Monday, August 31, 2009

shuk


mango, mango maja!
nectarina sheva shekel...
wrzeszcza, krzycza jak najglosniej sprzedawcy na jerozolimskim Shuk'u

sprawdzilam dzisiaj, pierwsze trzy zdjecia ktore zrobilam w Jerozolimie, to zdjecia z Shuk'u. Dzisiaj tez wiem, ze ostatnie jerozolimskie zdjecia sa rowniez z
Shuk'u (zanim tu wroce, a na dzien dzisiejszy jest to blizej nieokreslona i zapewne odlegla przyszlosc). Obiecywalam te zdjecia, blisko dwa lata temu, a nie zrobilam ich, bo albo sie wybiera pomidory, albo robi fotografie, tak przynajmniej bylo w moim przypadku :-D

Co to wogole jest
Shuk? Dlaczego nie pisze po prostu ze jest to targ i to targ z malej litery? Przeciez slowo shuk [hebr. שוק] w rzeczy samej oznacza targ, targ pod otwartym niebem. Jerozolimski targ w zydowskiej dzielnicy Mahane Yehuda nazywany jest oficjlnie 'targiem Mahane Yehuda', nazwa ta pojawia sie jednak jedynie w prasie czy telewizji, tak naprawde wszyscy mowia Shuk i kazdy wie o co chodzi (jest jeszcze suk arabski na Starym Miescie lecz suk i shuk sie nikomu nie myla).

W miejsce przepisu:
Dla mnie ow jerozolimski
Shuk byl, nie liczac moze archeologii (dodam, ze archeologiem nie jestem:), jednym z ciekawszych doswiadczen izraelskich. Kazdemu polecam! Jestem zdania i powiem to bardzo zdecydowanie, ze jesli chce sie zobaczyc jak zyje sie w Jerozolimie to nalezy byc na Shuk'u, trzeba byc jako fotograf, ale nade wszystko jako uczestnik calego wydarzenia, jako kupujacy trzeba tam byc koniecznie! To jest zjawisko-instytucja, to nie jest taki sobie targ...













PS. Mialam duzy dylemat czy zamiescic 1 zdjecie jak zazwyczaj, czy moze 3 jak w szczegolnych przypadkach? Postanowilam ze bedzie to 13, trzynastka jest bowiem dla mnie dobra liczba...

Sunday, August 23, 2009

lody


ponoc Europe zalewaja upaly, Izrael zreszta tez, jak co roku o tej porze, tyle ze tutaj jest to zupelnie normalne. Od blisko cztrech miesiecy nie spadla w Jerozolimie ani kropla deszczu, temperatury w dzien to min. 30 stopni (tak, tak Celsjusza), czasem mysle ze to nawet nudne tak budzic sie co rana, biec do kuchni i zanim wyjrzy sie przez okno krzyczec "oczywiscie slonce" :) Nie znudzilo mi sie to i zapewne nie znudziloby sie... Dzisiaj jednak ze spokojnym sumieniem moge powiedziec, ze tutejsze lato zaczynajace sie w kwietniu, a konczace w pazdzierniku jest cudowne, codziennie pogoda na wypad nad morze do ktorego, niewazne czy na wschod, czy zachod jechac to tylko 30-40 minut drogi... Ale wszystko co dobre sie konczy, 2 lata mijaja niesamowicie szybko i powrot do Srodkowej Europy zbliza sie wielkimi krokami, krokami mierzomymi na dni juz.

Na pocieszenie i oslode zafundowalam sobie wysmienite lody Ali aka Margot, lody dla ochlody rzecz jasna. Lodow nie trzeba jakos szczegolnie opisywac, zreszta nie chce mi sie specjalnie nic wiecej wymyslac. Jedyne co przychodzi mi na mysl to fakt, ze przez ostatnie dwa lata bawilam sie lodem siedzac przed monitorem komputera kazdego dnia w pracy, a teraz wezme miseczke lodow i pojde upajac sie ostatnimi promieniami slonca, ktore dwa miesiace temu bylo niemal w zenicie...

