrze wyrobic (10-15 minut). Ciasto podzielic ciasto na 8 lub 12 kawalkow, uformowac okragle placuszki, rozplaszczyc i nadpelniec okolo dwoma lyzkami borowek, dobrze zlepic, ulozyc na blasze, przykryc sciereczka i pozostawic do wyrosniecia na conajmniej godzine. Smarowac roztrzepanym zoltkiem, posypac kruszonka i piec do zlota w 175 stopniach (~15-20minut).

PS.1. A oto jak Demon, moj ukochany posokowiec bawarski z Beskidu Niskiego, pozowal kilka dni temu do jagodziankowych zdjec:



PS.2. Dopisane po powrocie: oczywiscie 5 z 10 kajakowych dni lalo jak z cebra, bylo zimno ale jak zwykle wspaniale!

Sunday, July 05, 2009

z zółtym serem


jestem wrogiem wszelkich erzacy - a plastik to dla mnie taki smiec - nie lubie plastikowych kubkow, talerzykow, reklamowek, a nade wszystko widelcy! Przeciez takim widelcem nie mozna niczego niemal nabic, nieprawdaz? Lukasz czasem namawia mnie na jakies polsrodki, ze bedzie mniej roboty, ze cos... Coz, z uporem maniaka nosze kieliszki na trawe, nie daje sie namowic nawet na to ze potem mniej zmywania - nie tyle jestem tradycjonalistka, co napewno uparciuchem :)

Ale tym razem poszlam na kompromis, powiedzialam sobie: a co mi tam, raz i ja moge pojsc na ustepstwo i tak kupilismy papierowe talerzyki w kolorze czarnym. Kieliszkow na razie nie zastepuje papierowymi kubkami za co pewnie Michal sie do mnie usmiechnie? Wyciagnelam mojego domatora na trawe, na sztuczna trawe izraelska jak to zwyklismy ja nazywac, bo w warunkach tutejszego kilmatu pewnie inna by nie przetrwala? Trawa w tym roku jakos sie nie udala, ale nie przeszkadzalo nam to piknikowac, a juz szczegolnie w chwili obecnej gdy to od kilku dni cieszymy sie bujna i zielona trawa w Beskidzie Niskim.

W ramach drugiego pikniku z widokiem na Kopule Skaly byly: w ramach 34 Weekendowej Piekarni Margot chleb 60/40 Nilsa zaproponowany przez Tatter, kwasnie czeresnie, polskodkie zielone figi i salatka z serem. I poniewaz chleb sam sie komentuje - doskonaly - nie doczekal krojenia na zimno (
zreszta pieklam go juz kilka razy, zmianiajac w koncu make 1150 na 720 przez co chleb stal sie moim ulubionym), owoce tez, to pozostaje owa salatka. Pewnego razu salatke z zoltym serem robila Aga, byla wspaniala, wiec na dlugo pomysl dodatku tartego sera pozostal mi w pamieci, dla wszystkich seroholikow taka salatka to istna rozkosz, wiec z mila checia pomysl od Agi przejelam. Ser polaczylam z moja ulubiona pomidorowo-rzedkiewkowo-awokadowa kompozycja i tak powstala:

Nalepsza salatka z zoltym serem (4 porcje):
4 garsci salaty
4 garsci pomidorkow koktajlowych
2 garsci rzodkiewki
1 duze awokado
pol garsci listkow miety i pietruszki
4 lyzki oliwy
2 lyzki soku z cytryny
2 lyzki miodu rzepakowego
sol, pieprz czarny swiezo mielony
10da zoltego sera (np. maasdam, gouda)

Liscie salaty porwac i wrzucic na dno miski, dorzucic pomidorki pokrojone w cwiartki, rzodkiewki pokrojone w cwiartki, awokado w trojkaty, porwane listki miety i pietruszki. Z oliwy, soku z cytryny i miodu zrobic sos (przez wymieszanie) i polac nim salatke. Posolic, popieprzyc, a na wierzch zetrzec solidny kawalek dobrego zoltego sera. Piknik z taka salatka to sama radosc!