Domowe lody waniliowe i stracciatella (w oryginale to lody domowe bez maszynki wg Ali):
2 duże jajka
12 dag cukru (w tym w lyzki cukru z wanilia)
300 ml śmietanki
kremówki 36%
1 łyżka przegotowanej ciepłej wody
w wersji stracciatella: 100g dobrej czanej czekolady

Za Ala: ubić białka, dodać połowę cukru, ubić. W innej misce ubić śmietankę . W trzeciej misce ubić żółtka z wodą ,dodać cukier i ew. cukier waniliowy aż zbieleją jajka. Zmieszać delikatnie zawartość trzech misek, nakryć dokładnie folią lub przełożyć do plastykowej z pokrywką. Włożyć do zamrażalnika W oryginale na 24 godziny, ale moje zrobione wieczorem są dobre rano.
Do jednej porcji lodow starlam na grubych oczkach 100g czarnej czekolady z chili - pychota :-)

Z znow PS. I nagrody... Jeszcze raz dziekuje pieknie Tili, An-nie i Viridiance za wyroznienia (i wylosowanie, w ostatnim przypadku :)!
Co moge o sobie napisac? Przeciez ten caly blog to moje jedno wielkie ja, co lubie, co pieke, co wspominam i tego nie zamierzam przestac robic... Dodam tylko, ze probuje realizowac w praktyce powiedznie life is good... Kogo moge wyroznic, skazac tym samym na pisanie czegos o sobie? Wszyscy Ci ktorych odwiedzam zasluguja na nie, mysle ze gdy pisze wiecej niz pyszne ciasto, to juz ta gwiazdka wyroznienia, wymigam sie bezczelnie, wybaczcie, zonk!

Sunday, August 16, 2009

pomidorowa


- zupy zdjedz talerz goracej, pomidorowa, przynajmniej dobra
- mamo, nie chce zupy na listy, chce z mama porozmawiac
- na listy, mozesz rozmawiac i jesc
Dzien Swira (2002), 25. minuta 25. sekunda

Ilekroc slysze czy mysle o dobrej pomidorowej, zawsze przed oczami mam scene z Dnia Swira, scene, w ktorej Adas przychodzi do mamy i mowi o skrzynce, a mama podaje zupe zastanawiajac sie nad zgubnym wplywem pieprzu na nerki, a Adas dalej o skrzynce... Dlaczego zupa jest czasem wazniejsza niz bliscy? Im dluzej nad tym mysle, tym bardziej chce by tak nie bylo... Dlatego obok zupy laduje jakas opowiastka, ktos sie pojawia, cos sie dzieje i znow problem, by nie gadac za dlugo, by umiec sluchac...

Nie przepadalam za pomidorowa w dziecinstwie. Nie przepadalam chyba dlatego, ze moja Mama, milosniczka natki pietruszki (i lawendy), dodawala do pomidorowej garsc owej natki i fakt ow powodowal, ze zupa byla bardzo dobra, ale nie wysmienita. Wiem ze niekiedy tak jest, iz do pewnych smakow przekonujemy sie z czasem, dorastamy do nich? Widocznie doroslam do natki pietruszki - teraz garsciami i do wszystkiego - uwielbam ją (nie, nie, z arbuzem sie nie da, to juz wiem :-)

Babcia Rozia, babcia ktora byla najlepsza Babcia na swiecie, zawsze mowiala o niesfornej corce Niusi, ze gdyby nie rodzila w domu, to nie uwierzylaby ze to Jej wlasne dziecko i na pewno Niusie ktos podrzucil :-) Gdyby nie odziedziczona po Lukaszu Babcia Rozia i jego Mama Niusia, to zapewne nie docenialabym smaku podplomykow, zapewne nie robilabym pomidorowej z lanym ciastem...

Przepis na zupe ze swiezych pomidorow z kluseczkami z lanego ciasta wg Niusi (4-6 porcji):
8 duzych pomidorow (1kg)
pol szklanki jarzynki
szklanka gestej, kwasniej smietany
2 lyzki cukru
sol do smaku
lyzka drobnoposiekanej natki pietruszki (tak, dla mnie moze byc pol garstki, ale wtedy bedzie bunt na pokladzie:)

Niusia nakazala mi pomidory pokroic w cwiartki, wrzucic do gara, zalac szklanka wody i gotowac kilkanascie minut (gotowalam pol godziny). Nastepnie pomidory przetarlam przez sitko, dodalam zmiksowana jarzynke (marchewka, pietruszka, seler, por, lisc wloskiej kapusty gotowane "na kostce", a nastepnie zmiksowane), smietane wymieszana z sola, 2-3 szklanki wody. Zagotowalam powoli, dodalam cukier i natke pietruszki, a na gotujaca zupe wlalam malutkie lane kluseczki z:
3 jajek
6 czubatych lyzek mąki

Zagotowalam i nie moglam sie doczekac, az zupa ostygnie...

PS.1. Na zdjeciu pomidorowej towarzysza placki na sodzie z przepisu An-ny, to tez moj smak dziecinstwa, jeden z ulubionych...
PS.2. Kilkanascie dni temu po powrocie z zakupow z siatka pelna pieknych pomidorow w skrzynce mailowej zastalam e-mail od Olgi ze Smaku Imprezy zaparszajacy do pomidorowej zabawy. W takiej sytuacji zupie pomidorowej nie moglam sie oprzec - dolaczylam niniejszym do akcji Olgi i nawet panzanella o ktorej dyskutowalysmy z Ania poszla w odstawke.
PS.3. Ogromnie dziekuje Tili z Kuchni Szczescia i An-nie z Waniliowo za wyroznienie Makagigi i tym samym mnie, jest mi bardzo milo i oczywiscie sie rumienie ;) Obiecuje napisac jeszcze w tej sprawie, ale dajcie mi prosze chwilke!

Sunday, August 09, 2009

z młodymi buraczkami


od polowy lat 80-tych kilka dni zarowno wakacji letnich jak i zimowych ferii spedzalam w Radocynie w Beskidzie Niskim, dojezdzalismy tam tzw. droga przez 7 potokow, czyli przez Nieznajowa. Prawda jest taka, ze potok jest naprawde jeden i jest to Wisloka, ale miedzy Czarnem a Swiatkowa mocno meandruje i kilkakrotnie przecina droge. Kilka lat temu Wisloka podmyla, a potem zabrala spory kawalek drogi, wiec pozostal urwisty brzeg i juz potokowej drogi Swiatkowa-Czarne samochodem pokonac sie nie dalo...

W polowie lat 90-tych
kilka dni zarowno wakacji letnich jak i zimowych ferii spedzalam w Radocynie, tam poznalam smak pierogow ruskich z mieta, znalazlam neolityczny piesciak i pierwszy raz widzialam swietliki. Radocyna byla nasza baza wypadowa - lazilismy po calym srodkowym Beskidzie Niskim, raz na kilka dni szlismy 7 albo 9 kilometrow do sklepu, a po drodze na poziomki. No i osiemnastki, tak w Radocynie odbywaly sie najlepsze osiemnastki jakie mozna sobie wymarzyc!

Na poczatku XXI wieku zaczelam odwiedzac Radocyne i bliskie jej okolice znacznie rzadziej, raz do roku, najdluzej na dzien. Moi Rodzice miaszkaja na obrzezach Beskidu Niskiego, dla mnie jednak wlasciwy Beskid Niski zaczyna sie na poludnie od Sekowej, jedzie sie tam, bo ciagnie cos co ciezko nazwac... W tym roku poczatkiem lipca wyciagnelam Age i Jasia, Demona nie trzeba bylo wyciagac - sam pchal sie do samochodu, i pojechalismy z Lukaszem w strone Radocyny. Zrobilismy pieszo krotki odcinek Czarne - Niezajowa, przechodzac przez te kilka potokow, cieszac sie kartuzkami, rumiankami i bujna zielona trawa. Oczywiscie kupilismy w bacowce u Klimowskich kilo jeszcze cieplego owczego bundzu i trzy dobrze uwedzone oscypki.