PS. Wszystkim zycze udanych wakacji, my we wtorek r
uszamy na kajaki :-)

Sunday, June 28, 2009

lemoniada


jest we Wschodniej Jerozolimie restauracja pod dachem z pedow i lisci winorosli, miesci sie ona przy "Jerusalem Hotel", nie ma za bardzo chyba zadnej nazwy, ale serwuje calkiem niezle meze i doskonaly domowy napoj na bazie soku z cytryn. Tenze napoj jest bardzo popularny w Izraelu, mam wrazenie ze w tzw. arabskich miejscach jest szczegolnie pyszny i orzezwiajacy, a co najwazniejsze przygotowany na biezaco, zawsze aromatyczny, bardzo kwasny i dosyc slodki. Napoj zwany jest lemoniada.

Nie zwyklam robic zdjec w restauracjach (czesciowo dlatego, ze nie jestem Amarykanka i jakos sie wstydze, oraz dlatego ze zwykle w restauracjach nie ma "dobrego swiatla", wiec i tak ze zdjec takich niewiele wyjdzie). Nigdy tez nie pomyslalam tez by spytac w jakiejs resteuracji o przepis... Do czasu jak widac. Nie wytrzymalam, kilka tygodni temu we wspomnianej restauracji, ku wielkiemu rozbawieniu Kasi i Lukasza, po kilkunastu minutach wahania, poszlam w strone baru i zapytalam co zrobic z owa mieta by nie wyszla z niej czarna breja, a piekna zielona pianka?
Wiem juz - na nadchodzace upalne polskie lato lemoniada z mieta bedzie obowiazkowa :-)

Bliskowschodnia lemoniada (przepis podstawowy, zrodla niestety nie pamietam):
1 szklanka soku z cytryny
1/2 szklanki cukru
woda, lod
Cukier rozpuscic w odrobinie cieplej wody, dodac sok, dopelnic woda do objetosci jednego litra. Wymieszac, dodac kilka kostek lodu.

Palestynska lemoniada (przepis z Jerusalam Hotel na Nablus Rd. w Jerozolimie)
1 szklanka soku z cytryny
1/2 szklanki cukru
1/4-1/2 szklanki swiezych listkow miety
woda, lod
Do blendera wlac sok z cytryny, dodac cukier oraz listki miety, dopelnic woda i lodem (kilka duzych kostek) do objetosci jednego litra i nastepnie wszystko zmiksowac do uzyskania zielonkawego zabarwienia lemoniady. Po dluzszej chwili lemoniada moze sie rozwarstwic - zmiksowane listki powedruja na powierzchnie lemoniady - wystaczy jedynie zamieszac - jest wysmienita!

PS. Jesli ktos by byl bardzo ciekaw to kwiat na zdjeciu to kwiat granatu - po lewej lekko przekwikniety, po prawej paczek tuz przed kwitnieniem. Sfotografowana zielona lemoniada to wersja z drobno posiekanymi listkami miety, nawet nie w polowie tak dobra jak ze zmiksowanymi.

Sunday, June 21, 2009

svíčková na smetaně


jutro nad ranem znow jedziemy do Pragi, przed nami noc kiedy czlowiek nie wie co robic - dylemant nie lada: klasc sie czy nie klasc - bo jak tu sie wyspac kiedy z domu trzeba wyjechac o 2:00 w nocy, by na lotnisku byc o 3:00 i summa summarum wyleciec o 6:05, przeleciec sie nad polowa Europy i o 10:00 isc do pracy? Juz to przerabialismy - spanie przez niecale 2 godziny wiecej wymeczy niz pomoze, chyba trzeba przeczytac cos Leszka K. Talko :) albo pomyslec o jakiejs dobrej czeskiej hospodzie.

Kiedy po raz pierwszy odwiedzalismy Zlota Prage, czysto turystycznie zreszta, nie przypuszczalismy ze za kilka lat znow tam zawitamy, na dluzej i w dodatku, ze przyjedziemy do pracy... A tak sie stalo, calkowitym przypadkiem nasza emigracja zaczela sie od Pragi wlasnie, spedzilismy tam 2 wspaniale lata, nad ceskim piwem (Lukasz aka Tzvicky), czeskim winem (Basia aka Buru)... A wokolo rozne české speciality, o ktorych Czesi uwielbiaja opowiadac, licytujac sie w ktorej to hospodzie podaja lepsze tradiční jídlo.