Lukasz zwykl podsumowywac moje gusta tak:
- Basia zawsze chce to, czego nie ma (ale zdaje sie ze i An-na i ja wiemy, jak to ma wygladac :)
- Basia lubi sery, ktore nie maja smaku
Bundz to ponoc ser z serii tych bez smaku, choc porządnie smierdzi owcą. Pisze to na pocieszenie tym, ktorzy mogliby miec problem z jego zakupem. Ale jak juz sie ma bundz, a wlasciewie resztki jakie z niego zostana, to trzeba je dobrze wykorzystac!

Letnia salatka z mlodych buraczkow z bundzem (2 porcje):
2 spore garscie mlodych buraczkow
1 garsc mlodych buraczanych listkow
kilka rzodkiewek
kilka galazek natki pietruszki
sok z cytryny
oliwa z oliwek, najlepsza z mozliwych
garsc badz dwie pokrojonego w male kawalki bundzu
szara sol

Oczyszczone buraczki pokroilam na bardzo cienkie talarki, ulozylam na talerzu, dorzucilam buraczane listki, rzodkwiewki pokrojone na cwiartki, listki pietruszki. Calosc hojnie polalam oliwa, sokiem z cytryny. Posypalam kawalkami bundzu i poproszylam wielicka szara sola. Dla mnie bomba :)

PS.1. Saltka powyzsza powstala dzieki
temu pomyslowi Magdy Gessler z ubieglorocznych grudniowych WO, tak juz mam ze od kilku lat WO czytuje z blisko polrocznym opoznieniem...
PS.2. W warunkach angielskich przygotowalam salteke z rukola zamiast mlodych buraczanych listkow i serem wensleydale zamiast bundzu, dodam jednak ze mozzarella sprawdzilaby sie tutaj zacznieee lepiej!


Sunday, August 02, 2009

sabra


we wspolczesnym hebrajskim mianem sabra okresla sie Zyda urodzonego na ziemi Izraela. Sabra to rowniez owoc opuncji figowej (Opuntia ficus-indica), owoc kolczasty i szorstki z zewnatrz, a miekki i slodki w srodku - taki jest zarazem stereotyp Izraelczyka urodzonego w Izraelu. Ron Mainberg w ksiazce Taste of Israel pisze: epitet ten (czyli okreslenie sabra) jest w uzyciu od tak dawna, ze nawet przestalismy czuc sie obrazani i z czasem zaczelismy byc z nawet z niego dumni. W koncu, jak wiele innych narodow bierze swa nazwe od owocu?

Owoc opuncji, rzeczona sabra, pojawia sie na izraelskich targach na poczatku lata, czasem nawet wczesniej. Teraz jednak pojawily sie owoce o fioletowo-zielonej skorce, purpurowe zas w srodku. Jak dla mnie te purpurowe sa smaczniejsze, trudniej trafic na przejrzale owoce, co czesto zdarza sie w przypadku odmiany pomaranczowej... Mimo tego, ze uprawy opuncji figowej rozrosly sie znacznie w ostanich latach owoc opuncji jest nadal rarytasem, a pojawienie sie go na jerozolimsikm targu wzbudza niemala radosc!

Moje przepisy na salatki owocowe sprowadzaja sie do jednej prostej zasady: wez 3 rodzaje owocow i 5 rodzaji dodatkow ktore stworza sos. Po latach prob stworzylam salatke idealna ananas-banan-kokos plus metaxa-cytryna-
miod-cz.porzeczka-pieprz lub metaxa-cytryna-pini-roza-gorzka.pomarancza (koniecznie zarowno ananas jak i orzech kokosowy musza byc swieze, innych sie nie tkne:). Co jednak poczac, gdy w Izraelu swiezy orzech kokosowy pojawia sie na tak tylko dlugo, jak dlugo kwitnie kwiat papoci? Trzeba ratowac sie owocem lokalnym!

Przepis na salatke z ananasow, bananow i owocow opuncji figowej (4 porcje)
sredni ananas
4 duze zielonkawe banany
4 owoce opuncji
100ml metaxy (ew. brendy)
2 lyzki jasnego miodu
2 lyzki soku z cytryny
pol lyzki swiezo i grubo mielonego czarnego pieprzu
pol garstki lisci swiezej miety

Ananas obieram, pozbawiam lykowatego srodka, kroje na cwiartki, kazda cwiartke wzdluz na pol, a potem wpoprzek na 7mm plasterki. To samo z bananami i owocami opuncji, choc te kroje w ciut ciensze, 5mm plasterki. Owoce wrzucam do misy i zalewam mikstura z alkoholu (akurat tym razem uzylam zubrowki, bo zupelnie niewiadomo dlaczego wszystek tzw. mocny alkohol z naszego domu wyparowal), soku z cytryny, miodu rzepakowego, posypuje swiezo mielonym pieprzem, listkami miety, mieszam i chlodze w lodowce przez dobra godzine czy dwie, mieszajec ze dwa razy w miedzyczasie.

Salatka ta smakowala nam wysmienicie nad brzegiem Morza Srodziemnego, na plazy w Rishon_LeZion, jestem pewna ze rownie dobra bedzie na kazdy inny piknik.

Sunday, July 26, 2009

fish&chips


...nocka przyszla idz juz spac
spij, spij, slodko sobie snij
niech Ci Pani Noc przyniesie koc...*

"Leonek" Justyny Steczkowskiej, najladniejsza kolysanka jaka ostatnio slyszlam

na dzisiaj akcja "Zojka" zakonczona, przed nami kilka chwil wolnego wieczoru. Od kilku dni bowiem stacjonuje w Woking u czteromiesiecznej Zoe, u Gosi i Jona, czas ucieka nam bardzo szybko, Bobo spi w dzien tyle by zdazyc uprasowac jedna zaslone, a czasem tylko pol zaslony :-)

Zoe jadla dzisiaj swoj pierwszy ryz, jadla to moze duzo powiedziane, probowala i nie wiedziala do konca co z nim zrobic, przed Nia jeszcze dluga droga by przy okazji wycieczek nad morze i spacerow po kamienistej plazy sprobowac fish&chips w Fred's w Littlehampton. My tymczasem pozwolilismy sobie na rybe
haddock (watluszcza srebrzystego ;) z frytkami bez octu. Byla wysmienita, a mam dobre porownianie, bo nie dalej jak 10 dni temu probowalam raczyc sie ryba w Rowach nad Baltykiem. Kazdym razem zreszta przy okazji kajakowania odwiedzamy jakies rybne przybytki i prawie za kazdym razem wychodzimy usatysfakcjonowani jedynie w polowie (czyt. smaczne frytki).

Kilka lat temu zainspirowana jakims programem kulinarnym na BBC (prawdopodobnie Two Fat Ladies) robilam fish&chips wlasnorecznie, smazylismy wielkie frytki, kupowalismy "swieze" dorsze na Nowym Kleparzu, bylo to smaczne ale teraz wiem, ze nie do konca o "to" chodzilo. Pomyslalm, ze dzisiaj wiem dokladnie: sekretem jest prawdziwie swieza ryba prosto z morza, nie dziwie sie ze o taka na krakowskim Kleparzu bylo trudno, nie moge jednak zrozumiec dlaczego o taka rybe ciezko nad polskimi jeziorami, rzekami czy morzem? Czesto pojawiaja sie kwestie dodatkowe jak: odpowiednia temperatura tluszczu, dobra panierka, myslalam ze juz nigdy nie zachwyce sie smazona ryba, a jedna, a jednak nie nad polskim jeziorem.

Zamiast przepisu zapraszam wiec na Wyspy - usmiechnieta Zoe i
fish&chips to jest to!



PS. Wszystkich ktorym nie odpisuje na maile bardzo przepraszam, w takiej sytuacji po prostu sie nie ma szans :-) Pozdrawiam jednak goraco i serdecznie!

Sunday, July 19, 2009

galaretka z czarnej porzeczki



wrocilismy z Lupawy, ze splywu kajakowego Lupawa, rzeka żwawa, miejscami plynaca jednym wielkim bystrzem, odludna i bardzo urozmaicona. Padalo oczywiscie niemal bez przerwy przez 5 dni z rzedu, przez kolejnych 5 czasem pokropilo, a nasza meteorologiczna brygada KiM przepowiadala "bedzie lalo, albo bedzie slonce" :) Przygoda byla wspaniala, glownie dzieki paczce przyjaciol, ktorym tym samym dziekuje za fantastyczna zabawe!