A
české jídlo numer jeden, za razem 100% česká specialita, a wedlug wielu czeska potrawa narodowa to tytulowa wolowa poledwica w smietanie. Doskonala przyrzadza Ivka, bardzo dobra serwuje Restaurant Na staré faře (nazywany przez nas "u Svatého Matěje" z racji swej lokalizacji i nazwy przystanku autobusowego). Ow smietanowo-warzywno-korzenny sos polecam, poledwice na ow sposob bardzo lubie, a nie jestem miesozerna za bardzo (OK, no moze te steki:). Jesli juz tutaj laduje miesna potrawa, to musi byc naprawde niezla, a moze tajemnica tkwi w cytrynowej skorce?

Svíčková na smetaně
(4 porcje)
przepis opracowany na podstawie przepisu z www.recepty.cz, tak by przypominal smak poledwicy z jakiejs hospody, myslalam ze byla to hospoda "
u Svatého Matěje", ale nie byla to ona...

600g wolowej poledwicy (w wersji idealnej tzw. biala pieczen)
50 g boczku
300 g lacznie marchwi, selera (korzen), piertuszki (korzen)
2 cebule
13 ziarenek czarnego pieprzu
5 ziarenek ziela angielskiego
3 listki laurowe
250ml gestej smietany (22%)
lyzka cukru
otarta skorka z jednej cytryny
sok z calej cytryny
sol do smaku


Poledwice wolowa obsmazam na boczku i odkladam na bok. Na tymze samym boczku obsmazam pokrojona w duze kawalki marchew, seler, pietruszke i cebule. Do warzyw dorzucam obsmazone wczesniej mieso, dodaje przyprawy, podlewam odrobinka wody i dusze pod przykryciem. Po kilkunastu minutach do sosu wlewam smietane (choc ponoc mozna na samym koncu), sole i dusze mieso do miekkosci. Następnie wyjmuje z wywaru mieso i przyprawy, goracy sos miksuje na bardzo gladki krem. Wlewam do wywaru smietanę, sok z cytryny, dodaje skorke z cytryny i cukier, nastepnie sos ponownie zagotowuje. Poledwice podaje (pokrojona w 7 mm plastry) z bulczanymi knedlikami, brusznicowym dzemem, plastrem cytryny, oczywiście obficie polane sosem.

PS. Na lotnisku w Tel Avivie nalezy pojawic sie na okolo 3 godziny przed planowanym odlotem samolotu (a wiekszosc samolotow odlatuje nad ranem), o kontrolach na izraelskim lotnisku opowiada sie dlugie historie, jednyne co pomaga to zimna krew i zwiezle odpowiedzi na pytania...
Chyba juz zdecydowalam, nie klade sie dzis spac, ciekawe co zostanie ze mnie jutro? :-)

Sunday, June 14, 2009

manchego


poznalismy sie z dojrzalym señor Manchego calkiem niedawno, znajomosc nasza zasluguje jednak ewidentnie na miano "milosc od piewszego sporbowania". Kolejne randki z señor Manchego zaczynaja sie w sklepiku Basher fromagerie od usmiechow naszych ulubionych, a ponoc slawnych na przynajmniej cala Jerozolime sprzedawcow serow z zydwoskiego targu na Machaneh Yehudah.

Poznalismy sie z Mari i Tomem calkiem dawno, w zimie stuknelo 5 lat tej przyjazni, przyjazni ktora niewatpliwie zaczela sie nie od usmiechu, ale od mojego oschlego tekstu (dobrze, ze nikt sie tym nie przejal). Mari zaslynela wtedy zdjeciami z babulenka i rowerem, Tom czarno-bialymi z akcentem kolorystycznym, a Basia, hmm... okienkami i liniami. Polaczyl nas Mistrz Wlodek, mistrz zwany przez nasza trojke "tulipanem".

Dlaczego o tym pisze? Po pierwsze zawszepolka pisze mi tu o liniach na mioch zdjeciach ;) a ja ciagle obiecuje ze wyjasnie. Po drugie to dobry moment by o znajomosci Mari+Tom+Basza napisac, kiedy juz w temacie zdjec jestesmy. A dzialo sie przed pieciu laty - przynajmniej raz w tygodniu spotykalismy sie w mieszkanku Mari i cale wieczory spedzalismy w lazience. Gasilismy swiatlo, rozcienczalismy plyny i pralismy zdjecia. Dokladnie rzecz biorac, to Tom pral, Basza ukladala papier pod powiekszalnikiem, a Mari wlaczala przycisk, a na koncu ogladala wyniki naszej pracy mowiac zwykle "ladne, no, no, no".
Linie na moich zdjeciach pojawily sie jednak wczesniej - mam wrazenie, ze one sa po prostu we mnie...