Bedac jeszcze w kajakowym nastroju wspomne ubiegloroczny kajakowy hit - mianowicie przepis na niesamowita galaretke z czarnych porzeczek na zimno wedlug KasiM, zapalonej kajakarki, choc w tym roku tzw. kajakarki duchem. Kajakarzom usciski i milosnikom porzeczkowej galaretki tez :-)


Przepis na galaretke z czarnej porzeczki na zimno (kajakarki KasiM):

1 litr miazszu przetartego z czarnych porzeczek
1 litr cukru krysztalu

Przygotowac czyste wyparzone/wysterylizowane sloiczki i pokrywki, wazne by sloiczki byly stosunkowo nowe, warto tez zainwestowac w nowe pokrywki, galaretki sie nie gotuje, wiec zdarza sie jej "wyplywac" (czyli fermentowac) ze sloikow przy najmniejszym dostepie powietrza.

Dorodne czarne porzeczki przebrac dokladnie, a nastepnie oplukac i dobrze odsaczyc, pozostawic by obeschly. Nastepnie porzeczki zmiksowac
na gladka niemal pulpe. Porzeczkowa mase przecierac partiami przez sito (przecieram dosyc dlugo, do miazszu dostaja sie wtedy drobniejsze pestki i przecieraja sie rowniez skorki, co galaretce dodaje uroku i ciemniejszego koloru). Do przetartego miazszu dodac cukier i mieszac tak dlugo az cukier sie rozpusci, okolo 5-7 minut. Gotowa galaretke nalozyc do malych sloiczkow. Na wierzch galaretki w kazdym sloiczku nalac okolo 1/2 lyzeczki spirytusu, podpalic i natychmiast, jeszcze gdy spirytus plonie, zakrecilc sloiczek. Galaretka zastyga po mniej wiecej godzinie, jest przedobra!

Z 2 litrow calych porzeczek powstaje po przetarciu prawie 4 szklanki miazszu do ktorych nalezy dodac prawie 4 szklanki cukru (z czego powstaje 8 200ml sloiczkow galaretki).


PS. Tak widowiskowych eksperymentow jak podpalanie spirytusu nalanego na wierzch galaretki nie robilam od lat i niemal zapomnialam, ze ponoc cale to moje "papranie" sie w kuchni to moja zylka eksperymentalisty...

Sunday, July 12, 2009

jagodzianki


od kilku lat jezdze na Kajaki, na kilkudniowe splywy kajakowe dokladnie. Szczerze mowiac Kajaki i mnie polaczyla przygoda od pierwszego poplyniecia i na chwile obecna nie wyobrazam sobie wakacji bez nich, bez planowania, rezerwowania, dzwonienia do "panow od wypozyczania kajakow" i bez przyjaciol, bez chinskiej zupki z dodatkiem zoltego sera, bez wody z z gory, boku i od dolu i tej niepewnosci czy znow bedzie ladnie, a ladnie na kajakach przestalo byc w 2004 roku...

Z Kajakow przywozem zawsze jakos mniejsza badz wieksza kulinarna ciekawostke, zaczelo sie wszystko 8 lat temu na najbardziej znanym chyba kajakowo szlaku. Dzisiaj moje kajakowo-kulinarne wspomnienia przedstawiaja sie nastepujaco:

2001, Czarna Hancza: jagodzianki, sekacze i orzechowka Gosienko
2002, Drawa: domowy twarog sprzedawany wprost z bagaznika trabanta
2003, Narew: kwas chlebowy i kwaszone ogorki narwianskie
2004, Krutynia i Mirka zupa z dodatkiem zoltego sera

2005, Rospuda i Blizna:
babka ziemniaczana
2006, Pilawa i Rurzyca plus miod malinowy Moniki
2007, Krutynia i kurki w smietanie, powidlo wisniowe Ali i
miod rzepakowy
2008, Wda z galretka porzeczkowa Kasi
2009, Łupawa i wielka niewiadoma...

W tej chwili plyniemy Łupawą, powinnismy dzisiaj byc mniej wiecej w polowie trasy, nie wiem co nas czeka, moze ktos z nas znow przywola Czarna Hancze i smak jagodzianek
(o czym wspomnialam juz tutaj)? Pozdrawiam kajakowo :-)

Przepis na jagodzianki z kajakowych wspomnien (ciasto na bulki jeszcze lepsze, 12 srednich buleczek):
12.5g drozdzy
2 szklanki maki
1/2 szklanki mleka
8 lyzek cukru (w tym jedna cukru z prawdziwa wanilia)
2 zoltka
4 lyzki masla
otarta skorka z cytryny
1/4 kilograma borowek (czyli jagod)
+ kruszonka z 25g masla wedlug przepisu tutaj


Z drozdzy, lyzki maki i lyzki mleka zrobic rozczyn i czekac az drozdze podrosna. Z zoltek i cukru utrzec kogel-mogel, poczym dodac do mąki wraz z rozczynem. Dodac roztopione maslo, skorke i zagniesc ciasto, w trakcie zagniatania dodac pozostale mleko. Ciasto dobrze wyrobic (10-15 minut). Ciasto podzielic ciasto na 8 lub 12 kawalkow, uformowac okragle placuszki, rozplaszczyc i nadpelniec okolo dwoma lyzkami borowek, dobrze zlepic, ulozyc na blasze, przykryc sciereczka i pozostawic do wyrosniecia na conajmniej godzine. Smarowac roztrzepanym zoltkiem, posypac kruszonka i piec do zlota w 175 stopniach (~15-20minut).

PS.1. A oto jak Demon, moj ukochany posokowiec bawarski z Beskidu Niskiego, pozowal kilka dni temu do jagodziankowych zdjec:



PS.2. Dopisane po powrocie: oczywiscie 5 z 10 kajakowych dni lalo jak z cebra, bylo zimno ale jak zwykle wspaniale!

Sunday, July 05, 2009

z zółtym serem


jestem wrogiem wszelkich erzacy - a plastik to dla mnie taki smiec - nie lubie plastikowych kubkow, talerzykow, reklamowek, a nade wszystko widelcy! Przeciez takim widelcem nie mozna niczego niemal nabic, nieprawdaz? Lukasz czasem namawia mnie na jakies polsrodki, ze bedzie mniej roboty, ze cos... Coz, z uporem maniaka nosze kieliszki na trawe, nie daje sie namowic nawet na to ze potem mniej zmywania - nie tyle jestem tradycjonalistka, co napewno uparciuchem :)

Ale tym razem poszlam na kompromis, powiedzialam sobie: a co mi tam, raz i ja moge pojsc na ustepstwo i tak kupilismy papierowe talerzyki w kolorze czarnym. Kieliszkow na razie nie zastepuje papierowymi kubkami za co pewnie Michal sie do mnie usmiechnie? Wyciagnelam mojego domatora na trawe, na sztuczna trawe izraelska jak to zwyklismy ja nazywac, bo w warunkach tutejszego kilmatu pewnie inna by nie przetrwala? Trawa w tym roku jakos sie nie udala, ale nie przeszkadzalo nam to piknikowac, a juz szczegolnie w chwili obecnej gdy to od kilku dni cieszymy sie bujna i zielona trawa w Beskidzie Niskim.

W ramach drugiego pikniku z widokiem na Kopule Skaly byly: w ramach 34 Weekendowej Piekarni Margot chleb 60/40 Nilsa zaproponowany przez Tatter, kwasnie czeresnie, polskodkie zielone figi i salatka z serem. I poniewaz chleb sam sie komentuje - doskonaly - nie doczekal krojenia na zimno (
zreszta pieklam go juz kilka razy, zmianiajac w koncu make 1150 na 720 przez co chleb stal sie moim ulubionym), owoce tez, to pozostaje owa salatka. Pewnego razu salatke z zoltym serem robila Aga, byla wspaniala, wiec na dlugo pomysl dodatku tartego sera pozostal mi w pamieci, dla wszystkich seroholikow taka salatka to istna rozkosz, wiec z mila checia pomysl od Agi przejelam. Ser polaczylam z moja ulubiona pomidorowo-rzedkiewkowo-awokadowa kompozycja i tak powstala:

Nalepsza salatka z zoltym serem (4 porcje):
4 garsci salaty
4 garsci pomidorkow koktajlowych
2 garsci rzodkiewki
1 duze awokado
pol garsci listkow miety i pietruszki
4 lyzki oliwy
2 lyzki soku z cytryny
2 lyzki miodu rzepakowego
sol, pieprz czarny swiezo mielony
10da zoltego sera (np. maasdam, gouda)

Liscie salaty porwac i wrzucic na dno miski, dorzucic pomidorki pokrojone w cwiartki, rzodkiewki pokrojone w cwiartki, awokado w trojkaty, porwane listki miety i pietruszki. Z oliwy, soku z cytryny i miodu zrobic sos (przez wymieszanie) i polac nim salatke. Posolic, popieprzyc, a na wierzch zetrzec solidny kawalek dobrego zoltego sera. Piknik z taka salatka to sama radosc!

PS. Wszystkim zycze udanych wakacji, my we wtorek r
uszamy na kajaki :-)

Sunday, June 28, 2009

lemoniada


jest we Wschodniej Jerozolimie restauracja pod dachem z pedow i lisci winorosli, miesci sie ona przy "Jerusalem Hotel", nie ma za bardzo chyba zadnej nazwy, ale serwuje calkiem niezle meze i doskonaly domowy napoj na bazie soku z cytryn. Tenze napoj jest bardzo popularny w Izraelu, mam wrazenie ze w tzw. arabskich miejscach jest szczegolnie pyszny i orzezwiajacy, a co najwazniejsze przygotowany na biezaco, zawsze aromatyczny, bardzo kwasny i dosyc slodki. Napoj zwany jest lemoniada.

Nie zwyklam robic zdjec w restauracjach (czesciowo dlatego, ze nie jestem Amarykanka i jakos sie wstydze, oraz dlatego ze zwykle w restauracjach nie ma "dobrego swiatla", wiec i tak ze zdjec takich niewiele wyjdzie). Nigdy tez nie pomyslalam tez by spytac w jakiejs resteuracji o przepis... Do czasu jak widac. Nie wytrzymalam, kilka tygodni temu we wspomnianej restauracji, ku wielkiemu rozbawieniu Kasi i Lukasza, po kilkunastu minutach wahania, poszlam w strone baru i zapytalam co zrobic z owa mieta by nie wyszla z niej czarna breja, a piekna zielona pianka?
Wiem juz - na nadchodzace upalne polskie lato lemoniada z mieta bedzie obowiazkowa :-)

Bliskowschodnia lemoniada (przepis podstawowy, zrodla niestety nie pamietam):
1 szklanka soku z cytryny
1/2 szklanki cukru
woda, lod
Cukier rozpuscic w odrobinie cieplej wody, dodac sok, dopelnic woda do objetosci jednego litra. Wymieszac, dodac kilka kostek lodu.

Palestynska lemoniada (przepis z Jerusalam Hotel na Nablus Rd. w Jerozolimie)
1 szklanka soku z cytryny
1/2 szklanki cukru
1/4-1/2 szklanki swiezych listkow miety
woda, lod
Do blendera wlac sok z cytryny, dodac cukier oraz listki miety, dopelnic woda i lodem (kilka duzych kostek) do objetosci jednego litra i nastepnie wszystko zmiksowac do uzyskania zielonkawego zabarwienia lemoniady. Po dluzszej chwili lemoniada moze sie rozwarstwic - zmiksowane listki powedruja na powierzchnie lemoniady - wystaczy jedynie zamieszac - jest wysmienita!

PS. Jesli ktos by byl bardzo ciekaw to kwiat na zdjeciu to kwiat granatu - po lewej lekko przekwikniety, po prawej paczek tuz przed kwitnieniem. Sfotografowana zielona lemoniada to wersja z drobno posiekanymi listkami miety, nawet nie w polowie tak dobra jak ze zmiksowanymi.