Manchego tymczasem najlepiej smakuje solo, badz z kawalkiem swiezego chleba, ewentualnie z dulce de membrillo, na sniadanie rewelacja. Manchego to hiszpanski twardy, owczy ser
dojrzewajacy z La Manchy. Cecha charakterystyczna sera jest szlaczek plecionej trawy esparto (Stipa tenacissima lub Lygeum spartum) odcisniety na jego skorce, dawniej bowiem przy wyrobie manchego uzywano wlasnie koszykow z esparto, dzis pozostal tylko wzor. Jego smak jest wyrazny, orzechowy, ma lekko "woskowa" nute ktora w twardych serach lubie, ale... smakuje jak manchego.

PS. Tom siedzi w Barcelonie popijajac, mam nadzjie najlepsze
wina Rioja, nam chwilowo pozostaje kawaleczek najbardziej znanego hiszpanskiego sera by wypelnic ta pustke...

Sunday, June 07, 2009

kabsa


nie napisze dzisiaj o niedawnym Dniu Dziecka i lazeniu z tej okazji po drzewach i wcinaniu marshmallow (ktorego zwykle sie nie tkne);
nie napisze dzisiaj o 20. rocznicy Wolnych Wyborow '89 i jerozolimskim pikniku na trawie z bialo-czerwono-zielono salatka i kuskusem z kurczakiem i harissa (a pysznosci to byly);
nie napisze o wczorajszym oddawaniu krwi i raczeniu sie z tej okazji, jak na Wschodna Jerozolime przystalo, kawa z kardamonem i herbata ze swieza mieta (bo co tu wiecej pisac?);
nie napisze tez, taka mam przynajmniej nadzieje, o czyms co znow jest wsciekle niedostepne...

Pomyslalam, ze to dobry moment na wpis o arabskiej przyprawie zwanej kabsa. Kabsa, to narodowa potrawa Arabii Saudyjskiej, ta sama nazwe nosi rowniez przyprawa ktorej do przyrzadzania owego dania sie uzywa (tak przynajmniej nazywa sie na targu-suqu na jerozolimskiem Starym Miescie). Przyprawa kabsa ma pomaranczowo-czerwony kolor i jest po prostu mieszanka korzeni i przypraw. Szalenie podoba mi sie sklad i aromat tej mieszanki, jedynej mieszanki przypraw, no moze poza garam masala, ktora bardzo lubie. Najbardziej zas podoba mi sie okreslenie naszych sprzedawcow-braci ze sklepiku z przyprawami na Suq el Attarin, ktorzy na pytanie co wchodzi w sklad przyprawy zgodnie odpowiadaja: "latwiej powiedziec co w sklad jej nie wchodzi" :-)

Kilkakrotnie podejmowalam probe zbadania, w pelni empirycznie, co kupowana przeze mnie przyprawa kabsa zawiera (a mieszanaka nieco rozni sie od straganu do straganu, choc ja kupuje tylko "u Braci" ;-) i na pewno sa to: suszone czarne cytryny, liscie laurowe, ziarna ziela angielskiego, ziarna kolendry, straczki zielonego kardamonu, suszone kawalki imbiru, ziarna czarnego pieprzu, mielona czerwona papryka, cynamon... i kto wie co jeszcze. Przyprawa jest niesamowita, wrecz idealna do smazonego-duszonego ryzu!

I klasycznie przepis:
By wpis ten nie byl istana meczarnia dla czytajacych, to pozwole sobie zlozyc mala oferte: za pare tygodni zmierzam w strone Europy, jesliby komus zamarzyla sie kabsa, mahlab czy moze za'atar, to piszcie - z checia zakupie, przywioze i rozesle, ostatecznie orzeklam (wylaczajac nawet moja milosc do kuchni i zakupow), ze przyprawy sa najlepsza pamiatka stad, mam zachecac dalej? :-)